Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ignacy Karpowicz
‹Cud›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCud
Data wydania11 września 2013
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-05219-8
Format256s. 145x205 mm
Cena34,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Umarł Bóg, niech żyje Bóg!
[Ignacy Karpowicz „Cud” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Najważniejsza postać „Cudu” ginie w pierwszych kilku akapitach, ale wznowionej właśnie książki Ignacego Karpowicza ruch ten na szczęście zabić nie jest w stanie.

Daniel Markiewicz

Umarł Bóg, niech żyje Bóg!
[Ignacy Karpowicz „Cud” - recenzja]

Najważniejsza postać „Cudu” ginie w pierwszych kilku akapitach, ale wznowionej właśnie książki Ignacego Karpowicza ruch ten na szczęście zabić nie jest w stanie.

Ignacy Karpowicz
‹Cud›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCud
Data wydania11 września 2013
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-05219-8
Format256s. 145x205 mm
Cena34,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Pomysł na swoją drugą powieść autor miał iście zwariowany, choć teraz, gdy mamy już za sobą lekturę „Balladyn i romansów”, wiemy też, że absurd jest czymś, w czym Karpowicz czuje się jak ryba w wodzie (lub, nawiązując do tytułu jego najnowszej książki – jak ości w rybie). Mikołaj, czyli wspomniany już główny bohater, ginie w wypadku samochodowym, ale ginie… nie do końca. Ciało zabitego zachowuje temperaturę 36,7 stopnia („mamy do czynienia z chorym nieboszczykiem” – skomentuje później lekarz). Cud? Tak, cud. I motor napędowy całej powieści.
Martwy Mikołaj w jednej chwili staje się punktem odniesienia dla wszystkich pozostałych postaci. Jako trup i jednocześnie nie-trup okazuje się znacznie bardziej wpływowym gościem, niż był za życia. Staje się centrum zainteresowania naukowców, mediów, ale też tzw. zwykłych ludzi, a jedna z bohaterek usilnie zapragnie mieć z nim dziecko. Ciepły nieboszczyk jako pępek świata? Groteskowy pomysł Karpowicz wykorzystuje do paru zadań. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z diagnozą społeczną – autor „Niehalo” stawia ją poprzez fabułę i język. W pierwszym wypadku ujawnia ludzką potrzebę tytułowego cudu, pozamaterialnego wpływu na nasz świat, uderzenia, jakiego ów „zwykły człowiek” potrzebuje, by jego egzystencja przestała przypominać życie robota „pracującego” przy taśmie w fabryce. Z kolei w warstwie językowej Karpowicz dociera do fraz, jakie mogłyby stać się koszmarem średnio wyedukowanego polonisty. Pisarz ma niebywałe ucho do tego, jak mówimy i w bardzo naturalny sposób (jest w tym chyba nawet lepszy niż ceniona właśnie za podobne zabiegi Dorota Masłowska) wplata je w narrację. Grafomania potocznej polszczyzny zostaje tu również wzbogacona, bo przecież nikt nie używa na co dzień fraz typu „rozhibernowane półtusze bólu”, ale nie da się ukryć, że jest to spotęgowana narracja rodem z niezwykle popularnych obecnie docu-soap, czyli niestety także z naszego życia.
Konwencja absurdu posłużyła nie tylko obnażeniu naszych przywar, ale też zmierzeniu się z pytaniem: co zrobić z Bogiem, który nagle zaplątał się do naszego świata (i wprowadził do niego niezłe zamieszanie)? Karpowicz udziela na nie odpowiedzi, ta odpowiedź niejako „wisi” cały czas nad opowiadaną historią, by w zaktualizowanym na potrzeby wznowienia finale spaść z pełną mocą. Uważny czytelnik spyta tutaj: no dobrze, ale skąd nagle Bóg? Ano stąd, że (nomen omen) obcujemy z pierwszą od czasów Chrystusowych osobą przełamującą barierę życia i śmierci. Dodatkowo toczy się też równoległa narracja ojca Mikołaja, stylizowana ni to na gawędę, ni to na wiejską gwarę, ni to wreszcie na Ewangelię. Fragmenty te jednoznacznie wskazują na boską proweniencję bohatera, ale dla wielu czytelników mogą okazać się niestrawne – wymagają skupienia i bywają męczące, choć rezygnowanie z nich odbiera część przyjemności z lektury, bo trafiają się tam kolejne perełki językowe.
Męczący może okazać się też sposób narracji całości – Karpowicz jest oczywiście bardzo sprawny językowo, tym razem zdecydował się jednak na zabieg stylistyczny polegający na wrzucaniu dopowiedzeń w nawiasach (naprawdę częstych) (co z reguły jest autentycznie zabawne) (ale momentami irytujące). To jednak tak naprawdę drobiazgi do przeżycia, a poza wspomnianymi stylizowanymi rozdziałami „Cud” czyta się lekko. Dzięki solidnej dawce humoru, w tym częstym grom językowym, sporą przyjemność z lektury można czerpać nawet odrzucając „biblijny” poziom interpretacyjny. Doskonałe zastosowanie znajduje tu motto książki: „Skoro nie chcieliście zbawienia mądrością, zbawiłem was głupotą”. Wystarczy tylko podmienić „zbawienie” na czytelnicze ukontentowanie.
koniec
13 listopada 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jak to u nas w wiosce było…
Beatrycze Nowicka

28 VII 2021

„Wezwijcie moje dzieci”, zamykające trylogię Marty Krajewskiej o Wilczej Dolinie, to książka głównie dla najwierniejszych fanów cyklu.

więcej »

W roli głównej układ okresowy
Marcin Mroziuk

27 VII 2021

W „Jest chemia!” znajdziemy mnóstwo informacji, które mogą się przydać młodym czytelnikom na lekcjach tytułowego przedmiotu. Najważniejsze jest jednak to, że Mike Barfield potrafi pisać znacznie ciekawiej niż autorzy podręczników szkolnych.

więcej »

Krótko o książkach: Musimy przestać pytać
Joanna Kapica-Curzytek

26 VII 2021

Jak to bywa w powieściach kryminalnych autorstwa Karin Slaughter, w „Milczącej żonie” mamy całkiem sporo drastycznych szczegółów. Ale są też opisy całkiem ciekawie poprowadzonego śledztwa, widzianego z punktu widzenia policji oraz lekarzy medycyny sądowej. To składa się na książkę, która nie powinna rozczarować.

więcej »

Polecamy

„Wolność”

W podziemnym kręgu:

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kresy polskie i opowieści
— Paweł Micnas

Dom zły
— Daniel Markiewicz

Esensja czyta: Kwiecień 2011
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz

Bogowie jak ludzie
— Joanna Kapica-Curzytek

Małe gesty – trudne sprawy
— Andrzej Szwatoński

Tegoż autora

Zapomną o nas
— Daniel Markiewicz

Mistrzostwo formy
— Daniel Markiewicz

Walc nasz (zbyt) powszedni
— Daniel Markiewicz

Odmienne stany moralności
— Daniel Markiewicz

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Całodobowe szczęście
— Daniel Markiewicz

Nieustające wakacje
— Daniel Markiewicz

Trudna miłość
— Daniel Markiewicz

Szeptanie traumy
— Daniel Markiewicz

Magiczna apokalipsa
— Daniel Markiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.