Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Sarah J. Maas
‹Szklany Tron›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzklany Tron
Tytuł oryginalnyThrone of Glass
Data wydania25 czerwca 2013
Autor
PrzekładMarcin Mortka
Wydawca Uroboros
CyklSzklany Tron
ISBN978-83-77478-84-4
Format270s. 130×200mm
Cena37,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Blondynka, torcik wiedeński i makaronik
[Sarah J. Maas „Szklany Tron” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jakkolwiek „Szklany tron” wydaje się powieścią skierowaną głównie do nastoletnich czytelniczek, pierwszy tom przygód skrytobójczyni Celaeny dostarcza sporo uciechy – o ile kogoś bawi nabijanie się z królujących na kartach książki głupot.

Beatrycze Nowicka

Blondynka, torcik wiedeński i makaronik
[Sarah J. Maas „Szklany Tron” - recenzja]

Jakkolwiek „Szklany tron” wydaje się powieścią skierowaną głównie do nastoletnich czytelniczek, pierwszy tom przygód skrytobójczyni Celaeny dostarcza sporo uciechy – o ile kogoś bawi nabijanie się z królujących na kartach książki głupot.

Sarah J. Maas
‹Szklany Tron›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzklany Tron
Tytuł oryginalnyThrone of Glass
Data wydania25 czerwca 2013
Autor
PrzekładMarcin Mortka
Wydawca Uroboros
CyklSzklany Tron
ISBN978-83-77478-84-4
Format270s. 130×200mm
Cena37,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Nadszedł czas, gdy w fantasy nastało równouprawnienie a jednym z jego znaków okazał się wysyp powieści pisanych przez kobiety dla dziewczyn, gdzie zamiast mocarnych osiłków królują dzielne Mary Sue, obdarzone licznymi umiejętnościami, magicznymi mocami i zazwyczaj oszałamiającą urodą. Bohaterkom takim nie wystarcza przezwyciężanie licznych traum z przeszłości tudzież kładzenie pokotem zastępów wrogów – one muszą znaleźć przy okazji Tego Jedynego, który ostatecznie potwierdzi ich wartość. Bywa, że gromienie przeciwników zostaje zepchnięte na plan dalszy, gdyż najważniejsze okazują się rozterki sercowe – jak to miało miejsce w debiutanckiej powieści Sarah J. Maas.
To niestety nie moje określenie, ale ktoś kiedyś nazwał postaci pokroju protagonistki „Szklanego tronu” „skrzyżowaniem pensjonarki z Xeną”. Dodać należy, że w przypadku Celaeny Sardothien pensjonarka zdecydowanie dominuje. Nic zresztą dziwnego, skoro autorka w zamieszczonym na końcu książki wywiadzie przyznaje, że jest wielką fanką filmów Disneya, a sam pomysł przyszedł jej do głowy, gdy miała lat szesnaście, co samo w sobie może nie jest złe, jednak wygląda na to, że dziesięcioletnia praca nad utworem nie uczyniła go dojrzalszym.
Pytanie, które nie przestaje mnie nurtować, brzmi – czemu Maas po prostu nie napisała powieści o nastolatkach ze szkoły średniej albo baśni. Przecież od razu widać, że najwięcej zapału autorka włożyła w prowadzenie wątków miłosnych oraz opisy strojów. Sporo miejsca zajmuje rozwodzenie się nad wstążkami w kolorze fuksji, falbanami, koronkami, biżuterią, kobaltowo-brzoskwiniowymi szatami (nawet ja się zastanawiam, jaki u licha kolor to malwowy) i innymi tego rodzaju atrakcjami. Ale nie, ciuszki, wzdychania, rumieńce i tańce, wydające się głównym tematem zainteresowań Maas zostały wzbogacone o walki i morderstwa, złego króla tyrana i – jakżeby inaczej – wątek obdarzonej magicznymi mocami sieroty, w której żyłach płynie krew dawnych władców (o czym zaświadczyć może objawiający się na czole świecący znak). A wszystko to, by móc pisać o tym, jak bardzo silna, sprytna i ogólnie cudowna jest główna bohaterka.
Tyle że Maas nie umie dobrze przedstawiać walk, ani poprowadzić wątku, nazwijmy to, detektywistycznego. Nie potrafi też sensownie skonstruować swojej bohaterki, dziwacznej hybrydy powstałej z pobożnych życzeń, by uczynić ją twardszą od Stevena Seagala, z jednoczesnym nadaniem jej cech dziewczyny, przy której Bella Swan błyszczy charyzmą i intelektem. Podczas lektury człowiek nieustannie zachodzi w głowę, jak ta nastolatka miałaby zostać „najsłynniejszą zabójczynią królestwa”. Pewnym wyjaśnieniem może być to, że otaczający ją ludzie to również idioci. Choćby dwudziestodwuletni dowódca królewskiej gwardii: „martwiło go to, że zniknęło kilka psów z królewskiej sfory, a potem odnaleziono ich niedojedzone szczątki w północnym skrzydle pałacu. Kapitan nie miał pojęcia, jak należy postąpić w tak przerażającej sytuacji”. Później, dowiedzieć się można także, że rzeczony kapitan nigdy nikogo nie zabił. Nie ma co, król państwa, od dłuższego czasu podbijającego kraje ościenne i tłumiącego liczne rebelie wykazał się niebywałą przenikliwością podczas obsadzania stanowisk.
Może jednak warto zacząć od początku, kiedy to bohaterce odsiadującej wyrok związany z przymusową pracą w kopalni soli zostaje złożona propozycja wzięcia udziału w turnieju, mającym wyłonić królewskiego człowieka do zadań specjalnych. Dzielna bohaterka ma już za sobą wiele miesięcy ciężkiej pracy oraz próbę ucieczki, w czasie której skuta i w kajdanach zdążyła za pomocą kilofa wykończyć, bagatelka, dwudziestu kilku strażników (nadmienić tu należy, że Celaena jest dość drobnej budowy niewiastą). Propozycję nie do odrzucenia składa jej osobiście sam królewski syn. Ów okazuje się przecudnej urody młodzieńcem, na którego widok skrytobójczyni zaczyna martwić się swoim wyglądem oraz snuć rozważania typu „książęta nie mają prawa być przystojni”. Skuszona wizją odzyskania wolności („biegłaby i biegła, aż rozpłynęłaby się w górach, gdzie żyłaby samotnie wśród zieleni puszczy i sypiała na posłaniu z igieł sosnowych, przykryta kocem z gwiazd migoczących nad głową”) decyduje się na współpracę.
Już po opuszczeniu więzienia Celaena nie podejmuje prób ucieczki a jedynie przekomarza się z kapitanem gwardii, wprawdzie nie tak przystojnym jak książę, ale również szlachetnie urodzonym i obdarzonym ślicznymi oczami. Wreszcie dociera do królewskiego pałacu, gdzie otrzymuje przestronny i wygodny apartament z dwunastoma oknami i widokiem na ogród. Jakichś paru strażników jej pilnuje, nie dają jej też broni (na szczęście pomysłowa bohaterka sporządza ją sobie ze szpil do włosów powiązanych sznurkiem). Następne dni upływają Celaenie na przymierzaniu licznych sukien, zabiegach upiększających, jedzeniu (zamiłowanie panny Sardothien do słodyczy bywa wręcz legendarne, że zacytuję „jadła, aż rozbolała ją szczęka” – jeśli wierzyć stwierdzeniu księcia, zabójczyni potrafiła za jednym zamachem spożyć trzy czwarte kilograma cukierków), zwiedzaniu zamku oraz czytaniu książek. Literatura okazuje się bowiem wielką miłością bohaterki – tak, że dwie noce przed rozpoczęciem konkursu, który ma zadecydować o jej losie, dziewczyna zarywa, poświęcając się lekturze.
Turniej się zaczyna, wkrótce potem mają miejsce morderstwa kolejnych uczestników. Znajdowane trupy mają wyprute flaki, zdartą skórę z twarzy i usunięte mózgi, jednak straż pałacowa przypisuje kolejne zgony pijackim burdom. Nikt nie wpada na pomysł zaostrzenia środków ostrożności, a Celaena trochę się może martwi, ale dalej czyta po nocach romanse tak, że zasypia w dzień (kilkakrotnie powtarza się scena, gdzie któryś z zainteresowanych bohaterką młodzieńców wchodzi do jej komnat i zastaje ją słodko śpiącą) i zajmuje się flirtowaniem. W pewnym momencie odkrywa system tajnych przejść, do których wejście ukryte jest za arrasem w jej sypialni oraz rozmawia sobie z duchem, wyjawiającym jej, że oto jej przeznaczeniem jest pokonanie lęgnącego się w zamku wielkiego zła. To ostatnie nieco irytuje bohaterkę – ma się zajmować jakimiś mrocznymi siłami, podczas gdy coś w zamku patroszy i zjada ludzi? Dopiero później nadchodzi refleksja „Zamordowano kolejnego pretendenta do tytułu Obrońcy! Czy miało to jakiś związek z owym złem, o którym wspomniała Elena?”.
Celaena zaczyna zastanawiać się nad zbrodniami – „Żaden potwór nie byłby w stanie przemykać niepostrzeżenie po korytarzach zamkowych!” – myśli już po tym, jak odkryła tajne korytarze. Zamiast skombinować sobie lepszą broń dalej pozostaje przy swojej ulubionej samoróbce „którą wykonała z kawałka mydła, sznurka i drutów” (czy tylko ja mam skojarzenia z „Kevinem samym w domu”?), trzymanej pod poduszką (ktoś ma jakiś pomysł, jak owo mordercze narzędzie mogło wyglądać?). Przygląda się także zwłokom „To nie było przypadkowe zabójstwo” – stwierdza dziewczyna przy którejś z kolei ofierze – „Na ścianie rozmazano krew (…) Trzy tajemnicze symbole tworzyły krąg niedaleko ciała (…) Być może ten mord miał charakter rytualny”. Doszedłszy do wniosku, iż „to, że wymalowano je na miejscu zbrodni, z pewnością miało jakieś znaczenie”, Celaena zaczyna szukać informacji na temat magicznych znaków. Gdy odnaleziona zostaje szósta ofiara, zabita w ten sam sposób, co poprzednie, skrytobójczyni za pomocą swojej niezrównanej dedukcji dochodzi do wniosku „że wszystkie morderstwa są ze sobą powiązane”. Aby czytelnik nie miał jednak wątpliwości, w kwestii intelektu bohaterki, Maas w pewnym momencie nadmienia „książę przekonał się, że była przerażająco mądra”. Zaiste.
Poza wzmiankowanymi powyżej przykładami niebywałych zalet Celaeny, która ponoć, „jeśli się za coś brała, wykonywała to perfekcyjnie” i była „geniuszem morderstwa, królową świata zbrodni” można wspomnieć o tym, jak dziewczyna nieustająco jęczy – a to, że musi rano wstać, innym razem cisną ją buty, a już najgorzej jest, gdy dostaje okres (książę odwiedza ją wtedy, leżącą w łóżku i narzekającą na ból brzucha, co zasługuje na miano najbardziej heroicznego czynu w całym „Szklanym tronie”). Jacqueline Carey pokazała, że owszem, można stworzyć postać kobiety uwielbiającej bale, piękne stroje i kosmetyki, a jednocześnie silnej, lecz jakiekolwiek porównywanie Sardothien z Fedrą no Delaunay byłoby obrazą tej drugiej.
Poza dowiedzioną powyższymi przykładami żelazną wolą, skrytobójczynię cechuje także opanowanie – jak choćby wtedy, gdy bezskutecznie próbuje grać w bilard: „Celaena ryknęła z wściekłości i podbiegła do łuzy. Przez chwilę wrzeszczała na bilę, a potem złapała mocno kij i zatopiła w nim zęby, nie przestając krzyczeć”. Dodać należy, że książę był świadkiem owego wybuchu wściekłości, jednak wydał mu się on uroczy. By przekonać czytelniczki o niebywałym oddaniu i akceptacji ze strony wielbicieli, Maas nie szczędzi scen, gdzie zabójczyni wymiotuje na oczach swoich amantów, albo obślinia jednemu rękaw (zasnąwszy w kaplicy na publicznej uroczystości). Po prostu słodko – do tego wszyscy zainteresowani co i rusz się rumienią, prowadzą niekończące się dialogi, Celaena tańczy z księciem na balu a potem na wspomnienie pocałunku z nim chowa się pod kołdrę cała w pąsach, zaś kapitan gwardii cierpi z zazdrości. Kiedy wreszcie dwie trzecie tego miłosnego trójkąta ląduje razem w łóżku, dochodzi jedynie do kilkugodzinnych pocałunków. Szczególnego polotu w tym nie ma, lawirowanie bohaterki pomiędzy obydwoma młodzieńcami wypada marnie a fabularny zwrot końcowy wydaje się nieuzasadniony.
Pastwić się nad „Szklanym tronem” można by zapewne jeszcze długo, od kreacji świata po, nieliczne na szczęście, kwiatki w tłumaczeniu (wśród których prym wiedzie bohaterka „trzepocząca oczami”). Przyznam, że czytanie tego typu pozycji od czasu do czasu po prostu mnie bawi. I to chyba jedyny powód, dla którego można sięgnąć po tę powieść (o ile nie jest się nastolatką w wieku gimnazjalnym).
koniec
28 listopada 2013

Komentarze

28 XI 2013   11:56:13

Obśmiałam się jak fretka.
To dziełko powinno najwyraźniej trafić nie do recenzji w Esensji, a do Niezatapialnej Armady lub czegoś tego pokroju.

28 XI 2013   13:24:50

„Pewnym wyjaśnieniem może być to, że otaczający ją ludzie to również idioci. Choćby dwudziestodwuletni dowódca królewskiej gwardii: „martwiło go to, że zniknęło kilka psów z królewskiej sfory, a potem odnaleziono ich niedojedzone szczątki w północnym skrzydle pałacu. Kapitan nie miał pojęcia, jak należy postąpić w tak przerażającej sytuacji”. Później, dowiedzieć się można także, że rzeczony kapitan nigdy nikogo nie zabił. Nie ma co, król państwa, od dłuższego czasu podbijającego kraje ościenne i tłumiącego liczne rebelie wykazał się niebywałą przenikliwością podczas obsadzania stanowisk.”

To akurat brzmi całkiem sensownie. Nadmiar kompetencji na tym stanowisku nigdy nie był mile widziany. Lepiej żeby dowódca królewskiej gwardii był niedoświadczonym, ale lojalnym idiotą niż doświadczonym, ale zbyt ambitnym wodzem, którego następną ofiarą będzie sam władca.

„Turniej się zaczyna, wkrótce potem mają miejsce morderstwa kolejnych uczestników. Znajdowane trupy mają wyprute flaki, zdartą skórę z twarzy i usunięte mózgi, jednak straż pałacowa przypisuje kolejne zgony pijackim burdom.”

Nie dziwię się. Prowadząc śledztwo w sprawie brutalnych zabójstw wśród elity morderców tylko samobójcy wykazują się nadmierną dociekliwością.

28 XI 2013   21:37:28

Dobra recenzja. I jakie smakowite cytaty. Może kupię sobie to dzieło. Cena przystępna a ja lubię się pośmiać...

28 XI 2013   23:05:27

Dziękuję za przezabawną recenzję. Przy „trzepocząca oczami” zacząłem hiperwentylować.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Perypetie killera za „żelazną kurtyną”
Sebastian Chosiński

22 I 2021

To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tak popularny pisarz, jak Zygmunt Zeydler-Zborowski, autor kilkudziesięciu powieści i mikropowieści kryminalnych, doczekał się w czasach Polski Ludowej jedynie dwóch inscenizacji teatralnych (w Teatrze Telewizji) oraz jednej ekranizacji filmowej. To szczęście spotkało wydaną w 1976 roku książkę „Bardzo dobry fachowiec”. Krzysztof Szmagier przerobił ją na „Przerwany urlop” – i uczynił z niej ostatni odcinek serialu „07 zgłoś się”.

więcej »

Pralinka na mroczne czasy
Anna Nieznaj

21 I 2021

Jeżeli kupując „Red, White & Royal Blue”, cieszyliście się, mogąc skryć swą tożsamość za maseczką, bo to żenada czytać romans o Pierwszym Synu USA i księciu Walii – porzućcie wstyd! Powieść Casey McQuiston to urocza bajka.

więcej »

Gdy piosenka wyszła z wojska…
Sebastian Chosiński

20 I 2021

To historyczny reportaż, który powinien przeczytać każdy fan polskiego rocka! Bez lektury „Dzikiej rzeczy” (z podtytułem: „Polska muzyka i transformacja 1989-1993”) autorstwa dziennikarza muzycznego Rafała Księżyka jego znajomość tematu będzie bowiem niepełna. Jeśli szukać dziury w całym, to pod adresem książki można mieć tylko jedno zastrzeżenie – jest zdecydowanie zbyt warszawo- i trójmiejskocentryczna.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.