Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Sapkowski
‹Wiedźmin. Sezon burz›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWiedźmin. Sezon burz
Data wydania6 listopada 2013
Autor
Wydawca superNOWA
CyklWiedźmin
ISBN978-83-7578-059-8
Format404s. 125×195mm
Cena42,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
[Andrzej Sapkowski „Wiedźmin. Sezon burz” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kto liczy na wciągającą przygodową powieść, ten „Sezonem burz” raczej nie powinien się zawieść. Dostajemy tu wszystkie rzeczy, które lubimy w prozie Andrzeja Sapkowskiego… a także te, których nie lubimy.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
[Andrzej Sapkowski „Wiedźmin. Sezon burz” - recenzja]

Kto liczy na wciągającą przygodową powieść, ten „Sezonem burz” raczej nie powinien się zawieść. Dostajemy tu wszystkie rzeczy, które lubimy w prozie Andrzeja Sapkowskiego… a także te, których nie lubimy.

Andrzej Sapkowski
‹Wiedźmin. Sezon burz›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWiedźmin. Sezon burz
Data wydania6 listopada 2013
Autor
Wydawca superNOWA
CyklWiedźmin
ISBN978-83-7578-059-8
Format404s. 125×195mm
Cena42,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Premiera „Sezonu burz” była tak nieoczekiwana, że wśród fanów zaroiło się od podejrzeń, że to podpucha, fanfik, że autorem wcale nie jest Sapkowski, lecz inny Andrzej o tym samym nazwisku. Przypuszczenia te wzmocnił udostępniony przez wydawcę fragment, który większość czytelników oceniła jako językowo niedorównujący poprzednim tekstom o wiedźminie. Kontrowersje wzbudzała szczególnie scena wystawienia faktury (a przecież o fakturach była mowa już w którymś z pierwszych tomów sagi, w kontekście przekrętów finansowych na budowie floty inwazyjnej) oraz opis starcia z potworem, zawierający zdanie „Obrażeń mu nie zadał, ale zyskał inicjatywę”. Cóż, zdanie istotnie brzmi jak żywcem wyjęte z sesji RPG – do tego stopnia żywcem, że nie wierzę, by ze strony autora był to czysty przypadek, wiadomo przecież, że uwielbia on rozmaite aluzje.
Owszem, znalazłam w „Sezonie burz” fragmenty, gdzie styl – szczególnie w scenach walki – wydaje się nieco obcy, suchy, bez charakterystycznych dla Sapkowskego długich zdań z wieloma czasownikami (jak na przykład te z opisu łowienia suma na wędkę w „Ostatnim życzeniu”). Nie na tyle jednak, żeby mi to zaburzało płynność lektury. Spora liczba czytelników narzeka na sztucznie brzmiące dialogi – pytanie tylko, co w takim razie sądzą o konwersacjach z sagi, również mnóstwo razy ocierających się o manieryczność. Szczególnie widać to w monologach, co w najnowszym utworze autor sprytnie wykorzystał, wprowadzając postać arcywroga upajającego się własną elokwencją, jak w dawnych filmach przygodowych: „Ha ha, jesteś w mojej mocy, bohaterze, ale zanim cię zabiję, muszę ci ze szczegółami wyjawić mój diaboliczny plan, żebyś miał czas obmyśleć sposób ucieczki”. Własną elokwencją upaja się zresztą również narrator, który, na przykład, opisując roślinność namorzynową, nie może się powstrzymać, żeby nie podać dwóch nazw korzeni oddechowych, nie wspominając już o całej masie gatunków drzew, krzewów i pnączy, co sprawia, że momentami opis przeradza się w coś na kształt litanii. Nie robi to dobrze tekstowi, ale też nie jest szczególną nowością u pisarza, którego mottem mogłoby być hasło „Mam fachową biblioteczkę i nie zawaham się jej użyć”. Ładniejsze i bardziej plastyczne były opisy w opowiadaniach wiedźmińskich, gdzie forma wymuszała większą zwięzłość. Do dziś stoją mi w oczach sceny z „Krańca świata” – tam autor skupiał się na kolorach i zapachach, zamiast robić z tekstu inwentaryzację botaniczną.
Oprócz popisywania się sprawnością w korzystaniu ze źródeł naukowych, typowe dla Sapkowskiego jest wplatanie w tekst nawiązań historycznych, kulturowych, popkulturowych i ogólnie jakich się da. W sadze przekroczyło to wszelkie granice rozsądku, do dziś się otrząsam na wspomnienie hobbiciątka imieniem Benjamin, bawiącego się latawcem w czasie burzy. W „Sezonie burz” autor na szczęście przyhamował z popisami erudycyjnymi (dopuszczam też możliwość, że są tak hermetyczne, iż ich nie dostrzegam), co korzystnie wpływa na płynność czytania oraz zatopienie się odbiorcy w przedstawionym świecie… chociaż i tak były momenty, gdzie, nastawiona na wyłapywanie aluzji, gorączkowo się zastanawiałam, czy na przykład szczegółowy opis przedwcześnie wyłysiałego młodzieńca to nawiązanie do konkretnej osoby, a jeżeli tak, to dlaczego.
A co poza stylem? Jeśli chodzi o treść, w „Sezonie burz” dostajemy wszystko, czego można się spodziewać po twórczości Sapkowskiego. Wiadomo zatem, że krasnoludy będą zawsze sympatyczne, Geralta własne skrupuły wpakują w kłopoty, a kobiety będą ścielić mu się do stóp. Wiadomo, że politycy i prawnicy co do jednego okażą się podstępnymi szujami – muszę jednak przyznać, że zaskoczyły mnie hektolitry jadu wylane również i na naukowców (oczywiście w tym świecie ich rolę pełnią magowie, ale wiadomo, o co chodzi). Krytykowanie manipulacji genetycznych jest teraz szalenie modne, czy jednak koniecznie trzeba wciskać w powieść fantasy wszystkie aktualne tematy i to niezbyt pasujące do przedstawianych realiów? Już przy lekturze pięcioksiągu miałam chwilami wrażenie, że autor odhacza na liście kolejne problemy do poruszenia: „aborcja jest, narkotyki są, przestępczość nieletnich jest, co by tu jeszcze… o, dokopiemy obrońcom praw zwierząt!”. Wtedy jednak miałam wrażenie, że autor ma do tematów jakieś szczere podejście, a przy „Sezonie.,..” nieustannie zastanawiałam się, czy nie jest to chwyt pod publiczkę.
Mocną stroną AS-a, oprócz dialogów, zawsze była konstrukcja bohaterów. Niewielu znam autorów umiejących w paru zdaniach czy wręcz słowach tak zręcznie przedstawić postać – niekiedy już nie drugo-, ale wręcz piątoplanową, patrz królewski goniec w sadze – że czytelnik ma wrażenie obcowania z realną osobą. To się sprawdza również w „Sezonie burz”… ale też, jak poprzednio, trafiają się sceny, gdzie czyjeś zachowanie jest dziwaczne i niepasujące do charakteru. Kiedyś raziła mnie Ciri, która z zimną krwią zabija człowieka na jarmarku, po czym prawie płacze, że wata cukrowa jej spadła z patyka (rozumiem zamysł autorski kontrastu morderczyni / dziecko, jednak w takim wydaniu mnie on nie przekonuje), teraz z kolei nadziwić się nie mogę, że szlachetny Geralt nakazuje pewnej osobie wrócić w miejsce, gdzie zostanie okrutnie potraktowana. Da się do tego dorobić karkołomną teorią wyjaśniającą, ale jednak logika mi tu zgrzyta. Autor co prawda lubi znienacka pokazać inną twarz jakiejś postaci, jednak wolałabym, żeby czynił to w zgodzie z jej usposobieniem. Bandzior rzucający się na ratunek tonącemu dziecku może być wiarygodny z punktu widzenia pewnych zachowań homo sapiens jako gatunku, ale to nie działa w obie strony i nie w każdej sytuacji.
Konstrukcja powieści jest zasadniczo liniowa, choć Sapkowski lubi urozmaicać ją (oszczędnie) fragmentami korespondencji lub dzienników, a także łamać wstawkami z dość odległej przyszłości, wprowadzając postać Nimue, która marginalnie pojawiła się w „Pani Jeziora”. Wątek ten nic nie wnosi do fabuły i służy chyba tylko po to, by móc w niej umieścić – cukierkowy nieco – epilog. Uważam, że mocniejszym akcentem byłoby zakończenie całości w momencie odjazdu Geralta i Jaskra przed siebie: to bardzo nastrojowa scena i zarazem dość celne podsumowanie losu obu panów.
koniec
5 grudnia 2013

Komentarze

27 IV 2014   15:35:55

Minęło kilkanaście lat, od kiedy przeczytałem sagę. Postanowiłem się przygotować do nowej książki Sapkowskiego. Udałem się, zatem w kilkutomową podróż. Jak za pierwszym razem tak i teraz nieprzerwanie, z ogromną fascynacją spędzałem noce nad lekturą. Książki zabrały mnie w podróż nie tylko w świat walczących królestw i w odmęty losów bohaterów, ale i odkryły się na nowo... Kiedyś moją uwagę skupiało chędożenie i upuszczanie krwi. Mój nastoletni wzrok biegł rozgorączkowany od jednego opisu do drugiego, czasami tak okrutnie lekceważąc szczegóły, które teraz okazały się tak niezwykle urokliwe i gruntownie przemyślane. Sapkowski rozpuszczał moją wyobraźnię opisami, wielostopniowymi, czasami niebagatelnymi porównaniami by na końcu kunsztownie przeciąć płótno wyobraźni skalpelem ironii i cynizmu. Dodatkowo mieszanka styli, subtelne różnice językowe i charaktery wypowiedzi bohaterów książki podsycały zabawę. Byle cham, wieśniak, książę czy czarodziej był plamką w kolejnej odsłonie obrazu ogrodu w Giverny Moneta. Wielobarwność, aż parzyła w oczy.

Jaki jest według mnie Sezon Burz? Jest poprawny. Skromniejszy językowo, uboższy w formie i taki jakby reżyserowany. Na początku książki byłem pewny, że Sapkowski nie jest autorem. Po kilkudziesięciu stronach pełnych tak zupełnie innego języka, formy i klimatu zmusiłem się do kontynuowania. Potem jest lepiej, tak jakby trochę po staremu. Czuć nieco jałowiec przy gościńcu i kaszę w dymie unoszącym się nad chałupką zapadniętą w dolinie. Tylko jakby nie w HD… Czytając miałem wrażenie, że świat opisany przechodzi przez filtr HEPA wyłapujący wszelkiego rodzaju smaczki… Poprawna, to suche słowo. Brak w nim trochę uczuć, brak w nim fascynacji, ale takie wydaje mi się niestety nowe dzieło Sapkowskiego.

Sezon burz to świetny materiał na scenariusz gry lub film. Może to było podstawą jego napisania? Któż to wie... Żeby jednak nie wyjść na skapciałego malkontenta muszę powiedzieć, że bawiłem się dobrze, a te paręnaście lat temu bawiłbym się wyśmienicie. To w końcu są przygody tych samych bohaterów, co w Sadze. Dobrze się z nimi spotkać, przejść kolejny etap i przeżyć kolejną przygodę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Od Tatr do Bałtyku
Sebastian Chosiński

9 VII 2020

„Śpiewającym żółwiem” Zygmunt Zeydler-Zborowski zapoczątkował nowy wątek w swojej twórczości. Pozazdrościł chyba majorowi Stefanowi Downarowi popularności i postanowił ogrzać się nieco w jego blasku. Tym samym na arenę wkroczyła postać… Zygmusia – poczytnego autora kryminałów, który mając zacięcie detektywistyczne, pomaga Milicji Obywatelskiej w prowadzeniu skomplikowanych śledztw.

więcej »

Jak zbudować fosę wypełnioną lawą
Konrad Wągrowski

8 VII 2020

„Jak? Absurdalne naukowe rozwiązania codziennych problemów” to jedna z najoryginalniejszych książek popularnonaukowych na naszym rynku wydawniczym. Tyleż ciekawa, zajmująca, kształcąca, co… kompletnie niepraktyczna.

więcej »

Odważni, z pewnością siebie
Joanna Kapica-Curzytek

7 VII 2020

„Skoczkowie. Przerwany lot” przybliża nam piękny rozdział historii polskich sportów zimowych w latach międzywojennych, który po wybuchu wojny zmienił się w historię ruchu oporu przeciwko hitlerowskim okupantom.

więcej »

Polecamy

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej

Na rubieżach rzeczywistości:

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Sceny z życia wiedźmina
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Ile mistrza w rzemieślniku?
— Jędrzej Burszta

Lux cykl
— Marcin Łuczyński

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
— Tomasz Iwanicki

Szkieletów w szafie brak
— Artur Chruściel

Nobody’s perfect, niestety
— Tomasz Iwanicki

Kwestia wyboru
— Eryk Remiezowicz

Rzeźnicy-bojownicy
— Marcin Łuczyński

Tegoż autora

Skrzyżowanie konia z pająkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ale co z tą papugą?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Latająca głowa księcia Neptuna
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Potworessy, katakumby i naukowczynie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ślub bednarki i drwala online
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Koń się naprawdę uśmiał
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czas jest konstruktem umysłu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na Bieszczady nie ma rady…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krew, seks i zaczarowane smartfony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.