Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Ladislav Grosman
‹Sklep przy ulicy głównej›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSklep przy ulicy głównej
Tytuł oryginalnyObchod na korze
Data wydania1993
Autor
PrzekładCecylia Dmochowska
Wydawca Czytelnik
ISBN83-07-02237-1
Format144s.
Cena4,50
Gatunekmainstream
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ballada o tchórzostwie

Esensja.pl
Esensja.pl
Wiele znakomitych powieści czy opowiadań zostało „zarżniętych” przez nieudane filmowe adaptacje. Na szczęście w przypadku „Sklepu przy głównej ulicy” do sytuacji takiej nie doszło. Na podstawie wyśmienitej mikropowieści Ladislava Grosmana powstał jeszcze lepszy film. Na tyle dobry, by otrzymać – trzydzieści osiem lat temu – Oscara.

Sebastian Chosiński

Ballada o tchórzostwie

Wiele znakomitych powieści czy opowiadań zostało „zarżniętych” przez nieudane filmowe adaptacje. Na szczęście w przypadku „Sklepu przy głównej ulicy” do sytuacji takiej nie doszło. Na podstawie wyśmienitej mikropowieści Ladislava Grosmana powstał jeszcze lepszy film. Na tyle dobry, by otrzymać – trzydzieści osiem lat temu – Oscara.

Ladislav Grosman
‹Sklep przy ulicy głównej›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSklep przy ulicy głównej
Tytuł oryginalnyObchod na korze
Data wydania1993
Autor
PrzekładCecylia Dmochowska
Wydawca Czytelnik
ISBN83-07-02237-1
Format144s.
Cena4,50
Gatunekmainstream
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Literacki pierwowzór „Sklepu przy głównej ulicy” to nie rzucająca się w oczy książeczka. Ladislav Grosman, Słowak żydowskiego pochodzenia, wydał ją w roku 1965, mając już czterdzieści jeden lat. Nie był pisarzem z pierwszych stron gazet. W zrobieniu kariery przeszkadzało mu zaś przede wszystkim pochodzenie. Na początku lat sześćdziesiątych napisał nowelkę zatytułowaną „Pułapka”, która przypadła do gustu dwóm reżyserom: Węgrowi Janowi Kadarowi oraz pochodzącemu z Moraw Elmarowi Klosowi. Nie był to jednak jeszcze czas, kiedy czechosłowackie władze partyjne przyjęłyby taki obraz z aprobatą – panowie musieli więc rozstać się i wrócić do swoich zajęć, aby ponownie spotkać się po trzech latach. W międzyczasie spółka Kadar-Klos zrealizowała dwa filmy fabularne, natomiast Grosman kontynuował pracę nad „Pułapką”, która rozrosła się do rozmiarów niewielkiej powieści, zyskując przy tym zupełnie nowy, bardziej alegoryczny, tytuł – „Sklep przy głównej ulicy”. W połowie lat sześćdziesiątych sytuacja polityczna w Czechosłowacji zaczęła się nieco zmieniać. Czuć już było pewne świeże powiewy, które trzy lata później przyniosły „Praską Wiosnę”. Korzystając z cenzorskiego rozluźnienia, Kadar i Klos przystąpili do realizacji filmu na podstawie scenariusza Grosmana, jednocześnie książeczka ukazała się drukiem.
Słowacja sielska, anielska
Obie wersje „Sklepu…” zrobiły zawrotną karierę. Film w rok po premierze otrzymał Oscara, zapewniając sławę nie tylko jego reżyserom, ale także autorowi pierwowzoru literackiego. Niestety, po interwencji wojsk Układu Warszawskiego, kiedy nowe władze Czechosłowacji – z Gustavem Husakiem na czele – przystąpiły do „normalizacji życia kulturalnego i społecznego”, zarówno książka, jak i film powędrowały na półkę. Podobny los spotkał polskie tłumaczenie powieści. Spowodowane było to nie tylko sytuacją polityczną u naszych południowych sąsiadów, ale również tym, co działo się w tym czasie w naszym kraju – antysemicką nagonką rozpętaną przez komunistycznego ekspartyzanta generała Mieczysława Moczara. Niemożliwością było, aby w tym czasie ukazała się w Polsce książka, której głównym tematem jest, przedstawiona w sposób bardzo symboliczny, eksterminacja ludności żydowskiej. W efekcie „Sklep…” po raz pierwszy wydano w Polsce dopiero po dwudziestu pięciu latach, w roku 1993. Nie żył już wtedy jego autor – po roku 1968, niesiony wielką falą emigracyjną (wystarczy wspomnieć, iż opuścili wtedy Czechosłowację m.in. twórcy takiego formatu, jak Milan Kundera, Milosz Forman, Ivan Passer, Jan Hammer czy Miroslav Vitous), wyjechał do Izraela, gdzie zmarł trzynaście lat później.
Mikropowieść Grosmana i film powstały na jej kanwie są dziełami poświęconymi Holokaustowi, ale dziełami całkowicie odmiennymi – zarówno w formie, jak i treści – od najsłynniejszych książek i filmów podejmujących temat eksterminacji Żydów podczas II wojny światowej. Przede wszystkim dlatego, iż nie ma tam ani słowa na temat komór gazowych i krematoryjnych pieców, więcej nawet – w „Sklepie…” nie pojawia się nawet ani jeden Niemiec. Akcja książki rozgrywa się na terenie niepodległego Państwa Słowackiego, które powstało w roku 1938, gdy pod wpływem żądań Hitlera rozpoczął się proces rozpadu Czechosłowacji. Grosman w powieści nie określa dokładnie momentu akcji, dopiero w filmie pojawia się informacja, iż mamy 1942 rok. By w pełni zrozumieć tło społeczne i polityczne, na które nałożona została historia Żydówki Rozalii Lautmannowej i Słowaka Antona Brtko, nie można pominąć kilku informacji historycznych, bez których książka, a za nią także film, mogą nam się wydać nieco egzotyczne.
Ksiądz-prezydent faszystą

Jan Kadar, Elmar Klos
‹Sklep przy ulicy głównej›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSklep przy ulicy głównej
Tytuł oryginalnyObchod na korze
ReżyseriaJan Kadar, Elmar Klos
ZdjęciaVladimír Novotný
Scenariusz
ObsadaIda Kamińska, Jozef Kroner, Frantisek Zvarik, Hana Slivkova, Martin Holly, Martin Gregor
MuzykaZdeněk Liška
Rok produkcji1965
Kraj produkcjiCzechosłowacja
Czas trwania126m.
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Prezydentem Państwa Słowackiego był w czasie wojny katolicki ksiądz Jozef Tiso. Urodzony w 1887 roku, był studentem najlepszego w Cesarstwie Austro-Węgierskim seminarium duchownego w wiedeńskim Panazeum. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1910, a już rok później obronił doktorat z teologii. Po powrocie na Słowację zainteresował się polityką. Pochłonęła go ona całkowicie, choć upust swojej nowej pasji dał dopiero po zakończeniu I wojny światowej (którą to spędził w wojsku austriackim jako kapelan). W 1920 roku został członkiem Słowackiej Partii Ludowej, utworzonej piętnaście lat wcześniej przez innego katolickiego księdza Andreja Hlinkę. Partia politycznie oscylowała wokół narodowców. Kładła też nacisk, co zrozumiałe, na katolicyzm, który na Słowacji stanowił silną przeciwwagę w stosunku do czeskiego protestantyzmu. Z biegiem czasu zaczęła również głosić hasła niepodległościowe. W 1925 roku Tiso został z ramienia SPL wybrany posłem do parlamentu w Pradze; Hlinka powierzył mu nawet przewodniczenie parlamentarnemu Klubowi Słowackiemu. Trzy lata później, kiedy słowaccy ludowcy na krótko weszli do rządu, Tiso został ministrem zdrowia. Jego pozycja w partii rosła, dlatego też nikogo nie zdziwił fakt, że w 1938 roku, po śmierci Hlinki, to właśnie on został jego następcą.
Był to bardzo gorący okres dla Pragi. Nie zyskawszy poparcia Francji i Anglii podczas konferencji w Monachium, prezydent Edward Benesz musiał wyrazić zgodę na oddanie Niemcom czeskich Sudetów. Korzystając z tej sytuacji, Tiso przeszedł do ofensywy. Doprowadził do utworzenia koalicji ludowo-narodowej, która podjęła decyzję o powołaniu autonomicznego słowackiego rządu. Ksiądz Tiso został jego premierem. Był to pierwszy krok na drodze do niepodległości, do której dążyli przede wszystkim bratysławscy radykałowie. To oni, za plecami rządu, podjęli rozmowy z Hitlerem, namawiając go do rozbioru Czechosłowacji. Rząd w Pradze musiał zareagować i 10 marca 1939 roku wysłał do stolicy Słowacji wojska. Tiso, zdymisjonowany, ukrył się w klasztorze jezuitów. Nie pozostał tam jednak długo – otrzymał bowiem zaproszenie do Berlina, gdzie spotkał się z przywódcą III Rzeszy. Tu postawiony został przed poważnym dylematem: albo powstanie – uzależniona od Niemców – „niepodległa” Słowacja, albo kraj znajdzie się w granicach, również sprzymierzonych z Hitlerem, Węgier. W takiej sytuacji decyzja mogła być tylko jedna. Parlament w Bratysławie – obradujący na nadzwyczajnej sesji pod „osłoną” paramilitarnej Gwardii Hlinkowskiej i niemieckich Ochotniczych Oddziałów Obronnych – powołał nowy rząd ze starym premierem, oczywiście księdzem Tiso, a już następnego dnia (15 marca) Wehrmacht wkroczył do Pragi.
Eksterminacja własnymi rękoma
Nowe Państwo Słowackie od razu znalazło się w niemieckiej strefie wpływów. W lipcu uchwalono nową konstytucję, Tiso wybrany został na prezydenta, natomiast premierem mianowano, znanego ze swoich radykalnych, faszystowskich poglądów, Vojtecha Tukę – blisko związanego z Gwardią Hlinkowską. Konstytucja obowiązywała praktycznie przez rok, w lipcu 1940 zawieszono ją, a oficjalną państwową ideologią stała się słowacka odmiana narodowego socjalizmu. Nie mogły istnieć partie opozycyjne, z wrogami politycznymi rozprawiano się bez pardonu, zaczęto także wprowadzać w życie antyżydowskie „ustawy norymberskie” (tzw. Kodeks Żydowski). W 1941 roku powstał pierwszy plan rozwiązania kwestii żydowskiej na Słowacji. Przewidywał on umieszczenie dziewięćdziesięciu tysięcy słowackich Żydów w obozach pracy na terenie kraju. Nie został jednak zrealizowany, przede wszystkim dlatego, iż hitlerowcy chcieli się pozbyć ludności żydowskiej raz na zawsze. Dlatego też wiosną 1942 roku rozpoczęli ich masowe deportacje do obozów zagłady na terenie Polski. Na tę wiadomość zareagował Watykan, domagający się od księdza Tiso przeciwdziałania eksterminacji. Jak postąpił kapłan będący prezydentem państwa faszystowskiego – nie sposób jednoznacznie ocenić. Faktem pozostaje, że za jego rządów wywieziono do komór gazowych około sześćdziesięciu tysięcy słowackich Żydów. Co gorsza: akcje wysiedleńcze nie były de facto przeprowadzane przez Niemców – robili to sami Słowacy, a zwłaszcza hlinkowscy Gwardziści.
Rozalia i Tono
Rozalia i Tono
W tym właśnie, bardzo drażliwym, momencie historii Słowacji rozgrywa się akcja „Sklepu przy głównej ulicy”. Bohaterem książki jest Tono (Antonin) Brtko – stolarz, typowy przyzwoity człowiek, poczciwota i safanduła, całkowicie zdominowany przez żonę Ewelinę, oskarżającą go co rusz o brak cwaniactwa, którego aż w nadmiarze ma za to mąż jej siostry. Tono, trzymający się z daleka od polityki, gardzi jednak swoim szwagrem Markusem Kolkockim, komendantem miejscowej Gwardii Hlinkowskiej. Nie dość, że przed wojną oszukał Brtków przy podziale majątku, to na dodatek nie zrobił nic, aby pomóc im, gdy już wyrósł na jedną z najważniejszych postaci w mieście. Jakimż więc zaskoczeniem jest dla Tona i Eweliny niezapowiedziana wizyta Kolkockich, którzy postanowili nagle pogodzić się z Brtkami i zadośćuczynić im wszystkie krzywdy. Tono pozostaje sceptyczny, ulega jednak żonie, zachwyconej prezentem od Markusa, którym okazuje się dokument przekazujący Antonowi „opiekę” nad sklepem pasmanteryjnym Żydówki wdowy Rozalii Lautmannowej. Od tej pory – zgodnie z nowymi antyżydowskimi przepisami – Tono ma być „aryzatorem” staruszki. Formalnie sprowadzało się to do przejęcia jej majątku. Następnego dnia Brtko składa Rozalii wizytę. Wdowa – „której łaska Pana użyczyła (…) dobrodziejstwa głuchoty, dzięki czemu zachowała niczym nie zmącone wyobrażenie, że po świecie chodzą wyłącznie mili i dobrzy ludzie” – przyjmuje go z sympatią, uznając, że jest to nowy subiekt przysłany przez jej przyjaciół do pomocy w sklepie.
Groza normalności
Tono stara się wprawdzie wyprowadzić ją z błędu, okazuje się to jednak niemożliwe – staruszka nic nie rozumie z tego, co dzieje się wokół niej. Jak stwierdza jeden z jej przyjaciół, rybak Imrich Kucharsky, pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, że toczy się wojna. To on proponuje Brtkowi układ: Tono będzie „aryzatorem” na pokaz, przed swoim szwagrem i innymi faszystami, w zasadzie natomiast ma zapewnić bezpieczeństwo Lautmannowej, w zamian za co gmina żydowska będzie mu wypłacać raz w tygodniu specjalną pensję. Biedny stolarz zgadza się, choć wie, że dużo w ten sposób ryzykuje. Zwłaszcza przed żoną, która – przekonana o „żydowskim bogactwie” Lautmannowej – domaga się od Tona, by odnalazł ukryte przez staruszkę „skarby”. Między wdową a jej „subiektem” szybko rodzi się nić przyjaźni, Brtko odnosi się do niej z szacunkiem i życzliwością, ona z kolei zaczyna go traktować jak domownika. Tę sielankę przerywa jednak informacja o mającej nastąpić lada dzień wywózce wszystkich Żydów z miasteczka. Za akcję odpowiedzialny jest Markus Kolkocky i jego gwardziści. Tono zaczyna się zastanawiać, co zrobić z Rozalią – ukryć ją czy wydać gwardzistom?
Ks. Jozef Tiso
Ks. Jozef Tiso
Powieść Grosmana zaczyna się sielankowo. Gdzieś daleko toczy się wprawdzie wojna, ale w miasteczku nikt nie odczuwa związanych z tym niedogodności. Codzienne życie Słowaków nie różni się niczym od tego sprzed roku 1939. Nawet Żydzi początkowo nie mogą narzekać. Groza jednak powoli narasta. Im bliżej do wyznaczonej przez Kolkockiego i jego ludzi daty wywózki, zmieniają się ludzkie postawy. Brtko staje przed problemem, który go zdecydowanie przerasta. Nie jest bohaterem, jest zwykłym, przyzwoitym, acz strachliwym człowiekiem, który marzy tylko o tym, by przejść przez te czasy pogardy zachowując godność. Kiedy musi zdecydować o czyimś życiu lub śmierci, nie potrafi podjąć decyzji. Miota się, wpada co rusz w panikę, zmienia decyzję. Tono jest postacią tragiczną – cokolwiek zrobi, ktoś musi na tym ucierpieć. Z sytuacji, w której się znalazł, nie ma bowiem dobrego wyjścia. Toczy więc w sobie wewnętrzną walkę – rozdzierany pomiędzy chrześcijańską miłością bliźniego a strachem o własne życie. Na tle jego moralnych dylematów lśni jak kryształ z wdziękiem odmalowana przez Grosmana postać Rozalii Lautmannowej – starej, zniedołężniałej kobiety, która w powieści urasta do symbolu skazanej na zagładę niewinności. Z każdą kolejną stroną atmosfera się zagęszcza, tragedia wisi w powietrzu i nikt nie jest w stanie jej zapobiec.
Bohaterowie i twórcy
Film Kadara i Klosa jest wierną adaptacją książki Grosmana. Jedyną różnicą są znacznie bardziej rozbudowane końcowe sceny obrazu, kiedy to Brtko zastanawia się, co uczynić z Rozalią. Grający Tona Jozef Kroner wznosi się wówczas na szczyty sztuki aktorskiej. W jednej chwili jawi nam się niemal jako romantyczny bohater, gotowy poświęcić własne życie dla ratowania drugiego człowieka, by chwilę później – uległszy podszeptom Szatana – upaść na samo dno. Czeski aktor znakomicie oddaje wewnętrzne dylematy Brtka, nie szarżuje, stara się bardzo oszczędnymi środkami wyrazu (mimiką, gestem) przedstawić tragizm tej postaci. I wychodzi z tego arcytrudnego zadania obronną ręką. Równie wyśmienicie radzi sobie grająca Rozalię Ida Kamińska – słynna żydowska aktorka polskiego pochodzenia, urodzona w roku 1899 w Odessie. Kamińska, której matka Estera również była aktorką, swoją filmową karierę rozpoczęła jeszcze jako nastolatka przed I wojną światową, grając – u boku matki – w filmach produkowanych na terenie Polski dla ludności żydowskiej. Także w dwudziestoleciu międzywojennym wystąpiła w kilku obrazach kręconych w jidysz. Przede wszystkim jednak występowała w teatrze. Po wojnie była nawet wieloletnim dyrektorem Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie, który rozpadł się po Marcu 1968 roku. Polskie kino nie potrafiło wykorzystać jej talentu. W PRL-u Kamińska zagrała jedynie epizodyczne role w „Ulicy Granicznej” Aleksandra Forda (1948) oraz w średniometrażowej „Czarnej sukni” Janusza Majewskiego (1967). Swoją największą rolę stworzyła w czechosłowackim „Sklepie przy głównej ulicy”. Na emigracji, w Stanach Zjednoczonych, nie zrezygnowała z aktorstwa – znów występowała w teatrze i tylko raz w filmie – w dramacie „The Angel Levine” (1970). Co ciekawe, obraz ten wyreżyserował Jan Kadar, wtedy już, podobnie jak Kamińska, emigrant.
Dzisiaj już nie żyje żaden z głównych twórców „Sklepu…”. Ladislav Grosman, jak już wspomniałem, zmarł w 25 stycznia 1981 roku w Izraelu. Dwa lata wcześniej, 1 czerwca 1979, w Los Angeles odszedł Jan Kadar. Ida Kamińska przeżyła go o niespełna rok – zmarła 21 maja 1980 w Nowym Jorku. 31 lipca 1993 roku w Pradze opuścił ten świat Elmar Klos, natomiast pięć lat później – 12 marca 1998 – w Bratysławie odszedł Jozef Kroner. Warto jeszcze wspomnieć, co stało się z księdzem Tiso, który choć na kartach powieści Grosmana się nie pojawił, to bez niego historia opisana w książce mogła się nigdy nie wydarzyć. Kiedy w sierpniu 1944 roku wybuchło na Słowacji antyfaszystowskie powstanie, prezydent zwrócił się do Niemców z prośbą o przywrócenie porządku. Efekt był taki, iż w ciągu kilku miesięcy Wehrmacht i SS zniszczyły kilkadziesiąt miast, śmierć poniosło kilkanaście tysięcy powstańców, drugie tyle znalazło się w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. W tym czasie losy wojny były już jednak przesądzone. Armia Czerwona stała u wrót Słowacji, upadek Tiso był więc kwestią tygodni. Prezydent nie chciał jednak czekać, aż wpadnie w ręce komunistów. Uciekł do Austrii, mając nadzieję, że uda mu się dotrzeć do Watykanu, gdzie roztoczy nad nim opiekę papież Pius XII. Po drodze wpadł jednak w ręce Amerykanów, którzy wydali go nowemu czechosłowackiemu rządowi. Sądzony w Bratysławie, skazany został na śmierć. Powieszono go w stolicy Słowacji 17 kwietnia 1947 roku. Rok wcześniej podobny los spotkał Vojtecha Tukę.
koniec
26 października 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
Sebastian Chosiński

19 I 2019

Po zdjęciu wydawniczego „aresztu” z Eberharda Mocka Marek Krajewski z prawdziwą przyjemnością powrócił do swego sztandarowego bohatera i w ciągu trzech lat wydał trzy kolejne powieści, w których gra on pierwszoplanową (i jednocześnie pierwszorzędną) rolę. „Mock. Pojedynek” zamyka trylogię poświęconą losom młodego Eberharda, przedstawiając go w czasach, kiedy jeszcze nie był policjantem, ale dopiero studentem uniwersytetu w Breslau.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Szaleństwo Envera Hoxhy
Sebastian Chosiński

18 I 2019

Kraj z dostępem do Adriatyku, który na kilkadziesiąt lat skazał się na przebywanie na peryferiach Europy. Kraj, którego przywódca nawet przez inne głowy państw obozu wschodniego postrzegany był jako groźny paranoik. Kraj, który do dzisiaj leczy blizny. To oczywiście Albania – zbiorowy bohater reportażowej książki „Błoto słodsze niż miód”, za którą jej autorka, Małgorzata Rejmer, otrzymała właśnie Paszport Polityki.

więcej »

Krótko o książkach: Syberia – druga ojczyzna Polaków
Miłosz Cybowski

17 I 2019

„W ludzkiej i leśnej kniei” powstało po publikacji „Przez kraj zwierząt, bogów i ludzi”, ale opisuje o wiele wcześniejsze przygody Ossendowskiego na Syberii. Taka kolejność nie wpływa jednak w żaden sposób na przyjemność płynącą z lektury – daleki wschód imperialnej Rosji w okresie pokoju jest miejscem równie wartym uwagi i niebezpiecznym, co ten sam region ogarnięty wojną domową.

więcej »

Polecamy

Ten świat to jeden wielki Kant!

Na rubieżach rzeczywistości:

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

By nie pozostał po nim nawet powidok…
— Sebastian Chosiński

Wielkość i małość rodu Laurentów
— Sebastian Chosiński

Poznańska orkiestra jazzowa gra ponownie!
— Sebastian Chosiński

Pierwsza ofiara, druga zdrada
— Sebastian Chosiński

Nikt nie jest bez winy, ale czy wszyscy są winni?
— Sebastian Chosiński

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy
— Sebastian Chosiński

Szpic na tropie
— Sebastian Chosiński

Mrok w afrykańskim słońcu
— Sebastian Chosiński

Mrowienie w czaszce
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.