Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Tymon Tymański, Rafał Księżyk
‹ADHD. Autobiografia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułADHD. Autobiografia
Data wydania6 listopada 2013
Autorzy
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-05258-7
Format520s. 145×205mm
Cena49,90
Gatunekbiograficzna / wywiad / wspomnienia, non-fiction
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Człowiek ze złota i gówna
[Tymon Tymański, Rafał Księżyk „ADHD. Autobiografia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„ADHD” to znakomity tytuł dla wywiadu-rzeki z człowiekiem, którego rozmiarem działalności artystycznej można by obdarować kilka osób, ale nie wiadomo, czy w kolejce do takiego podarku ustawiłoby się wielu chętnych.

Daniel Markiewicz

Człowiek ze złota i gówna
[Tymon Tymański, Rafał Księżyk „ADHD. Autobiografia” - recenzja]

„ADHD” to znakomity tytuł dla wywiadu-rzeki z człowiekiem, którego rozmiarem działalności artystycznej można by obdarować kilka osób, ale nie wiadomo, czy w kolejce do takiego podarku ustawiłoby się wielu chętnych.

Tymon Tymański, Rafał Księżyk
‹ADHD. Autobiografia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułADHD. Autobiografia
Data wydania6 listopada 2013
Autorzy
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-05258-7
Format520s. 145×205mm
Cena49,90
Gatunekbiograficzna / wywiad / wspomnienia, non-fiction
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Sprawa z Ryszardem „Tymonem” Tymańskim jest dość osobliwa – muzyk jest jednym z bardziej offowych artystów głównego nurtu i zarazem jednym największych głównonurtowców wśród ludzi offu. Paradoks to tylko z pozoru, Tymański w trakcie swojego 45-letniego już życia zdążył udzielić się przy tylu projektach i poznać tyle osób z różnych światów (scenicznych, medialnych, filmowych – ale to listy nie wyczerpuje), że stał się kimś w rodzaju łącznika: wszędzie, gdzie się pojawi, stanowi doskonałe spoiwo, na gruncie którego powstają kolejne inicjatywy artystyczne. I, jak się wydaje, obranej drogi nie żałuje.
Wspominam o pozycji Tymańskiego na początku nieprzypadkowo – znaczna część tej „autobiografii” dotyczy bowiem konfliktu polskiej „estrady” z offem. Lider nieistniejącej już Miłości nie ma, oględnie mówiąc, zbyt dobrego zdania o guście tzw. publiczności masowej. Opisuje m.in. „zmagania z głuchymi burmistrzami miast, którzy łożą po czterdzieści tysięcy na plenerowy koncert Bajmu, a zespół wykonuje go totalnie nawalony”. Rodzimym artystom mainstreamowym zarzuca niechęć do eksperymentów, którą uzasadnia czysto ekonomicznymi pobudkami: „Jeśli ktoś raz wydepcze sobie ścieżkę do mediów, to już się jej trzyma ile może, choćby przez pół wieku”. I jest to, trzeba przyznać, zarzut mocny, bo skierowany pod adresem nie tylko „rockowych kapel typu Budka Suflera czy Perfect”, ale i „mogołów alternatywy” – Kazika, Muńka i Grabaża. To w ich koniunkturalizmie Tymański widzi przyczyny niewyrobionego gustu publiczności, wychowanej w nieodkrywczych klimatach, niemającej większego pojęcia o muzyce, niepotrzebującej wyższych bodźców. W ramach tych bodźców muzyk wymienia m.in. Lutosławskiego, Cage’a, Coltrane’a czy Stockhausena (a i tak ograniczam się do przywołania tych bardziej znanych nazwisk).
Tymański rości sobie więc prawa do oceniania poziomu muzycznego społeczeństwa wraz z jego bardami, co w pierwszej chwili, jak każda „mowa tronowa”, wywołuje pewnie u odbiorcy odruch obronny. Zaraz jednak przychodzi refleksja (poprzedzona solidną podbudową udokumentowaną w niniejszej książce), że mówi to człowiek, który w swojej branży zagrał, pogadał i wypił prawdopodobnie ze wszystkimi, a jeśli nawet nie ze wszystkimi, to tylko dlatego, że ktoś go akurat obdarzył antypatią. Sam jest zresztą przekonany o własnej sile: „Nie gniewajcie się, że to powiem – wiem o tym, że mam cholernie intrygującą osobowość i mnóstwo wiedzy. Pracowałem na to długie lata. Z drugiej strony bywam upartym, kłótliwym ignorantem. To różne strony prawdy o mnie – człowieku ze złota i gówna”.
I taki też obraz Tymona wyłania się z jego rozmowy z Rafałem Księżykiem – z jednej strony niebywały zapał do kolejnych odsłon artystycznej kariery, z drugiej: bucowatość (jak najbardziej świadoma: „liderem byłem chujowym”), problemy natury osobistej. O tym i o tym Tymański opowiada śmiało, jest rozmówcą otwartym i nie unika drażliwych tematów. Poruszająco opisuje historię utalentowanego perkusisty Jacka Oltera, członka Miłość, który – gdy grupa jeszcze istniała – popełnił samobójstwo. O muzyce opowiada z niesłabnącym zapałem, pod tym względem zbliża się wręcz do jakiejś solidnej encyklopedii offowej, a współpracę z innymi przedstawia z zaraźliwą pasją, jak we fragmencie o Lesterze Bowiem: „Podczas pierwszego koncertu z Lesterem okazało się, że potrafimy też słuchać. Wpuściliśmy go do swojej muzy, a on, niczym freejazzowy szaman, z poświstów i szmerów utworzył swoje theatrum. Honorowaliśmy go na sposób nieco sztubacki, ale są tam momenty, gdy następuje spotkanie umysłów. I to jest wartością tej płyty.”
Tyle o wartości płyty, a co jest wartością książki? Poza wymienionymi wyżej zaletami jest jeszcze jedna: „ADHD” faktycznie da się traktować jako coś pokrewnego encyklopedii, może nie od razu kompendium, ale „Alfabet Tymańskiego” już tak. Muzyk szeroko opisuje lata 80. i 90. – trójmiejskie środowisko muzyczne, happenerską grupę Totart oraz wiele inicjatyw, jakie podejmował z kolejnymi artystami. Mniej przekonujący jest chyba tylko w wątku osobistym, za który wielu wcześniejszych przyjaciół miało do niego żal. Chodzi o romans z nastoletnią córka rockmana Roberta Brylewskiego. Nie unika tej kwestii zupełnie i opisuje m.in. mocno szczeniackie względem rodziców dziewczyny zabiegi, ale pełnej odpowiedzi na pytanie, czemu właściwie zostawił żonę i dziecko, nie znajdujemy.
To jednak tylko szczegół, drzazga we frapującej opowieści o człowieku balansującym między komercją a offem, chyba rzeczywiście umiejscowionym gdzieś pomiędzy tymi sferami. Z jednej strony, jak wielokrotnie powtarza, odmawiał udziału w aż trzech talent shows, z drugiej – nie miałby oporów przed zagraniem w reklamie, jeśli byłaby dobra (czyli np. wyreżyserowana przez Smarzowskiego lub Lyncha), a w kulturalnym programie Telewizji Publicznej udzielał się tyle, ile „Łossskot” przetrwał, czyli prawie 3 lata. Tylko i aż, bo na tle długiej kariery Tymańskiego ten okres, gdy dzięki współpracy z TVP wiódł w miarę dostatnie życie, wydaje się raczej epizodem. A co z resztą? Pierwsza, ale częściej druga, trzecia i czwarta liga koncertowa, granie w niekoniecznie prestiżowych miejscach i tradycyjne noszenie własnego sprzętu. No i „półkowanie” – uderza w tej opowieści liczba płyt niewydanych, materiałów odłożonych na półkę, które cały czas czekają na swój czas. Ale „pewnie tak musi być” – jak głosi często używane w „ADHD” zdanie. Tymański podsumowuje nim nieudaną reaktywację zespołu Kury, ale też kultowej dziś Miłości. Ten sam tekst miał zresztą wygłosić jeden z jej członków, Leszek Możdżer, gdy Tymański wyrzucał go z zespołu.
Kawał dobrze opowiedzianej historii – tak można tę „autobiografię” podsumować. Tym ciekawszej, że usłyszanej z ust buntownika zdolnego do spojrzenia na siebie z dystansem (może to dzięki wpływom buddyzmu, o których też sporo opowiada?), ale też dotykanego przez los mniejszymi i większymi dramatami. I „pewnie tak musiało być”, żeby opowieść o tym artystycznym partyzancie okazała się niejednoznaczna, wciągająca i barwna.
koniec
2 stycznia 2014

Komentarze

03 I 2014   06:13:57

Słyszałam wywiad z Tymańskim w radiu.
Rzeczywiscie ADHD, i to dosłownie: w mowie(okropnie, nie do wytrzymania - neurotycznej),w myślach i - najprawdopodobniej - jak czytamy - w uczynkach.
Moje wrażenie ogólne (coś niecoś po drodze skapnęło mi jeszcze do czaszki nt tego "artysty"):
niedouczony kabotyn,
muzyczny amator,co więcej na pewno miał farta i przyjaciół niż talentu,
niedorośniety do mężczyzny - chłopak, wieczny mentalny studenciak, co wszystkie swe braki przekłada w swym mysleniu życzeniowym na znamiona własnego rzekomego geniuszu.
Nie Piotruś Pan, a Piotruś Chłyst ( chłysty to takie młode jelenie, co nie zostały jeszcze pełnojajecznymi bykami, łażą tesknie po poboczach terenów, na których pasa sie prawdziwe, dorosłe byki ze stadem łań i tylko porykują okropnie dla kurażu, ale na terytoria opanowane przez w/w dojrzałe jelenie - nie włażą. Za to niesamowicie porykuuuuują)

I takie coś śmie pouczać innych w kwestii gustów i smaków muzycznych?
Do tego inni "pozyteczni idioci" kultury off-owej robią z takiego niedojrzałego jabłka (ale za to z parchami) - idola, boga, proroka etc.
O tempora, o mores!
Ale przecież, ha ha:
Jaki pan - taki kram.
Jaki kapłan - taki mit
Jaki salon - taki sznyt
Jaki silnik - taka jazda
Jakie niebo - taka gwiazda
Adoracja leci równo
Szkoda, że to wszystko...woda.

Nie, nie jestem żadnym mainstreamowym artystą, którego mógłby draznić taki "off-owiec".
Jestem zwykłym zjadaczem chleba i kultury.
Tyle, że prawdziwej, jak mniemam , kultury, a nie wygłupów nieutalentowanego, za to niebywale z siebie zadowolonego "artysty"
Jedyne, co p. Tymański posiada to właściwy i rzeczywiście rasowy genotyp.
Czyżby TO miała być dziś w Polsce jedyna, prawdziwa przepustka do "uznania i sławy"?
Trochę mało

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Coś pozytywnego
Joanna Kapica-Curzytek

20 X 2021

Powieść „W drogę!” opiera się na niezłym pomyśle. Za sprawą zbiegu okoliczności piątka młodych ludzi znalazła się w jednym miejscu. Wszyscy niespodziewanie dla siebie muszą zmierzyć się z przeszłością. Co czeka ich w przyszłości?

więcej »

Niebo będzie już inne
Joanna Kapica-Curzytek

19 X 2021

„Mikołaj Kopernik. Geniusz, który wstrzymał Słońce”, opowieść przybliżająca młodszym czytelnikom życie i czasy wielkiego uczonego, to atrakcyjna propozycja zgłębienia podstaw astronomii, kultury i historii. Bez nudy i wysiłku!

więcej »

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
Miłosz Cybowski

18 X 2021

Do popularyzacji nauki niezbędne są dwie rzeczy: dogłębna znajomość tematu oraz umiejętność przystępnego pisania o nim. O ile tego pierwszego Rebecce Wragg Sykes nie sposób odmówić, to już w drugiej kwestii „Krewniacy” pozostawiają nieco do życzenia.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy piosenka wyszła z wojska…
— Sebastian Chosiński

To ten człowiek odpowiada za Kryzys!
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zapomną o nas
— Daniel Markiewicz

Mistrzostwo formy
— Daniel Markiewicz

Walc nasz (zbyt) powszedni
— Daniel Markiewicz

Odmienne stany moralności
— Daniel Markiewicz

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Całodobowe szczęście
— Daniel Markiewicz

Nieustające wakacje
— Daniel Markiewicz

Trudna miłość
— Daniel Markiewicz

Szeptanie traumy
— Daniel Markiewicz

Magiczna apokalipsa
— Daniel Markiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.