Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Styczeń 2014
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
W tym miesiącu prezentujemy o dzień wcześniej niż zwykle pakiet krótkich (choć wcale nie tak bardzo) recenzji książkowych. Mimo tego, że tym razem omawiamy tylko osiem książek, ich pakiet jest zróżnicowany i ciekawy.

Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Styczeń 2014
[ - recenzja]

W tym miesiącu prezentujemy o dzień wcześniej niż zwykle pakiet krótkich (choć wcale nie tak bardzo) recenzji książkowych. Mimo tego, że tym razem omawiamy tylko osiem książek, ich pakiet jest zróżnicowany i ciekawy.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Daniel Markiewicz [70%]
Zgrabny i erudycyjny zbiór szkiców na temat lęków nie tylko współczesnego człowieka połączony z rozważaniami odnośnie tego, jak sobie z owymi lękami radzić. A przede wszystkim – z jednym, tytułowym statusem. Autor, wychodząc od nakreślenia historycznego tła pojęcia „status”, szuka przyczyn niepokojów pojedynczych jednostek i dostrzega je m.in. w niedostatku szeroko rozumianej miłości, a także prestiżu, oczekiwań czy ustroju społecznego. Opisuje przemianę w narracji, jaka dokonała się w 2. połowie XX wieku – wcześniej (od czasów Jezusa) uznawano najniższą klasę robotniczą za niezwykle wartościową, zaś status jawił się jako coś niezależnego od człowieka. Dopiero współczesność przyniosła zmianę – i to jaką! – w postrzeganiu najuboższych/najmniej znaczących członków społeczeństw.
W poszukiwaniu przyczyn i rozwiązań tytułowego problemu de Botton zręcznie przemieszcza się między religią, polityką, sztuką i filozofią, sięgając po przykłady z różnych epok. Nierzadko wzbogaca opis anegdotą – opowiada np. historię kuzynów, z których jeden zgładził drugiego za to, że ten zarzucił mu niezrozumienie dzieł Dantego. Ten nieco wisielczy humor prowadzi nas do jednej z podstawowych konstatacji, jakie wysuwa autor – tego mianowicie, że nasze poczucie tożsamości jest składnikiem opinii ludzi, wśród których żyjemy. Co oczywiście nie jest odkryciem nowym, jak zresztą cała książka, ale też nie można jej odmówić przystępności i klasy. Odświeżająca, kulturoznawcza lektura.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [80%]
Pośród wielu publikowanych utworów fantastycznych łatwo przeoczyć interesujące pozycje, stąd bardzo doceniam wszelkie inicjatywy wznawiania co ciekawszych książek. Zwłaszcza, kiedy – jak to ma miejsce w przypadku „Jonathana Strange’a i pana Norrella” – do rąk czytelnika trafia wydanie mieszczące wszystkie trzy części. Spotkałam się z opinią, że powieści Clarke najlepiej prezentują się w oryginale, ze względu na zastosowaną przez autorkę stylizację językową. Na pewno polski czytelnik nie wychwyci w nich tyle smaczków, co Anglik, niemniej i tak widać wyraźnie, że pisarka nie tylko umieściła akcję w dziewiętnastowiecznej (choć umagicznionej) Europie, ale także chciała upodobnić „Jonathana Strange’a…” do literatury tamtego okresu. Starania owe zostały zwieńczone sukcesem – historia angielskich magów posiada specyficzny klimat i wyróżnia się charakterem na tle innych powieści fantastycznych. Należy jednak zaznaczyć, że konsekwencją obranej metody jest nieśpieszna narracja i nacisk położony na wątki obyczajowe. Zwraca uwagę dbałość o odzwierciedlenie realiów epoki – od szczegółów w rodzaju opisów mebli i bibelotów, przez książki, których lekturze oddają się bohaterowie (z wyłączeniem oczywiście ksiąg magicznych), po sposoby spędzania czasu, czy przewijające się przez karty powieści postaci historyczne (ach, gdybyż któryś z naszych pisarzy potrafił sportretować Mickiewicza tak, jak to uczyniła Clarke z lordem Byronem). Co ważniejsze, autorka zadbała o to, by sposób myślenia, postrzegania i wysławiania się jej postaci rzeczywiście odzwierciedlał przekonania i nawyki ludzi z epoki. W większości książek fantastycznych bohaterowie myślą i reagują jak ludzie nam współcześni, dlatego bardzo doceniam starania Clarke. Tym, co szczególnie udało się w „Jonathanie Strange’u…” jest również sposób przedstawienia faerie – nieprzewidywalnych i kapryśnych istot, których nie da się oceniać w ludzkich kategoriach etycznych. Także magia, kiedy wreszcie objawia się w całej okazałości jest odpowiednio barwna i intrygująca. Do moich ulubionych pomniejszych wątków należy ten z fiolką ekstraktu szaleństwa. Natomiast mam zastrzeżenie odnośnie religii – nie wydaje mi się, by w świecie, w którym powszechne były nadprzyrodzone moce, przybrała ona kształt tak bardzo zbliżony do „naszego”. Dość nietypowym rozwiązaniem są rozbudowane przypisy, często mieszczące w sobie rozmaite anegdoty i historie, które wzbogacają świat przedstawiony. Na uznanie zasługuje styl – lekki, elegancki, gdy trzeba plastyczny: „promienie słońca, zimne i czyste niczym brzęknięcie uderzonego nożem delikatnego kieliszka, padały na mury kościoła”, „chociaż w pokoju panowała cisza, cisza pół setki kotów jest bardzo szczególna, niczym pięćdziesiąt osobnych cisz, jedna na drugiej”, „w lasach pojawiły się barwy tak delikatne, tak subtelne, że właściwie trudno je było nazwać barwami. Było to raczej wyobrażenie barw, jakby to drzewa śniły zielone sny lub miały zielone myśli.” Koniecznie należy także wspomnieć, że powieści Clarke aż skrzą się od humoru – subtelnego i stonowanego, a jednocześnie mocno sarkastycznego. Barwny obraz Anglii i jej obywateli podszyty jest ironią. „Jonathan Strange i pan Norrell” nie są typem książki, którą pochłania się z wypiekami na twarzy, zarywając noce i denerwując się o losy bohaterów, znakomicie jednak nadaje się dla osób, które lubią rozsmakować się w lekturze, a już zwłaszcza powinien przypaść do gustu wielbicielom angielskiej kultury.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Joanna Kapica-Curzytek [60%]
Historia „Wołania kukułki” daje dużo do myślenia (zwłaszcza debiutującym autorom), jeśli chodzi o funkcjonowanie rynku książki. Tytuł z początku sprzedawał się marnie. Po dwóch miesiącach od wydania ujawniono, że Robert Galbraith to literacki pseudonim Joanne K. Rowling – i dopiero wtedy zadziałała magia. Książka błyskawicznie wspięła się na szczyty bestsellerów. Autorka, po powieści zaangażowanej społecznie, jaką był „Trafny wybór” tym razem zdecydowała się na napisanie kryminału. Wykreowała tu postać detektywa Cormorana Strike’a, który ma kłopoty kadrowe w swoim biurze i musi uciec się do pomocy Robin, przysłanej „na chwilę” z biura pośrednictwa pracy tymczasowej. Asystentka niejeden raz go zaskakuje. Oboje zajmują się dochodzeniem w sprawie rzekomego samobójstwa bogatej modelki Luli Landry. Śledztwo posuwa się metodycznie, zatacza coraz szersze kręgi, dowiadujemy się coraz więcej o okolicznościach śmierci Luli i – ludzkich charakterach. W rozwiązaniu tej tajemnicy wielką rolę odgrywają rodzinne historie z przeszłości. W tle – nocne życie londyńskich kręgów artystycznych, refleksje o byciu celebrytą i prywatne kłopoty Cormorana. Książkę czyta się nieźle, powieść przyciąga uwagę czytelnika, choć są w niej chwilami też i dłużyzny. Ogólnie rzecz biorąc, nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to kryminał ani gorszy, ani lepszy on innych powieści tego gatunku.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [60%]
Po „Viriconium” sięgnęłam w ramach nadrabiania zaległości lekturowych. Wyjątkowo pochlebne recenzje również brzmiały bardzo zachęcająco. Zapoznawanie się ze zbiorem opowiadań i mikropowieści o tytułowym mieście okazało się jednak dla mnie procesem męczącym i irytującym. Od fantastyki rozrywkowej oczekuję ciekawej opowieści, barwnego świata oraz krwistych bohaterów, natomiast od ambitnej – przede wszystkim przesłania. Bywają też utwory oparte na sugestywnych wizjach i budowaniu nastroju – wtedy jednak jest już kwestią czysto subiektywną, czy przemówią one do konkretnego czytelnika (co w tym przypadku nie nastąpiło). Owszem, trzeba Harisonowi oddać, że jego teksty, które zaczęły powstawać ponad czterdzieści lat temu nie trącą myszką, są wręcz bardziej eksperymentalne od zdecydowanej większości utworów fantastycznych powstałych później. Nadrzędną konwencją wydaje się surrealizm, miejscami ocierający się o ponurą groteskę. Oznacza to brak logicznie skonstruowanej fabuły. Zamiast tego każe się czytelnikowi obserwować dziwaczną szamotaninę bohaterów, czy może raczej figur, uczestniczących w grze pozbawionej zasad. Imiona, nazwiska i role postaci powtarzają się w kolejnych tekstach, mimo że ich losy układają się inaczej, jakby raz za razem zmuszeni byli odgrywać nowe wariacje swoich poczynań (głównie porażek). Starzec, karzeł, rycerz, drab, królowa, tancerka, poeci i kilkoro innych – trudno darzyć ich jakimikolwiek uczuciami, czy wręcz dopatrywać się w nich ludzi. Tym, czego w „Viriconium” jest pod dostatkiem, są dziwaczne sceny i motywy – procesja, obnosząca po ulicach miasta starą królową, mężczyźni w rybich maskach, poeta śniący o tym, że ucieka z jagnięciem pod pachą (które to jagnię przyrasta mu do ręki), końska czaszka, jako element rytualnego przebrania. Nie wykluczam, że jest to jakaś wyszukana symbolika, dla mnie pozostająca niedostępną. Harrison wydaje się panować nad swoim stylem – można znaleźć wiele sugestywnych i udanych przykładów, z których kilka przytoczę: „popołudnie przekradało się w wieczór”, „kraina pustych krajobrazów”, „drzewa ociekały kolorami”, „zmierzch (…) układał się (…) stosami w narożnikach pomieszczeń”, „bez względu na porę roku przynosili ze sobą atmosferę listopadowego świtu – mgły snującej się w starannie przystrzyżonych żywopłotach, gawronów kraczących w wysokich wiązach, wielkiego słońca wschodzącego za nagim, wilgotnym pasmem głogu”. Z drugiej strony nierzadko zdarzają się fragmenty takie, jak poniższy: „Nie znajdujemy już współczucia tak dzikiego ani tak sterylnego, jak ich współczucie: nie ma już okrucieństwa tak pięknie ustrukturyzowanego ani tak formalnego; nie ma już sztuki. Bezmiar powietrza zamarł, tam gdzie opadły pod pięcioma sztucznymi planetami, tubalnie deklamując swe wiersze w lodowatych przestrzeniach. Ich biblioteki leżą otwarte jak stronice porzuconej na pustynnym wietrze książki, milkną ich ostatnie, suche szepty; filozofowie i klauni, wszyscy więdną tak samo: gorączkowo chwytając się gwiazd”. Pierwsza moja myśl, po przeczytaniu tego ustępu brzmiała „że co?”. Harrison zdaje się upajać własnym słowotokiem, piętrzy wyszukane zwroty i metafory. Czy jednak wyłania się z tego znaczenie? Na pewno znajdą się tacy, którzy dostrzegą w je w „Viriconium” – być może nazwą zbiór opowieścią o przemijaniu, szaleństwie, pamięci, czy z góry skazanym na niepowodzenie borykaniu się z losem. Ja widzę w nim przerost formy nad treścią, sztuczność dekoracji i aktorów – jest jak pojawiający się często w książce motyw skomplikowanych ideogramów, kuszących złudzeniem tajemnicy a w istocie pozbawionych sensu.
PS. Chylę czoła przed tłumaczem. Przełożenie „Viriconium” musiało być wręcz tytaniczną pracą.
1 2 »

Komentarze

« 1 2
01 II 2014   13:28:51

Pardon, pewien skrót myślowy mi wyszedł - natomiast mówię to wszystko jako sympatyk gatunku. Wspomniany "Dworzec Perdido" po troszkę przesadzonym, acz klimatycznym wstępie rozwija się w coś genialnego - między innymi, owszem, dzięki takim motywom jak rzeźby ze śliny czy pożycie intymne z kobietą-skarabeuszem, ale głównie poprzez stworzenie całkiem nowego, unikalnego bestiariusza. To właśnie np. rozważania o ludziach-kaktusach, zmiana właściwości fizycznych wody czy działaniu wzroku wzmiankowanej kobiety-skarabeusza (imienia nie pomnę) mnie podobały się najbardziej. Krzyżowanie ciała ludzkiego z metalem - już mniej, bo to motyw i znany od dawna (Darth Vader), i trochę zbyt często eksploatowany ("Fizjonomika" Jeffreya Forda, w "Palimpsescie" Valente też chyba był). Natomiast jednym z najbardziej drastycznych obrazów z lektur ostatnich lat nadal wydaje mi się proces tworzenia neutków w "Rzece Bogów" Iana McDonalda. Nie wiem, jak działa to u innych, natomiast dla mnie umieszczenie historii w realiach science-fiction pozwala na niejakie zdystansowanie się, traktowanie pewnych zjawisk czy scen z pewnym przymrużeniem oka.

01 II 2014   15:02:16

Mam nadzieję, że New Weird nie pójdzie w stronę samoograniczenia się, jak fantasy i steampunk, i nie stanie się po prostu zbiorem estetycznych norm (czyli za parę lat na słowo "New weird" od razu pojawiać się będą skojarzenia -klucze: metropolia, brud, syf i szaleństwo; tak jak na słowo "fantasy" od razu pojawia się skojarzenie: Średniowiecze, magia, smok). Że NW pozostanie literackim gatunkiem, nie estetyką.

01 II 2014   16:57:22

@Fitz
Też nie znosiłam baśni Grimm. Perrault też nie pisał nic miłego.

Ha, a mnie akurat tworzenie neutków w "Rzece bogów" nie ruszyło wcale.


W "Dworcu Perdido" doceniam wizję i jeszcze nie przekroczyła ona granicy, po której całość mnie odstręczyła - choć niektóre sceny tak (nie mam też jakoś ochoty na czytanie dalszych powieści z tego świata; brakuje mi ostatnio klasycznego fantasy drogi, gdzie dzielna drużyna wędruje po puszczach i stepach, mam już dość tych wielkich, śmierdzących miast, miasta mam na co dzień)

"Punktown" bywało mocne, ale miałam wrażenie, że to, co się tam pojawia ma jakiś cel.

Makabra pojawiała się też w "Akwaforcie" ale powieść Bishop bardzo mi się spodobała niezależnie od tego. Sama nie do końca rozumiem, na czym to polegało, ale w jej przypadku wszystko (dla mnie przynajmniej) zagrało jak trzeba.

Natomiast zaczynam mieć wrażenie, że pisarze New Weird zaczynają powielać pewne schematy i motywy. Ale tak pewnie zawsze jest, gdy jakaś konwencja się upowszechnia.

01 II 2014   18:27:30

A "Przedksiężycowi" to new weird czy nie? Bo bardzo pasuje.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Żyje się tylko raz
Joanna Kapica-Curzytek

4 VIII 2020

Komedia romantyczna „Lista, która zmieniła moje życie” bawi i wzrusza.

więcej »

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
Sebastian Chosiński

3 VIII 2020

W dwa lata po poświęconej aneksji, a następnie okupacji, Półwyspu Krymskiego książce „Krym. Znikający półwysep” Paweł Semmler wydał nie mniej interesujący reportaż dotyczący współczesnej Rosji. „Rosja we krwi” (z podtytułem: „Terroryzm dwóch dekad”) to nadzwyczaj interesująca opowieść o walce Kremla z fundamentalistami islamskimi. Walce, która toczy się nie tylko na Kaukazie Północnym.

więcej »

Krótko o książkach: Z nadzieją patrzmy w przyszłość
Miłosz Cybowski

2 VIII 2020

Z jednej strony powstałe w 1969 roku „Skrzydła nocy” Roberta Silverberga zaliczać należałoby do nurtu sf, który nie wróży zbyt dobrze ludzkości. Z drugiej jednak strony zakończenie mówi wprost, że zawsze jest jakaś nadzieja.

więcej »

Polecamy

Faust musi przegrać

Na rubieżach rzeczywistości:

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Dwaj magowie objawią się w Anglii
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Czerwiec 2011
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Do piekła i z powrotem
— Anna Kańtoch

Kronika końca czasu
— Anna Kańtoch

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.