Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Scott Lynch
‹Republika złodziei›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRepublika złodziei
Tytuł oryginalnyThe Republic of Thieves
Data wydania23 października 2013
Autor
PrzekładMałgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
Wydawca MAG
CyklNiecni Dżentelmeni
ISBN978-83-7480-396-0
Format680s. 135x202mm
Cena45,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Złodziejom oby powiodło się lepiej
[Scott Lynch „Republika złodziei” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Republika złodziei” oferuje możliwość ponownego spotkania starych znajomych z – uszczuplonego obecnie – gangu Niecnych Dżentelmenów. Powieść Lyncha nie spełnia może wszystkich pokładanych w niej nadziei, ale wciąż pozostawia czytelnika w oczekiwaniu na następny tom.

Beatrycze Nowicka

Złodziejom oby powiodło się lepiej
[Scott Lynch „Republika złodziei” - recenzja]

„Republika złodziei” oferuje możliwość ponownego spotkania starych znajomych z – uszczuplonego obecnie – gangu Niecnych Dżentelmenów. Powieść Lyncha nie spełnia może wszystkich pokładanych w niej nadziei, ale wciąż pozostawia czytelnika w oczekiwaniu na następny tom.

Scott Lynch
‹Republika złodziei›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRepublika złodziei
Tytuł oryginalnyThe Republic of Thieves
Data wydania23 października 2013
Autor
PrzekładMałgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
Wydawca MAG
CyklNiecni Dżentelmeni
ISBN978-83-7480-396-0
Format680s. 135x202mm
Cena45,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Choć niektórzy moi koledzy twierdzą, że książki Scotta Lyncha nadają się dla ludzi o niewybrednym guście, obstaję przy opinii, że Amerykanin jest jednym z najzdolniejszych młodych pisarzy, tworzących tradycyjną fantasy. Zadebiutował dobrze przyjętymi „Kłamstwami Locke’a Lamory”, która to powieść otwarła zaplanowany na siedem tomów cykl „Niecni Dżentelmeni” i zapoczątkowała modę na fantastyczną powieść łotrzykowską. Część druga – „Na szkarłatnych morzach” trzymała poziom poprzedniczki. Z powodu zdrowotnych i osobistych kłopotów twórcy „Republika złodziei” ukazała się po kilkuletniej przerwie, co dodatkowo zaostrzyło apetyt. Po raz kolejny Lynch stanął przed koniecznością sprostania wygórowanym oczekiwaniom fanów.
Jeżeli chodzi o mnie, lekturze części trzeciej towarzyszyły mieszane uczucia. Tym, co należy policzyć na plus jest ciągłe szukanie przez autora nowej formuły. Po wątkach mafijno-terrorystycznych z tomu pierwszego i marynistycznych z drugiego przyszła kolej na rozbudowane elementy obyczajowo-romansowe.
Tym ostatnim nie zamierzam niczego zarzucać. Inaczej wyobrażałam sobie ukochaną Locke’a oraz okoliczności narodzin uczucia głównych bohaterów, niemniej postać stworzona przez Lyncha jest ciekawa i dobrze nakreślona. Wątek Lamory i Sabethy w większości wypada przekonująco (wyjąwszy może wyznanie o gotowości całowania ziemi, po której stąpała luba; dziwi także to, iż protagonista ma w zwyczaju nieustannie przepraszać – z drugiej strony strategia ta przynosi mu tylko przejściowe sukcesy). Dzięki położeniu nacisku na relację tej pary na plan dalszy odsunięte zostały ckliwe rozmowy pomiędzy Lockiem a Jeanem.
Niestety, ucierpiały inne elementy, także te, które w dużej mierze decydowały o niezwykłości cyklu. Zdaję sobie sprawę, iż bardzo wielu czytelników nie znosi rozbudowanych opisów, ja jednak do tej grupy się nie zaliczam. Lubię zanurzyć się w barwnym, oryginalnym świecie i takie też było do tej pory uniwersum stworzone przez Lyncha. Było ono budowane na opisach właśnie – niezwykłych, malarskich, przemawiających do wyobraźni i nierzadko opartych na znakomitych pomysłach, czy to na obiekty architektoniczne, czy detale, takie jak potrawy. Na potrzeby recenzji z poprzednich tomów wypisywałam sobie całkiem sporo cytatów, a następnie z bólem serca wybierałam najlepsze z najlepszych. Tymczasem w „Republice złodziei” uwagę moją przyciągnęły może trzy lub cztery zdania a z malowniczych elementów scenografii zapamiętałam jedynie restaurację, gdzie goście zasiadają do posiłku w klatkach zawieszonych wysoko nad ziemią.
Lynch zdecydował się umieścić akcję trzeciego tomu w owianym złą sławą Karthainie – wydawałoby się ostatnim miejscu, w jakim mógłby znaleźć się Locke. Tyle że w porównaniu z Camorrą, czy nieco mniej drobiazgowo przedstawionym Tal Verrar, miasto więzimagów wydaje się po prostu pozbawione charakteru. Z kolei przedstawiana w przeplatającym się wątku z przeszłości bohaterów Espara zdaje się składać z zaledwie kilku lokacji.
Skąpe i mniej poetyckie opisy nie wyczerpują listy zmian stylu autora. Dla odmiany bohaterowie Lyncha zaczęli na potęgę kląć. Nie to, że przekleństwa w książce mnie strasznie gorszą – ale chodzi o kontekst. U Abercrombiego dosadny język wpasowywał się w obraz świata, tymczasem w poprzednich tomach „Niecnych dżentelmenów” postaci były mniej wulgarne i lekturze „Republiki złodziei” towarzyszyło przykre poczucie dysonansu tudzież wrażenie, jakby autor koniecznie chciał być ostry i „dorosły” (skoro napisał książkę o przestępcach). Niechby zresztą przekleństwa i utarczki słowne były barwne a nie ograniczały się głównie do przerzucania się określeniami moczowo-płciowo-wydalniczymi tudzież wyzwiskami najzwyklejszymi ze zwykłych. Do tego, kiedy bohaterowie zaczynają wyzywać się od „pojebów” moja wyobraźnia automatycznie obleka ich w odzież sportową, miast w płaszcze i kapelusze, a opodal stawia sklep monopolowy i przystanek w miejsce mostów i wież ze staroszkła. I czy ma sens wołać „do diabła” jeśli w mitologii świata diabłów nie uświadczysz (choć nie wykluczam, że mogło mi coś umknąć)?
Nader kiepsko wypada też wątek nietypowego zlecenia Locke’a. Owszem, pomysł by postawić go przeciwko jego dawnej miłości był dobry – tylko jakby zabrakło werwy i inwencji, by rozegrać go dynamicznie i ostro. Ostatecznie po fantasy łotrzykowską sięga się oczekując błyskotliwej intrygi, zwrotów akcji i sprytnych działań bohaterów. Tymczasem kwestia wyborów w Karthainie wydaje się jedynie grubymi nićmi szytym pretekstem do tego, by para protagonistów mogła się spotkać. Bezpośredni współpracownicy Locke’a (poza Jeanem oczywiście) zostali uwarunkowani, by aprobować jego decyzje, stąd odpada napięcie związane z wcielaniem się w cudze tożsamości, lawirowaniem i przekonywaniem podejrzliwych. Mowa jest o wyborach, ale nie ma polityki – zamiast tego bohaterowie a to zadymią przeciwnikowi kwaterę, a to naślą urzędników. Do tego niektóre rozwiązania, także te z wątku rozwijanego w retrospekcjach, zanadto urągają zdrowemu rozsądkowi. Uważam, że fantasy łotrzykowska jest trudną konwencją – czytelnik powinien uznać głównych bohaterów za inteligentnych a nie wszystkich pozostałych za idiotów.
Przerywając ten łańcuch żali – spodobała mi się postać Cierpliwości i wątek rozgrywek pomiędzy więzimagami. Przyjemnym pomysłem było też wplecenie fragmentów tytułowej „Republiki złodziei” – sztuki, którą wystawiają młodzi Niecni Dżentelmeni jako element swojego szkolenia (choć miałam nieodparte skojarzenia z filmem „Zakochany Szekspir”).
Uważam jednak, że trzeci tom został dotknięty syndromem cykli – miejscami bywa strasznie rozwlekły i nużący, niektóre rozdziały tak naprawdę nie wprowadzają niczego niezbędnego. Skrócenie „Republiki złodziei” o jakieś dwieście stron, wyszłoby jej na dobre – a jeśli nie, to niechby na tych stronach pojawiły się niezwykłe miejsca i inteligentnie poprowadzona intryga.
Tym niemniej należy pamiętać, w jakich okolicznościach powstawała trzecia część przygód Niecnych Dżentelmenów. Sam pisarz w wywiadzie zdradził, że miał już całość w zasadzie gotową, ale uznał, że jest kiepska i do niczego się nie nadaje, dlatego napisał ją raz jeszcze. Ktoś inny po prostu wydałby to, co miał, wierząc, że fani i tak to kupią a potem zabrał się za pisanie następnego tomu. Lynch zdecydował się poświęcić powieści kolejne lata, co zasługuje na szacunek. Przyznam, że „Republika złodziei” nieco mnie rozczarowała, wierzę jednak, że autor wróci do formy.
koniec
14 lutego 2014

Komentarze

14 II 2014   09:53:27

Chyba zaczekam na wydanie wszystkich tomów. Jeszcze mi się spodoba i będę przeżywał to, co z Malazańską Księgą Poległych Eriksona - gryźć palce z niecierpliwości przez kilka lat niezdrowo dla zębów i palców.

14 II 2014   21:06:57

@Adam-Ded
Z MKP to nie przesadzaj bo Erikson wydawał tomy w bardzo równym tempie (w zasadzie co roku nowy tom). Zwłaszcza jak się czytało wszystko po angielsku :).

14 II 2014   22:00:44

Fakt, wszystko co związane ze zleceniem jest jakieś mało spektakularne i prostackie; jakby wszystkie finezyjne pomysły, których dostatek w poprzednich tomach, wyparowały Autorowi. Natomiast postać głównego bohatera zaczyna się ciekawie "dopełniać", pojawiają się nowe odcienie charakteru no i rzecz jasna fakty z historii jego życia. Czytelnik ma możliwość (tak jak w książce sensacyjnej) wyprzedzać pewne wydarzenia/domysły jeśli tylko jest dość spostrzegawczy. Jak dla mnie to jest główną zaletą tego tomu. Świat Karthainu istotnie mniej barwny i pomysłowy. Postać Sabethy bardzo mnie rozczarowała; spodziewałam się kobiety równie intrygującej i nieodgadnionej jak jej męski odpowiednik;). Niestety, jak dla mnie kompletnie nieprzekonująca,chimeryczna i nieprzemyślana. Najbardziej brakuje mi w niej siły, a może poczucia siły i konsekwencji. Jednakowoż książkę pochłonęłam w dwa dni i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy:) Aha nie spoilerując dodam, że zakończenie naprawdę super!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Puste postumenty
Marcin Mroziuk

18 I 2022

W Warszawie jest wprawdzie mnóstwo okazałych monumentów i skromniejszych rzeźb, ale na co dzień mieszkańcy mijają je obojętnie, a co gorsza niewiele wiedzą nawet o tych będących turystycznymi atrakcjami. W „Śledztwie inspektora Mątwy” Małgorzata Strękowska-Zaremba przedstawia zupełnie zwariowaną historię, która uświadamia młodym czytelnikom, ile stolica straciłaby bez pomników Syreny czy Szczęśliwego Psa.

więcej »

Łowcy, zbieracze, wędrowcy
Joanna Kapica-Curzytek

16 I 2022

Koczownicy? W Stanach Zjednoczonych? W dzisiejszych czasach? Jest ich więcej niż sądzimy. I wędrują po kraju z powodów zupełnie innych, niż byśmy sobie wyobrażali. Reportaż „Nomadland” opisuje ich losy, przynosząc także gorzką refleksję o tym, że przewidywalny, bezpieczny świat to miraż.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Wygrane i przegrane bitwy
Miłosz Cybowski

15 I 2022

W drugiej części „Czasu Hitlera” Frank McDonough bierze się za obfitujący w wydarzenia okres, jakim były lata 1940-45. Choć na temat II wojny światowej napisano już wiele, autor prezentuje nieco świeżego spojrzenia na to burzliwe pięciolecie. Książkę czyta się dobrze, ale niekiedy można odnieść wrażenie, że całość stanowi zwykły zapis historii tego konfliktu.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Locke nadal nie kłamie przekonująco
— Kamil Armacki

Tegoż twórcy

Przeczytaj to jeszcze raz: Za siódme morze
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Niczym zacny trunek
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Złodzieje z Karaibów: Na Krańcu Sensu?
— Michał Foerster

Kłamstwo ma krótkie nogi, ale często zgrabne
— Michał Foerster

Tegoż autora

Kosiarz wyłącznie na okładce
— Beatrycze Nowicka

Bitwy nieoczywiste
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa z tego i nie z tego świata
— Beatrycze Nowicka

Z tarczą
— Beatrycze Nowicka

Rodzinna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Wiła wianki i to by było na tyle
— Beatrycze Nowicka

Supernowej nie zaobserwowano
— Beatrycze Nowicka

Sen o słodkiej Francji
— Beatrycze Nowicka

Spektaklu akt drugi
— Beatrycze Nowicka

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.