Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Emma Bull
‹Wojna o dąb›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna o dąb
Tytuł oryginalnyWar for the Oaks
Data wydania2003
Autor
PrzekładAnna Reszka
Wydawca MAG
ISBN83-89004-48-8
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Bliżej nas bale naszej wyobraźni
[Emma Bull „Wojna o dąb”, Aleksandra Janusz „Dom Wschodzącego Słońca” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Magia, muzyka i przyjaźń – czyli przypomnienie dwóch przedstawicielek urban fantasy „Wojny o dąb” Emmy Bull i „Domu wschodzącego słońca” Aleksandry Janusz.

Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Bliżej nas bale naszej wyobraźni
[Emma Bull „Wojna o dąb”, Aleksandra Janusz „Dom Wschodzącego Słońca” - recenzja]

Magia, muzyka i przyjaźń – czyli przypomnienie dwóch przedstawicielek urban fantasy „Wojny o dąb” Emmy Bull i „Domu wschodzącego słońca” Aleksandry Janusz.
Bliżej nam do do natury stu fantazji

Emma Bull
‹Wojna o dąb›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna o dąb
Tytuł oryginalnyWar for the Oaks
Data wydania2003
Autor
PrzekładAnna Reszka
Wydawca MAG
ISBN83-89004-48-8
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Niedawna lektura książek Marthy Wells wzbudziła we mnie spóźnione zainteresowanie serią „Andrzej Sapkowski przedstawia”, w ramach której ukazała się także „Wojna o dąb”. W swojej debiutanckiej powieści Emma Bull zabiera czytelnika do „umagicznionego” Minneapolis, będącego areną zmagań faerie, ale też – co wydaje się nawet bardziej egzotyczne – w kolorowe lata osiemdziesiąte. Jako że główna bohaterka, niejaka Eddi McCandry, jest wokalistką i gitarzystką (a sama autorka grała i śpiewała w dwóch zespołach), dzięki „Wojnie…” można na chwilę znaleźć się wśród przedstawicieli barwnego środowiska artystycznego i doświadczyć przedziwnej mieszaniny kiczu, entuzjazmu, niezależności oraz intensywnych emocji a wszystko to w owych mitycznych czasach, kiedy królowała muzyka autorska, tworzona przez ludzi, dla których granie było sensem życia. Dodać tu należy, że Bull kreśli swój obraz w jasnych barwach. W „Wojnie o dąb” muzyka uskrzydla a nie niszczy. Ogólnie zresztą, tworzenie ciepłego, życzliwego nastroju wychodzi autorce nad wyraz dobrze, gorzej zaś, gdy próbuje ona przedstawić momenty dramatyczne.
Ogromną zaletą „Wojny o dąb” jest styl – lekki, oparty przede wszystkim na potoczystych i niewymuszonych dialogach. Główni bohaterowie nieustannie przerzucają się drobnymi złośliwościami, co w niczym nie umniejsza wzajemnej sympatii. Spodobały mi się także opisy, zazwyczaj krótkie, lecz wystarczająco inspirujące: „Dan Rochelle był chudym czarnym mężczyzną o zaskakująco okrągłej twarzy i uśmiechu Buddy na amfetaminie”, ”tego roku wiosna przyszła do miasta niespodziewanie. Drzewa eksplodowały liśćmi w ciągu zaledwie kilku dni. Teraz szeleścił nimi watr a gałęzie rzucały czarny koronkowy wzór na pomarańczowe kule lamp”. Sporo miejsca autorka poświęciła przedstawianiu strojów, co pozwala lepiej wczuć się w klimat tamtych czasów – wszystkie te koraliki, cekiny, poduszki na ramionach, jeans łączony z koronkami i żabotami, barwne garnitury, hawajskie koszule, trampki, czarne skóry, szaleńcze zestawienia kolorów, krojów, materiałów i stylów. Żeby było zabawniej, ubierają się tak nie tylko ludzie, ale także wielu faerie.
Do udanych należy także wyłaniający się z opisów obraz miejsca akcji, nakreślony w wyjątkowo ciepłych barwach. Przyznam, że sama nie przepadam za miejską scenerią, ale Minneapolis z „Wojny o dąb” jest miejscem pełnym światła, energii, tętniącym życiem, widzianym oczami mieszkańca, darzącego je miłością. Ruchliwe ulice, kluby i kafejki, kolorowe neony, sznury samochodowych świateł, gęsta zabudowa śródmieścia, eleganckie, tonące w ogrodach rezydencje na obrzeżach i piękne parki – magia już tam jest. Przybysze z Zaczarowanej Krainy przynoszą jej ze sobą jeszcze więcej.
W „Wojnie o dąb” przeplatają się trzy wątki – nowego zespołu protagonistki, konfliktu pomiędzy elfimi Dworami oraz romansowy. Ten pierwszy spodobał mi się najbardziej. O kolorycie lokalnym już wspominałam, do tego należy dodać nieco slangu, mnóstwo nazwisk wykonawców oraz tytułów piosenek, opisy granej muzyki i wplecione w powieść teksty Eddi. Wreszcie, członkowie zespołu, adekwatnie do przyjętej konwencji barwni i sympatyczni, stanowią zbieraninę, o której po prostu chce się czytać. Wątek romansowy prezentuje się dobrze, dopóki bohaterowie nie poczynią sobie płomiennych wyznań, bo potem robi się nieco nudno (szczęśliwy kochanek zaczyna nieustannie zachwycać się wybranką), a niektóre sformułowania niestety są kiczowate. Przyznam też, że nie jestem zwolenniczką sienkiewiczowskiej metody redukcji trójkątów.
Najgorzej wypadł wątek „wojny”, co zresztą zauważyło wielu recenzentów – bitwy wypadają mizernie, ogólnie zresztą próby wywołania w czytelniku wrażenia, że oto toczy się poważny konflikt a życie bohaterów jest zagrożone nie zostały – przynajmniej w moim przypadku – uwieńczone sukcesem. Podczas lektury książki nieustannie zadawałam sobie pytanie, czemu Bull nie zdecydowała się na inne rozwiązanie. Jak się później okazało, pojawiło się ono w finale. Zastosowanie go od samego początku pozwoliłoby zachować całą „warstwę muzyczną” a przy tym uniknąć konieczności opisywania starć. Dodatkowo pojawiają się niespójności (właściwie czemu Mroczny Dwór urządza na Eddi zamachy?) a scena śmierci jednej z postaci nie posiada należytej wagi.
Pomimo wad i niedoskonałości, „Wojna o dąb” jest jedną z tych książek, których lektura poprawia humor i pozwala cofnąć się w czasie. „Wszyscy jesteśmy nieśmiertelni, póki nie umrzemy” – myśli Eddi podczas jednego z występów. Znakomicie oddaje to istotę rock’n’rolla.
Gdy w umysłach kolorowych zamykamy się na chwilę

Aleksandra Janusz
‹Dom Wschodzącego Słońca›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom Wschodzącego Słońca
Data wydania29 listopada 2006
Autor
Wydawca RUNA
CyklMiasto magów
ISBN83-89595-29-X
Format400s. 125×185mm
Cena28,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Powodowana nostalgią, wywołaną lekturą wyżej wzmiankowanej „Wojny o dąb” ponownie sięgnęłam po wydane kilka lat temu rodzime urban fantasy – „Dom wschodzącego słońca” Aleksandry Janusz. Również debiut, w zasadzie składający się z trzech opowiadań i mikropowieści (tworzących kolejne rozdziały książki), swego czasu okazał się nader przyjemną lekturą. Przez kilka lat oczekiwałam kontynuacji, która jednak do tej pory się nie ukazała.
Od razu trzeba zaznaczyć, że „Dom…” to fantastyka rozrywkowa, w dużej mierze oparta na popkulturowych schematach i RPG-owych inspiracjach. Tego pierwszego autorka się nie wypiera, wkłada wręcz w usta swoich postaci wyjaśnienie, że czerpią oni moc także z zakorzenionych w powszechnej świadomości archetypów i wzorców. Styl Janusz jest bardziej chropawy w porównaniu do Bull, od czasu do czasu (szczęśliwie rzadko) zdarzają się także bolesne w odbiorze zdania w rodzaju „pochłonęło ich ekstatyczne natchnienie”. Niemniej, całość czyta się przyjemnie a jak na debiut jest naprawdę przyzwoicie. Nie brakuje też humoru – niektóre scenki pozostają w pamięci, ot, choćby opis imprezy nastolatków, a zwłaszcza tego momentu, kiedy to szczęśliwcy jeszcze trzymający się na nogach popadają w nastrój refleksyjno-filozoficzny, co oczywiście pociąga za sobą dysputę, w czasie której padają stwierdzenia w rodzaju: „Zen masz wtedy, kiedy wszystko jest jednością, jedność jest wszystkim i w dodatku nic nie istnieje”.
W „Domu…” również pojawia się wątek muzyczny – jeden z bohaterów gra w zespole (rockowym oczywiście), od czasu do czasu pojawiają się teksty jego piosenek (lepiej brzmią te po angielsku) w pewien sposób korespondujące z fabułą. Miejscem akcji jest fikcyjne miasto Farewell, co – tu zgadzam się w pełnej rozciągłości z Agnieszką Szady – jest niezbyt fortunnym rozwiązaniem, gdyż wypada dość umownie – niby znajduje się gdzieś w Ameryce, ale spod tej fasady niejednokrotnie wyzierają polskie realia. Za najistotniejszą wadę uważam zbyt wiele zapożyczeń z osadzonych w podobnej konwencji systemów RPG – owszem, Janusz nie kopiuje wszystkiego, ale jest tego wystarczająco dużo, by całość zaczęła sprawiać wrażenie fabularyzowanego zapisu minikampanii do Maga, prowadzonej przez Mistrza Gry nieortodoksyjnie podchodzącego do systemu.
Stworzeni przez autorkę protagoniści także przypominają postaci graczy: młoda, magicznie uzdolniona, zbuntowana nastolatka, przystojniak z gitarą, jeżdżący na harleyu mag-wojownik z kataną i chudzina-komputerowiec. Mimo to, bohaterowie „Domu…” mają w sobie to coś, co pozwala naprawdę ich polubić, przejąć się ich losem, żałować, gdy zbierają cięgi i cieszyć się wraz z nimi, kiedy odnoszą sukcesy. Pierwsze trzy rozdziały w dużej mierze służą wprowadzeniu tych postaci i zarysowaniu dla nich tła. Ostatni, najdłuższy, stanowiący zamkniętą fabularnie całość przedstawia bardziej znaczący epizod z życia zarówno grupki mieszkańców tytułowego domu, jak i całego miasta. Aleksandra Janusz sprawnie prowadzi akcję, panuje nad wątkami i bohaterami, udaje jej się też nakreślić kilka emocjonujących scen.
Sarkałam na zapożyczenia, tym niemniej całość ma zapamiętywalny klimat i własny charakter, co uważam za bardzo ważne. Powrót po latach nie okazał się rozczarowaniem. Żałuję, że chyba nie ma co liczyć na części kolejne, gdyż chętnie poczytałabym więcej o grupce przyjaciół z Farewell.
koniec
19 marca 2014
PS. Czytelnikom recenzji należy się wyjaśnienie dotyczące ocen. W moim rozumieniu siedemdziesiąt procent, czyli „trzeba przeczytać” zazwyczaj dostają książki, które postrzegam jako solidne, takie, gdzie kreacja świata, bohaterów, fabuły oraz język są przynajmniej w równym stopniu udane. Często bywają jednak książki, gdzie część wyżej wspomnianych elementów okazuje się bardzo dobra, inne zaś pozostawiają nieco do życzenia, lub też sceny poruszające i zapadające w pamięć przeplatają się z gorszymi fragmentami. Takie utwory zazwyczaj dostają ocenę niższą, w praktyce jednak bywa, że czysto subiektywnie podobają mi się bardziej, częściej je wspominam, chętniej też o nich piszę.

Komentarze

19 III 2014   02:21:30

Jakby jeszcze „Wojna o dąb” miała porządny przekład i korektę nie polegającą ślepo na komputerowym słowniku…
W oryginale tytuły rozdziałów są jednocześnie tytułami piosenek, co tłumaczka chyba całkiem przegapiła (nie mam pod ręką egzemplarza żeby porównać dokładniej).
A przeistoczenia padającego w oryginale tytułu piosenki Bowiego „Sufragette City” na IIRC „Sugarfree City” nie potrafię sobie wytłumaczyć niczym innym jak ślepym zatwierdzeniem sugestii niezbyt bogatego słownika.

19 III 2014   19:25:09

Informuję, że Mandalę zjadł kryzys, bo kompletna książka leży sobie w szufladzie i nikt jej nie chce (no dobrze, ostatnio Bookrage chciał i może jedno wydawnictwo będzie chciało na ebooka, ale nic pewnego). Tak, gdybym robiła reedycję, oszlifowałabym stylistycznie. Znajdujące się w książce teksty pochodzą z różnych okresów i włożyłam bardzo dużo pracy w ujednolicenie ich i przerobienie na pełnoprawne rozdziały. Musowo coś przeoczyłam.

19 III 2014   19:25:58

Aha, leży tak od czterech lat.

19 III 2014   22:14:56

Szkoda :(
Nie rozumiem, czemu wydawnictwa wolą wydawać zagranicznych autorów. Przecież spory procent tego jest kiepski. A dochodzą koszty przekładu.

(Choć drugiej strony znalazłyby się przykłady wydanych książek polskich autorów, które były naprawdę nędzne - często wydawnictwa przysyłają do redakcji fragmenty - raz pamiętam, że po przeczytaniu takiego pomyślałam, że napisało ją dziecko w wieku gimnazjalnym... a potem się okazało, że "dziecko" ma o ile dobrze pomnę pod czterdziestkę) Smutne.

20 III 2014   10:13:07

Też nie bardzo rozumiem tego pędu na fantastykę obcą. Rozumiem, klasyka albo jakaś aktualna gwiazda w rodzaju Wattsa. Ale ja tam wolę poczytać naszych autorów i to wcale nie (nie TYLKO :) ) dlatego, że można spotkać ich na konwentach. Jak to rzekł był wieszcz "kulturę wypadałoby mieć własną". Też bardzo żałuję, że "Mandala" w przechowalni.

20 III 2014   11:24:25

Czytałam "Dom Wschodzącego Słońca" trzy lata temu i miałam podobne wrażenia jak recenzentka: przesympatyczne postacie, fajnie opisane przygody, trochę zbyt rpg-owe wampiry i inne stwory, amerykańskie Farewell wypada nieco zbyt "polsko". Dopisuję się do listy czekających na to, żeby ukazały się dalsze części.

20 III 2014   14:03:37

Ech, i co ja mam zrobić, ten zarzut zawsze budzi we mnie głęboką rozpacz. Bo to był taki zamysł artystyczny. Warszawa a'la Gotham i miasto, do którego prowadzą wszystkie drogi. To drugie się zresztą bardzo mocno wpisuje w koncepcję całego cyklu. Już się z tego tłumaczyłam, i to w niejednym miejscu. Możei nieudany, ale ja tego już niestety nie mogę wyciąć czy wyedytować.

20 III 2014   14:05:23

Ale mam nadzieję, że dam radę skończyć część trzecią i ktoś odważny wyda mi wtedy całośc.

20 III 2014   15:20:28

Trzymam kciuki zatem!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Sześć światów Hain: Świat piąty
Miłosz Cybowski

15 VI 2021

„Słowo »las« znaczy »świat«” Ursuli Le Guin jest najbardziej pesymistyczną historią spośród wszystkich powieści z cyklu. Bo choć ostatecznie mieszkańcy porośniętej gęstym lasem planety zdołali wywalczyć wolność, to ich świat nigdy nie będzie taki sam.

więcej »

Nieuleczalna dusza, słaby duch
Sebastian Chosiński

14 VI 2021

Kiedy pisał swoją najsłynniejszą powieść – dystopię „My” – nie było jeszcze dyktatur Józefa Stalina czy Adolfa Hitlera. Nie było totalitarnych Państw Jedynych, których władze starały się podporządkować sobie obywateli i kontrolować ich całe życie. One miały nadejść dopiero dekadę później, ale Jewgienij Zamiatin przewidział ich istnienie i opisał je, zanim się pojawiły.

więcej »

Jeszcze nowsza teoria wszystkiego
Miłosz Cybowski

13 VI 2021

„Przestrzeń kwantowa” Jima Baggota to spojrzenie na pracę badawczą i życiowe losy dwóch twórców pętlowej grawitacji kwantowej: Lee Smolina i Carla Rovellego. Autor zgrabnie i przystępnie prezentuje dokonania naukowe związane z dziedziną, która stanowi „najważniejszy problem naukowy naszej epoki”.

więcej »

Polecamy

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie

W podziemnym kręgu:

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Magia, przyjaźń i rock’n’roll
— Agnieszka Szady

Lekka wojna
— Eryk Remiezowicz

Z tego cyklu

Gorzej być nie może – i to jest najlepsze!
— Sebastian Chosiński

Policjant w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

„Mroczny erotyzm, faszyzm, zbrodnie”
— Sebastian Chosiński

Różnymi drogami
— Wojciech Gołąbowski

Chcąc nie chcąc
— Wojciech Gołąbowski

Kubuś i Hipcia na tropie
— Joanna Kapica-Curzytek

Próżniacze kawalerskie życie na angielskiej wsi
— Wojciech Gołąbowski

Upadek Ikara
— Miłosz Cybowski

„Legalnie” nadal brzmi świetnie!
— Joanna Kapica-Curzytek

A Śląsk wciąż nieznany…
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Szpiedzy, smoki i różniczki
— Anna Nieznaj

Długa droga do Avalonu
— Zofia Marduła

Vivat Academia, vivant cantatrices!
— Anna Nieznaj

Doskonały przepis na placek po bretańsku
— Zofia Marduła

Całkiem zwyczajny czarodziej
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Wrzesień 2016
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2016
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Cichostopy
— Aleksandra Janusz

Maestro
— Aleksandra Janusz

Tegoż autora

Śląskie śledztwa i nie tylko
— Beatrycze Nowicka

Pokaz slajdów
— Beatrycze Nowicka

Sałatka grecka (zawiera GMO)
— Beatrycze Nowicka

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie: Mechaniczne żurawie
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.