Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Isaac Asimov
‹Roboty z planety świtu›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRoboty z planety świtu
Tytuł oryginalnyThe Robots of Dawn
Data wydania11 lutego 2014
Autor
Wydawca Rebis
CyklRoboty
ISBN978-83-7301-385-8
Format408s. 150×225mm
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Morderstwo, którego nie było
[Isaac Asimov „Roboty z planety świtu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Robotami z planetu świtu” Isaac Asimov powrócił na początku lat 80. zeszłego wieku do dawno zarzuconego cyklu. Po prawie trzech dekadach postanowił domknąć wreszcie swą najważniejszą obok „Fundacji” serię książkową. Niestety powieść przynosi rozczarowanie, dowodząc, że niektórych pomysłów nie należy odświeżać.

Jacek Jaciubek

Morderstwo, którego nie było
[Isaac Asimov „Roboty z planety świtu” - recenzja]

„Robotami z planetu świtu” Isaac Asimov powrócił na początku lat 80. zeszłego wieku do dawno zarzuconego cyklu. Po prawie trzech dekadach postanowił domknąć wreszcie swą najważniejszą obok „Fundacji” serię książkową. Niestety powieść przynosi rozczarowanie, dowodząc, że niektórych pomysłów nie należy odświeżać.

Isaac Asimov
‹Roboty z planety świtu›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRoboty z planety świtu
Tytuł oryginalnyThe Robots of Dawn
Data wydania11 lutego 2014
Autor
Wydawca Rebis
CyklRoboty
ISBN978-83-7301-385-8
Format408s. 150×225mm
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wady powieści widać najwyraźniej, gdy czyta się tomy cyklu o robotach jeden po drugim bez żadnej przerwy. „Roboty z planety świtu” powielają wszystkie fabularne, strukturalne schematy poprzedniego tomu i aż dziw bierze, że autor zdecydował się na taki krok. Oczywiście zupełnie inny musiał być odbiór powieści trzy dekady temu, niecierpliwi fani Asimova skakali pewni do góry z radości, że mistrz fantastyki zdecydował się odkurzyć porzucony dawno cykl. Dziś jednak, kiedy mamy możliwość zapoznania się z poszczególnymi tomami bez cezury czasowej, może doskwierać dosłowne kopiowanie pomysłów.
Oto rząd Ziemi powierza Elijahowi Bayleyowi niecierpiącą zwłoki misję, od której zależeć będą losy całej ludzkości i wszystkich zamieszkanych przez nią światów. Postawiony przed faktami dokonanymi policjant natychmiast wyrusza na Aurorę, by wyjaśnić zagadkę „śmierci” pewnego humanoidalnego robota. Zadanie z rodzaju niewykonalnych, bo jest tylko jeden podejrzany, a jednocześnie ów podejrzany z całą pewnością nie mógł popełnić zbrodni. Nieco zagubiony, do tego znów męczony strachem przed otwartą przestrzenią Bayley od razu bierze się do dzieła i próbuje zmierzyć się z zagadką, której rozwiązanie (lub nie) może zaważyć także na jego życiu.
Wszystko to toczka w toczkę jak w „Nagim słońcu”. Różnica polega na tym, że „Roboty z planety świtu” mają taką objętość jak dwa wcześniejsze tomy razem wzięte i jest to chyba największa wada powieści. Długość w tym przypadku żadną miarą nie przekłada się na jakość. Do największych zalet poprzednich książek z cyklu o robotach należały: zwartość treści, dynamika, intensywność – tutaj te zalety giną pod stosem akademickich rozważań na temat cech Aurory jako planety czy kompletnie bezbarwnych dyskusji Bayleya z robotem Daneelem Olivawem. Ten ostatni, wcześniej rysowany w nader ciekawy sposób, jest zresztą coraz bardziej irytujący w swej nadopiekuńczości. Zmieniła się też tym samym konstrukcja Bayleya jako głównego bohatera. Zachował on wiele dawnych atutów, jak przenikliwość umysłu, nieufność wobec zbyt oczywistych rozwiązań, umiejętności dedukcji, ale przy tym próbuje filozofowania i teoretyzowania na temat robotyki, co niespecjalnie pasuje do przeciętnie wykształconego, choć inteligentnego i sprytnego detektywa. Tu tkwi kolejna słabość powieści: Asimov próbował redefiniować w pewnym stopniu relacje między bohaterami, lecz zamiast osiągnięcia pożądanego efektu, sprawił, że Olivaw stał się całkiem bezbarwny, a osobowość Bayleya przez długi czas niknie pod nic niewnoszącymi rozważaniami. Poza tym pojawiają się niemiłosierne dłużyzny, więc albo młodszy Asimov zwyczajnie cenił sobie konkret, albo starszemu Asimovowi żaden redaktor nie odważył się wyciąć co słabszych fragmentów.
Napięcie, które próbuje budować autor wokół sprawy, jest niewspółmierne do jej znaczenia. Bądź co bądź jedynym dramatem, który wydarzył się na Aurorze jest „śmierć” robota, co ani przez Ziemian, ani przez Przestrzeńców nie może być traktowane jako morderstwo, lecz co najwyżej jako wyłączenie urządzenia. O co więc tyle hałasu? Po co tak naprawdę Bayley zostaje ściągnięty na Aurorę? Pod tym dramatycznym płaszczykiem kryje się popularny romans. Mężczyzna kocha kobietę, ale ona go nie chce, więc zaczyna smalić cholewki do innej, która jest samotna i zagubiona. Ta jednak też go nie chce, bo nie może się odnaleźć w nowym miejscu. Do tego zakochuje się do szaleństwa w swoim mechanicznym służącym i tak dalej. Do pewnej chwili lektura „Robotów…” przypomina fabularnie seriale pokroju „Dynastii”. Momentami na szczęście jest nieco lepiej, ale odnoszę wrażenie, że skrócenie książki nawet o połowę przyniosłoby jej wyłącznie korzyści.
Wyjaśnienie „śmierci” robota Jandera, do którego autor wraca pod sam koniec, może wprawić czytelnika w nie lada konsternację. Może też rozbawić naiwnością założenia całkowicie przeciwnego temu, co Asimov forsował przez kilkaset stron cyklu. Więcej zdradzał w tym miejscu nie będę, ale faktem jest, że zakończenie wydaje się nawet bardziej wymęczone niż reszta tekstu.
Jak uczy biologia, dziecko składa się w połowie z genów przekazanych przez matkę oraz w połowie z genów pochodzących od ojca. Gdyby reguły dziedziczenia przełożyć na język literatury, można by stwierdzić, że powieść „Roboty z planety świtu” jest nieodrodnym dzieckiem „Pozytonowego detektywa” i „Nagiego słońca” – otrzymała w spadku po połowie od obojga rodziców. Niestety nie wszystko poszło po ich myśli. Zalety wcześniejszych tomów podane po raz kolejny stają się już tylko powtórzeniami, a do tego dochodzą liczne wady wrodzone, jak wodolejstwo autora, pretekstowość fabuły, drętwota dialogów, niewiarygodne zakończenie, rozciąganie w nieskończoność nieistotnych wątków i dygresji, wątek romantyczny (opisany z wrażliwością kowala kującego podkowy).
Asimov chyba kompletnie nie miał na tę książkę pomysłu. Być może zdawał sobie z tego sprawę, dlatego postanowił krążyć wokół tematu maksymalnie długo, licząc na olśnienie, które z całą pewnością nie nadeszło (bliżej było do całkowitego zaćmienia). Pogubił się w dygresjach, miast koncentrować się na akcji, wolał opisywać kosmiczne sławojki. W tak dziwnym kierunku rozwinął teorię robotów, że ostatecznie wyszło na to, iż to kompletnie bezużyteczne urządzenia, które przy odpowiednim wysiłku umysłowym potrafią z łatwością unikać ograniczeń narzucanych przez Trzy Prawa Robotyki. Dlaczego Asimov w ogóle wrócił do tego cyklu? Raczej nie z pobudek finansowych. Więc może artystycznych? Też nie bardzo. Może po prostu z nudów? Nie dostrzegam żadnego racjonalnego powodu dla powstania książki, która jest tylko mętnym odbiciem lustrzanym interesująco przedstawionych wcześniej idei.
koniec
7 kwietnia 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Inspiracja do buntu
Joanna Kapica-Curzytek

13 V 2021

„Czasami, kiedy się tego najmniej spodziewasz (…) – lądujesz w nowym miejscu, w towarzystwie nowych ludzi i uczysz się nowych rzeczy”, tak zaczyna się „Kawiarnia na końcu świata”, która może zainspirować czytelników do zmiany podejścia do życia.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Pokonani, ale nie zwyciężeni
Sebastian Chosiński

12 V 2021

19 kwietnia przypadła kolejna rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. I z tej właśnie okazji wydawnictwo MG opublikowało nową powieść historyczną Roberta Żółtka – „Ogień i pył. Ostatnia wiosna Mordechaja Anielewicza”, która jest niemal kronikarską, choć przedstawioną w formie beletrystycznej, relacją z przebiegu tego skazanego od samego początku na klęskę zrywu.

więcej »

Prawda ukryta pod powierzchnią
Marcin Mroziuk

11 V 2021

Wbrew znanemu powiedzeniu „Zimne wody Wenisany” spokojnie można byłoby ocenić po okładce, bo krótka powieść Linor Goralik jest równie zachwycająca jak przepiękne rysunki Rocha Urbaniaka. Szkoda tylko, że to zaledwie początek tej fantastycznej historii, a wewnątrz nie ma już żadnych ilustracji.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Przeczytaj to jeszcze raz: Upadek i odrodzenie
— Katarzyna Piekarz

Zbrodnia na planecie robotów
— Jacek Jaciubek

Jak robot został policjantem
— Jacek Jaciubek

Robot też człowiek
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe
— Jacek Jaciubek

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Szpiega wynajmę
— Jacek Jaciubek

Suchość w ustach
— Jacek Jaciubek

Wszystkie odcienie szarości
— Jacek Jaciubek

Królestwo za kafelek
— Jacek Jaciubek

Historia wiary znaczona krwią
— Jacek Jaciubek

Człowiek-puzzle
— Jacek Jaciubek

Poprzez góry, poprzez lasy
— Jacek Jaciubek

Misja na Marsa
— Jacek Jaciubek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.