Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Philip Pullman
‹Zorza północna›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZorza północna
Tytuł oryginalnyNorthern Lights
Data wydania2 lipca 2004
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca Albatros
CyklMroczne materie
ISBN83-7359-065-X
Format448s. 120×195mm
Cena30,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Mała Esensja: Pullman, czyli nieudane maluczkich gorszenie
[Philip Pullman „Zorza północna”, Philip Pullman „Magiczny nóż”, Philip Pullman „Bursztynowa luneta” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na pierwszy rzut oka – fantasy dla nastolatków, na drugi – ani fantasy, ani dla nastolatków… przynajmniej nie do końca.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mała Esensja: Pullman, czyli nieudane maluczkich gorszenie
[Philip Pullman „Zorza północna”, Philip Pullman „Magiczny nóż”, Philip Pullman „Bursztynowa luneta” - recenzja]

Na pierwszy rzut oka – fantasy dla nastolatków, na drugi – ani fantasy, ani dla nastolatków… przynajmniej nie do końca.

Philip Pullman
‹Zorza północna›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZorza północna
Tytuł oryginalnyNorthern Lights
Data wydania2 lipca 2004
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca Albatros
CyklMroczne materie
ISBN83-7359-065-X
Format448s. 120×195mm
Cena30,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Niedawno nakładem wydawnictwa „Albatros” ukazała się trylogia „Mroczne materie” brytyjskiego pisarza Philipa Pullmana. Pierwsze dwa tomy wydał w 1998 Prószyński i S-ka w serii dla młodzieży „Tajemnica – przygoda”. Trzeci tom nie ukazał się wówczas, gdyż ponoć „nie nadawał się, aby go wydać w kraju katolickim”. Tłumaczenie takie miałoby sens pięć-sześć lat wcześniej, kiedy to w Polsce rządziła prawica, a w fantastyce – nurt antyklerykalny. Zapewne i popyt na taką książkę byłby wtedy większy, choć niekoniecznie – w „Mrocznych materiach” niewiele jest pomysłów w jakikolwiek sposób bulwersujących dla zatwardziałego fantasty. Być może decyzję o zawieszeniu wydawania podjął ktoś po przeczytaniu streszczenia zamieszczonego na początku każdego tomu – streszczenia, które nie tylko w karygodny sposób zdradza część akcji, ale w dodatku robi to bałamutnie, sugerując, że głównym celem dwójki bohaterów jest wojna religijna. Kościół w powieści przedstawiony jest jako instytucja mroczna i odpychająca, trudno się jednak dziwić, skoro poznajemy głównie jego „przybudówki” organizacyjne działające jak coś w rodzaju Inkwizycji. W trzecim tomie autor wprowadza do niczego niepotrzebny epizod z popem, który pije wódkę i przejawia pociąg do chłopców, cały ten rozdział wydaje się jednak wtrącony na siłę. A może wydawcę zbulwersowało dwóch zakochanych w sobie aniołów?…
Akcja cyklu rozpoczyna się w Oxfordzie, w alternatywnym świecie Ziemi końca XX wieku, gdzie technika stoi mniej więcej na poziomie międzywojnia (ze sterowcami, karabinami, raczkującą mechanizacją i początkami elektryfikacji), a w dzikich, północnych rejonach istnieje również magia: latające na sosnowych gałęziach czarownice oraz inteligentne, mówiące niedźwiedzie, mistrzowie kowalstwa. Każdy człowiek w tym świecie posiada dajmona – jakby wydzieloną część duszy w postaci zwierzęcia, którego gatunek symbolicznie odzwierciedla jego najważniejsze cechy charakteru. Główną bohaterką jest czternastoletnia dziewczynka Lyra, prezentująca typowy dla fantasy schemat osieroconego dziecka, którego przeznaczeniem okazuje się ratowanie świata. Trudno ją nazwać szczególnie sympatyczną – to nałogowa kłamczucha, z irytującą skłonnością, aby być zawsze w centrum zainteresowania i niezdolnością skupienia się na jednej myśli dłużej niż pięć minut. Oczywiście zostaje wplątana w tajemnicze i niebezpieczne wydarzenia i oczywiście odegra w nich zasadniczą rolę – i to niejeden raz.

Philip Pullman
‹Magiczny nóż›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMagiczny nóż
Tytuł oryginalnyThe Subtle Knife
Data wydania7 lipca 2004
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca Albatros
CyklMroczne materie
ISBN83-7359-066-8
Format352s. 120×195mm
Cena30,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 23,00 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Akcja powieści toczy się szybko, a Lyra i jej poznany w drugim tomie przyjaciel Will przeżywają mnóstwo dramatycznych przygód, częstokroć są świadkami okrucieństw i śmierci. Osoby, które narzekają na brutalność zakończenia czwartego tomu „Harry′ego Pottera”, powinny przeczytać opis walki króla niedźwiedzi w „Zorzy północnej” – książki teoretycznie skierowanej do czytelników w tej samej grupie wiekowej. Wszystko jest dobrze, dopóki akcja toczy się tylko w jednym świecie. Kiedy przenosi się do naszej rzeczywistości, jest jeszcze w porządku, potem jednak autor zaczyna mnożyć światy i scenerie niemal bez opamiętania, a logika coraz bardziej trzeszczy w posadach. Dlaczego opuszczone miasto, do którego trafiają Lyra i Will, ma włoskie nazewnictwo (Cittagazze, Torre degli Angeli itp.), skoro wszyscy w nim porozumiewają się po angielsku? Dlaczego w mieście tym są kawiarnie, domy i sklepy pełne wszelkiego dobra (włącznie z Colą w lodówce), skoro potem dowiadujemy się, że mieszkańcy od dawna nic nie wytwarzali, a jedynie „podkradali” zaopatrzenie z innych światów? Nie mogli przecież robić tego na skalę masową. Skąd John Parry i inni wiedzieli o istnieniu noża? No i wreszcie – jakim cudem lord Asriel zdołał błyskawicznie zmontować międzyświatową koalicję, skoro poprzednio było wyraźnie powiedziane, że przechodzenie między światami bez magicznego noża jest możliwe tylko poprzez zorzę polarną i w dodatku z zachowaniem pewnych warunków? Wiele scen w książce opisanych jest w sposób niezbyt zrozumiały, na przykład z końcówki pierwszego tomu nijak nie udało mi się wywnioskować, czy lord Asriel przeszedł do Cittagazze, czy nie; skąd właściwie na lodowcu wzięła się pani Coulter wraz ze swoją małpą i jakim cudem Lyra mogła to wszystko obserwować, znajdując się poniżej krawędzi urwiska.
Pewne błędy logiczne można wybaczać lub wręcz ich nie zauważać, jeśli książka jest dobrze napisana. Niestety, nie da się tego powiedzieć o utworze Pullmana. Pomimo wciągającej akcji, „Mroczne materie” czyta się ciężko, nieliczne opisy są mało przekonujące, mnóstwo jest za to łopatologicznych wyjaśnień i powtórzeń, jakby autor obawiał się, że z rozdziału na rozdział, a niekiedy nawet na tej samej stronie, jego czytelnicy doznają amnezji. Wszystkie postaci nieustannie opowiadają, co zrobiły i co zamierzają zrobić, autor zaś co jakiś czas podkreśla, kto jest czyim przyjacielem, ojcem, towarzyszem broni i tak dalej, nawet jeśli było to powiedziane zaledwie kilka akapitów wcześniej. Dialogi są niewyobrażalnie drewniane, głównie sprowadzają się do tego, że wszystkie postaci bezustannie sobie wszystko wyjaśniają. Przypominały mi się „Tomki” Alfreda Szklarskiego i encyklopedyczne monologi, których wygłaszanie stanowiło ulubione zajęcie jego bohaterów. Jeszcze bardziej drętwe są opisy stanów psychicznych („Jej głos wyrażał słabość i przerażenie, które odczuwała.” „Poczuła mdłości, które były wynikiem strachu i poczucia winy”). Autor nawet nie próbuje różnicować sposobu mówienia postaci – czternastoletnie dziecko i siedemdziesięcioletni profesor, Teksańczyk i Cygan, czarownica i polityk, wszyscy wypowiadają się dokładnie tak samo.
Nie przypadło mi również do gustu to, że zbyt często autor na zasadzie deus ex machina wprowadza zachowania i rekwizyty, które nijak się mają do logiki akcji. Aeronauta Lee Scoresby prawie nie zna Lyry, ale nagle deklaruje, że kocha ją jak własną córkę i bez namysłu odda za nią życie. W świecie, w którym nie wynaleziono radia, a szczytem techniki transportowej jest zeppelin, znienacka pojawia się radiopodobne urządzenie umożliwiające komunikację pomiędzy światami oraz „statek intencyjny” kierowany myślą pilota (wprowadzony wyłącznie po to, by umożliwić ucieczkę pewnej postaci drugoplanowej).

Philip Pullman
‹Bursztynowa luneta›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBursztynowa luneta
Tytuł oryginalnyThe Amber Spyglass
Data wydania7 lipca 2004
Autor
PrzekładDanuta Górska
Wydawca Albatros
CyklMroczne materie
ISBN83-7359-067-6
Format528s. 120×195mm
Cena30,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,00 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Brak solidnego przemyślenia cechuje również to, co niby ma być u Pullmana tak obrazoburcze, a mianowicie religię. Pomysł na to, że Boga nie ma, a jego stanowisko objął samozwańczo anioł-uzurpator, jest powieściowo nośny, jak jednak uzasadnić w takim świecie istnienie chrześcijaństwa? Skoro nie ma Boga, nie mogło być i Syna Bożego, nieprawdaż? Czyżby kolejny uzurpator? Autor konsekwentnie milczy na ten temat. Kraina zmarłych okazuje się kolejnym „światem obok”, a zarazem miejscem, gdzie spotykają się istoty ze wszystkich światów – to jeszcze da się przełknąć, pomimo dziwnego pomysłu z „poczekalnią” dla zmarłych, dlaczego jednak dusz pilnują wyciągnięte wprost z mitologii greckiej harpie? (Prawidłowa odpowiedź brzmi chyba: „A dlaczego nie?”). Harpie, nawiasem mówiąc, zostały opisane w taki sposób, że kojarzyły mi się bardziej z cyklem „Xanth” Piersa Anthony′ego niż z uczciwą mitologią.
Osobnym problemem jest jakość tłumaczenia. Kiedy na początku pierwszego tomu natrafiłam na dziwne zdanie o dziecku, które „biorąc pod uwagę naturę Pyłu, jest właściwie punktem”, sądziłam, że to jedna z zagadek powieści, podobnie jak sam Pył. Jednak natura Pyłu wyjaśniła się dość szybko, a o dzieciach-punktach nie było więcej mowy, zrozumiałam więc, że w oryginale w zdaniu musiało występować wyrażenie „which is the point”, oznaczające, że dana rzecz jest sednem sprawy. Jednak najbardziej kuriozalnym błędem jest stwierdzenie ze strony 420 „Zorzy północnej” o tym, że zombie „wygląda jak tułów” (!!!). Tu już nie trzeba wielkiej filozofii, by domyślić się, że tłumaczka pomyliła polskie słowo „korpus” z angielskim słowem „corpse”, oznaczającym martwe ciało.
Podsumowując moje wrażenia z lektury, przyznam, że trudno mi określić, do kogo właściwie skierowana jest ta trylogia. Raczej nie do dzieci, zbyt wiele jest tam bowiem rozlewu krwi i dość otwartego mówienia o seksie (zdrady małżeńskie, kastracja, a już scena z małpą pieszczącą węża nadaje się niemal do ocenzurowania), a pojawiające się od czasu do czasu rozważania teologiczne byłyby dla najmłodszych zbyt nudne. Bardziej wymagających czytelników odstraszyć może drewniany język i niektóre zbyt naiwne i „bajkowe” rozwiązania – mnie osobiście zdegustowała scena z kliwuchą słuchającą paplaniny lisa arktycznego, ponieważ z realiów opisanego świata wynika, że oprócz pancernych niedźwiedzi nie istnieją w nim żadne inne gadające czy inteligentne zwierzęta. Podobają mi się niektóre pomysły Pullmana: aletheiometr, pół-mechaniczny zaczarowany chrząszcz czy wycinanie przejść między światami, jednak, jak już wspomniałam, autor „przedobrzył”, wprowadzając zbyt dużo dziwacznych istot z innych światów, takich jak Gallivespianie czy mulefa. „Mroczne materie” przeczytałam z zainteresowaniem jako niezłą książkę przygodową, jednak nie posiada ona żadnych zalet, które zachęcałyby mnie, aby kiedyś do niej wrócić.
koniec
23 listopada 2004

Komentarze

30 VII 2011   22:03:11

Ja czytałam wszystkie książki i mi się bardzo podobały.Najbardziej wciągnął mnie Złoty Kompas, ale pozostałe też nie były gorsze.

18 I 2012   16:08:43

Zgadza się.
Próbowałem czytać. Odrzuciła mnie nachalna i łopatologiczna propaganda i bardzo "klasowe" podejście do prezentowanych stosunków międzyludzkich.
Trochę podobnie, jak Delegatury nocy Glena Cooka - przerost "posłannictwa" nad treścią i formą...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Co się stało z Michelle Spivey
Joanna Kapica-Curzytek

31 III 2020

„Ostatnia wdowa” to całkiem przyzwoity, trzymający w napięciu thriller

więcej »

Przy zaginięciu liczy się każda godzina
Marcin Mroziuk

30 III 2020

David Bell ma sporo ciekawych pomysłów na komplikowanie intrygi kryminalnej, ale niestety dużo gorzej radzi sobie z połączeniem wszystkich rozpoczętych wątków w spójną całość. W efekcie „Czyjaś córka” jest wciągającą lekturą, jednak po jej skończeniu pozostaje uczucie niedosytu.

więcej »

Więcej niż gole
Joanna Kapica-Curzytek

29 III 2020

„Miro” jest biografią niemieckiego piłkarza o polskich korzeniach Miroslava Klose, ale też niebanalnym, wielowymiarowym obrazem tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami świata futbolu.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Mała Esensja: Harry Potter to mięczak
— Michał Chaciński

Z tego cyklu

Na własne życzenie
— Wojciech Gołąbowski

Przez szacunek dla zwierząt
— Wojciech Gołąbowski

Cena szczęścia
— Marcin Mroziuk

Nie tylko aria z kurantem
— Marcin Mroziuk

Co wiesz o swoim ojcu?
— Wojciech Gołąbowski

Wcale nie cięta notka recenzenta
— Wojciech Gołąbowski

U Was też żyją kanapony?
— Wojciech Gołąbowski

Przerwane beztroskie dzieciństwo
— Marcin Mroziuk

Słów nie rzuca się na wiatr
— Marcin Mroziuk

Wszystko się może zdarzyć
— Joanna Kapica-Curzytek

Tegoż autora

Na Bieszczady nie ma rady…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krew, seks i zaczarowane smartfony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jak rozpoznać nerwicę lękową
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mamuśka górą! (erpegowcy trochę też)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Podróż na wschód: Waiguoren w Ogrodzie Pokornego Zarządcy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niech się mury pną do góry, niech kominy mają pion…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

To nie przyjaźń, to jakaś matnia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Podróż na wschód: Przez bezdroża Tybetu z chińskim malarzem i nudną narracją
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mmm? Eee… Ach!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tęczówki rozgrzane do czerwoności
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.