Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Glen Cook
‹Kroniki Czarnej Kompanii›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroniki Czarnej Kompanii
Tytuł oryginalnyThe Black Company, Shadows Linger, The White Rose
Data wydania17 listopada 2009
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski, Beata Jankowska-Rosadzińska
Wydawca Rebis
CyklKroniki Czarnej Kompanii
ISBN978-83-7510-467-7
Format920s. 150×225mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Będą kochali mnie z rozpaczą
[Glen Cook „Kroniki Czarnej Kompanii” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Kroniki Czarnej Kompanii”, czyli wydane łącznie trzy pierwsze tomy cyklu Glena Cooka: „Czarna Kompania”, „Cień w ukryciu” oraz „Biała Róża” zdecydowanie warte były tego, by je wznowić.

Beatrycze Nowicka

Będą kochali mnie z rozpaczą
[Glen Cook „Kroniki Czarnej Kompanii” - recenzja]

„Kroniki Czarnej Kompanii”, czyli wydane łącznie trzy pierwsze tomy cyklu Glena Cooka: „Czarna Kompania”, „Cień w ukryciu” oraz „Biała Róża” zdecydowanie warte były tego, by je wznowić.

Glen Cook
‹Kroniki Czarnej Kompanii›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroniki Czarnej Kompanii
Tytuł oryginalnyThe Black Company, Shadows Linger, The White Rose
Data wydania17 listopada 2009
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski, Beata Jankowska-Rosadzińska
Wydawca Rebis
CyklKroniki Czarnej Kompanii
ISBN978-83-7510-467-7
Format920s. 150×225mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Cytowany na tylnej stronie okładki Steven Erikson zwraca uwagę na znaczenie cyklu Cooka dla ewolucji fantasy. Nie sposób temu zaprzeczyć – autor powieści o Czarnej Kompanii zasługuje na miano ojca nurtu nazywanego często „realistycznym”. Z pewnością nie był on pierwszym pisarzem, który zanegował tradycyjny czarno-biały schemat opowieści o dzielnych wybrańcach, nie mogę też wypowiedzieć się na temat tego, czy to on wprowadził do fantasy bohatera zbiorowego w postaci członków formacji wojskowej. Niezależnie od powyższych wątpliwości, sposób, w jaki Cook zrealizował swoje pomysły, zapewnił Czarnej Kompanii sławę, a samemu autorowi znaczny udział w kształtowaniu gatunku. Dzisiejsi znani pisarze, tworzący w nurcie, który na własny użytek nazywam „brudnym fantasy”, a także wszyscy czyniący swoimi bohaterami oddziały wojska, są spadkobiercami twórcy „Kronik…”.
Zdarza się, że utwory, które zapoczątkowały jakiś trend, czytane po latach stają się tylko interesującą ciekawostką. Szczęśliwie nie dotyczy to „Kronik Czarnej Kompanii”. Choć tom pierwszy ukazał się niemal trzydzieści lat temu, gdybym nie zdawała sobie z tego sprawy, uznałabym powieści Cooka za znacznie nowsze. Wciąż jeszcze całkowicie nie otrząsnęłam się ze zdumienia, że „Czarną Kompanię” wydano na kilka lat przed pojawieniem się takich klasycznych po-tolkienowskich cykli, jak „Pamięć, Smutek i Cierń” czy „Koło Czasu”.
Podoba mi się odwaga i swoboda, z jaką Cook przekreślił bądź przenicował najbardziej typowe motywy, wątki i oczekiwania odbiorców. Czytelnik zostaje od razu wrzucony w sam środek akcji – żadnych opisów dorastania bohaterów, czy nawet retrospekcji, ujawniających ich przeszłość. Do tego już w pierwszym rozdziale pisarz nie pozostawia wątpliwości odnośnie tego, kim są jego postaci, każąc im między innymi wyrżnąć kilka tysięcy śpiących w koszarach bogu ducha winnych strażników miejskich, a następnie zaciągnąć się na służbę Zła.
Pomysł przecież prosty, a jakże efektowny – by tym razem napisać powieść z perspektywy sług sił ciemności, zazwyczaj będącymi tylko bandą istot bez twarzy, zabijaną tysiącami przez dzielnych i prawych bohaterów podczas tradycyjnego ratowania świata. Choć, trzeba powiedzieć, Cook nie wytrzymał do końca i w pewnym momencie Czarna Kompania zmienia stronę. Nie oznacza to jednak powrotu do ogranych schematów. Wielką zaletą prowadzonej przez pisarza gry z konwencją jest to, że w żadnym momencie nie można przewidzieć, jak potoczą się losy Konowała i jego towarzyszy broni, dokąd ostatecznie zaprowadzą ich działania.
Wszystko powyższe nie miałoby takiej siły oddziaływania, gdyby nie zostało odpowiednio opisane. Pełna cynizmu, choć od czasu do czasu zbaczająca w stronę refleksji natury ogólnej relacja Konowała znakomicie spełnia swoje zadanie. Pokazuje też, ile znaczy dobry warsztat. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, w powieściach o Czarnej Kompanii nie ma rozbuchanych, szczegółowych opisów bitew, jakie mamy okazję podziwiać choćby u naszego rodzimego Wegnera. Czytelnik nie uświadczy też malowniczych pojedynków – kiedy bohaterowie sięgają po broń zostaje to przedstawione dosyć lakonicznie. Najemnicy z Czarnej Kompanii bardziej przypominają współczesne wojsko. Przede wszystkim są ekipą do zadań specjalnych i Cook więcej czasu poświęca akcjom w rodzaju likwidacji bądź przejęcia wrogiego dowódcy, szukaniu szpiegów, czy przejmowaniu kontroli nad strategicznie ważnymi obiektami, niż temu, co kojarzy się z wojną w dawniejszym stylu. Co za tym idzie, większość żołnierskiego życia upływa bohaterom na czekaniu. To akurat Cook opisuje dość dokładnie – godziny i dni, spędzone na przygotowywaniu pułapek, patrolach i graniu w karty, przerywane okresami wzmożonych działań, kiedy to śmierć depcze bohaterom po piętach.
W „Kronikach Czarnej Kompanii” nie znajdzie się też drobiazgowych opisów miejsc, czy szczegółowych portretów bohaterów. A jednak, podczas lektury nie ma się wrażenia braku, pominięcia, powierzchowności wizji. Czytelnikowi wydaje się, że wie, jaki jest tamten świat. Jeszcze bardziej intryguje to, że Cookowi udało się nadać swoim postaciom wyrazistość – poza Konowałem wszystkich pozostałych poznaje się z zewnątrz, a jednak ci wysuwający się na pierwszy plan odpowiednio się wyróżniają. Dobrze wypadają zwłaszcza magowie, wśród nich Milczek, który, jak sama ksywka wskazuje, w ogóle się nie odzywa, a jednak jest postacią z charakterem, zajmuje w powieści określone i ważne miejsce. Na uwagę zasługują też pomysły Cooka na Schwytanych – aż szkoda, że tylko kilku czytelnik ma okazję poznać bliżej. Szczególnie Duszołap stanowi pod tym względem prawdziwy majstersztyk – od pomysłu na zmienny głos, po uważnie obserwowane przez Konowała przebłyski „ludzkich uczuć”.
Na osobny akapit zasługuje Pani. Przedstawicielki płci pięknej mają zresztą szczęście – w zdecydowanej większości znanych mi książek żeńskie odpowiedniczki Złych Lordów okazują się postaciami skomplikowanymi, ciekawymi i ze wszech miar godnymi uwagi, i to niezależnie od tego, czy zostały stworzone przez autorów, czy autorki. Mordująca swoich krewnych i zgłębiająca tajniki magii krwi cesarzowa Seda, z „Cieni pojętnych”, rozpaczliwie łaknąca więcej mocy, a przy tym pewnego wieczora rozmyślająca nad tym, że ktoś musi ją powstrzymać. Piękna i podstępna Melisanda Szachrizaj, która doprowadziła swoją ojczyznę na skraj upadku, by później, oczekując na egzekucję w celi śmierci, na pytanie, dlaczego to zrobiła, odpowiedzieć z uśmiechem „Ponieważ mogłam”. Być może już sama decyzja o obsadzeniu kobiety w roli głównego złego jest dowodem na to, że dany pisarz nie lubi sztampy i ma większe ambicje, a udany portret antagonistki jest po prostu tego konsekwencją. Kobiety u władzy okazują się bardziej złożone – są silne i słabe zarazem, co czyni je bardziej ludzkimi. Otacza je aura tajemnicy. Pani znakomicie wpisuje się w poczet ciekawych Złych Władczyń. Jest postacią niejednoznaczną i intrygującą, fascynuje, zamiast odstręczać.
Podoba mi się również to, jak Cook urozmaica swoje powieści, wprowadzając elementy nazwijmy to detektywistyczne, włączając w fabułę historię zadłużonego karczmarza, stanowiącą wręcz książkę w książce, osobną opowieść na temat pogrążania się człowieka wciągniętego w przestępczy proceder albo też przeplatając akcję główną rozdziałami na temat maga Bomanza, który w przeszłości doprowadził do otwarcia Kurhanów, w których uwięziona była Pani wraz ze Schwytanymi.
Zwraca uwagę styl powieści – sarkastyczne wypowiedzi Konowała, sposób, w jaki charakteryzuje on swoich towarzyszy, czy celnie komentuje wydarzenia: „Łaska nie należał do typu ludzi, za którym szczególnie przepadałem. Nigdy nie przestał być chłopcem wyrywającym skrzydełka muchom”, „Na jego twarzy pojawił się wyraz udawanej godności, jaki przybierają koty po szczególnie nieudanym występie, oznaczający mniej więcej: «To właśnie miałem zamiar zrobić»”, „ostatnie spojrzenie na Schwytanego ukazało mi osobę zmęczoną, przygarbioną i nieszczęśliwą. Myślę, że trudno im żyć z reputacją, jaką ma Dziesięciu. Wszyscy chcemy, by nas lubiano”, „Wół potrafił dobrze zrozumieć głupią stronę ludzkiej natury. Być może dlatego, że sam był jej tak blisko.”
Tutaj trzeba pochwalić tłumaczącego pierwsze dwie części Michała Jakuszewskiego, który nadał prozie Cooka odpowiedni wyraz. Podobają mi się polskie ksywki bohaterów, za dobry pomysł uważam również tłumaczenie nazw miast. Przełożona przez Beatę Jankowską-Rosadzińską „Biała Róża” wypada już pod tym względem gorzej. Zwracają uwagę wpadki tłumaczenia w rodzaju: „Dominacja jest gorąca tego roku” (chodzi o to, że przedmioty z tego okresu historycznego są modne), czy „o mało bym się złamał, kupując jej papier” (mówi pewien mężczyzna, krytykując skłonność swej córki do pisania długich listów), czy niefortunne zdania: „jeśli wierzyć menhirom – a kłamią tylko w wyniku opuszczenia albo pośrednictwa”, „czasami ludzie wychodzą stamtąd obojętni. Nigdy nie odzyskują przytomności.” Specyficzny styl wypowiedzi Konowała także na tym cierpi.
Czytając „Czarną Kompanię” początkowo uznałam postępowanie bohaterów za niekonsekwentne – jednego dnia mordują wszystkich świadków wydarzenia, które chcą zachować w tajemnicy, innego starają się ocalić przypadkowych ludzi; narażając się przed zwierzchnikami zabijają gwałcicieli napotkanej dziewczynki, by niedługo później samemu używać sobie na kobietach pokonanych wrogów. Później jednak doszłam do wniosku, że Cook oddaje w ten sposób zawiłości ludzkiej natury. By oddać głos Konowałowi: „prawdziwe, niczym nieosłonięte motywy są zbyt trudne do przełknięcia. Większość ludzi do chwili, gdy osiąga mój wiek zaciera je już tak często i dokładnie, że kompletnie traci z nimi kontakt.”
Kronikarz niejednokrotnie wplata w swoją relację przemyślenia na temat ludzkości, historii, wojny. To przeważnie gorzkie refleksje: „Może nasza robota jest okrutna, ale większość z nas ją lubi – Kapitan najbardziej ze wszystkich. To jego ulubiona zabawa – pojedynek na umysły (…). Jest obojętny na zabitych ludzi, spalone wsie i ginące z głodu dzieci. Buntownicy podobnie. Dwie ślepe armie, widzące jedynie siebie nawzajem”, „żadna religia, z jaką się zetknąłem, nie miała sensu. Żadna nie była konsekwentna. Większość bogów opisanych przez ich wyznawców to megalomani i psychopatyczni paranoicy. Nie rozumiem, jak mogli przeżyć własny obłęd. Jednak to niemożliwe, by istoty ludzkie potrafiły zinterpretować potęgę o wiele większą niż ich własna. (…) Osobiście nigdy nie rozumiałem, dlaczego w tak rozległym wszechświecie bóg miałby troszczyć się o coś tak trywialnego jak kult czy ludzki los”, „dzień wczorajszy jest duchem, który nigdy nie spocznie. Jedynym egzorcyzmem pozostaje śmierć”, „to była noc pełna krzyków. Gorąca, parna noc, jedna z tych, które znoszą ostatnią cienką granicę między człowiekiem cywilizowanym a potworem czającym się w jego duszy”, „[Gwiazdy] spoglądały w dół z migotliwą drwiną. Mówiły nam, że na dłuższą metę cały nasz pot i krew nie mają doprawdy żadnego znaczenia. Wszystko, co zrobiliśmy za tysiąc lat ulegnie zapomnieniu”, „mali ludzie muszą nienawidzić. Muszą kogoś obwiniać za własne słabości.”
„Kroniki Czarnej Kompanii” mają swój własny, wyjątkowy charakter. Trudno mi porównywać je z czymkolwiek innym – może klimatem przypominają mi opowiadania Kresa. Cieszę się, że pomimo początkowej niechęci (wywołanej kiepskiej jakości opowiadaniem-chałturą popełnionym przez Cooka na potrzeby antologii „Miecze i mroczna magia”) zdecydowałam się na ich lekturę i doceniam ideę wydania wznowienia (zwłaszcza w tak udanej szacie graficznej i w formie omnibusa, gdzie kolejne części zawierają po dwa-trzy tomy cyklu).
koniec
22 maja 2014

Komentarze

22 V 2014   16:24:02

Recenzja zdecydowanie zachęca do lektury, ciekawy punkt widzenia Autora książki, ciekawe cytaty. Zrewanżuję się równie ładnym, pochodzącym z serialu "True Detective": " Świat potrzebuje złych ludzi, żeby strzegli go przed tymi gorszymi";)

22 V 2014   23:09:51

Ależ wyczerpująca recenzja! Od lat przymierzam się do "Kronik..." i ciągle jakieś inne książki maja pierwszeństwo, ale teraz to już muszę przeczytać.

23 V 2014   00:59:22

Początkowe tomy do mistrzostwo, potem jest troszkę nudno ale ostatni tom ratuje sytuacje.

Moja ulubiona seria fantasy.

23 V 2014   15:23:04

Milczek i Kruk - moje dwie ukochane postaci z tego cyklu! Bardzo lubię trzy pierwsze tomy, nigdy nie wybaczyłam Cookowi tego, co zrobił Krukowi w "Srebrnym grocie", robiąc z niego sfrustrowanego alkoholika.

23 V 2014   16:03:23

Milczka bardzo lubię.

Kruka już nie - to znaczy z początku może nieco mi imponował, ale potem... postrzegam go jako zadufanego, zamkniętego w sobie i dosyć egoistycznego faceta.

Zresztą, prawdę mówiąc mój "poziom lubienia" bohaterów był nader niski. Panią lubię. Konował budzi ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jest wrażliwszy niż większa część jego towarzyszy broni, z drugiej = oceniam go surowiej, bo nie jest głupim facetem a wydaje mu się, że kodeks lojalności w pewien sposób czyni Czarną lepszymi od innych.

A to jest już niebezpieczne, bo na podobnych podstawach zdaje się budowali swoje myślenie funkcjonariusze nazistowskiej machiny - oni w końcu rzetelnie wykonywali swoją pracę, byli dobrymi mężami i pracownikami. Dzienna norma produkcji mydła z ludzi była wyrobiona.

25 V 2014   01:10:04

„Na jego twarzy pojawił się wyraz udawanej godności, jaki przybierają koty po szczególnie nieudanym występie, oznaczający mniej więcej: «To właśnie miałem zamiar zrobić»”

Jeżeli to ma być przykład dobrze przełożonego celnego komentarza to nie jestem zachwycony. To nadal dość topornie brzmiąca kalka, wypadająca znośnie jedynie w zestawieniu z kalkami Jankowskiej-Rosadzińskiej.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Urok małych książek: Sęp też człowiek
Wojciech Gołąbowski

27 XI 2021

Badacze uważają, że butlonosy nadają sobie imiona – określone dźwięki – i pamiętają o nich nawet po 20 latach rozłąki. Słonie urządzają pogrzeby zmarłym członkom stada, mają także swoje cmentarzyska, na które się udają, czując zbliżający się koniec. Czy tylko ludzie są obdarzeni inteligencją?

więcej »

Krótko o książkach: Obyś cudze dzieci uczył….
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

…to starożytna klątwa, której ofiarą padła autorka książki „Pani Kebab”. Możemy poznać zapiski pracującej w Leeds asystentki nauczyciela, czyli osoby pomagającej uczniom nieznającym języka angielskiego lub po prostu obarczonym różnymi deficytami.

więcej »

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
Miłosz Cybowski

24 XI 2021

Trzy historie i trzech bohaterów… wróć! Trzy historie i trójka postaci (bo „bohaterami” nie można ich nazwać) zaprezentowane w tomie pierwszym „Opowieści o Bauchelainie i Korbalu Broachu” to zebrane w jedną całość opowiadania, przed laty wydane w osobnych tomach. Dobrze się stało, że Wydawnictwo Mag zdecydowało się na ich wznowienie, choć książka pozostaje dziełem, które trafi wyłącznie do fanów prozy Stevena Eriksona.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Ten typ tak ma
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Styczeń-luty 2003
— Bartosz Jeziorski, Eryk Remiezowicz

Gonitwa z mieczem i magią
— Eryk Remiezowicz

Krótko o książkach: Grudzień 2002
— Eryk Remiezowicz

Krótko o książkach: Styczeń 2002
— Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski

Akcja zakręcona do niemożliwości
— Eryk Remiezowicz

Śmierć dalszemu ciągowi
— Eryk Remiezowicz

Starość nie radość
— Eryk Remiezowicz

Dom pełen tajemnic
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.