Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

George R.R. Martin
‹Nawałnica mieczy. Krew i złoto›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNawałnica mieczy. Krew i złoto
Tytuł oryginalnyA Storm of Swords. Blood and Gold
Data wydania7 kwietnia 2014
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPieśń Lodu i Ognia
ISBN978-83-7785-447-1
Format636s. 145×205mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Pieśń nad pieśniami
[George R.R. Martin „Nawałnica mieczy. Krew i złoto” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Polski wydawca, dzieląc oryginalne tomy „Pieśni Lodu i Ognia” na połowy, podał najapetyczniejszą porcję na mniejszym talerzu – na pięciuset stronach drugiej części „Nawałnicy Mieczy” mamy takie natężenie zwrotów akcji, intryg i spisków w przeliczeniu na rozdział, że lektura pobudza silniej niż kawa rozcieńczona Red Bullem.

Kamil Armacki

Pieśń nad pieśniami
[George R.R. Martin „Nawałnica mieczy. Krew i złoto” - recenzja]

Polski wydawca, dzieląc oryginalne tomy „Pieśni Lodu i Ognia” na połowy, podał najapetyczniejszą porcję na mniejszym talerzu – na pięciuset stronach drugiej części „Nawałnicy Mieczy” mamy takie natężenie zwrotów akcji, intryg i spisków w przeliczeniu na rozdział, że lektura pobudza silniej niż kawa rozcieńczona Red Bullem.

George R.R. Martin
‹Nawałnica mieczy. Krew i złoto›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNawałnica mieczy. Krew i złoto
Tytuł oryginalnyA Storm of Swords. Blood and Gold
Data wydania7 kwietnia 2014
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPieśń Lodu i Ognia
ISBN978-83-7785-447-1
Format636s. 145×205mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W HBO dobiega końca czwarty sezon „Gry o tron”, ale wznowiona z jego okazji „Nawałnica mieczy. Krew i złoto” – tym razem z rozwścieczoną wroną na okładce – zapewne jeszcze długo krążyć będzie w okolicach list bestsellerów, bo to zdecydowanie najlepsza część sagi Martina. Nawet znając bieg zdarzeń czyta się ją świetnie, a co dopiero w stanie dziewiczej niewiedzy, za pierwszym razem. Pamiętam, że poprzednie wydanie przeczytałem kilka lat temu podczas kilkugodzinnej podróży nocnym autobusem, docierając do ostatniej strony przy dogorywającej żarówce i książce podskakującej w dłoniach od nierówności na drodze. Brak snu i uszkodzenia wzroku zrekompensowała świetna fabuła, której nie sposób było odłożyć na później.
O szczegółach nie ma sensu się rozpisywać – prawie każdy zdążył się już z nimi zapoznać, czy to dzięki powieści, czy też w formie substytutu poprzez serial. Gdyby na siłę szukać mankamentów, można temu tomowi z czystym sumieniem zarzucić tylko jedno – jest zbyt dobry. W następnych dwóch tempo akcji wyraźnie spada, przez co choć same w sobie nie są złe, nie czyta się ich już z taką podnietą. Patrząc jednak na to, jak wyglądał koncept autora na tę serię, taka sytuacja była chyba nie do uniknięcia.
Martin wielokrotnie wspominał w wywiadach, że zasiadając do pisania swojej sagi zamierzał stworzyć dobrą „powieść historyczną w fikcyjnym świecie”. Powieść historyczną, ponieważ te, dzięki rozgrywaniu się na przestrzeni lat, często są znacznie bardziej złożone fabularnie i wymyślniej przedstawiają losy bohaterów niż powieści fantasy. A w fikcyjnym świecie, bo konieczność odtwarzania prawdziwych wydarzeń krępuje autora, zaś znającemu prawdziwą historię czytelnikowi z góry podpowiada zakończenie.
I rzeczywiście, struktura „Pieśni…” bardziej przypomina wielotomowe powieści historyczne niż standardowe fantasy. Sztampowych wątków jest niewiele, postaci niemal co do jednego niejednoznaczne, a rozwój sytuacji rzadko kiedy da się precyzyjnie przewidzieć. Pominąwszy kilku „faworyzowanych” bohaterów, całą ogromna reszta wydaje się być dostosowana do świata, a nie świat do nich, jak często bywa w fantasy. Samo uniwersum też jest zresztą cokolwiek niemałych rozmiarów i – co ważne – opiera się przede wszystkim na dość wiarygodnej polityce rodowej i ludzkich motywacjach, a nie bliżej niesprecyzowanych fantazmatach.
Biorąc to pod uwagę, panująca rzekomo w sadze Martina niesłychanie wysoka śmiertelność już tak nie dziwi – skoro akcja toczy się przez lata w świecie stylizowanym na wczesne średniowiecze, w którym trwa krwawa wojna, siłą rzeczy od czasu do czasu ktoś powinien umrzeć – tak przecież byłoby w analogicznej sytuacji w prawdziwym świecie. W porównaniu z takimi klasykami powieści historycznej jak „Ja, Klaudiusz” Gravesa czy „Królowie przeklęci” Druona, w których umierają chyba w zasadzie wszyscy pojawiający się na kartach bohaterowie, Martin i tak wypada dość skromnie.
Skromna zdecydowanie nie jest za to fabuła „PLiO”, która razem ze wszystkimi elementami pobocznymi rozrosła się do tak monstrualnych rozmiarów, że niewątpliwie sam autor musi się posiłkować notatkami, aby w pełni nad nią zapanować. Nie dziwi więc, że tak długo pracuje nad kolejnymi tomami. Zwróćcie uwagę, jak wiele różnych teorii – dotyczących zarówno dalszego biegu wydarzeń, jak i tajemnic z przeszłości – tworzą czytelnicy „Pieśni…” na poświęconych jej portalach i forach. Ta historia stwarza tyle możliwości właśnie dlatego, że w większości jest wymyślana i planowana z wyprzedzeniem. Chcąc pozostać wiernym dotychczasowej formule (to znaczy, żeby nadal była to „powieść historyczna w fikcyjnym świecie”, a nie dwa tysiące siedemset trzydziesta czwarta posttolkienowska saga fantasy) trzeba włożyć w nią trochę pracy, często dość nużącej i męczącej, związanej z sensownym powiązaniem dziesiątków pierwszo-, drugo- i szóstoplanowych wątków.
Dlatego zdecydowanie nie chciałbym, aby Martin w jeden rok napisał dwa ostatnie tomy, porzucając niuanse historii i wymyślając na szybko byle jakie zakończenie. Wolę poczekać jeszcze kilka lat, przejść przez etap nieco wolniejszego biegu historii Westeros, w nadziei że w następnym, albo przynajmniej ostatnim tomie rozstawianie figur z ostatnich dwóch części zaprocentuje i jeszcze raz pojawi się taki czytelniczy rollercoaster jak w drugiej połowie „Nawałnicy mieczy”.
koniec
2 czerwca 2014

Komentarze

02 VI 2014   09:46:19

Jestem fanem serii, całość przeczytałem dwa razy jeszcze zanim ukazał się serial produkcji HBO i chętnie zakupiłbym wszystkie hard covery, które się ukazały, ALE...
to logo telewizji, ktora produkuje serial tak szpeci te okładki, że po prostu nie mogę ich kupić. Wielka szkoda, że wydawca zdecydował się (został zmuszony?) na taki krok...

03 VI 2014   13:07:24

Oto i jest WoW!:
http://www.wetpaint.com/game-of-thrones/articles/2014-04-01-george-r-r-martin-announces

03 VI 2014   13:31:25

Wszystkim tym jednak, którzy ucieszyli się na artykuł w powyższym linku radzę doczytać do końca ;P (albo zerknąć na datę publikacji)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Poszukiwacze przygód łatwo nie rezygnują
Marcin Mroziuk

30 XI 2020

W „Sekretach starej szkoły” przekonamy się, że bohaterowie cyklu Anieli Cholewińskiej-Szkolik mimo dotychczasowych niepowodzeń wciąż pragną odnaleźć cenny naszyjnik, który należał niegdyś do rodu von Borgów. Dowiadujemy się też, że niezwykle interesujący trop w tej sprawie uczniowie mieli cały czas tuż pod nosem!

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Chcąc nie chcąc
Wojciech Gołąbowski

29 XI 2020

Drugi tytuł cyklu o krzyżowcach, „Król trędowaty”, nie jest bezpośrednią kontynuacją czterotomowej historii zdobycia Ziemi Świętej i utworzenia Królestwa Jerozolimskiego. Od tamtych wydarzeń minęło niecałe sto lat…

więcej »

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Polecamy

Dick jak Dickens

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Mniej intryg, więcej nudy
— Miłosz Cybowski

To nie Tolkien, na szczęście
— Tomasz Kujawski

Tegoż twórcy

Po Westeros i okolicach
— Dawid Kantor

Przed lodem i ogniem
— Dawid Kantor

Na ubitej ziemi
— Kamil Armacki

O rycerzu twardogłowym
— Miłosz Cybowski

Na skrzydłach innego wiatru
— Beatrycze Nowicka

Nim zawieją wichry zimy
— Kamil Armacki

Smoki tańczą dość niemrawo
— Miłosz Cybowski

Mniej intryg, więcej nudy
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: W sieci intryg, spisków i nudy
— Miłosz Cybowski

Zdrady, zabójstwa i inne przyjemności
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Zapomniany wędrowiec
— Kamil Armacki

Barok w pigułce
— Kamil Armacki

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Na ubitej ziemi
— Kamil Armacki

Życie intymne Myrmidonów
— Kamil Armacki

Kill ’Em All
— Kamil Armacki

Tragedia maltańska
— Kamil Armacki

Trzeci Dumas
— Kamil Armacki

Drugie życie kota
— Kamil Armacki

Fantazja w elaboracie zamknięta
— Kamil Armacki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.