Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 września 2022
w Esensji w Esensjopedii

Terry Pratchett
‹The Last Continent›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Last Continent
Data wydania2002
Autor
Wydawca Doubleday
CyklŚwiat Dysku
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Cudzego nie znacie: Tańcz ze mną walca, Matyldo, co sił
[Terry Pratchett „The Last Continent” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„The Last Continent” jest książką lokującą się w górnej strefie stanów pratchettowych, interesującą już przez sam fakt, że akcja nie dzieje się w wyeksploatowanym już do cna Ankh-Morpork, lecz odkrywa przed czytelnikiem nowe obszary Dysku. Zastanawiam się tylko, kiedy autor da wreszcie spokój biednemu, znerwicowanemu Rincewindowi i pozwoli mu odpocząć, a sam zajmie się jakąś inną postacią. Tak, jak to robił chociażby w cyklu o czarownicach albo o Straży Nocnej.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cudzego nie znacie: Tańcz ze mną walca, Matyldo, co sił
[Terry Pratchett „The Last Continent” - recenzja]

„The Last Continent” jest książką lokującą się w górnej strefie stanów pratchettowych, interesującą już przez sam fakt, że akcja nie dzieje się w wyeksploatowanym już do cna Ankh-Morpork, lecz odkrywa przed czytelnikiem nowe obszary Dysku. Zastanawiam się tylko, kiedy autor da wreszcie spokój biednemu, znerwicowanemu Rincewindowi i pozwoli mu odpocząć, a sam zajmie się jakąś inną postacią. Tak, jak to robił chociażby w cyklu o czarownicach albo o Straży Nocnej.

Terry Pratchett
‹The Last Continent›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Last Continent
Data wydania2002
Autor
Wydawca Doubleday
CyklŚwiat Dysku
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wbrew pozorom, tytuł tej recenzji nie jest całkowicie pozbawiony sensu. Popularna australijska piosenka „Waltzin’ Matilda” odgrywa nie pierwszoplanową wprawdzie, ale dość ciekawą rolę w książce Terry’ego Pratchetta „The Last Continent” (po polsku pewnie będzie „Ostatni kontynent”). Autor na samym początku zastrzega, że nie jest to, broń Boże, książka o Australii, ona jest tylko… „nieco australijska”.
Ci, którzy czytali „Ciekawe czasy”, zapewne pamiętają, że na końcu tej książki Rincewind przy niezbyt udanej próbie teleportacji zamienił się miejscami z pewnym pechowym kangurem. Pechowym, ponieważ w trakcie lądowania został z niego kangur w wersji 2D (jak mawia mój kumpel na widok żaby rozjechanej przez samochód). Rincewind natomiast trafił na kontynent oznaczany na mapach jako XXXX, gdzie nigdy w historii nie spadła ani kropla deszczu.
Patologicznie tchórzliwy Rincewind (słowo daję, zaczyna mnie już nudzić czytanie o tej postaci) zostaje przez lokalne moce magiczne, chwilowo spersonifikowane pod postacią kangura1), wplątany w intrygę, która ma sprawić, aby na IksIksIksIks wreszcie spadł deszcz. Wygląda to na bardzo wysilony zabieg ze strony autora, który chyba nie miał innego pomysłu, jak inaczej usprawiedliwić obecność pechowego maga na kartach powieści. Wysilony, ponieważ w końcowym rozwiązaniu osoba Rincewinda nie była akurat szczególnie potrzebna.
Podczas kiedy Rincewind miota się od jednej przygody do drugiej, napotykając to napadanego przez zdziczałe drogowe bandy krasnoluda-woźnicę o przezwisku Mad (czyżby nawiązanie do kręconych w Australii filmów z Mad Maxem?), to postrzygaczy owiec, krokodyla-barmana czy włóczęgę, który próbuje ukraść owcę przy wodopoju2), jego konfratrom z Niewidocznego Uniwersytetu przytrafiają się jeszcze bardziej zadziwiające wydarzenia.
Wszystko zaczyna się od choroby Bibliotekarza, który zaraził się magiczną grypą i teraz każde kichnięcie zmienia go w porośnięty futrem przedmiot pasujący do sytuacji – na przykład na plaży jest to rudy, kudłaty leżak, a w bibliotece – książka, w której wszystkie wyrazy brzmią „uuk”. Aby sporządzić czarodziejskie lekarstwo, potrzebna jest jednak znajomość imienia chorego, a nikt nie pamięta, jak Bibliotekarz ma na imię. Jedyną nadzieją wydaje się Rincewind, który przez pewien czas był jego pomocnikiem. Magowie próbują go odnaleźć i sprowadzić z powrotem, co skutkuje tym, że przypadkowo przechodzą przez portal czasoprzestrzenny i znajdują się na małej, bezludnej wysepce, na której spotykają Boga Ewolucji pracującego nad różnymi nowymi gatunkami i próbującego parać się inżynierią genetyczną, co skutkuje np. wyhodowaniem krzewów rodzących cygara, ser pleśniowy, a nawet statki dalekomorskie.
Ślicznie i zabawnie brzmią w tej książce „australijskie” nazwy wymyślane przez Pratchetta, na przykład Didjabringabeeralong3) (ciekawe jak Piotr Cholewa przetłumaczy to na polski?), Worralorrasurfa albo Bugarup4). Sporą dawkę humoru zapewnia też spotkanie z Bogiem Ewolucji, kolejne przemiany Bibliotekarza, niepowtarzalne osobowości Kwestora oraz pani Whitlow, a także umiejętność znajdywania pożywienia na pustyni, którą Rincewind zostaje obdarowany przez jakiegoś życzliwego boga (ducha?): zamiast robaków pod kamieniami czekają na niego apetyczne kanapki i naleśniki. Motyw z opiekującą się chwilowo Bagażem grupą wędrownych transwestytów5) miał być zapewne w zamierzeniu zabawny, ale sprawia wrażenie doczepionego na siłę i jedyne, co może rozśmieszyć, to rozbrajająca naiwność Rincewinda. Za to niezwykle zabawnym pomysłem jest przyczynienie się naszych zarozumiałych, kłótliwych magów do powstania dziobaka.
„The Last Continent” jest książką lokującą się w górnej strefie stanów pratchettowych, interesującą już przez sam fakt, że akcja nie dzieje się w wyeksploatowanym już do cna Ankh-Morpork, lecz odkrywa przed czytelnikiem nowe obszary Dysku. Zastanawiam się tylko, kiedy autor da wreszcie spokój biednemu, znerwicowanemu Rincewindowi i pozwoli mu odpocząć, a sam zajmie się jakąś inną postacią. Tak, jak to robił chociażby w cyklu o czarownicach albo o Straży Nocnej.
koniec
1 lipca 2003
1) nie, NIE tego, który został rozpłaszczony.
2) motyw przewodni piosenki „Waltzin’ Matilda”.
3) dla nie znających angielskiego: „Czyprzyniosłeśpiwo”, ale po polsku nie brzmi to tak… australijsko.
4) zapewne chodzi o to, żeby fonetycznie brzmiało jak „bugger up” – ponownie zastanawia mnie kwestia tłumaczenia, ale wierzę w PWCa.
5) kłania się „Priscilla, królowa pustyni”, jak sądzę.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Powroty są trudne
Wojciech Gołąbowski

26 IX 2022

Dorian ma powody do zadowolenia. Mama wróciła! Ale ma też powód do niezadowolenia. Mama po powrocie do domu chce wysłać chłopca wraz z całą jego klasą na nudny obóz. Tytuł trzeciego tomu „Zagubionych” – „Misja ratunkowa” – jest więc nieco mylący, by nie powiedzieć „klikbajtowy”.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: „Kochać – to nie pytać o nic…”
Sebastian Chosiński

25 IX 2022

Aleksander Minkowski zasłynął przede wszystkim jako autor doskonałych powieści dla nastolatków – zarówno tych młodszych (vide „Gruby”, „Ząb Napoleona”), jak i nieco starszych. W „Szaleństwie Majki Skowron” opisał perypetie uczuciowe szesnastoletniego Ariela, któremu w codziennym życiu nie pomaga fakt, iż jego ojciec jest porucznikiem MO.

więcej »

Dla tej książki warto zrobić wyjątek
Joanna Kapica-Curzytek

24 IX 2022

„Jak ocalić życie” to wyróżniająca się powieść obyczajowa. Oprócz wątku romantycznego mamy świetnie przedstawione zagadnienia medyczne związane z ratowaniem życia w nagłych stanach. Taka wiedza może przydać się każdemu z nas.

więcej »

Polecamy

Pierwsza historia przyszłości

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Nie ma zmartwienia
— Maciej Popis

Z tego cyklu

Wampirze wojny
— Miłosz Cybowski

Wiedźmy wszystkich krajów
— Miłosz Cybowski

Powrót na Wyspę Księcia Edwarda
— Joanna Kapica-Curzytek

Krew ojców
— Miłosz Cybowski

Długa droga do zwycięstwa
— Miłosz Cybowski

Sukces nie jest grą przypadku
— Joanna Kapica-Curzytek

Bizantyjski przepych
— Miłosz Cybowski

Przychodzimy w pokoju, obcy bambusie
— Miłosz Cybowski

Kosmiczny grzyb w natarciu
— Miłosz Cybowski

Raz lepiej, raz gorzej
— Miłosz Cybowski

Tegoż twórcy

Słowiańskie elfy rzeczne
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Esensja czyta: Lipiec 2016
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Pożegnanie ze Światem Dysku
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Wrzesień 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Maj 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Wrzesień 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Śmierć Świata Dysku?
— Magdalena Kubasiewicz

Magia odchodzi
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Kwiecień 2014
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka Szady

Tegoż autora

Krótko o filmach: Thor to imię czy stanowisko?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o filmach: Znałem twoją babcię
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Oko podarowane przez wilka
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dżungla w browarze i burza w bramie…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Malarka na walizkach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj… : 10 roztańczonych kadrów
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o filmach: Kieślowszczyzna w pelerynce
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Stawka większa niż qilin
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Patrzcie! On ma głowę pana Mifune!”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o komiksach: Raz na koniu, raz pod koniem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.