Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Olga Gromyko
‹Wierni Wrogowie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWierni Wrogowie
Tytuł oryginalnyВерные враги
Data wydania7 maja 2014
Autor
PrzekładMarina Makarevskaya
Wydawca Papierowy Księżyc
CyklKroniki Belorskie
ISBN978-83-61386-43-8
Format650s.
Cena47,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Za co lubimy słowiańską fantasy
[Olga Gromyko „Wierni Wrogowie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Osadzona w tym samym świecie, co cykl o wiedźmie W. Rednej, powieść Olgi Gromyko „Wierni wrogowie” nie powinna zawieść wielbicieli przygodowej fantasy okraszonej sporą dawką humoru.

Beatrycze Nowicka

Za co lubimy słowiańską fantasy
[Olga Gromyko „Wierni Wrogowie” - recenzja]

Osadzona w tym samym świecie, co cykl o wiedźmie W. Rednej, powieść Olgi Gromyko „Wierni wrogowie” nie powinna zawieść wielbicieli przygodowej fantasy okraszonej sporą dawką humoru.

Olga Gromyko
‹Wierni Wrogowie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWierni Wrogowie
Tytuł oryginalnyВерные враги
Data wydania7 maja 2014
Autor
PrzekładMarina Makarevskaya
Wydawca Papierowy Księżyc
CyklKroniki Belorskie
ISBN978-83-61386-43-8
Format650s.
Cena47,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Do tej pory niezmiernie rzadko sięgałam po fantasy zza naszej wschodniej granicy – w ciągu ostatnich lat jedyną taką pozycją były „Jesienne ognie” Komarowej. Dosyć zabawnie zatem się złożyło, że czytając „Wiernych wrogów” miałam wrażenie deja vu. Od razu zaznaczam, że utwór Gromyko ukazał się w oryginale rok wcześniej od powieści Rosjanki. „Jesienne ognie” doczekały się polskiego wydania po trzech latach a „Wierni wrogowie” po dziewięciu, stąd polski czytelnik miał okazję zapoznać się z nimi w odwrotnej kolejności.
Obydwie autorki zdecydowały się na pierwszoosobową narrację z perspektywy głównej bohaterki, istoty która, gdy zechce, może wyglądać jak człowiek, ale człowiekiem nie jest. W swojej ludzkiej postaci protagonistki wyglądają jak drobne, na pierwszy rzut oka niepozorne kobiety, w razie potrzeby jednak nie tylko mogą sięgnąć po miecz (nie trzeba właściwie dodawać, że władają nim bardzo dobrze) ale też całkiem dosłownie pokazać pazurki. Obie żyją wśród ludzi, ukrywając swoją tożsamość, gdyż ich pobratymcy są uważani za potwory i zabijani. Każdej z nich po piętach depcze mag, który poprzysiągł zemstę na takich jak one w odwecie za śmierć ukochanej. Na początku powieści czarodziej ów zostaje ciężko ranny, lecz bohaterka z nie do końca dla siebie zrozumiałych powodów ratuje mu życie. Wkrótce potem okoliczności zmuszają tę z pozoru niedobraną parę do współpracy, zbiera się też barwna drużyna. Utarczki i ciągła wymiana złośliwości pomiędzy jej członkami stanowią źródło humoru, nietrudno zgadnąć też, że poznawszy bliżej główną bohaterkę mag zmuszony będzie do zweryfikowania swoich poglądów.
Podobieństw można także upatrywać w niektórych scenach czy rozwiązaniach fabularnych. Obydwie autorki przeplatały narrację retrospekcjami (jeden z takich fragmentów, gdzie do dramatycznych wydarzeń dochodzi w piękny, letni dzień kończy się nawet niemal identycznie – u Gromyko słowami „nienawidzę puchu z topoli”, u Komarowej „nienawidzę wiśni”) czy piosenkami, korespondującymi ze stanem ducha postaci. Do analogicznych scen można zaliczyć udawane namiętne uściski pary bohaterów (i znacznie późniejsze namiętne uściski już nieudawane), sytuację, kiedy protagonistka uzewnętrznia swoją prawdziwą naturę (odpowiednio – wyjąc do księżyca i tańcząc z płomieniem) i spotyka się to z uznaniem reszty drużyny, czy scenka z magiem, medytującym w otoczeniu swego ulubionego żywiołu. Do tego dochodzą drobniejsze motywy, jak niezwykła broń, budząca zachwyt bohaterek od pierwszego wejrzenia. Dodam jednak, że „Jesienne ognie” bardzo mi się podobały (na tyle, że trudno mi teraz wytykać autorce naśladownictwo1)) i „Wiernych wrogów” również czytałam z niekłamaną przyjemnością.
Kiedy Gromyko pisała swoją powieść, była sześć lat starsza od Komarowej i bardziej doświadczona, co zaowocowało książką lepszą warsztatowo. Narracja Białorusinki jest spójniejsza, język bardziej wygładzony a klimat konsekwentnie budowany. Powieść Rosjanki była bardziej chaotyczna, wydarzenia i wątki sprawiały miejscami wrażenie naciąganych, natomiast pojawiło się kilka naprawdę barwnych pomysłów, fabuła miała też znacznie mniej kameralny wydźwięk.
Za największe zalety „Wiernych wrogów” uważam styl oraz kreację bohaterów. W tym pierwszym nie brakuje humoru i swady, świetnie oddaje on także „słowiańskie klimaty”, tak odmienne od fantastyki anglosaskiej. Szelena, gdyż tak nazywa się główna bohaterka powieści, celnie i z sarkazmem komentuje otaczającą rzeczywistość, ta zaś wydaje się nam nader znajoma. Ot, choćby: „Beloria, leżąca za Jesionowym Grodem, w ogóle nazywała się «bratnim mocarstwem», czyli nawet jeśli robiła jakieś świństwa, to po cichu i nie przyznając się do tego.” W związku z owym brataniem we wsi Wysiedlisko powstał nawet Plac Braterski, którego wątpliwą ozdobę stanowił pomnik elfa z łukiem. Albo taki swojsko brzmiący fragment: „Dotarłam na szczyt i zajrzałam przez krenelaż, a dopiero potem przelazłam na drugą stronę muru (…) Powinny stać tutaj drabiny, ale ludzie w Wysiedlisku, jak zresztą w każdej większej ludzkiej osadzie, lubili zaopiekować się «bezpańskimi» przedmiotami, więc inwentarz oblężniczy przetrwał wyłącznie koło bramy, po jednej sztuce z każdej strony”.
Choć, abstrahując już od udatnie przedstawianej mentalności mieszkańców stworzonego przez autorkę świata, w powieści można znaleźć też nastrojowe opisy. Akcja „Wiernych wrogów” toczy się zimą i pisarka zadbała, by czytelnik naprawdę poczuł klimat tej surowej pory roku. „Na dworze nadal padał śnieg – rzadko, ale dużymi płatami, które bezdźwięcznie krążyły w powietrzu jak stadko puchatych motyli. Co jakiś czas pojawiał się księżyc, obrzucał ziemię uważnym spojrzeniem i ponownie chował się w legowisku z postrzępionych chmur. Jak gdyby kogoś szukał i miał nadzieję przyłapać z zaskoczenia”, „zima to ciekawy okres.(…) Nie rozumiałam, czemu elfy i driady się go pozbawiają, razem z kryształową ciszą zaśnieżonych pól, niebem odcedzonym przez zamiecie do przezroczystego błękitu, białymi koronkami gałęzi i zapachem zmarzniętych igieł.”
Wspomniałam o bohaterach, czas zatem napisać nieco więcej o Szelenie. Jest ona znacznie starsza od Rey z „Jesiennych ogni” i to się czuje. Wyraźnie widać, że wilkołaczka przeżyła już niejedno. Straciła wiele złudzeń, jednak zachowała umiejętność czerpania radości z życia. Pragmatyczna z natury, radzi sobie, jak może, nierzadko kombinując, by zdobyć trochę grosza. Cały czas jest świadoma tego, że prędzej, czy później prawda o niej wyjdzie na jaw i znów będzie musiała uciekać, porzucając obecny dom. Światu pokazuje się jako osóbka obdarzona złośliwym poczuciem humoru, choć to tylko połowa prawdy, gdyż wciąż jest osobą wrażliwą, wbrew życiowym nauczkom mającą nadzieję na spotkanie prawdziwych przyjaciół. Kilka razy, snując wspomnienia wypowiada ciekawe myśli: „tylko ludzie stawiają miłości warunki”, albo „życie ma to do siebie, że śmieje się ze śmierci. Czasem gorzko, ironicznie, desperacko… ale niezmiennie szczerze.” Warto zauważyć, że Gromyko przedstawia też przejawy wilczej natury swojej bohaterki – Szelenie zdarza się nieraz zapałać nagłą chęcią poczochrania grzbietem o podłoże, drapać się łapą za uchem, czy z lubością wdychać woń padliny. Mag, choć przedstawiany tylko „z zewnątrz” również prezentuje się nad wyraz dobrze. Krótko mówiąc, to porządny facet, choć również złośliwy. Nazywa siebie magiem-praktykiem, choć para się także nekromancją – tu muszę napisać, że to najsympatyczniejszy nekromanta, z jakim spotkałam się w literaturze. Poza powyższą dwójką w skład ekipy wchodzi także dwójka dzieciaków – uczeń czarodzieja i przygarnięta po drodze sierota, oraz młody smok, w swej ludzkiej postaci wyglądający jak chłopak o nieco przytępawym wyrazie twarzy, w walonkach i czapce uszance. Wszyscy razem stanowią barwną gromadkę, którą się autentycznie lubi i chce się o nich czytać.
Nieco gorzej prezentuje się fabuła. Wydaje się, że autorka bardziej koncentrowała się na oddaniu relacji w grupce postaci niż na prowadzeniu głównego wątku, który jest dość prosty i nieco rozwleczony (dotyczy to przede wszystkim środka książki). Jeśli wziąć pod uwagę długość powieści i jej konwencję, wolałabym nieco więcej akcji. Wydarzenia kulminacyjne zostały z kolei przedstawione bardzo szybko a kwestie dialogowe czarnych charakterów nie wypadły najlepiej (choć, trzeba napisać, nie było ich dużo). Świat przedstawiony jest dosyć typowy, jeśli chodzi o poziom rozwoju technicznego, rasy, czy koncepcję magii.
Garść uwag krytycznych należy się także wydawcy. W stopce nie pojawia się żadna wzmianka na temat osoby wykonującej korektę i, niestety, wygląda, jakby tej wcale nie było. Zerknąwszy na imię i nazwisko tłumaczki, nie zamierzam jej krytykować, jednak przekładowi przydałaby się redakcja pozwalająca wychwycić takie rzeczy jak „przestronna szata”, „samoironia”, czy „wieczorowe niebo”. Dość często pojawiają się literówki (zwłaszcza zamiast „ą”, czy „ę” są „a” i „e”) znalazłam też błąd ortograficzny („kurchan”). Nierzadko brakuje wyrazów (głównie przyimków, choć nie tylko), albo w zdaniu to samo słowo pojawia się dwukrotnie (zapewne na skutek zmiany kolejności słów, po której zapomniano usunąć wersję pierwotną), zdarzają się także niewłaściwe końcówki gramatyczne. Zważywszy na to, że książka jest dość droga, a jej premiera była przekładana, całość aż prosi się o dokładniejsze opracowanie.
Powyższe uwagi nie zmieniają jednak tego, że „Wierni wrogowie” stanowią niezmiernie przyjemną lekturę, która poprawia humor. Pomimo kąśliwych uwag dotyczących ludzkich zachowań i wewnątrzdrużynowych tarć, powieść jest pochwałą prawdziwej przyjaźni. Uważam, że opóźnione względem oryginalnego wydanie może wyjść Gromyko na dobre – spośród premier ostatnich miesięcy jest – o ile mi wiadomo – jedyna w swej kategorii, nie ma zatem konkurencji. Ktokolwiek ma ochotę na lekką, humorystyczną, słowiańską fantasy rozrywkową, powinien sięgać po „Wiernych wrogów” bez obaw.
PS. Choć redakcyjni koledzy zdają się nie podzielać moich uczuć, okładkę uważam za wielce udaną.
koniec
7 lipca 2014
1) Przyznam, że zastanawiam się na tą kwestią, zwłaszcza, że Komarowa była wtedy bardzo młoda (21 lat) a na koncie ma bardzo niewiele utworów, trudno mi zatem uwierzyć w scenariusz, zgodnie z którym po przeczytaniu powieści Gromyko (zresztą, znalezione na sieci daty rosyjskich wydań wskazują 2006) w parę miesięcy napisała własną, choć nie wykluczam, że mogła mieć już podobny pomysł wyjściowy a np. lektura „Wiernych wrogów” zrobiła na niej takie wrażenie, że odbiło się to na wersji finalnej. Ewentualnie, obie panie miały wspólne inspiracje.

Komentarze

« 1 2
14 VII 2014   15:44:23

[wycięte przez redakcję]

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100829/REPORTAZ/860225492

14 VII 2014   18:16:51

„1. (M.) mianownik - Kto? - Nowicka, Gromyko
2. (D.) dopełniacz - Kogo? - Nowickiej, Gromykowej
3. (C.) celownik - Komu? - Nowickiej, Gromykowej
4. (B.) biernik - Kogo? - Nowickiej, Gromykowej
5. (N.) narzędnik - Z kim? - Nowicką, Gromykową
6. (Ms.) miejscownik - O kim? - Nowickiej, Gromykowej
7. (W) wołacz - (O!) - Nowicka!, Gromyko!”

Być może taka odmiana jest poprawna w jakimś nieznanym współczesnej nauce języku, ale w języku polskim na pewno nie.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment „Wielkiego słownika ortograficznego PWN”, wyd. II, 2006; Zasady pisowni i interpunkcji, 63. ODMIANA I PISOWNIA NAZWISK ŻEŃSKICH (http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629613):

„Odmieniają się tylko nazwiska kobiet zakończone na -a…”

14 VII 2014   18:57:35

No tak. Ale przecież koledze "ja" to chyba tylko o to chodzi, żeby się czepiać autorki a nie pomóc. Olać gościa.

14 VII 2014   22:31:28

Jeżeli w mianowniku jest "Gromyko", to dodanie końcówka "-owa" nie jest żadną deklinacją, tylko gwarowym/przestarzałym określeniem kobiety zamężnej (np. o żonie pewnego malarza pewnie mawiano "pani Matejkowa", ale dziś brzmi to raczej śmiesznie).

Czy gdyby pisarka była Japonką i nazywała się np. Yuriko, to też żądałbyś pisania o "książkach Yurikowej"?

14 VII 2014   23:37:45

E, nie. Przecież pisałby "książka pani Yuriki". :>

14 VII 2014   23:54:10

Algorytm genetyczny
Polecam ten artykuł w pdf:
www.nazwiska.pawlowice.pl/menu/zasady1.pdf

Tam są dwa wyjścia co do takich nazwisk: albo podajemy imię i nieodmienione nazwisko (ale właśnie powinno być imię!) albo odmieniamy w sposób podany przeze mnie. Cytat:

"w wielu przypadkach użycie samego nazwiska kobiety może brzmieć niedobrze (...) Wskazane jest więc używanie imion, tytułów, ewentualnie (choć jest to już zwyczaj przestarzały) form żeńskich z przyrostkami -owa, -ówna". (Od siebie dodam, że o ile zgadzam się z "przestarzałością" przyrostka -ówna, o tyle -owa zdecydowanie dla mnie przestarzałe nie jest).

Zatem samo "utwór Gromyko" jest niepoprawne. Poprawnie to: "utwór pisarki Gromyko", "utwór Olgi Gromyko", "utwór Gromykowej".

15 VII 2014   00:24:34

"Pojawienie się w komunikacie językowym o obiegu ogólnym wariantu, który przywołuje potoczność, znosi oficjalność, jest znaczące, mocno nacechowane (wyższość, pogarda, niechęć, ironia, pobłażliwość itd.). Można mówić ogólnie o pewnej funkcji degradującej."

http://www.poradniajezykowa.us.edu.pl/artykuly/AS_nazwiska.pdf

15 VII 2014   11:53:31

Mieliśmy takiego nauczyciela geografii z liceum, wieść gminna głosiła, że jest znacznie starszy, niż na to wygląda, a wyglądał na wiek emerytalny, który koniecznie musiał te końcówki oddawać. I tak, dziewczyna o nazwisku Kopijka, stawała się "Kopijkówną". Zwracał się też do nas per "chłopcze", "dziewczę". Baliśmy się go strasznie, teraz nie rozumiem dlaczego.

03 VII 2015   09:22:15

Gromyko odmienia się jak Kościuszko
Gromyki
Gromyce
Gromykę
Z GRomyką
o Gromyce
źródło:http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/odmiana-nazwisk-typu-Kosciuszko;12318.html

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na wysokich obrotach
Joanna Kapica-Curzytek

29 XI 2021

Rezolutna Jaga, młoda czarownica, musi stawić czoło bandzie zmorów i uratować uprowadzonych rodziców. Powieść „Jaga i dom na orlich nogach” nie pozwala się nudzić i z humorem prowadzi młodych czytelników do granic wyobraźni.

więcej »

Urok małych książek: Sęp też człowiek
Wojciech Gołąbowski

27 XI 2021

Badacze uważają, że butlonosy nadają sobie imiona – określone dźwięki – i pamiętają o nich nawet po 20 latach rozłąki. Słonie urządzają pogrzeby zmarłym członkom stada, mają także swoje cmentarzyska, na które się udają, czując zbliżający się koniec. Czy tylko ludzie są obdarzeni inteligencją?

więcej »

Krótko o książkach: Obyś cudze dzieci uczył….
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

…to starożytna klątwa, której ofiarą padła autorka książki „Pani Kebab”. Możemy poznać zapiski pracującej w Leeds asystentki nauczyciela, czyli osoby pomagającej uczniom nieznającym języka angielskiego lub po prostu obarczonym różnymi deficytami.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Styczeń 2015
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Powrót do Belorii
— Beatrycze Nowicka

Dla tych, co stęsknili się za wiedźmą
— Beatrycze Nowicka

Dwoje na tropie
— Beatrycze Nowicka

Na krowie w siną dal
— Beatrycze Nowicka

Wiedźma w krainie wampirów
— Magdalena Kubasiewicz

Wolha, wybawicielka wampirów
— Beatrycze Nowicka

Wakacje z wiedźmą
— Beatrycze Nowicka

Szczur, ale własny
— Magdalena Kubasiewicz

Gromko proszę o tom trzeci
— Beatrycze Nowicka

Szczur i panna
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.