Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Październik 2014
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Comiesięczny zestaw krótkich recenzji książkowych. Tym razem tylko siedem – za to wcale nie takich krótkich.

Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik 2014
[ - recenzja]

Comiesięczny zestaw krótkich recenzji książkowych. Tym razem tylko siedem – za to wcale nie takich krótkich.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miłosz Cybowski [60%]
Lektura książek takich jak „Małe zielone ludziki” Borunia wywołuje w czytelniku pewną dozę nostalgii oraz pewien żal o to, że dysponując porządnym warsztatem oraz mnóstwem dobrych pomysłów, autorowi nie udało się stworzyć ciekawej i w pełni wciągającej historii. Zalet bowiem książka ma bardzo dużo, ale przytłaczają je sążniste (szczególnie pod koniec) dialogi oraz zupełnie zbędny nadmiar niewyjaśnionych wątków. Prawdą jest, że powieść należy nazwać ambitną, ale samą liczbą ambitnych tematów nie sposób zachęcić czytelnika do lektury. Bo im dalej w tę złożoną historię, tym gorzej i brak zdecydowania autora co do tego, co powinno stanowić główny wątek opowieści wcale nie pomaga. Oczywiście doceniam niepewność, w jakiej jesteśmy trzymani przez większość czasu jeśli chodzi o prawdziwe zależności między bohaterami i wydarzeniami, prędko jednak okazuje się, że wszystko prowadzi donikąd. Nie dziwi, że „Małe zielone ludziki” znalazły się w tym samym pakiecie co „Twarzą ku ziemi” Parowskiego i „Senni zwycięzcy” Oramusa, dotyka bowiem spraw związanych z władzą, totalitaryzmem, kontrolą nad społeczeństwem i wieloma innymi sprawami.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Loretz [30%]
Kuriozalna mieszanka Dänikena, teorii spiskowych, młodzieżowej encyklopedii (wszechstronnie wykształceni naukowcy nie wiedzą np. co to są liczby pierwsze, więc konieczny jest wykład na ten temat) i religijnego moralitetu (w kosmosie czai się Szatan we własnej osobie, a klonowanie i kontrola urodzeń to największe zło), zawinięta w prostą jak drut akcję (ekspedycja leci i dolatuje, znajdując tam to, czego się na początku obawiano). Jako okrasa – galeria tekturowych postaci i sztampowe dialogi. Jedyny plus jest taki, że językowo rzecz jest napisana sprawnie i czyta się ją bez zbrzydzenia. Z drugiej jednak strony – po co marnować czas na przedzieranie się przez 350 stron dmuchanej watą literatury, w której co kilkanaście-kilkadziesiąt stron tkwią rozsiane czerstwe naukowe definicje, pasujące do całości jak pięść do nosa? Przykłady? Ależ proszę bardzo:
strona 57:
„- Tachiony to cząstki elementarne poruszające się szybciej niż światło. Na razie badaliśmy je tylko w warunkach laboratoryjnych. Nazwa pochodzi od greckiego słowa tachýs, które znaczy…
– Znam grekę – mruknął Karpowski.”
(ale jako szef projektu lotu w daleki kosmos – fizyki już nie)
strona 69:
„- Tak naprawdę druk wynaleźli Chińczycy w ósmym wieku, a w połowie jedenastego znali już ruchome czcionki.”
strona 82:
„- Dlaczego „Marek Aureliusz” nie poleci z prędkością światła? – zapytał któryś z reporterów.
– Niestety, uniemożliwiają to prawa fizyki. Ciało obdarzone masą spoczynkową nie jest w stanie jej osiągnąć. W miarę jak prędkość obiektu rośnie, wzrasta również jego masa, która po osiągnięciu prędkości światła stałaby się nieskończenie wielka. Wtedy też relatywny czas podróży jest równy zero, czyli staje w miejscu. Z tych dwóch powodów podróże kosmiczne mogą odbywać się jedynie z prędkością podświetlną.”
strona 247:
„- Depresje można podzielić na dwa rodzaje: wywołane przez widoczny czynnik zewnętrzny, zwane reaktywnymi, oraz niemające uchwytnej przyczyny, endogenne. Depresja reaktywna może pojawić się po ciężkich urazach psychicznych, takich jak utrata bliskiej osoby, utrata zdrowia, kłopoty finansowe. Objawami są smutek i przygnębienie. Po pewnym czasie następuje poprawa.”
strona 287:
„Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni.
– Hipoteza Gai?
– Biosfera, atmosfera, hydrosfera, litosfera tworzą jeden żywy organizm nazywany Gają od imienia greckiej bogini, Matki Ziemi.”
(i dalej w ten deseń)
strona 288:
„- Prawo Drake′a? – Sina uniosła brwi w zdziwieniu.
– W dwudziestym wieku pewien facet o nazwisku Drake opracował wzór określający liczbę cywilizacji rozumnych w naszej galaktyce (…).”
(po czym następuje całostronicowy wykład na ten temat)
strona 298:
„- Powoli, powoli… – Angelika uniosła dłoń. – Co to są liczby pierwsze?”
(tu następuje wykład o liczbach pierwszych, z tabelą i w ogóle)
strona 310:
„- Supercywilizacja.
– Wspaniale! Tego jeszcze nie słyszałam. – Klasnęła w dłonie.”
(nie muszę chyba wspominać, co następuje potem…)
Innymi słowy – jeśli skończyłeś/aś gimnazjum (lub podstawówkę wedle starego systemu), nie bierz się za tę książkę…
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Jaciubek [60%]
Najprościej rzecz ujmując „Dom nad rzeką Loes” traktuje o współczesnym Timorze i przemianach zachodzących w tym egzotycznym miejscu, a jednocześnie jest prztyczkiem w nos wymierzonym m.in. ONZ czy rządom wielkich państw. Dla niezorientowanych: Timor to wyspa na granicy Oceanu Indyjskiego i Spokojnego, której zachodnia część należy do Indonezji, a wschodnia stanowi niepodległe państwo – Timor Wschodni. Mateusz Janiszewski jest lekarzem ortopedą, który pracował w charakterze wolontariusza na wyspie, książka zaś stanowi bardzo osobisty zapis jego wrażeń z pobytu w tym skażonym przemocą na ogromną skalę miejscu. Historia Timoru jest bowiem krwawa i niejednoznaczna i praktycznie od zawsze mieszały się do niej inne państwa, dawniej kolonizująca okolice Portugalia, dziś ONZ, Indonezja, Stany Zjednoczone i Australia. Wszystkie one wtrącają za pomocą różnych środków swoje trzy grosze do spraw niewielkiej wyspy, czego skutek jest, zdaniem autora, wyłącznie niekorzystny, żeby nie napisać fatalny. Wojny, przemoc, ludobójstwo, choroby, beznadziejne warunki życia – to wszystko należy tam do codzienności.
W porównaniu do większości pozycji z reporterskiej serii Czarnego, „Dom nad rzeką Loes” jest tytułem przeznaczonym dla zaawansowanych czytelników, szczególnie zainteresowanych sprawami Timoru, trudniejszym w odbiorze. Bez znajomości najnowszych dziejów wyspy, jak również jej geografii, przebrnięcie przez książkę może być niełatwe, autor bowiem zdecydował się nie zamieszczać żadnych przypisów. Janiszewski pisze stylem z wieloma walorami literackimi, nie typowo dziennikarskim, ponadto zdecydował się na ciekawy krok opowiadania o sobie w trzeciej osobie. Wskutek tego zabiegu efekt obcowania z tekstem literackim, nie tylko sprawozdaniem z danego miejsca, jest jeszcze silniejszy. Trudno momentami stwierdzić, kto jest istotniejszym dla książki bohaterem: lekarz-wolontariusz czy egzotyczna wyspa, na której przebywa – czasem porządek opowieści miesza się, co nie jest częste w reportażu. A tytułowy dom pozostaje tylko punktem wyjścia dla opowieści i klamrą spinającą całość.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Jaciubek [70%]
Dziw, że ta książka ukazuje się w Polsce dopiero dziś, po ponad trzydziestu latach od pierwszego wydania i po grubo ponad półwieczu od napisania. Choć i tak możemy mówić o szczęściu, bo to swego rodzaju cud, że pamiętnik autora w ogóle przetrwał wojenną zawieruchę i nie przepadł gdzieś po drodze. „Neapol `44” stanowi zbiór notatek znanego skądinąd pisarza i podróżnika Normana Lewisa z czasów jego służby wojskowej w brytyjskiej armii. Autor stacjonował w różnych miejscach, ale niniejszy tytuł dotyczy wyłącznie okresu od końca roku 1943 do końca roku następnego, gdy Lewis działał na odbitych właśnie przez aliantów z rąk niemieckich ziemiach południowych Włoch. Z niezaprzeczalnym ironicznym talentem opisuje autor wszelkie paradoksy wojny: tu ludzie spółkują na cmentarzach, oficerowie, zwłaszcza amerykańscy, to tchórze i pijacy, dawni bogacze podtrzymują iluzję zamożności, nawet gdy przymierają głodem, Niemcy ukrywają się w podmiejskich katakumbach, jednym z głównych zadań żołnierza jest papierkowa robota i tak dalej przez opary absurdu. Koszmarnego absurdu, dodajmy, bo mimo próby przedstawienia tego obrazu w odrobinę zakrzywionym zwierciadle, wojna to przede wszystkim groza, śmierć, głód i gwałt. Nawet jeśli w trakcie lektury może się czasem wydawać, że trudno o bardziej zachęcające do śmiechu okoliczności.
Tu toczą się równolegle dwie wojny, pierwsza, ta wielka, oraz druga, lokalna, w której rządzi prawo omerty. Alianccy „wyzwoliciele” gubią się w lokalnych zwyczajach, nie potrafią zapanować nad bandyctwem, złodziejstwem i nasilającą się przemocą. Elity i dawni bogacze za wszelką cenę próbują zachować pozory, lecz i oni cierpią biedę, przymierają głodem. W mieście, ba!, w całym kraju brakuje właściwie wszystkiego, a najbardziej żywności i wody. W gruzach zniszczonego Neapolu dochodzi do scen rodem z horroru.
Z literackim kunsztem dopiero rodzącego się, ale w przyszłości znanego i docenianego pisarza, Lewis wspomina niezwykle intymne historie, ale siłą rzeczy czasem prześlizguje się tylko po powierzchni tematu. Opisuje rzeczy takimi, jakimi je widział, nie zawsze wchodząc głębiej – prawdopodobnie z braku możliwości i czasu. Mimo to „Neapol `44” stanowi rzadką okazję do wejrzenia wgłąb wojennej codzienności, takiej, jaką ona jest dla zwykłych ludzi, bez wielkiej politycznej otoczki. I to stanowi jej największą zaletę. Warto przy tym postawić wspomnienia Normana Lewisa obok takich tytułów, jak „Paragraf 22” Josepha Hellera, „Rzeźnia nr 5” Kurta Vonneguta i innych wielkich książek, które za cel wzięły sobie przedstawić wojnę jako największy absurd wymyślony przez człowieka.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [40%]
Lektura „Tae ekkejr!” miała stanowić odskocznię od bardziej ambitnej fantasy oraz sposób na uprzyjemnienie sobie dojazdów do pracy. Po powieści Eleonory Ratkiewicz nie spodziewałam się zatem cudów, nowatorstwa, tudzież estetycznych wzruszeń. Liczyłam jedynie na w miarę zgrabnie poprowadzony wątek rodzącej się przyjaźni pomiędzy człowiekiem i elfem. Niestety, przyszło mi się rozczarować.
Tym, za co cenię słowiańską rozrywkową fantasy jest gawędziarski styl i specyficzny humor. Ratkiewicz brakuje jednak swady, z jaką snuły swoje historie Gromyko czy Komarowa. Dodać też należy, że obie wyżej wymienione pisarki umiały przy okazji nakreślić świat przedstawiony tak, by miał on klimat – jeśli w „Wiernych wrogach” bohaterowie wędrowali zimą po bezdrożach, to Gromyko wiele wysiłku wkładała w to, by czytelnik poczuł tę zimę. U Ratkiewicz przez większą część powieści protagoniści przemierzają góry ale nie robią one żadnego wrażenia. Więcej, dopiero gdzieś w połowie tekstu zorientowałam się, jaka jest pora roku. Kolejnym minusem są idiotyczne pomysły: hobby głównego szwarccharakteru jest żonglowanie mieczami dwuręcznymi, dzielny książę Lermett wsławił się w turnieju zrzuciwszy przeciwnika z konia za pomocą rzuconej kopii, jego elfi towarzysz zaś zdołał wystrzelić ze swojego łuku pięć strzał naraz i to tak, że trafiły one i zabiły na miejscu pięciu opryszków. Z innych kwiatków wymienię wysłanie następcy tronu z ważnym poselstwem zupełnie samotnie przez niebezpieczne góry oraz to, że główny zły zwlekał ze swym mrocznym planem… do czasu aż ze starości zdechł ulubiony pies króla, argumentując to tym, że zwierzę mogło wywęszyć spisek. Ratkiewicz nie wysiliła się także konstruując bohaterów – zły spiskowiec od razu przedstawiony został jako wredny i niegodziwy typ. W powieści występują też jego zupełnie bezbarwni pomagierzy a reszta to niemal sami dobrzy ludzie. Zdecydowanie wolę bardziej realistycznych chłopów z „Wiernych wrogów” od szlachetnych wieśniaków Ratkiewicz. Jeśli zaś chodzi o głównych bohaterów – autorka popełniła klasyczny błąd, powtarzając, jaki to książę jest niebywale uzdolniony tudzież biegły we wszystkim za co się bierze i jednocześnie opisując sceny w rodzaju tej, gdzie wykopawszy spod lawiny pokiereszowanego elfa, Lermett dość długo wykonywał czynności mające tamtemu pomóc, nie sprawdziwszy czy ofiara żyje (jak się okazuje książę wolał nie tego wiedzieć, gdyż nie mógłby się pogodzić z myślą, że obcy mu elf umarł). Wiele zostało także napisane o dyplomatycznych zdolnościach młodzieńca, czego jednak nie było specjalnie widać po tym, jak się zachowywał. Elfy w wydaniu Ratkiewicz są generalnie niezrównoważone psychicznie a młody Enneari pomiędzy nimi to zaiste emo jakich mało. Ponad setka na karku a postać zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak. Sama zaś relacja pomiędzy bohaterami stopniem egzaltacji i sztuczności przypomina brazylijską telenowelę. Ogólnie zresztą reakcje emocjonalne postaci bywają dziwne – raz autorka wspomina, jak to straszliwie wstrząsnął nimi widok nadpalonej chaty i pobitej staruszki, innym razem zaś żartują sobie wioząc dogorywające ofiary mrocznej magii. Kuriozalną postacią wydaje się król elfów, cała zaś jego historia jest niezamierzenie komiczna. Na plus można policzyć wzmianki na temat elfickiego języka może też to, że „Tae ekkejr!” czyta się szybko. Poza tym jednak prościutka fabuła, świat pozbawiony nawet odrobiny oryginalności, nijaki styl i przede wszystkim nieprzekonujący bohaterowie sprawiają, że powieść Ratkiewicz zdecydowanie nie jest warta polecenia.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [70%]
„Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim” to jedno z niewielu wydawnictw związanych z dziesiątą rocznicą śmierci twórcy „Murów” i „Obławy”. Rocznica nie spowodowała wysypu publikacji, ale przyznać należy, że w ostatnich latach o Jacku Kaczmarskim nieco się publikowało. Były oczywiście kolejne, coraz bardziej kompletne, redagowane przez Krzysztofa Nowaka antologie jego wierszy, był niebrzydki album „Lekcja historii Jacka Kaczmarskiego”, zestawiający ze sobą i interpretujący teksty inspirowane sztuką i obrazy będące dla nich inspiracją. Była wreszcie bardzo ciekawa biografia barda „To moja droga” Krzysztofa Gajdy i „Jacek Kaczmarski w świecie tekstów” tego samego autora. „Mimochodem”, będące spojrzeniem na Jacka ze strony znających go osób może być ciekawym uzupełnieniem tych pozycji. Katarzyna Walentynowicz, polonistka, nauczycielka, aktywistka kulturalna, pomysłodawczyni i organizator Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego „Rytmy nieskończoności”, wypytuje o niego cztery osoby: Alicję Delgas, ostatnią partnerkę życiową poety, Zbigniewa Łapińskiego, ostatniego żyjącego członka słynnego tria, które odpowiadało za „Mury”, „Muzeum”, „Raj” czy „Wojnę postu z karnawałem”, Krzysztofa Nowaka, znajomego Jacka z lat 90., który podjął się mrówczej pracy zewidencjonowania wszystkich dzieł Jacka (we wszystkich ich wariantach) oraz szkolnego kolegi Jacka z okresu studiów Kazimierza Wojtańca. Rozmowy, jak to rozmowy – krążą wokół różnych tematów. Z jednej strony mamy tu spojrzenie na mniej znane fakty z życiorysu Kaczmarskiego, w szczególności dotyczące jego dzieciństwa, z mocnym rysem sylwetek rodziców i dziadków, którzy, jak wiadomo mieli duży wpływ na rozwój poety. Z drugiej strony oczywiście, zaważywszy na fakt, że dla każdego z rozmówców Jacek był kimś istotnym, znajdziemy tu osobiste wspomnienia i fascynacje, rozmowy o stosunku Jacka do swej twórczości, do Polski, do kwestii religijnych. Niemało będzie też – zwłaszcza w rozmowie z Krzysztofem Nowakiem – o samej twórczości. Ciekawie wypadają też wspomnienia Zbigniewa Łapińskiego o wspólnych projektach i Alicji Delgas o ostatnich miesiącach życia Jacka i przygotowywaniu się na śmierć (wraz z powstałymi wówczas wierszami, które z oczywistych względów nie mogły stać się piosenkami). Pewną wadą książki będzie natomiast jej nieco hagiograficzny styl – o tym, że w życiu prywatnym Jacek nie był aniołkiem wiadomo choćby z biografii autorstwa Krzysztofa Gajdy, tymczasem bardziej mroczne tematy zostają pominięte i dominuje zachwyt nad osobą twórcy. Cóż, rozumiem podejście autorki, która nie chce przebijać się przez sensacje i skandale, lecz pisanie o człowieku, którego twórczość miała ogromny wpływ na wielu ludzi, ale bez pewnych aspektów sprawia, że sylwetka wydaje się nie być do końca pełna. Książkę uzupełniają rozmowy z młodymi wokalistami, muzykami, odtwórcami głównych ról w spektaklach, opartych na twórczości Jacka Kaczmarskiego, które uzupełniają nurt ciągłych inspiracji twórczością Jacka oraz liczne ilustracje z albumów rodzinnych (średnio ciekawe) i reprodukcje obrazów rodziców barda (bardzo ciekawe). Nie ukrywajmy jednak, „Mimochodem” to przede wszystkim pozycja dla osób, które od dawna zainteresowane są postacią Kaczmarskiego. Dla innych książka może być zbyt długa, zbyt szczegółowa i za mało krytyczna, dla fanów – powinna być cennym uzupełnieniem ich wiedzy o Jacku.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Daniel Markiewicz [50%]
Debiutowi książkowemu Michała R. Wiśniewskiego dużo bliżej do formy sitcomu niż powieści. Sam zresztą naprowadza na ten trop okładkową notką wyjaśniającą tytuł. Co jeszcze w niej znajdziemy? Informację, że „jetlag” to „pokolenie biurowej klasy średniej i fetyszystów, szukający sensu w bezsensie oraz miłości w czasach nienawiści”. Podsumowanie całkiem zgrabne, ale siłą rzeczy (i miejsca) dość powierzchowne. Tak samo, jak powierzchowna jest cała książka w stosunku do tego, co próbuje opisać. Wiśniewski bierze tę swoją „biurową klasę średnią”, szybko znajduje dla niej kilka wspólnych mianowników, jak bezcelowość czy przygnębienie i… właściwie tyle. Jak w sitcomie mnożą się scenki potwierdzające przyjęte założenia – że nowe technologie bardziej nam szkodzą niż pomagają, że żyjemy w rzeczywistości stworzonej przez wielkie koncerny, że światem rządzi entropia, a my (piszę „my”, bo narracja jest prowadzona w drugiej osobie) możemy tylko przyjąć zasady gry. Tezy nie pierwszej ani nawet nie drugiej świeżości, sporo do życzenia pozostawiają również w formie. Owszem, pisze autor niezwykle sprawnie, stylem przejrzystym i wartkim, czyta się to w mgnieniu oka, przy czym w drugim mgnieniu już zapomina, co się przeczytało. Narracja to zlepek popkulturowych haseł, tekstów i nawiązań, niebudzących jednak większych emocji. Ot, wyłapuje się co chwila jakieś nawiązanie, ale to wszystko. Ze wspomnianego sitcomu uciekł gdzieś humor – o ile był zakładany. Takie były z pewnością portrety ludzkie, w których kreśleniu uwidacznia się największa zaleta pisarstwa autora: zdolność chwycenia szczegółu i poprowadzenia go w zupełnie nowe rejony. Potrafi Wiśniewski być przejmujący, jak wtedy, gdy z prostego opisu „kolejkowych cwaniaków” w supermarkecie wyciąga przypuszczalne dalsze losy dwóch par. To rozdział-pięść, cios między oczy i szkoda, że nie ma tego wiele więcej, a uderzenia przenikliwą diagnozą przeplatają się żenującymi dowcipami o stulejce (czyli chyba jednak miało być śmiesznie). Ostatecznie „jetlag” nie sprawdza się ani jako diagnoza społeczna (spóźniona), ani lekarstwo na zastaną rzeczywistość (autor go nie podaje). Ratunkiem byłaby ucieczka w zdecydowanie lepszą formę, ale do końca zostajemy z sitcomem. Sztuczny śmiech i lekko sztuczne brawa za debiut – tylko częściowo udany.
koniec
31 października 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Gruba szara książka
— Jarosław Loretz

Esensja czyta: Czerwiec 2014
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż twórcy

Spirytualistyczno-obyczajowe SF
— Miłosz Cybowski

Nauka przeciw prawom boskim
— Konrad Wągrowski

Powrót na Ziemię
— Konrad Wągrowski

Widmo krąży nad Europą
— Michał Kubalski

Czerwona wstążeczka a sprawa polska
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.