Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

David Gemmell
‹Echa wielkiej pieśni›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEcha wielkiej pieśni
Tytuł oryginalnyEchos of the Great Song
Data wydania27 września 2005
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-798-X
Format432s. 115×183mm
Cena32,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Narodziny legendy
[David Gemmell „Echa wielkiej pieśni” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Echa wielkiej pieśni” zwracają uwagę interesującym pomysłem na świat przedstawiony. Są przy tym powieścią o bardzo skondensowanej fabule tak, że aż żal, iż pomysły autora i bohaterowie nie zostali przedstawieni obszerniej.

Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Narodziny legendy
[David Gemmell „Echa wielkiej pieśni” - recenzja]

„Echa wielkiej pieśni” zwracają uwagę interesującym pomysłem na świat przedstawiony. Są przy tym powieścią o bardzo skondensowanej fabule tak, że aż żal, iż pomysły autora i bohaterowie nie zostali przedstawieni obszerniej.

David Gemmell
‹Echa wielkiej pieśni›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEcha wielkiej pieśni
Tytuł oryginalnyEchos of the Great Song
Data wydania27 września 2005
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-798-X
Format432s. 115×183mm
Cena32,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jako że pierwsze spotkanie z prozą Davida Gemmella okazało się satysfakcjonujące, zdecydowałam się sięgnąć po kolejną powieść angielskiego autora. „Echa wielkiej pieśni” wzbudziły we mnie nieco mniej emocji niż „Rycerze mrocznej chwały”, tym niemniej uważam, że również zasługują na uwagę.
Na pierwszy plan wysuwa się koncepcja świata. Do tej pory miałam okazję przeczytać kilka utworów, gdzie elementy przynależące fantasy mieszały się z typowymi dla SF. W takim przypadku akcja albo toczyła się na innej planecie, albo też w odległej przyszłości, gdzie oprócz pozostałości dawnych technologii działała również magia. David Gemmell zdecydował się na nieco inne rozwiązanie – w jego świecie istnieje magia ale zarówno sposób jej pozyskiwania i wykorzystywania, jak również niektóre wątki bardzo mocno kojarzą się z SF.
Jeśli być upartym, można by dopatrzyć się w „Echach…” wątków postapokaliptycznych. Cywilizacja Awatarów przez stulecia rozkwitała dzięki umiejętności pozyskiwania energii ze słońca. Moc ta była wykorzystywana do zasilania różnego rodzaju urządzeń, broni energetycznej, statków i pojazdów. Zapewniała także swoim użytkownikom nieśmiertelność. Awatarowie zbudowali ogromne imperium, w którym traktowani byli niemal jak bogowie a podporządkowane narody wykorzystywane były bez skrupułów, równie bezwzględnie też szafowano życiem „podludzi”. Jeden z awatarskich mędrców przewidział jednak zbliżającą się katastrofę, w którą uwierzyła jedynie garstka jego rodaków. Uczony oczywiście miał rację – gwałtowna zmiana kąta nachylenia osi obrotu planety spowodowała liczne kataklizmy. Najpotężniejsze miasta Awatarów zostały zatopione a ich elektrownia, to znaczy piramida zniknęła pod lodem. Niedobitki zdołały przetrwać, głównie dlatego, że energię można było pozyskiwać również z istot żywych (bardzo zbliżony pomysł pojawił się też w „Rycerzach mrocznej chwały”). Wysysanie sił życiowych z przedstawicieli podbitych ludów nie było jednak w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb, do tego zniewolone narody dostrzegły słabość okupantów, podobnie ościenne państwa zaczęły szykować plany podboju. Ekspedycja mająca na celu zdalne zaczerpnięcie mocy z piramidy zakończyła się tylko połowicznym sukcesem.
Już same przedstawione wyżej koncepcje wystarczyłyby na podstawę dla wielu rozmaitych fabuł. Gemmell dodał do tego jeszcze najeźdźców ze świata równoległego, Almeków, wyznawców Kryształowej Bogini, znających jedynie sposób zasilania swoich piramid za pomocą krwawych ofiar.
Wachlarz pomysłów i wątków, zawarty na kartach „Ech…” mógłby z powodzeniem posłużyć do stworzenia kilkutomowego cyklu. Tymczasem Gemmell ograniczył się do jednej, czterystustronicowej powieści. W tym konkretnym przypadku nieco żałuję jego decyzji. Podczas gdy bolączką wielotomowych cykli jest nużąca rozwlekłość, „Echa wielkiej pieśni” zostały napisane wręcz lakonicznie.
Czytając, odnosi się wrażenie, że każda scena i każdy dialog są elementami przemyślanej i konsekwentnie wznoszonej konstrukcji – jeśli zostały wprowadzone to po to, by popchnąć akcję do przodu lub też posłużyć do przedstawienia którejś z postaci. Budzi to uznanie, lecz przy tym wywołuje wrażenie emocjonalnego chłodu. Wszystko jest ściśle wykalkulowane, przez co dostrzega się bardziej zazębiające się trybiki, niż borykających się z losem bohaterów.
Jeśli chodzi o tych ostatnich, zostali oni nakreśleni bardzo oszczędnie, co nie przeszkadza kilkorgu z nich na dłużej zapisać się w pamięci. Ciekawa jest postać Sofarity, młodej wieśniaczki znienacka obdarzonej potężną mocą. Na uwagę zasługuje też Viruk – przyznam, że spośród znanych mi postaci z książek fantasy, to właśnie bohater Gemmella jest najlepiej przedstawionym szaleńcem. Z bohaterów drugoplanowych młody król Ammon jest postacią niejednoznaczną a przez to interesującą.
Choć „Echa…” można wpisać w schemat heroiczny, autor podszedł do niego twórczo. Wielu bohaterów to Awatarowie, którzy pogardzają życiem innych ras i mają niejedno na sumieniu. Ci, których czytelnik chętnie widziałby martwymi przeżywają i odwrotnie. Jedna z postaci ratuje dziecko, by niedługo potem znaleźć jego ciało na stosie wypatroszonych przez Almeków zwłok. Gdzie indziej pada stwierdzenie, że zamiłowanie do zabijania jest nieodłączną częścią natury ludzkiej zaś ci, którzy pragną harmonii, w większości kończą zamordowani przez swoich pobratymców. Być może heroizm w pojęciu Gemmella zasadza się na tym, że jednostki są w stanie zdobyć się na szlachetne czyny mimo wszystko.
Dodam też, że przyjemnym pomysłem było otwieranie niektórych rozdziałów fragmentami legend, jakie w świecie powieści powtarzano stulecia później po opisywanych wydarzeniach. Oczywiście zarówno imiona, jak i przedstawiane wypadki uległy przekształceniu – śledzenie powiązań i transformacji motywów oraz postaci stanowi dodatkowy smaczek podczas lektury.
Na zakończenie jeden cytat: „w naturze ludzi leży otaczać się murami. Wydaje im się, że w ten sposób uchronią się przed cierpieniem, ale w rzeczywistości skutek jest odwrotny. Cierpienie i tak przedostaje się do środka, ale potem tłucze o mur, nie mogąc wyjść na zewnątrz”.
Odniosłam wrażenie, że „Echa wielkiej pieśni” miały potencjał, który pozwoliłby na stworzenie obszerniejszej i bardziej poruszającej powieści. Niemniej pozostają one ciekawą, wartą przypomnienia pozycją.
koniec
21 października 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Czasem warto porozmawiać z geranium
Marcin Mroziuk

8 VIII 2020

Wprawdzie w „Aktach Gordona Archera” pojawiają się postacie znane czytelnikom z „Kronik Archeo”, ale ta książka znacznie różni się od standardowych tomów serii Agnieszki Stelmaszyk. Tutaj pierwszoplanową rolę odgrywa bowiem rzeczywiście angielski detektyw, a nie młodzi Gardnerowie czy Ostrowscy. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak mamy do czynienia z niezwykle wciągającą lekturą.

więcej »

Tytuł powieści nie jest metaforą!
Joanna Kapica-Curzytek

7 VIII 2020

Czarna komedia „Moja siostra morduje seryjnie” dostarczy rozrywki, ale też pozwoli się zastanowić nad obecnością przemocy w relacjach rodzinnych.

więcej »

Za siedmioma odległymi galaktykami…
Sebastian Chosiński

7 VIII 2020

Choć w czasach PRL-u radziecka fantastyka naukowa bez trudu trafiała do rąk czytelników nad Wisłą, Jewgienij Gulakowski nie miał wielkiego szczęścia. Do 1989 roku na język polski przetłumaczono zaledwie jedną z jego książek – mikropowieść „Planeta 412 bis”. Dopiero od ubiegłego roku wydawnictwo Stalker Books publikuje inne jego dzieła, nie zapominając przy tym o przypomnieniu prozy już znanej. Tym razem jednak pod właściwym tytułem – „Planeta do kontaktu”.

więcej »

Polecamy

Faust musi przegrać

Na rubieżach rzeczywistości:

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Próżniacze kawalerskie życie na angielskiej wsi
— Wojciech Gołąbowski

Upadek Ikara
— Miłosz Cybowski

„Legalnie” nadal brzmi świetnie!
— Joanna Kapica-Curzytek

A Śląsk wciąż nieznany…
— Wojciech Gołąbowski

Panienka Hale i strajki robotnicze
— Anna Nieznaj

Detektywi wiecznie żywi
— Wojciech Gołąbowski

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Krótko o komiksach: Gdy tatusia masz ambitnego
— Beatrycze Nowicka

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie która igrała z ogniem
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie: Obce dzieci
— Beatrycze Nowicka

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Odcina go połyka wypluwa i ginie
— Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
— Beatrycze Nowicka

Historie rozmaite
— Beatrycze Nowicka

Brulion podróżny
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.