Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Małgorzata Musierowicz
‹Wnuczka do orzechów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWnuczka do orzechów
Data wydania6 listopada 2014
Autor
Wydawca Akapit Press
CyklJeżycjada
ISBN978-83-621-9978-5
Format296s. 145×205mm
Cena34,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ten Józek to jest jak baobab!
[Małgorzata Musierowicz „Wnuczka do orzechów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Recenzja najnowszej powieści Małgorzaty Musierowicz „Wnuczka do orzechów” mogłaby mieć tytuł „Wsi spokojna, wsi wesoła” albo „Nieprzytomnemu? Iście zdurniałeś, Vell!”. Zdecydowałam się jednak na cytat z samej książki, ponieważ dość dobrze ilustruje on problem, który pisarka ta ma już od kilku lat.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ten Józek to jest jak baobab!
[Małgorzata Musierowicz „Wnuczka do orzechów” - recenzja]

Recenzja najnowszej powieści Małgorzaty Musierowicz „Wnuczka do orzechów” mogłaby mieć tytuł „Wsi spokojna, wsi wesoła” albo „Nieprzytomnemu? Iście zdurniałeś, Vell!”. Zdecydowałam się jednak na cytat z samej książki, ponieważ dość dobrze ilustruje on problem, który pisarka ta ma już od kilku lat.

Małgorzata Musierowicz
‹Wnuczka do orzechów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWnuczka do orzechów
Data wydania6 listopada 2014
Autor
Wydawca Akapit Press
CyklJeżycjada
ISBN978-83-621-9978-5
Format296s. 145×205mm
Cena34,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Wnuczka do orzechów” to dwudziesty już tom cyklu zwanego, od dzielnicy Poznania, Jeżycjadą. Wiadomo, że przy tak dużej liczbie utworów muszą się przytrafić – jak każdemu autorowi – książki nieco słabsze, jednak w ostatniej dekadzie pisarska forma pani Małgorzaty spikowała ostro. „Sprężyna” oraz „Wnuczka…”, które w porównaniu z taką choćby „Kłamczuchą” wypadają mocno średnio, na tle „Języka Trolli” czy „McDusi” błyszczą jak gwiazdy. Marna to jednak pociecha.
Starsze powieści cyklu pisane były w taki sposób, że każda dawała się czytać w oderwaniu od poprzednich. Główni bohaterowie jednej pojawiali się w kolejnych jako postaci trzecioplanowe, co sprawiało wrażenie przyjemnej spójności i swojskości, zarazem nie utrudniając zrozumienia nowemu czytelnikowi. Mniej więcej w 1998 roku, w „Imieninach”, pani Musierowicz porzuciła tę metodę, skupiając się na losach rodziny Borejków, przez co cykl nabrał podobieństwa do telenoweli. Wątki nie były zamykane, a odbiorca nieznający poprzednich tomów mógłby się pogubić w zawiłościach pokrewieństw, narzeczeństw i innych relacji.
Bohaterką „Wnuczki do orzechów” jest zupełnie nowa osoba: siedemnastoletnia Dorota Rumianek. Oczywiście przedstawiciele rodu Borejków pojawiają się także, lecz powiązania między nimi nie odgrywają kluczowej roli. I bardzo dobrze, bo wliczając małe dzieci, jest to już osiemnaście osób, nie licząc zięciów.
Do domu Doroty trafia chwilowo obrażona na męża Ida Pałys (znana z „Idy Sierpniowej”) oraz jej bratanek, którego kobieta pragnie wyswatać z sympatycznym dziewczęciem. Tymczasem panna Rumianek od pierwszego wejrzenia zakochuje się w innym młodzieńcu, przelotnie spotkanym przed sklepem. W tle występuje zjazd rodzinny u Patrycji-Pulpecji oraz przeprowadzka państwa Borejków na wieś. Trudno to spójnie streścić w paru zdaniach, gdyż wiele scen nie łączy się ze sobą i niespecjalnie ma znaczenie dla akcji. Niektóre służą tylko do odautorskiego wygłoszenia jakiejś myśli, na przykład rozmowa Mili Borejko z jednym z wnuków: dowiadujemy się z niej, że źli ludzie zniewalają innych, każąc im kogoś nienawidzić, a dziecko odtrącane przez rówieśników powinno w zasadzie być dumne, bo „prawdziwi rycerze są samotni”.
Pozorna wielowątkowość książki to jeden z problemów nękających twórczość Musierowicz ostatnimi laty. Pozorna – bo, jak wspomniałam, poszczególne sceny niezbyt się ze sobą łączą, a naszkicowane zdarzenia trudno nazwać wątkami, np. małżeński kryzysik Idy i Marka. Ta sytuacja ma całkiem ciekawy potencjał literacki, jednak autorka pozostawiła ją w odległym tle; zresztą opisy relacji małżeńskich już dawno zupełnie pani Małgorzacie nie wychodzą (a tak świetnie wyglądały choćby w „Szóstej klepce”…!). Wątek przeprowadzki na wieś służy chyba tylko podkreśleniu, jak zżyty i szczęśliwy ze sobą jest klan Borejków, lecz z nastoletnim zakochaniem Doroty Rumianek nie ma to absolutnie nic wspólnego.
Poza rozdrabnianiem się na wątki poboczne, głównym problemem Jeżycjady jest od bodaj dekady drastyczny rozdźwięk między opisaniem bohaterów a tym, jak się zachowują i jak odbiera ich czytelnik. Autorka zawsze lubiła wprowadzać nową postać, podając kilka jej głównych cech charakteru – ale w dawniejszych książkach znajdowało to potwierdzenie w działaniach. Jeśli Aniela czy Gabrysia były przez narratora określone jako energiczne i pewne siebie, to tak się zachowywały. Z czasem zaczynało to szwankować, by przybrać rozmiary groteskowe w przypadku Róży Pyziak: narrator wynosił pod niebiosa jej mocną osobowość i zdecydowanie, zaś czytelnik widział mdłe, lękowo reagujące dziewczę, pozbawione ambicji i zainteresowań innych, niż utrzymanie przy sobie chłopaka. Narrator zachwycał się męskim charakterem 9-letniego Józinka, czytelnik widział małego dresiarza, z byle powodu okładającego pięściami słabszego kuzyna czy wykopującego spod niego krzesło. Narrator rozpływał się nad cudownością ciepłej rodziny, czytelnik załamywał ręce nad ich stosunkiem do gości. I tak dalej. Natomiast we „Wnuczce…” pisarka zastosowała sprytny zabieg: narrator lub postaci drugoplanowe wypowiadają się o Dorocie i Józefie w samych superlatywach, a my nie mamy właściwie okazji zobaczyć ich w działaniu (podobnie zresztą było w poprzedniej książce z Adamem, narzeczonym Laury). Niby wilk syty i owca cała, jednakże po pisarce z takim dorobkiem mamy prawo spodziewać się ciekawszych literacko sztuczek. Niestety, we „Wnuczce…” Józef Pałys, syn Idy, bezustannie opisywany jest jako promieniujący dobrą siłą, milczący i męski, opoka wszystkich. „Ten Józek to jest jak baobab!”, konkluduje 11-letni Jędrek. Zderzenie wyidealizowanej wizji kuzyna z rzeczywistością mogłoby być interesującym chwytem, lecz Józefa w działaniu widzimy raptem ze dwa razy (pomijając nic nie wnoszące dialogi o wyborze studiów), jakby autorka bała się, że tak wychwalany przez nią rycerz przejawi któreś z zachowań krytykowanych przez czytelniczki – w „McDusi” szarpał i groził pobiciem dziewczynie, która ośmieliła się skraść mu całusa. Zamiar autorki udał się, ponieważ młody Pałys to w nowej powieści istotnie postać sympatyczna. Co prawda kompletnie nie przystaje do wersji z poprzednich tomów, ale to akurat na łamach Jeżycjady zdarzyło się wielu osobom.
Deklarowany charakter i inteligencja odrobinę rozjeżdża się z realiami również w przypadku Doroty, szczególnie w scenie, gdzie twarda, samodzielna dziewczyna (przed laty własnoręcznie dowiozła z odległej wsi chorą ciociobabcię, prowadzi interesy jak dorosła i nie traci zimnej krwi w obliczu zemdlonej kobiety) z błahego powodu wpada w histerię i ucieka, porzucając rozsypane na ziemi ciężko zarobione pieniądze. Owszem, licealistkom mogą przytrafiać się różne wyskoki, ale powinny wynikać z osobowości danej postaci, nie zaś z braku pomysłu na popchnięcie fabuły do przodu.
Akcja „Wnuczki” rozgrywa się na wsi, co w Jeżyciadzie do tej pory zdarzyło się tylko dwa razy. Nowością jest fakt, że wielu bohaterów ogłasza swą niechęć czy wręcz nienawiść do miasta; wyprowadzka seniorów rodu to ukoronowanie tego podejścia i zarazem koniec pewnej epoki. Czytelnik zostaje uraczony wieloma opisami przyrody (z obowiązkowym porównaniem lasu do świątyni), a także paroma informacjami budzącymi zdumienie co do wiedzy autorki o wiejskim życiu. Szczególnie idiotyczna jest scena zakopywania końskich odchodów pod krzakiem – okej, bohaterka zostawiła swój zaprzęg na parkingu samochodowym, może nie chce, żeby ktoś miał pretensje o uświnione łajnem opony, więc sprzątnięcie to godny pochwały przejaw społecznego zachowania, ale żeby zakopywać? Pisarka myli też lejce z wodzami, co u osoby chwalącej się starannym sprawdzaniem realiów nie powinno mieć miejsca. Niestety, z tomu na tom coraz bardziej wydaje się, że jedynymi sprawdzanymi realiami jest pogoda panująca w danym dniu…
Rzucających się w oczy baboli na szczęście nie ma we „Wnuczce” zbyt wielu, za to ten główny jest takiego kalibru, że przyćmiewa wszystko. Na samym początku książki Dorota znajduje w lesie nieprzytomną Idę, która spadła z rozchwierutanego mostka, i cuci ją… wlewając alkohol do gardła, bo tak widziała na westernach. Po czym zostaje pochwalona za udzielenie pomocy „jak prawdziwa pielęgniarka”. Kawałek dalej mamy jeszcze ukradkowe wrzucanie silnych środków nasennych do szklanki z napojem, w celu zapewnienia wypoczynku młodzieńcowi pokąsanemu przez owady. I to wszystko u autorki na każdym kroku podkreślającej, jaką to edukacyjną rolę jej książki mają pełnić. Toż nawet Sapkowski, który zapędów belferskich raczej nie miewał, umieścił w „Czymś więcej” kupca, sztorcującego pachołka za propozycję wlania ciężko rannemu Geraltowi do ust gorzałki: „Nieprzytomnemu? Iście zdurniałeś, Vell!”.
„Wnuczka do orzechów” zapewne spodoba się nastolatkom w wieku gimnazjalno-licealnym, natomiast dorosłe czytelniczki mogą poczuć się rozczarowane kolejnym – po Laurze i Adamie – zakochaniem od pierwszego wejrzenia i bez słów (choć trzeba przyznać, że w porównaniu z tamtym jest ono znacznie mniej kiczowato opisane). Dialogi są miejscami sztywne, szczególnie te między Ignasiem i Dorotą, za to rozmowy w gronie ogólnorodzinnym wypadają nieźle, zdarzają się nawet sympatyczne bonmociki w stylu „To był unikatowy konflikt solowy”. Jeśli jednak ktoś nie zna twórczości Małgorzaty Musierowicz, a nie chciałby zaczynać od powieści dziejących się w latach 70., to polecam „Córkę Robrojka”.
koniec
2 stycznia 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Mroki Podkarpacia
Sebastian Chosiński

20 V 2022

Nie wymagajmy od Juliana Woźniaka zbyt dużo. Autorem „powieści milicyjnych” (i opowiadań także) został trochę z przypadku. Zaczął tę karierę jako dziennikarz „Nowin Rzeszowskich”, opisując lokalne sprawy kryminalne. W ciągu trzech lat opublikował na łamach prasy trzy teksty, które dopiero po sześciu dekadach doczekały się przypomnienia. Z dzisiejszej perspektywy są one raczej ciekawostką historyczną niż pełnoprawną beletrystyką.

więcej »

Amonity, łodziki i spółka
Miłosz Cybowski

19 V 2022

„Przed ssakami były dinozaury, a przed dinozaurami – głowonogi” – głosi czwarta strona okładki „Monarchów mórz” Danny Staaf. Jest to tylko część prawdy, bo nawet jeśli liczne głowonogi pojawiły się na długo przed wielkimi gadami, to nie można zapominać, że w przeciwieństwie do nich przetrwały po naszych czasów.

więcej »

Mała Esensja: Wszystkie końce świata
Marcin Mroziuk

18 V 2022

„Zaklinacz tygrysów” to piękna baśniowa opowieść, w której towarzyszymy bohaterom w wędrówce przez różne fantastyczne krainy. Roch Urbaniak oczarowuje zaś czytelników zarówno wciągającą historią, jak i zachwycającymi ilustracjami, które dodatkowo pobudzają wyobraźnię czytelników.

więcej »

Polecamy

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym

W podziemnym kręgu:

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Dawno, dawno temu, w bardzo odległej… wsi pod Poznaniem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Biegnąc w kilku kierunkach jednocześnie
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Powrót do formy
— Agnieszka Szady

W oparach smrodku dydaktycznego
— Agnieszka Szady

Tegoż autora

Stawka większa niż qilin
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Patrzcie! On ma głowę pana Mifune!”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Piękna-chan i Bestia-kun
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hej ho, przez dżunglę by się szło
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Osobno, ale razem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Magiczny matriarchat małomiasteczkowy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pizza za 136 tysięcy złotych
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Rozwalanie ścian tyłkiem i inne rozterki czterdziestolatków
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Irlandzki taneczny blues i kapelusze
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ona też miała kiedyś siedem lat
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.