Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Siergiej Kozłow
‹Jeżyk we mgle›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeżyk we mgle
Tytuł oryginalnyЁжик в тумане [Jożyk w tumanie]
Data wydania1987
Autor
PrzekładNatalia Usenko
IlustracjeLidia Szulgina
Wydawca Współpraca
ISBN83-7018-073-6
Format25s.
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Dlaczego warto odkurzać gwiazdy
[Siergiej Kozłow „Jeżyk we mgle” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapewne każdy zapalony czytelnik posiada własną listę książek, które ukochał w dzieciństwie i które wciąż żyją w jego pamięci. Dla mnie jedną z nich jest właśnie „Jeżyk we mgle” Siergieja Kozłowa.

Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Dlaczego warto odkurzać gwiazdy
[Siergiej Kozłow „Jeżyk we mgle” - recenzja]

Zapewne każdy zapalony czytelnik posiada własną listę książek, które ukochał w dzieciństwie i które wciąż żyją w jego pamięci. Dla mnie jedną z nich jest właśnie „Jeżyk we mgle” Siergieja Kozłowa.

Siergiej Kozłow
‹Jeżyk we mgle›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeżyk we mgle
Tytuł oryginalnyЁжик в тумане [Jożyk w tumanie]
Data wydania1987
Autor
PrzekładNatalia Usenko
IlustracjeLidia Szulgina
Wydawca Współpraca
ISBN83-7018-073-6
Format25s.
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W latach osiemdziesiątych na polskim rynku księgarskim wydawano sporo literatury dla dzieci pochodzącej zza wschodniej granicy – bajki o Maszy i niedźwiedziu, lisicy i żurawiu, Iwanie pokonującym wielogłowe smoki, Konika Garbuska oraz wiele innych. Pośród nich był także „Jeżyk we mgle”, cieniutka książeczka, która stała się jedną z moich ulubionych, obok takich klasyków jak „Kubuś Puchatek” czy cykl o Muminkach.
Na pierwszy rzut oka „Jeżyk…” przypomina wiele innych pozycji dla dzieci – to zbiorek siedmiu króciutkich historyjek o zwierzątkach: jeżyku, misiu, zającu i puchaczu opatrzony bardzo ładnymi i licznymi ilustracjami. Ze względu na niewielką objętość nadaje się nie tylko do czytania na głos, ale też może stanowić jedną z pierwszych samodzielnych lektur. Tym, co wyróżnia utwory Kozłowa jest niezwykła atmosfera. Zwraca uwagę to, że do jej wykreowania wystarczyła autorowi bardzo niewielka przestrzeń. Zbiorek mieści historyjki oniryczne, humorystyczne, wreszcie poważne, wszystkie napisane w nieco surrealistycznym duchu.
Pozwolę sobie zacytować większy fragment pierwszej z nich pt. „Stara piosenka francuska”:
„Leśna polana zalana była po brzegi księżycowym blaskiem, gęstym jak parujące mleko. Gwiazdy otoczyły księżyc kołem niczym opieńki spróchniałą kłodę. Zając siedział pośrodku polany i był zupełnie niebieski. Siedział i grał na fujarce starą francuską piosenkę. (…) Stary wyleniały Puchacz uśmiechnął się do siebie. Miał sto lat, a może więcej. Wspominał dalekie kraje i uśmiechał się do swoich wspomnień.
– To było tak dawno – myślał Puchacz. – Księżyc świecił tak samo jak teraz, taki sam Zając siedział na polanie, gwiazdy sypały się z nieba, i grała fujarka… Potem podniosła się mgła, Zając znikł, a fujarka grała dalej… Graj, fujarko, graj! – myślał Puchacz. – Zjadłbym twojego Zająca, ale siwieją mi już pióra… (…)
Zając zbłękitniał tak bardzo, że jego uszy stały się przezroczyste. Był bardzo szczęśliwy. Pragnął stać się przejrzysty jak światło księżyca, żeby go całkiem nie było, żeby na polanie pozostał tylko księżyc grający na fujarce.”
Ta miniaturka nie ma żadnego morału, akcja donikąd nie zmierza – sędziwy Puchacz wspomina swoją młodość a zające, niczym stare wspomnienia otaczają go niknącym korowodem, wciąż jednak grającym muzykę. Choć można też spojrzeć na to z perspektywy zajęcy-muzyków, które im doskonalej grają, tym bardziej potrafią stopić się z księżycową nocą i teraźniejszością. A już nie dorabiając do tego filozofii – „Stara piosenka…” urzeka swoim nastrojem.
„Zaczarowaną beczkę” otwierają z kolei takie oto słowa: „Na kawałku brzozowej kory Miś narysował beczkę pełną miodu. Zjadł miód i zasnął.” Śpiącemu Misiowi dokucza Jeżyk, który dorysowuje beczce najpierw sterczące gwoździe, potem łapki i tak dalej, co oczywiście przysparza kolejnych problemów.
Jeśli zgodzić się z opinią, że pierwsze zdanie jest kluczowe dla przyciągnięcia uwagi czytelnika, Kozłow opanował tę sztukę bezbłędnie: „Już od miesiąca Jeżyk co noc wdrapywał się na sosnę i odkurzał gwiazdy” – tak rozpoczyna się historyjka trzecia.
Czwarta pt. „Czarna głębia” to jedna z moich dwóch ulubionych. Bohaterem jest tchórzliwy Zając, który pewnego dnia ma tak dość swojego strachu, że udaje się nad tytułową głębię z zamiarem utopienia się w niej. Najpierw jednak ucina sobie z nią brzemienną w skutki pogawędkę. Przez lata ta krótka historyjka dodawała mi otuchy. „Jeśli jesteś gotów się zabić” – zdaje się mówić autor – „Nie masz już nic do stracenia i równie dobrze możesz zacząć żyć”. Od czasu do czasu jednak niepokoi mnie jej końcówka, którą pewna znajoma po lekturze uznała za pesymistyczną i zmieniającą wydźwięk całości: po pewnym czasie Zając ponownie przybywa nad Czarną Głębię, by wyznać, że jednej rzeczy boi się nadal, mianowicie szelestu opadających liści:
„- To nie liście opadają – odparła Czarna Głębia. – To czas mija i szeleści. Wszyscy się tego boimy.
Potem spadł śnieg. Teraz Zając biega po śniegu i nie boi się nikogo.”
Druga moja ulubiona – „Zajęcze uszy” jest jedną z tych ujmujących już od samego otwarcia: „W piątek, trzynastego, po deszczu wyrosły w trawie zajęcze uszy.” Świadkiem tego niecodziennego wydarzenia jest Miś – uszy rosną coraz większe i większe, Miś dywaguje na ich temat. Niezwykle zabawne zakończenie ilustruje postawę człowieka wobec nieznanego.
Przedostatnią, tytułową historyjkę, uważałam za słabszą. Opowiada ona o samotnej wędrówce Jeżyka odbytej pewnej mglistej nocy. Co ciekawe jednak, to właśnie ona została zekranizowana w postaci krótkometrażowego filmu animowanego. Wreszcie w „Słonecznym dniu” Jeżyk i Miś wyruszają oglądać słoneczne zajączki i o mały włos nie dochodzi pomiędzy nimi do kłótni, kiedy Miś zauważa, że jego przyjaciel zmienia zdanie podczas rozmowy. Za pomocą zabawnego dialogu autor trafnie oddaje różnicę charakterów swoich postaci i nierzadko zdarzało mi się pomyśleć, że w swoim życiu spotykałam przedstawicieli obu postaw. Ostatecznie jednak zarówno zasadniczy Miś, który koniecznie chciałby rozstrzygnąć, czy słoneczne zajączki mają uszy i wygłasza opinię, iż „lepiej jest myśleć tak samo” oraz Jeżyk, podtrzymujący konwersację z uprzejmości a tak naprawdę po prostu cieszący się ładną pogodą, godzą się i wspólnie spędzony czas okazuje się udany.
Po latach sądzę, że „Jeżyk we mgle” okazał się jedną z tych książek, których lektura kształtowała moją wrażliwość literacką. Gdybym miała własne dzieci, z pewnością czytałabym im go do snu.
koniec
17 stycznia 2015

Komentarze

17 I 2015   22:53:18

Bajki Kozłowa zaadaptował na scenę P. Passini - spektakl "Zwierzątka, małe zwierzenia", naprawdę warto zobaczyć. Juniory moje były zachwycone, ja także. Tylko nie wiem, czy można to jeszcze gdzieś obejrzeć...

19 I 2015   18:16:37

Dzięki za przypomnienie tej cudownej książeczki! Ja jeszcze dodam, że ilustracje stanowią na równi z tekstem o wyjątkowości tego dziełka... Moje dzieci już od dawna dorosłe, a ja staram się nie bać szelestu opadających liści... Zresztą - wyrosną nowe, prawda? Mały jeżyk i zające zauroczą następnych małych czytelników.

20 I 2015   13:52:37

Dziękuję za komentarze.
O spektaklu nie wiedziałam. Ilustracje są świetne.

Dobrze by było, jakby ktoś wznowił "Jeżyka..." (koniecznie z oryginalnymi okładkami). To, że ustrój się zmienił nie znaczy przecież, że powinniśmy rezygnować z tego, co dobre. Ale skoro wznowili "Konika Garbuska" to może kiedyś...

20 I 2015   16:29:49

miało być - oryginalnymi ilustracjami.

Choć, jakbym miała sobie pomarzyć - to, jak widzę, ten zbiorek obejmował wybrane utwory, których jest znacznie więcej. Więc, jakby ktoś wydał zebrane bajki Kozłowa...

W oryginale są dostępne np. tu:
http://ejik-v-tumane.ru/
(choć, jeśli o mnie chodzi, pomimo niewielkiej długości, chętniej przeczytałabym przekład, bo zerknęłam teraz na kilka i lektura mi idzie po grudzie, tudzież gubi się klimat)

Widzę też, że w Rosji dość regularnie ukazują się wznowienia, więc chyba wciąż są popularne.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pierwiastek żeński
Dawid Kantor

4 IV 2020

„Matka Edenu” to drugi tom trylogii Chrisa Becketta opowiadającej o rozwoju prymitywnej, ludzkiej społeczności na odległej, pozbawionej światła planecie. Autor w swoim cyklu podjął się nie tyle analizy naukowej czy technicznej funkcjonowania człowieka w obcym środowisku, co oceny aspektów społecznych sytuacji, w jakiej znaleźli się potomkowie mimowolnych osadników.

więcej »

Niebezpieczne następstwa alergii na maliny
Joanna Kapica-Curzytek

3 IV 2020

„Hotel Ostatniej Szansy” to przeznaczona dla młodszych czytelników powieść, w udany sposób łącząca elementy magii i kryminału.

więcej »

PRL w kryminale: Strzeż się nieznajomych w wiśniowych szlafrokach!
Sebastian Chosiński

2 IV 2020

Zygmunt Zeydler-Zborowski był bardzo płodnym twórcą. Począwszy od drugiej połowy lat 50. XX wieku, kiedy to wrócił do pisania po kilkuletniej przerwie, praktycznie każdego roku publikował nową książkę. Do tego dochodziły jeszcze powieści drukowane w gazetach (w odcinkach). Jedną z nich był kryminalno-szpiegowski „Szlafrok barona Boysta”, który w 2009 roku przypomniało Wydawnictwo LTW.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Upadek Ikara
— Miłosz Cybowski

„Legalnie” nadal brzmi świetnie!
— Joanna Kapica-Curzytek

A Śląsk wciąż nieznany…
— Wojciech Gołąbowski

Panienka Hale i strajki robotnicze
— Anna Nieznaj

Detektywi wiecznie żywi
— Wojciech Gołąbowski

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Odcina go połyka wypluwa i ginie
— Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
— Beatrycze Nowicka

Historie rozmaite
— Beatrycze Nowicka

Brulion podróżny
— Beatrycze Nowicka

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Koniec dzieciństwa
— Beatrycze Nowicka

Moje 10 lat z Esensją
— Beatrycze Nowicka

Stale płynne
— Beatrycze Nowicka

Wiedźmin – podróż sentymentalna
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.