Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ian McDonald
‹Brasyl›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrasyl
Tytuł oryginalnyBrasyl
Data wydania4 lutego 2015
Autor
PrzekładWojciech Próchniewicz
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-530-8
Format380s. oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Podróżować jest bosko
[Ian McDonald „Brasyl” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kto zna twórczość Iana McDonalda, wie czego się spodziewać po „Brasylu” – egzotyki, żywotności wizji i licznych pomysłów. Pod tym ostatnim względem powieść wypada gorzej niż „Rzeka bogów” i „Dom derwiszy”, jednak niezależnie od tego warto ją przeczytać.

Beatrycze Nowicka

Podróżować jest bosko
[Ian McDonald „Brasyl” - recenzja]

Kto zna twórczość Iana McDonalda, wie czego się spodziewać po „Brasylu” – egzotyki, żywotności wizji i licznych pomysłów. Pod tym ostatnim względem powieść wypada gorzej niż „Rzeka bogów” i „Dom derwiszy”, jednak niezależnie od tego warto ją przeczytać.

Ian McDonald
‹Brasyl›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrasyl
Tytuł oryginalnyBrasyl
Data wydania4 lutego 2015
Autor
PrzekładWojciech Próchniewicz
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-530-8
Format380s. oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Brasyl” Iana McDonalda była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie książką na przestrzeni ostatnich kilku lat. Po rewelacyjnej „Rzece bogów” i porywającym „Domu derwiszy” oczekiwania względem autora były ogromne. Do tego, podczas owych lat wypełnionych nadzieją na wydanie polskiego przekładu zdążyłam sobie już nieraz wyobrażać sobie treść powieści, opierając się na znajdowanych w Internecie recenzjach i wzmiankach. Już po lekturze mogę stwierdzić, że najnowsza z wydanych w Polsce książek McDonalda wydała mi się gorsza od dwóch wyżej wymienionych. Choć zastanawiam się, jak bym ją odebrała, gdyby to właśnie było moje pierwsze zetknięcie się z prozą irlandzkiego pisarza.
Pod pewnymi względami „Brasyl” wydaje się nieco uboższy od pozostałych pozycji. Zarówno w „Rzece bogów” jak i w „Domu derwiszy” czytelnik obserwował wydarzenia i świat z bardzo różnorodnych perspektyw związanych z licznymi postaciami. W powieści poświęconej Brazylii takich bohaterów jest tylko trzech, choć dla odmiany wydarzenia toczą się w różnych czasach: nam współczesnych, przeszłości i nieodległej przyszłości. „Rzeka bogów” wydaje mi się znacznie bogatsza w barwne pomysły (choć trzeba zauważyć, że jest też znacznie obszerniejsza), z kolei „turecka SF” bardziej przemówiła do mnie w kwestii oddania atmosfery miejsca. Choć oczywiście i tym razem McDonald włożył bardzo wiele pracy, uwagi i serca w swoją wizję Brazylii. Dzięki dynamicznemu stylowi pisarza wizja ta tętni życiem, mieni się kolorami. W pamięć zapadają opisy faweli, ogromnego wysypiska śmieci, czy przejawów religijności mieszkańców. Warto – jak zawsze – zwrócić uwagę na takie drobiazgi, jak sposób ubierania się czy potrawy.
Najbardziej spodobał mi się świat nieodległej przyszłości, zwłaszcza nieco cyberpunkowy początek, w którym pojawia się barwna grupka quantumeiros. W wersji „teraźniejszej” początkowo nie ma zbyt dużo „kolorytu lokalnego”, jednak z czasem obraz staje się coraz bogatszy. Przyznam, że najmniej przemówił do mnie świat (w uproszczeniu) XVIII wieku. Owszem, zdarzają się całkiem niezłe opisy przyrody, ale jakoś nie poczułam gęstej atmosfery lasu równikowego.
Zresztą, cały toczący się tam wątek księdza do zadań specjalnych, wyruszającego na misję w głąb puszczy amazońskiej mnie nie przekonał, razem z kreacją postaci z tamtej epoki i niektórymi pomysłami, które może i są bardzo efektowne, ale mało sensowne. A skoro już o bohaterach mowa – trzeba niestety powiedzieć, że widoczna staje się pewna powtarzalność charakterów, czy drobnych szczegółów (choćby taki, jak zamiłowanie kobiet do eleganckich markowych butów, informator-wędkarz, dość nietypowe upodobania seksualne). Zwłaszcza bohaterka wątku „teraźniejszego”, producentka telewizyjna Marcelina, bardzo przypomina protagonistkę „Chagi”. Zaczynam rozumieć, dlaczego wydawca zdecydował się zrobić przerwę pomiędzy kolejnymi powieściami McDonalda.
Najsłabiej wypada fabuła. Jeśli się zastanowić, główny pomysł „Rzeki bogów”, oparty na kwestiach sztucznej inteligencji, nie był nowy. Pisarzowi udało się go jednak tak smakowicie opakować i tak wzbogacić we własne pomysły, że całość wypadła świeżo. Tymczasem w „Brasylu” dostajemy wszechświaty równoległe w dość standardowym wydaniu. Tajemniczy goście z innych rzeczywistości ścigający bohaterów, pojedynki z wszystko tnącymi q-ostrzami w charakterze broni, to wszystko nieodmiennie kojarzy się z licznymi filmami SF o podobnej tematyce. Trochę sztucznie wypada to, że zarówno Marcelina, jak i bohater wersji „przyszłościowej” mają znajomych interesujących się fizyką, którzy wtajemniczą ich w zagadnienie multiwersum. Wreszcie, przyznam, spodziewałam się spektakularnego punktu kulminacyjnego, a tymczasem „Brasyl” sprawia wrażenie bardziej pierwszego tomu cyklu, zawiązania akcji. Owszem, pomysł na świat zostaje odkryty, ale bohaterowie wciąż są u początku swojej drogi.
Choć wydaje mi się też, że autor był tego wszystkiego świadom. W porównaniu z „Rzeką bogów” i „Domem derwiszy” „Brasyl” jawi się jako pozycja nieco lżejsza, w której dominuje warstwa przygodowa, nie zabraknie też odrobiny humoru i gry z konwencją. A skoro już o tym – nie do końca pochwalam przekład tytułów rozdziałów np. „Our Lady of Spendex” zostało przetłumaczone na „Święta Pani od Lycry”. Może tłumacz nie chciał być obrazoburczy, ale więcej ikry naprawdę by się przydało (zastanawiam się, może np. „Najświętsza Panienka Superbohaterska”).
Lektura powieści może nie rzuciła mnie na kolana, jak to się stało w przypadku „Rzeki bogów”, ale sprawiła wiele satysfakcji. Dlatego cieszę się z polskiego wydania. Czytelnicy lubiący prozę McDonalda powinni znaleźć w „Brasylu” sporo z tego, do czego autor zdążył nas już przyzwyczaić.
koniec
18 lutego 2015

Komentarze

19 II 2015   11:22:48

Co do Our Lady we wszystkich tytułach rozdziałów - po opisach z wątku XVIII-wiecznego widać, że nie chodzi o Matkę Boską, choć takie tłumaczenie się narzuca. A z lycrą - przecież bardziej niż o superbohaterstwo idzie o stroje do uprawiania tych najróżniejszych modnychsportów.

19 II 2015   13:52:36

To prawda, że w wątku XVIII wiecznym chodzi o kogoś w rodzaju bogini lasu - dlatego nie proponowałam czegoś bardziej "maryjnego". Inna sprawa, że są opinię, iż kult maryjny jest sposobem, w jaki cześć dla bogiń-matek "przekradła się" do chrześcijaństwa. No ja bym rzekła że w tym akurat rozdziale konotacje superbohaterskie były :P, a "lycra" kojarzy mi się z rajstopami a nie z nowoczesnymi tkaninami.
Ja nie mówię, że to łatwe jakoś zgrabnie to przełożyć. Mówię tylko, że "Święta Pani..." mi niezbyt odpowiada.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
Beatrycze Nowicka

3 III 2021

Otwierająca serię o bracie Godfrydzie „Pęknięta korona” oraz tom drugi „Czarcie słowa” mogą zapewnić przyjemną rozrywkę na kilka wieczorów.

więcej »

Lekkość ruchów okupiona ciężką pracą
Marcin Mroziuk

2 III 2021

Wiele dziewczynek i niektórzy chłopcy marzą o tym, by kiedyś podziwiano ich, gdy będą z gracją tańczyć na scenie. To właśnie dla nich „Mój balet” będzie lekturą nie tylko interesującą, ale również pożyteczną. Aneta Wira-Ostaszyk i Joanna Kończak przedstawiają bowiem wiele informacji, które z jednej strony mogą być przydatne dla młodych czytelników poważnie myślących o karierze baletowej, a z drugiej z pewnością zaciekawią też wielbicieli tańca klasycznego.

więcej »

Mała Esensja: Różnorodny świat zwierząt
Joanna Kapica-Curzytek

1 III 2021

Mała małpka zgubiła swoją mamę. Z pomocą przychodzi motylek. Musi tylko się dowiedzieć, jak mama wygląda.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Pełnia oczekiwań nie spełnia
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Luna: Nów
— Miłosz Cybowski

Ciemna strona Księżyca
— Dawid Kantor

Niepełnia Księżyca
— Przemysław Ciura

Nie tak wielki skok
— Dawid Kantor

Księżyc to za mało
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Zgubić się i odnaleźć pod gwiazdami
— Beatrycze Nowicka

Radość czytania
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Luty 2013
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Telefon ze Stambułu
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.