Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Margaret Atwood
‹Kobieta do zjedzenia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKobieta do zjedzenia
Tytuł oryginalnyThe Edible Woman
Data wydania14 kwietnia 2004
Autor
PrzekładMałgorzata Golewska-Stafiej
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-023-3
Format304s.
Cena29,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kto kogo zje?
[Margaret Atwood „Kobieta do zjedzenia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nazwisko Margaret Atwood, która zadebiutowała już cztery dekady temu powieścią „Kobieta do zjedzenia”, od kilku lat pojawia się na prasowych listach kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Nadzieje tych, którzy typują ją do odebrania najważniejszego wyróżnienia świata literatury mocno wzrosły, gdy w 2004 roku prawie pewne było, że Nobel powędruje w damskie ręce. Kazimiera Szczuka, chociaż zadowolona z werdyktu Akademii, która nagrodę przyznała Elfride Jelinek, liczyła, że to właśnie autorka z Ameryki Północnej odbierze w Sztokholmie Nobla. Nie było to z całą pewnością życzenie jednostkowe.

Karolina Rodzaj

Kto kogo zje?
[Margaret Atwood „Kobieta do zjedzenia” - recenzja]

Nazwisko Margaret Atwood, która zadebiutowała już cztery dekady temu powieścią „Kobieta do zjedzenia”, od kilku lat pojawia się na prasowych listach kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Nadzieje tych, którzy typują ją do odebrania najważniejszego wyróżnienia świata literatury mocno wzrosły, gdy w 2004 roku prawie pewne było, że Nobel powędruje w damskie ręce. Kazimiera Szczuka, chociaż zadowolona z werdyktu Akademii, która nagrodę przyznała Elfride Jelinek, liczyła, że to właśnie autorka z Ameryki Północnej odbierze w Sztokholmie Nobla. Nie było to z całą pewnością życzenie jednostkowe.

Margaret Atwood
‹Kobieta do zjedzenia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKobieta do zjedzenia
Tytuł oryginalnyThe Edible Woman
Data wydania14 kwietnia 2004
Autor
PrzekładMałgorzata Golewska-Stafiej
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-023-3
Format304s.
Cena29,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Pisarskie juwenilia, szczególnie gdy patrzy się na nie w kontekście późniejszych dokonań, pozostawiają często wiele do życzenia. „Kobieta do zjedzenia” jest zapowiedzią kolejnych, bardziej znaczących książek piszącej po angielsku Kanadyjki Margaret Atwood. Wśród tych następnych wymienić warto „Opowieść podręcznej”, „Ślepego zabójcę”, „Okaleczenia ciała”, „Zbójecką narzeczoną”. Epitet „feministyczna”, jakim często określa się twórczość Atwood, dla wielu osób nacechowany jest pejoratywnie. Wszystkim innym „Kobietę…” i kolejne powieści polecić można bez wahania. W przypadku tej najstarszej (choć istniała jeszcze wcześniejsza, podobno zbyt radykalna jak na czasy, w których powstała) wiele wyjaśnia odautorski wstęp. Opowieść o Marian powstała w czasach, gdy ruch kobiecy drugiej połowy XX wieku dopiero raczkował. Czytelnik (czytelniczka) odnieść może wrażenie, że rzecz dzieje się obecnie, chociaż pisarka osadziła akcję w realiach ówczesnej Kanady. Czterdzieści lat to w przypadku książki nie lada test. Napisana w 1965 roku protofeministyczna „Kobieta do zjedzenia” wychodzi z niego obronną ręką.
Marian MacAlpin ma pracę i narzeczonego. Po okresie beztroski dziewczyna dostrzega, że do tego inwentarza dopisać może pozycję „brak perspektyw”. Impulsem do wewnętrznego przebudzenia się i refleksji nad własnym losem, będącą dla pisarki wyjściem do analizy, staje się przede wszystkim rozmowa z poznanym w czasie pracy neurotycznym młodzieńcem. Pod wpływem Duncana Marian zaczyna widzieć więcej – zaczyna przyglądać się sobie z boku, co w książce objawia się zmianą narracji na trzecioosobową w miejsce dotychczasowej prowadzonej w pierwszej osobie.
Etat w firmie, do której trafiła Marian, nie jest adekwatny do posiadanego przez nią dyplomu (bolączka ta dotyka zresztą wielu jej koleżanek). O szansach na spełnienie się i samorealizację, pracując przy opracowywaniu ankiet na temat piwa czy budyniu, może jedynie pomarzyć. Obecność przy niej mężczyzny życia to raczej konsekwencja społecznych – czy też mieszczańskich – wymogów niż świadomego partnerstwa. Wypada wyjść za mąż, a najgorsze, co może się zdarzyć, to zostanie starą panną – tak głosi powszechne przekonanie. Jednak obserwacja życia zamężnej przyjaciółki, która rodzi trzecie już dziecko, nie nastraja Marian optymistycznie. Miejsce sympatycznej dziewczyny powoli zaczyna zajmować „gospodyni domowa”, jej ambicje stają się coraz mniejsze, odsuwa się na towarzyski margines, nie radzi sobie z potomstwem… Panna MacAlpin świadoma jest tego, że jej małżeństwo nie musi powtarzać niechcianego schematu, ale sposób, w jaki jest traktowana przez Petera, nie daje jej nadziei na przyszłość, o jakiej marzy. Wydaje jej się (całkiem zresztą słusznie), że zostanie „pożarta”.
Lęki doprowadzają u niej do zaburzeń żołądka, które sprowadzają jej codzienny jadłospis do coraz bardziej ascetycznej postaci. W obawie przed zadawaniem bólu zwierzętom i przed zranieniem siebie (wizja stających w gardle krewetek) stopniowo odrzuca kolejne mięsa, by po przejściu na wegetarianizm rezygnować stopniowo z dalszych produktów. Dochodzi do momentu, w którym nie może nic przełknąć. Gryzą ją nerwy, złe samopoczucie doprowadza do coraz dziwniejszych, bardziej radykalnych zachowań. W akcie desperacji i w nadziei na pojednanie z narzeczonym, którego opuściła podczas przyjęcia, sporządza z ciasta kobietę do zjedzenia. Jej sylwetkę tworzy na podobieństwo własnej, by laleczka stała się symbolem obaw, substytutem jej osoby w kanibalistycznym rytuale, jaki musi się dokonać. Czy dziwaczny i budzący grozę rytuał przyniesie rezultat?
„Kobieta do zjedzenia” to opowieść o szukaniu i definiowaniu własnej tożsamości, choćby chwilowym wyzwoleniu. Jak zauważa sama autorka – wybór, jaki ma Marian, nie zmienia się na końcu powieści. W jej życiu nastąpiło pewne przetasowanie, ale monotonia ze szczyptą szaleństwa nadal pozostaje monotonią.
Pisarska dojrzałość i oryginalny pomysł na tę książkę sprawiają, że czyta się ją bardzo dobrze. W pamięć zapada wiele scen, dialogów i konceptów. Na przykład figura gadatliwej i roztrzepanej współlokatorki Marian. Ainsley skończyła studia, a pracuje w dziale reklamacji szczoteczek elektrycznych. Uczęszczała niegdyś na kurs antropologii, głowę pełną ma najrozmaitszych Teorii o Kobiecości i Nie Tylko, co bynajmniej nie ułatwia jej życia… Szczególnie gdy wpada na Pomysł – usidli jednego ze znajomych Marian, który zostanie dawcą nasienia dla jej dziecka, po czym uda się w przysłowiową siną dal.
Atwood pisze inteligentnie, smacznie, z humorem (czasami pozwala postaciom na zachowania surrealistyczne) i werwą. Tematyka i styl łączą „Kobietę…” z kolejnymi jej książkami i udowadniają, że autorka staje się pisarską osobowością, a także jedną z najważniejszych postaci nurtu tak zwanej prozy kobiecej.
koniec
14 marca 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Most donikąd
Joanna Kapica-Curzytek

21 IX 2019

Trzynaście lat wyczekiwaliśmy na nową powieść Markusa Zusaka. „Gliniany most” mocno jednak rozczarowuje.

więcej »

Miasto zawieszone w powietrzu
Beatrycze Nowicka

20 IX 2019

Atutem „Jedynego”, najnowszej powieści Pawła Majki, jest przyjemny koncept wyjściowy, choć przydałoby się, żeby autor włożył więcej wysiłku w przedstawianie czytelnikowi uniwersum i bohaterów.

więcej »

PRL w kryminale: Naziści w dzielnicy czerwonych latarni
Sebastian Chosiński

19 IX 2019

Jeśli ktoś taki, jak Andrzej Kobar, istniał naprawdę – okazał się twórcą tylko jednej mikropowieści. Wielce prawdopodobne więc, że jest to po prostu pseudonim jakiegoś uznanego autora, który postanowił sobie nieco dorobić, pisząc kryminał, a jednocześnie chcąc zachować anonimowość. „Zielony volkswagen” ukazał się pierwotnie w 1963 roku i nawiązywał do peerelowskiej propagandy, która nakazywała w niemal każdym Niemcu zza żelaznej kurtyny widzieć byłego nazistowskiego zbrodniarza.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Przyjaciółki na śmierć i życie
— Marcin Mroziuk

Więcej niż jedno życie
— Marcin Mroziuk

Rozmowy z morderczynią
— Marcin Mroziuk

To nie jest (k)raj dla kobiet
— Marcin Mroziuk

Prawie jak w raju
— Marcin Mroziuk

Mamroczący bogowie
— Sylwia Wilczewska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.