Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Gene Wolfe
‹Pokój›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPokój
Tytuł oryginalnyPeace
Data wydania15 stycznia 2014
Autor
PrzekładAnna Studniarek
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-415-8
Format240s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena37,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Suma całej pamięci
[Gene Wolfe „Pokój” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Pokój” Gene Wolfe’a byłby znacznie lepszą ucztą, gdyby jednak dostał naprawdę porządne tłumaczenie…

Jarosław Loretz

Suma całej pamięci
[Gene Wolfe „Pokój” - recenzja]

„Pokój” Gene Wolfe’a byłby znacznie lepszą ucztą, gdyby jednak dostał naprawdę porządne tłumaczenie…

Gene Wolfe
‹Pokój›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPokój
Tytuł oryginalnyPeace
Data wydania15 stycznia 2014
Autor
PrzekładAnna Studniarek
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-415-8
Format240s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena37,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
To… hmm… bardzo dziwna książka. Trudno posądzić ją o jakąkolwiek fabułę. Ta książka po prostu… jest. Nie ma czegoś takiego, jak akcja, nie ma intrygi, nie ma myśli przewodniej. Jest po prostu jednym, wielkim pudełkiem przenikających się nawzajem wspomnień, snutych przez bohatera, który mieni się ostatnim człowiekiem na świecie. I tylko dzięki jego wyobraźni odżywa ludzkość, odżywają zdarzenia z przeszłości, odżywają ludzie, z którymi niegdyś rozmawiał. Jaki cel miał Wolfe, pisząc tę powieść? W sumie nie wiadomo. Ale napisał ją tak, że trudno się od niej oderwać. Nawet wobec świadomości, że finał prawdopodobnie nie przyniesie odpowiedzi na absolutnie żadne z rodzących się podczas lektury pytań.
Co i rusz trafia się tutaj na fascynujące historie, inteligentnie posplatane nawzajem i współgrające ze sobą nawet na przestrzeni kilkudziesięciu stron. Co więcej – część z tych historii jest podana tylko szczątkowo, ale nie raz, i nie dwa autor podrzuca czytelnikowi drobne tropy pozwalające rozgryźć i zrozumieć ten czy inny wątek praktycznie w całości. Ta powieść przypomina po prostu ogrom zarówno tej wartościowej, jak i zupełnie przypadkowej wiedzy, jaką człowiek nabywa w ciągu całego swojego życia i którą później w sobie gniecie, nie za bardzo nawet wiedząc, czemu właśnie akurat to, a nie inne zdarzenie przyczepiło mu się na dobre do pamięci. Jest to więc rodzaj szkatułki, w której teoretycznie każdy powinien znaleźć sobie jakiś interesujący kąsek.
Jest jedno ale. Duże. Sposób wydania.
Książka wyszła w Uczcie Wyobraźni, ekskluzywnej serii MAG-a. Ma twardą oprawę, kulturalną grafikę na okładce i została wydrukowana na porządnym papierze. Tłumaczenie to jednak – przepraszam – ale masakra. Książka w oryginale – sądząc z konstrukcji polskiego tekstu – została napisana bogatym językiem, pełnym rzadko już spotykanych słów i zbudowanym piętrowo. Trafiają tu się zdania i po sześćkroć złożone, w dodatku posiadające wtręty we wtrętach we wtrętach (dużo tu różnych nawiasów, myślników i cytatów). Przetłumaczyć ten gąszcz tak, żeby był klarowny, to nie jest może sztuka łatwa, ale w tym wypadku niezbędna, żeby w ogóle dało się „Pokój” przeczytać i zrozumieć przynajmniej tę podstawową, wierzchnią warstwę, stricte wspomnieniową. Wysoka jakość języka literackiego wskazana byłaby zresztą ze względu na umieszczenie książki w serii literatury ambitniejszej, ciekawszej, dającej impuls do przemyśleń. W przypadku takiej książki język powinien być jeśli nawet nie piękny, to chociaż neutralny, nie przeszkadzający w trakcie lektury.
A tu niestety – tłumacz był lichy. Anna Studniarek nie poradziła sobie z piętrowymi konstrukcjami i przetłumaczyła wiele fragmentów powieści czysto mechanicznie, w pośpiechu zostawiając całe zdania napisane nieporadnie, ze złym szykiem, z niewłaściwymi zaimkami, tak nieszczęśliwie zbudowane, że niekiedy trzeba czytać akapit i trzy razy, żeby zrozumieć sedno wywodu. Dałoby się to pewnie jakoś poprawić porządną redakcją, ale widać redakcja również w tym czasie okulała…
A żeby unaocznić, o co mi chodzi, podam przykłady (przepraszam za złośliwości):
Na zewnątrz scyzoryk miał okucia. „Prawdę wewnątrz zapowiadała płytka z boku, wykonana ze stali”. – W pierwszej chwili można oczekiwać ciągu dalszego zdania (np. „wykonana ze stali zawieszka”). Dopiero potem przychodzi na myśl płytka w funkcji rzeczownika.
„Tamten dom (…) podobnie jak dom babki o wąskich oknach był również z pobielonego drewna”. – Jak już kobiecie mówią, że ma wąskie okna, to chyba czas się szykować do grobu. A tak na serio – to zdanie naprawdę można było przebudować tak, żeby to nie babka miała wąskie okna.
„W domu było więc nas czworo – ja, matka, dziadek (wysoki, stary – jak wtedy sądziłem – mężczyzna, który farbował brodę i wąsy na czarno) (…)”. – Czy mam rozumieć, że dziadek okazał się w końcu kobietą? Wtręt „jak wtedy sądziłem” najczęściej odnosi się do słowa/sformułowania następującego po nim, a nie przed nim.
„Wysokie okna z boku grzechotały i wpuszczały zimne powietrze”. – Szczęśliwie pośrodku trzymały mocno i nie grzechotały. Można było napisać „Wysokie, boczne okna”.
„Ale ten dom był z bezpiecznego drewna, które zbito razem, by się nie zawaliło, a nawet gdyby tak się stało, nie było ciężkie”. – Spośród wielu cisnących mi się na usta pytań zadam jedno: czy wszyscy inni budowali domy z narzuconego luzem drewna? Czy też może – jeśli je zbijali – to w zupełnie innym celu?
„W każdym razie każdej nocy, gdy księżyc zaświecił w oknie, pojawiała się banshee”. – Czyli jednej nocy mogła się pojawiać i kilkadziesiąt razy?
„(…) gubię się w labiryncie bez podpisów i drzwi, które prowadzą donikąd”. – To w końcu są te drzwi, czy ich nie ma? I co to jest labirynt bez podpisów?
„Bobby Black umarł w swoim czasie z powodu urazu kręgosłupa, który odniósł na schodach domu mojej babki”. – Jak odniósł ten kręgosłup, to chyba nie mógł już mieć urazu? A na serio – wystarczyło napisać „z powodu urazu kręgosłupa, odniesionego na schodach domu mojej babki”. Albo „odniesionego na schodach domu mojej babki urazu kręgosłupa”.
„(…) miasteczko jest siedliskiem intelektualnego fermentu, który tak naprawdę można by zabić w całości, gdyby ktoś miał szczęście posiadać samochód, w dowolny wiosenny dzień, kiedy przechodził, z bratkami i konwaliami na kapelusiku, na skos przez Main Street, od domu towarowego Macafee’s do piekarni Dubarry’s”. – Kiedy przechodził samochód? Czy wiosenny dzień? A poza tym – po co od razu zabijać w całości? Za drugim czy trzecim razem przekaz autora staje się oczywiście jasny, ale jest to kolejne z miejsc, gdzie się trzeba zatrzymać.
„Jest indyk. Kazała pani do sprzątania go oskubać. Ale sama go upiekła. Kanapki”. – Ale po co do sprzątania indyk? Przecież zostawia smugi na meblach? A tak naprawdę indyk nie miał być oskubany ani przed sprzątaniem (czegoś), ani na czas sprzątania. Tu chodzi o panią do sprzątania, która miała go oskubać. I to nie pani do sprzątania kazała go komuś oskubać, tylko sama otrzymała takie polecenie. Takie rozgryzanie rzeczywistego znaczenia wypowiedzi bohaterów czy intencji autora jest naprawdę męczące i to nie czytelnik powinien odwalać tę robotę, a spółka tłumacz-redaktor.
„Przyjaciele ją odwiedzali i widzieli sterty na podłodze.” – pierwsze słyszę, żeby po naszemu na psią kupę mówić sterta.
„Spadając, uderzył piętą w dzban i przewrócił go, a on roztrzaskał się o kamienie”. – Przepraszam, który z nich się w końcu roztrzaskał? Innymi słowy – powinno być „a ten roztrzaskał się o kamienie”.
„(…) ściany tych starych domów (…) są (…) silniej związane korzeniami wszystkich żyjących istot, które tam wyrosły, niż kiedykolwiek były zaprawą i tynkiem”. – Tak to jest, jak się bez głowy ruguje powtórki. A tutaj, niestety, powinno znowu być „związane”.
Plus kilka cytatów „broniących się” samodzielnie:
„Są z nich nieźli żołnierze, co jest zabójcze, podobnie jak odwaga imitacji rogacza, która sprowadzi na niego śmierć, kiedy odpowie na wezwanie imitacji okrzyku bojowego, by w suchym jesiennym lesie spotkać się z kulami i paść, brocząc imitacją krwi z płuc na krawędzi kartofliska.”
Przy oknach „znajdowały się ławeczki, jak również przy innych oknach – ławeczki (…)”
„Ogródek był po drugiej stronie, do którego docierało więcej słońca (…)”
„(…) częstowała ich herbatą i ciastem albo herbatą i ciastkami, ciastem i ciastkami z Dubarry’s (…)”
„Zacząłem właśnie opisywać, nieświadom tego, kiedy zacząłem – a może powinienem powiedzieć, że parodiować – litografię wiszącą w reprezentacyjnym salonie babki.”
„Widziałem śliczną sosnę obejmującą skałę korzeniami, jakby całowała kawalera, który szedł za nią na wojnę, i w swojej skali czasowej to właśnie robiła.”
„(…) zyskał reputację odważnego i podziw żołnierzy, którymi dowodził.”
Przyznam, że z powodu tego chropawego języka książkę początkowo czyta się jak po grudzie. Niczym na polu minowym – co któreś zdanie trzeba rozbijać na kawałki i wyławiać sens z kolejnych segmentów, bo inaczej przed oczami stają dziwne rzeczy, wypaczające autorską wizję w sposób dość kuriozalny. W efekcie więcej jest tutaj z mozolnej orki niż z prawdziwej uczty wyobraźni. Na szczęście z biegiem stron język trochę się wygładza (czy też może raczej czytelnik przyzwyczaja się do ignorowania błędów) i opowieść w końcu zaczyna mocniej wsuwać się w wyobraźnię, budując nostalgiczny, bardzo bogaty znaczeniowo świat, tak ważny dla narratora, choć dawno już miniony i stanowiący wyblakłą historię.
„Pokój” to bardzo nietypowa powieść, która tylko ze względu na autora została zaliczona do fantastyki, bo tak na dobrą sprawę swobodnie można ją tłumaczyć również fiksacją narratora, jego zamknięciem się w sobie i pogrążeniem się we własnym świecie rojeń i wspomnień. Można ją również tłumaczyć ostatecznym rozrachunkiem tuż przed śmiercią, albo już w trakcie opuszczania świata, gdy życie – być może – przelatuje przed oczami. Jak by jednak nie było – lektura jest nietuzinkowa i warta uwagi. Szkoda tylko, że trzeba się podczas niej tak namęczyć.
koniec
29 czerwca 2015

Komentarze

30 VI 2015   00:20:50

Bardzo ciekawe przykłady, ale bledną przy "trylogii conanowskiej" z Rebisu. Tłumacz stworzył tam swego rodzaju nowy język, luźno oparty na polskim, nie mający odpowiednika w całej dotychczasowej historii literatury. Polecam szanownym recenzentom (ale tylko tym ze stalowymi nerwami).

30 VI 2015   10:13:58

Właśnie, właśnie. Nie mogłam się oderwać od lektury, a po przeczytaniu rozzłościłam się, że nic do niczego nie prowadzi i nic z niczego nie wynika.
Dużo później trafiłam na, wyobraźcie sobie, alchemiczną interpretację "Pokoju": http://www.siriusfiction.com/PaxBorskii.html
- ale wtedy pamiętałam go już tylko jak przez mgłę i nie miałam ochoty do niego wracać.

30 VI 2015   12:35:26

Kurka, co jest z tymi tłumaczeniami w serii "Uczta Wyobraźni"? Miała być taka super seria dla koneserów fantastyki, a tu takie za przeproszeniem byki. Najpierw się sporo naczytałem o tłumaczeniu "Atlasu Chmur" teraz to. A może wie Sz. P. recenzent albo forumowicze tutejsi czy Pokój jest dostępny w innym wydawnictwie? Bo Atlas podobno ktoś wydał. Z góry dziękuję za fatygę.

30 VI 2015   14:13:49

Jestem na 98% pewna, że to pierwsze polskie wydanie.

30 VI 2015   14:23:51

Ano. I raczej małe są szanse, żeby ktoś kiedyś wydał to w nowym tłumaczeniu...

30 VI 2015   15:55:37

Owszem, „Atlas Chmur” był wydany wcześniej, i własnie z tego wcześniejszego przekładu skorzystał Mag… :->

01 VII 2015   08:18:53

A co jest nie tak z tłumaczeniem "Atlasu"? Czytałam i nic mi nie zgrzytało, tłumacz/ka się nawet postarał/a oddać stylizację poszczególnych części. Chyba, że czytanie internetu już tak mi spsuło wrażliwość językową, że jeśli tekst odróżnia "także" od "tak, że", to z radości nie zauważam angielskiej składni zdania albo innych takich...

01 VII 2015   11:14:58

@Achika
Żeby nie było, "Atlasu" jeszcze nie czytałem, mam tyle taaką listę priorytetów, piszę tylko to co się dowiedziałem z innych opinii. Podobno z tym właśnie oddaniem stylizacji poszczególnych części jest kulawo, niektóre "opowieści" są bełkotliwe albo zawierają podobne kwiatki składniowe. I to mnie odrzuciło. Ja lubię trudne teksty, owszem, Dukaja wręcz połykam, ale kiedy to redaktor bądź korektor nawalił wolę poszukać innego wydania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Niebezpieczne pragnienia
Marcin Mroziuk

24 V 2022

W „Poławiaczce pereł” młoda bohaterka podejmuje wyzwanie, któremu wcześniej nie podołało wielu dorosłych. Na czytelników czeka tutaj sporo emocji, gdyż będą jej towarzyszyć w wyprawie pełnej przygód i niebezpieczeństw. Mimo że to dopiero pierwsza część „Legendy o źrenicy oka” i nie wszystkie wątki zostają zamknięte, to historia opowiedziana przez Karin Erlandsson ma satysfakcjonujące zakończenie.

więcej »

Zawsze jest dobry moment na nowy początek
Joanna Kapica-Curzytek

23 V 2022

„Pewnej sierpniowej nocy” to przejmująca historia miłości, zdrady, zbrodni i straty. Oraz o tym, jak żyć z ich piętnem: przeczekać w samotności największy ból czy wybaczyć?

więcej »

Cień i Pazur: Czeladnik małodobry i jego miecz
Miłosz Cybowski

22 V 2022

„Cień kata” opisuje podróż zawartą między dwiema bramami: przy jednej z nich historia ma swój początek, przy drugiej - znajduje swój niespodziewany koniec. Gene Wolfe bawi się tutaj nie tylko fabułą powieści, ale także jej formą.

więcej »

Polecamy

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym

W podziemnym kręgu:

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Wszystko i nic
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Jak dobrze nam mutantem być
— Jarosław Loretz

Danie w średnim stanie
— Jarosław Loretz

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.