Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Joseph Conrad
‹Jądro ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJądro ciemności
Tytuł oryginalnyHeart of Darkness
Data wydania26 sierpnia 2015
Autor
PrzekładAniela Zagórska
Wydawca Wydawnictwo MG
ISBN978-83-7779-307-7
Format160s. 145×205mm; oprawa twarda
Cena29,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytajmy to jeszcze raz, ale na nowo
[Joseph Conrad „Jądro ciemności” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wznowienie „Jądra ciemności”, zaliczanego do kanonu literatury zachodniej, jest znakomitą okazją do poczynienia wysiłku, by odczytać ten utwór także inaczej niż wyłącznie przez pryzmat zachodniego punktu widzenia.

Joanna Kapica-Curzytek

Przeczytajmy to jeszcze raz, ale na nowo
[Joseph Conrad „Jądro ciemności” - recenzja]

Wznowienie „Jądra ciemności”, zaliczanego do kanonu literatury zachodniej, jest znakomitą okazją do poczynienia wysiłku, by odczytać ten utwór także inaczej niż wyłącznie przez pryzmat zachodniego punktu widzenia.

Joseph Conrad
‹Jądro ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJądro ciemności
Tytuł oryginalnyHeart of Darkness
Data wydania26 sierpnia 2015
Autor
PrzekładAniela Zagórska
Wydawca Wydawnictwo MG
ISBN978-83-7779-307-7
Format160s. 145×205mm; oprawa twarda
Cena29,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
To opowiadanie jest jednym z najważniejszych dzieł w dorobku Josepha Conrada, przypomnijmy, urodzonego jako Józef Teodor Korzeniowski w Berdyczowie (obecnie Ukraina). Twórczość Korzeniowskiego-Conrada jest fenomenem samym w sobie. Angielski nie był ojczystym językiem pisarza, który zetknął się z nim dopiero jako człowiek dorosły i mówił nim z mocno słyszalnym „polskim” akcentem. A mimo to Joseph Conrad jest uznawany za jednego z najwybitniejszych stylistów w prozie angielskojęzycznej. Został od razu dostrzeżony przez najważniejszych w owym czasie literatów, do których zaliczali się: H. James, H. G. Wells czy J. Galsworthy. Krytycy nie szczędzili pochwał.
Przez teoretyków literatury Conrad jest uważany za pierwszego nowoczesnego pisarza, który wyraził w artystycznej formie niepokoje nurtujące XX wiek, te związane z kryzysem wartości, łączące się z kwestionowaniem dotąd niewzruszonych etycznych filarów egzystencji w sytuacji rozterki moralnej człowieka. Jego twórczość miała wielki wpływ na ukształtowanie się pierwszego pokolenia Polaków urodzonych w wolnej Polsce w czasach po I wojnie światowej. To „pokolenie Kolumbów”, dla których wypełnianie obowiązku, wierność i poczucie honoru zaliczały się do kwestii fundamentalnych.
Od opublikowania tego opowiadania mija już ponad sto lat. W tym czasie na świecie zmieniło się wiele – jesteśmy bogatsi o doświadczenia historii XX wieku, w większości takie, których ludzkość nie chciałaby przeżyć ponownie. Wiele rzeczy postrzeganych jest inaczej niż dawniej. W przeszłość odszedł brutalny kolonializm, którego realia stanowiły szeroki kontekst twórczości Conrada. Obecnie, z perspektywy czasu, humanitarna ocena kolonialnych zbrodni dokonanych na innych kontynentach za sprawą Europejczyków jest jednoznaczna: „(…) badacze i misjonarze, (…) łowcy kości słoniowej i poszukiwacze gumy, handlarze niewolnikami i filantropi. Wszyscy oni pozostawili po sobie ślady, na dobre i na złe (…)”, zauważa Nigeryjczyk Chinua Achebe, jeden z najwybitniejszych prozaików i intelektualistów afrykańskich.
„Jądro ciemności” może więc być dla nas być opowieścią o tych śladach. Lecz, niestety, podążanie nimi nie jest dla Europejczyków żadnym powodem do dumy. Opisana w utworze Conrada podróż w górę rzeki Kongo to dla Chinuy Achebe „zetknięcie świadomej siebie, pochodzącej z Europy ludzkości, z nieświadomą, prymitywną magmą, która najwidoczniej nie ruszyła się stąd na krok i nikogo dotąd nie widziała od stworzenia świata”. W tym fragmencie opowiadania przejawia się bodaj cała pycha i buta europocentryzmu: „Wędrowaliśmy po przedhistorycznej ziemi, po ziemi mającej wygląd nieznanej planety. Mogliśmy sobie wyobrazić, że jesteśmy pierwszymi ludźmi biorącymi w posiadanie jakiś przeklęty spadek”. Achebe podkreśla, że największą ironią historii i geografii jest to, że Afryka stała się dla Europejczyków uosobieniem obcości, a nawet antytezą Europy.
Rzeczywiście, wyłącznie tak w owym czasie pisano o Afryce, a „Jądro ciemności” Conrada jest tej konwencji jednym z najjaskrawszych przykładów. Utwór ten, poprzedzony zresztą wieloma innymi, mający również (niestety!) współczesnych następców, jak podkreśla to Achebe, należy do tradycji, która „wykreowała Afrykę jako miejsce, gdzie nigdy nie dzieje się ani się nie działo nic dobrego, miejsce, które dopiero czekało, by pierwsi europejscy goście odkryli je, objaśnili i naprostowali, a także karali za oporność”. Nie da się ukryć, że Europa współdziałała w tworzeniu Afryki, którą chciał wybawić Kurtz, bohater „Jądra ciemności”.
To między innymi „Jądro ciemności” przyczyniło się do postrzegania korzeni Afryki jako „coś mrocznego, złowrogiego i obcego”, twierdzi Chinua Achebe. A co z człowieczeństwem jej mieszkańców? Są tacy jak Europejczycy czy też nie? Hierarchia bohaterów tego opowiadania nie pozostawia złudzeń: Afrykanie, których Conrad nazywa „pierwotnymi duszami” są oczywiście najniżej, ubolewa nigeryjski pisarz. Jego wypowiedzi na temat „Jądra ciemności” są godną odnotowania próbą odejścia od europocentyzmu i oddania głosu samej Afryce, zwłaszcza w kwestiach dotyczących jej samej.
Warto zatem wyjść poza utarty stereotyp i odczytać „Jądro ciemności” Josepha Conrada nie tylko jako historię obłędu Kurtza, którego zgubiło poczucie absolutnej władzy i doprowadziło go do całkowitej demoralizacji. Uważa się, że „Jądro ciemności” jest swoistym atakiem na kolonializm i jego obłudę, ale – jeśli analizujemy słowa Chinuy Achebe – możemy dostrzec, że nie jest tak do końca. Sam utwór od hipokryzji wobec Afryki i Afrykanów wolny nie jest. Znaleźć więc można w tym utworze bardzo bogate „drugie dno”, które odsłania się przed nami, gdy odrzucimy perspektywę postrzegania opisywanej tu rzeczywistości wyłącznie z punktu widzenia Europejczyków. Nawet na okładce tego wydania książki czytamy o podróży do „kresu cywilizowanego świata”.
„Jądro ciemności” zostało wznowione w tłumaczeniu Anieli Zagórskiej, krewnej pisarza. Podjęła wysiłek przetłumaczenia na język polski prawie wszystkich utworów Conrada, za co otrzymała w 1929 roku nagrodę polskiego Pen Clubu. Ponowne spotkanie z tym utworem, należącym do kanonu historii literatury i konfrontacja z nim, przynosi nam istotną wiedzę na temat stanu świadomości człowieka XXI wieku. Oby nie był to – ilustrując to ostatnimi słowami opowiadania Conrada – „głąb niezmierzonej ciemności”.
koniec
24 sierpnia 2015
Podczas pisania tekstu korzystałam z książek: B. Bałutowa, "Powieść angielska XX wieku", Wyd. Naukowe PWN, 2004. Ch. Achebe, "Edukacja dziecka pod brytyjskim nadzorem", tłum. J. Łoziński, Wyd. Zysk i s-ka, 2012. (stąd pochodzą wszystkie cytaty autora)

Komentarze

24 VIII 2015   12:30:09

Zachęcająca recenzja wybitnej książki. Zabrakło mi jednak akapitu nawiązującego do "Czasu apokalipsy", który jest bądź co bądź wspaniałą ekranizacją.

Tłumaczenie Anieli Zagórskiej stało się "oficjalnie" przestarzałe, bo kilka lat temu Znak wydał nowy, pieczołowity przekład "Jądra ciemności" autorstwa Magdaleny Heydel. Na Xięgarni znajdziemy niedługi wywiad z Heydel, a przekład Zagórskiej trafił do Wolnych Lektur.
http://xiegarnia.pl/artykuly/tlumacze-sa-niewidzialni-magdalena-heydel-w-swietach-z-tlumaczami/
(W tej samej serii Znak opublikował też nowego "Lorda Jima", którego przetłumaczył z kolei Michał Kłobukowski).

Kiedyś myślałem, że geniusz Conrada polegał na tym, że nauczył się tak dobrze pisać po angielsku, mimo tego, że był Polakiem. Dopiero niedawno zrozumiałem, że jego wyjątkowość polega na tym, iż polski styl ubierał w angielskie słowa (analogicznie jak Nabokow).

24 VIII 2015   14:06:26

Jak patrzę na tę okładkę to mnie rozpacz bierze. A można było po prostu na czarnym albo zielonym tle dać autora i tytuł...

24 VIII 2015   14:10:55

Ach, jak ja kocham takie wyłuskiwanie "drugiego dna" po stu latach od wydania książki, odczytywanie dzieła "na nowo". Autor miał swoje poglądy na kolonializm i ludność Afryki i takie opisał. Odnoszę wrażenie, że niektórzy krytycy usilnie chcą znaleźć w książkach więcej niż sam autor napisał.

24 VIII 2015   15:23:12

Tak się jeszcze wtrącę, nie do końca na temat - osobiście lubię stare przekłady. Szekspira najbardziej lubię w tłumaczeniu Paszkowskiego, np. Barańczaka do mnie mniej przemawia. "Biesów" czytałam egzemplarz wydany w latach dwudziestych ubiegłego wieku, z dziwną dla mnie pisownią ("paznogcie" zwłaszcza utkwiły mi w pamięci) i bardzo mi się podobało a Don Kichota wprawdzie nie najstarsze, bo przekład państwa Czernych - był przesmakowity.

A tak, przypomniał mi się jeszcze przekład "Kubusia Puchatka" jako "Fredzia Phi Phi"... nie zmogłam. Ponoć Irena Tuwim dodała sporo od siebie, ale nic to, lektura "Fredzi", rzekomo bliższej oryginałowi boli.

24 VIII 2015   15:38:19

Też preferuję przekłady starsze, to taka dziwna maniera - czasami nowszy przekład niespecjalnie oddaje ten "klimacik". Ostatnio czytałem na pewnej stronie (nie wiem czy wolno mi popełnić kryptoreklamę, najwyżej ciekawi sobie wygooglują) artykuł o różnicach w przekładach Małego księcia. Okazało się, że różnic było zaskakująco dużo, czasami zmieniał się nawet lekko sens zdań.

Żeby już kończyć ten off-topic: "Fredzia Phi-Phi" to koszmarny "genderystyczny" literacki potworek. Jak Puchatek to tylko pani Tuwim i basta!
A okładka naprawdę lekko pulpowa.

24 VIII 2015   16:04:36

@Beatrycze: Tak, masz rację, zabrzmiałem autorytatywnie, jakby każdy nowy przekład był lepszy od starego. Oczywiście, ani tak nie jest, ani tak nie uważam. W poezji ta zasada w ogóle nie obowiązuje, bo każdy przekład to inna interpretacja. Ale co do prozy, cóż, język się zmienia, a jeżeli autor książki sprzed stu lat nie archaizował, to (mądrze) uwspółcześniony przekład będzie chyba zazwyczaj lepszy od "staroświeckiego" tłumaczenia.

25 VIII 2015   14:29:22

Akurat jak czytam literaturę napisaną wcześniej niż w XX wieku, lubię mieć to poczucie "dawności" i starsza polszczyzna mi je zapewnia. Ale to oczywiście subiektywna rzecz, mnie się podoba ten klimat przeszłości w starych przekładach a sama treść - jeśli jest uniwersalna, to do mnie przemawia niezależnie od języka, jakim ją wyrażono.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Nie tak łatwo być wyjątkowym
Marcin Mroziuk

15 VIII 2020

Widniejące na okładce „Kotolotków” określenie „arcydzieło literatury dziecięcej” jest może nieco na wyrost, ale można mieć pewność, że ten cykl Ursuli K. Le Guin z łatwością podbije serca młodych czytelników.

więcej »

Pożądanie do znudzenia
Beatrycze Nowicka

14 VIII 2020

Powrót do Krainy [Wiecznej Chuci] albo lektura „Pierwotnego” Małgorzaty Lisińskiej.

więcej »

PRL w kryminale: „Kociaki” i „ciziule” w akcji
Sebastian Chosiński

13 VIII 2020

Gdy pod koniec lat 50. ubiegłego wieku Zygmunt Zeydler-Zborowski zaczął publikować kryminały, jakie niebawem weszły do klasyki polskiej „powieści milicyjnej” – wprowadził w nich do peerelowskiej popkultury postać Stefana Downara. Z czasem jednak zaczął odchodzić od tej, niezwykle popularnej wśród czytelników, postaci. Kolejnym na to dowodem wydana w 1970 roku przez Czytelnika „Zbrodnia na Cyrhli Toporowej”.

więcej »

Polecamy

Faust musi przegrać

Na rubieżach rzeczywistości:

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nie ma amerykańskiego mitu, jest fake
— Joanna Kapica-Curzytek

Tytuł powieści nie jest metaforą!
— Joanna Kapica-Curzytek

Żyje się tylko raz
— Joanna Kapica-Curzytek

Kot Lord, właściciel Alicji
— Joanna Kapica-Curzytek

Pogodzić się z życiem
— Joanna Kapica-Curzytek

Przeklinanie w nowym kostiumie
— Joanna Kapica-Curzytek

Szczególny egzemplarz
— Joanna Kapica-Curzytek

Nic nie trwa wiecznie
— Joanna Kapica-Curzytek

Pacjent to ktoś więcej niż numer PESEL
— Joanna Kapica-Curzytek

Układ dla obojga idealny
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.