Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2018
w Esensji w Esensjopedii

Dan Simmons
‹Ilion›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIlion
Tytuł oryginalnyIlium
Data wydania28 sierpnia 2015
Autor
PrzekładGrzegorz Komerski
Wydawca MAG
CyklIlion
ISBN978-83-7480-543-8
Format720s. 130×210mm; oprawa twarda
Cena69,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 60,47 zł
Kup wTaniaKsiążka.pl: 55,20 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Czytając (dobre) science fiction

Esensja.pl
Esensja.pl
Z recenzowaniem „Ilionu” Dana Simmonsa jest jak ze smokiem u Chmielowskiego: pokonać trudno, ale starać się trzeba.

Daniel Markiewicz

Czytając (dobre) science fiction

Z recenzowaniem „Ilionu” Dana Simmonsa jest jak ze smokiem u Chmielowskiego: pokonać trudno, ale starać się trzeba.

Dan Simmons
‹Ilion›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIlion
Tytuł oryginalnyIlium
Data wydania28 sierpnia 2015
Autor
PrzekładGrzegorz Komerski
Wydawca MAG
CyklIlion
ISBN978-83-7480-543-8
Format720s. 130×210mm; oprawa twarda
Cena69,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 60,47 zł
Kup wTaniaKsiążka.pl: 55,20 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Z opisywaniem fabuły dobrych powieści SF zawsze jest problem. No dobrze, powyższa uwaga nie ogranicza się tylko do fantastyki, ale właśnie w niej jest widoczna bardzo wyraźnie. Jakich by człowiek zawijasów w recenzji nie nawywijał, to i tak jego opis bliższy będzie kiepskiemu z natury blurbowi niż temu, co da się odnaleźć w samej książce. Robota niewdzięczna, przyjemność żadna.
Często stosowane rozwiązanie powyższego problemu sprowadza się do wymienienia głównych „fajnostek” dzieła, opis brzmi wtedy mniej więcej tak: „czego tutaj nie mamy – armia zmutowanych węży, kolonia karna na Saturnie, zyskujące samoświadomość osiemnastokołowe ciężarówki, trzyletni mistrz szachów i jego zwariowana opiekunka z zaświatów – od zatrzęsienia pomysłów zapiera dech!”
Innym zabiegiem-wybiegiem jest przyznanie wprost, że szczegółów zdradzać się nie chce, by nie psuć przyjemności z lektury. Albo że mamy do czynienia z powieścią jednej sztuczki, więc omawianie owego triku byłoby wręcz nieprzyzwoite. Tyle że „Ilion” takim jednosztuczkowym tekstem z pewnością nie jest, a jeśli już mamy tu jakiś wybijający się na plan pierwszy chwyt, to jest nim co najwyżej opanowana do perfekcji umiejętność utrzymania uwagi czytelnika – z zagrywkami fabularnymi mająca jednak cokolwiek wspólnego jedynie pośrednio.
Na całe szczęście akurat w tym wypadku mamy do czynienia ze wznowieniem. Dociekliwy konsument z łatwością odnajdzie pożądane informacje, jak na przykład tę o śmierci głównego bohatera w przedostatnim rozdziale czy złośliwie umieszczoną dopiero w ostatnim akapicie informację, że cała historia jest jedynie snem wielkiej mrówki. Komu zależy na wiedzy o podobnych faktach, ten skorzysta z usług wyszukiwarki. Kto jest ciekawy, jak owe fakty wypadły w książce, przeczyta dalej (a potem skorzysta z wyszukiwarki. Wszyscy korzystamy z wyszukiwarki).
Jak pewnie zauważyliście, wyżej napisałem, że „z opisywaniem fabuły dobrych powieści SF zawsze jest problem”. Mimo wszystko wydaje się mniejszy w porównaniu z tym, czy w poprzednim zdaniu przymiotnik „dobrych” na pewno jest na miejscu, tj. czy odnosi się również do dzieła Simmonsa. Ostateczna ocena będzie tu wynikała z przyjętych założeń. By jednak się takiej oceny podjąć, wypadałoby teraz podzielić czytelników na dwa obozy. I choć podział ten będzie nieco (a czasem nawet bardzo) fałszywy, do omówienia niniejszej powieści powinien okazać się wygodny, a także – co ważniejsze – skuteczny.
Przyjmijmy zatem, że obóz pierwszy składa się wyłącznie z odbiorców oczekujących od SF nowatorstwa. Wiecie: prognozowanie idei, tworzenie scenariuszy dotyczących historii przyszłej na bazie dostępnej wiedzy, przewidywanie nowych wynalazków. Oczywiście można (i zwykle tak się właśnie dzieje) ukryć pod płaszczykiem tych wszystkich rzeczy namysł nad obecnym stanem świata, wciąż jednak oczekuje się przy tym pewnej świeżości, przepracowania znanego przez nieznane. Słowem: pokazania czegoś, o czym jeszcze nam się nie śniło (albo śniło, lecz woleliśmy o tym nikomu nie mówić).
Zła wiadomość dla obozu pierwszego: „Ilion” jest praktycznym zaprzeczeniem wszystkiego, czego szukacie w SF.
Obóz drugi niech składa się z czytelników mniej kategorycznych w osądach. Takich, którzy ucieszą się z nowinek w rodzaju innego nazewnictwa rzeczy już znanych (teleportacja? Nuda, mówmy na to „tekowanie"!), ale już niewymagających dogłębnego zastanawiania się nad znaczeniem konkretnych pojęć. Odbiorcy z tego obozu lekturowych przyjemności poszukają nie w świeżości, tylko w zmyślnym przepracowaniu znanych już motywów.
I tu otwiera się owych przyjemności cały wachlarz, bo Simmons wplótł w swoją powieść tyle odniesień do światowej literatury (przede wszystkim klasycznej), że z wyłapania ich wszystkich można by uczynić konkurs – z proponowanym terminem rozstrzygnięcia gdzieś w okolicach 2021 roku. I jeśli piszę „wplótł”, to straszliwie nadużywam języka. To stanowczo zbyt słabe określenie do nazwania powieści, która jest jednym, wielkim intertekstem.
Dobra wiadomość dla obozu drugiego: znajomość większości (a być może nawet wszystkich) dzieł, do jakich Simmons nawiązuje, nie jest wymagana. Nie musicie zatem przed lekturą „Ilionu” wypożyczać dzieł zebranych Homera, Szekspira, Prousta i paru innych.
Zła wiadomość dla tych przedstawicieli obozu drugiego, których ucieszyła dobra wiadomość: powinniście się wstydzić.
A jak konkretnie wypada to Simmonsowe pogrywanie z klasykami? Niestety, dość różnie. Mimo że zwykle przyklaskuję takim zabiegom, uznając je za doskonałą zabawę dla czytelnika, w tym wypadku – po lekturze siedmiuset z górką stron – mam wrażenie chaosu. Przy czym nie wynika ono z błędów w prowadzeniu narracji, nieumiejętnego poukładania fabularnych puzzli. Przypadkowość widzę tu raczej na poziomie idei i choć nie wypada sądzić dylogii po pierwszym tomie, wrażeniem podzielić się warto, bo, jak przypuszczam, w obu wymienionych obozach istnieją jeszcze podgrupy domagające się od powieści uporządkowania. Cóż, nie tutaj.
„Ilion” nabiera jednak blasku tym bardziej, im bardziej przybliżyć się od ogółu do szczegółu. Intertekstualność, poza przyjemnością z samego jej odkrywania, stanowi podstawę do niewymuszonych i udanych dowcipów. Ciekawie wypada wątek dystopijny, połączony z pomysłowo (i to w kilku wersjach) podaną kwestią pielęgnowania pamięci o historii – właśnie to, jak bohaterowie ją traktują, wskazałbym zmuszony do wybrania najważniejszego problemu w książce. Co, biorąc pod uwagę lubość, z jaką Simmons nurza się tu literacko w klasyce, nie byłoby aż tak bardzo od rzeczy.
Całkiem na miejscu jest za to wspomnieć, że nawet wśród czytelników przynależących do obozu drugiego mogą pojawić się drobne objawy niezadowolenia. Grymas na twarzy są w stanie spowodować m.in. nie do końca udane konstrukcje postaci, które – mam wrażenie – ustąpiły tu miejsca budowaniu naprawdę skomplikowanej fabuły. Być może właśnie jej piętrowość sprawiła, że miejsca na psychologię bohaterów zostało już wyraźnie mniej. Irytować mogą również typowe dla tak wielu dzieł kultury, że w zasadzie powinniśmy się już przyzwyczaić, historie pod tytułem „od zera do bohatera”. Ale jedno wynika tu z drugiego: jeśli nie masz czasu zbudować odpowiedniej głębi postaci, nie zdołasz nikogo przekonać, że trzęsiportek z rozdziału trzeciego w rozdziale ósmym zachowuje się już jak zgraja młodych marines, a w jedenastym bliżej mu do greckiego herosa.
Wciąż nie wiem za to, czy „Ilionowi” bliżej lub dalej do przymiotnika „dobry”. Jako czytelnik bilokujący się w obu powołanych do życia na potrzeby niniejszego tekstu obozach mogę stwierdzić, że obóz drugi powinien być ukontentowany, obóz pierwszy zaś ma dwa wyjścia: odrzucenie tej akurat książki Simmonsa lub przekonania o tym, jakie SF powinno być. Bo „Ilion” to przede wszystkim – proszę wybaczyć końcowy kolokwializm – kupa dobrej zabawy. Z naciskiem jednak na „zabawę”.
koniec
20 stycznia 2016

Komentarze

21 I 2016   13:51:45

Taka długa recenzja at tak mało w niej konkretów. :-(((

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dziewięcioro wspaniałych ze Śląska
Marcin Mroziuk

20 IX 2018

Poprzednie antologie członków Śląskiego Klubu Fantastyki („Światy równoległe” i „Zabawa w Boga”) okazały się całkiem interesującymi lekturami, dlatego można było się spodziewać, że podobnie będzie też w przypadku kolejnego zbioru opowiadań. I trzeba stwierdzić, że „Skafander i melonik” spełnia te oczekiwania z nawiązką.

więcej »

Zadie Smith uzupełnia swoje braki w wiedzy
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2018

„Widzi mi się” potwierdza, że Zadie Smith to eseistka przekorna, czasem ironiczna, a nawet autoironiczna. Ale przede wszystkim - bardzo dobra obserwatorka i osoba ciekawa świata.

więcej »

Cudzego nie znacie: Za tych, co na morzu
Miłosz Cybowski

16 IX 2018

Jak pisze w posłowiu Cargill, pisanie powieści o robotach wydawało się początkowo łatwym zadaniem. I być może takim by pozostało, gdyby nie typowo ludzkie cechy charakteryzujące bez mała wszystkich bohaterów „Sea of Rust”.

więcej »

Polecamy

W odmętach miasta bez dna

Przeczytaj to jeszcze raz:

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Tegoż twórcy

Śmierć na lodach Arktyki
— Tomasz Kujawski

Przeczytaj to jeszcze raz: Między realizmem a fantastyką
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Grudzień 2012
— Kamil Armacki, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Potwór z Londynu
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Esensja czyta: Październik 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Sierpień 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Rekonfiguracja
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Styczeń-luty 2009
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Mistrzostwo formy
— Daniel Markiewicz

Walc nasz (zbyt) powszedni
— Daniel Markiewicz

Odmienne stany moralności
— Daniel Markiewicz

Całodobowe szczęście
— Daniel Markiewicz

Nieustające wakacje
— Daniel Markiewicz

Trudna miłość
— Daniel Markiewicz

Szeptanie traumy
— Daniel Markiewicz

Magiczna apokalipsa
— Daniel Markiewicz

Okruchy po Kerezie, czyli zrób to sam
— Daniel Markiewicz

Kiedy zaczął się człowiek?
— Daniel Markiewicz

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.