Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

‹Wielka księga ekstremalnego SF. Tom 2›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka księga ekstremalnego SF. Tom 2
Tytuł oryginalnyThe Mammoth Book of Extreme Science Fiction
Data wydania22 kwietnia 2011
PrzekładMarcin Mortka
RedakcjaMike Ashley
Wydawca Fabryka Słów
CyklWielka księga ekstremalnego SF
ISBN978-83-7574-331-9
Format480s. 125×195mm
Cena37,80
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Fantastyczne antologie: Podróże – część druga
[„Wielka księga ekstremalnego SF. Tom 2” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Część druga recenzji „Wielkiej księgi ekstremalnego SF”, jak nietrudno zgadnąć na poświęcona drugiemu tomowi antologii. Niewątpliwie opowiadania tu zamieszczone są dziwne, ale czy są także przekonujące?

Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie: Podróże – część druga
[„Wielka księga ekstremalnego SF. Tom 2” - recenzja]

Część druga recenzji „Wielkiej księgi ekstremalnego SF”, jak nietrudno zgadnąć na poświęcona drugiemu tomowi antologii. Niewątpliwie opowiadania tu zamieszczone są dziwne, ale czy są także przekonujące?

‹Wielka księga ekstremalnego SF. Tom 2›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka księga ekstremalnego SF. Tom 2
Tytuł oryginalnyThe Mammoth Book of Extreme Science Fiction
Data wydania22 kwietnia 2011
PrzekładMarcin Mortka
RedakcjaMike Ashley
Wydawca Fabryka Słów
CyklWielka księga ekstremalnego SF
ISBN978-83-7574-331-9
Format480s. 125×195mm
Cena37,80
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Druga część „Wielkiej księgi…” w założeniu miała zawierać jeszcze bardziej „ekstremalne” utwory. Istotnie, przynajmniej kilka okazało się bardzo ambitnymi próbami. Czy jednak były to próby uwieńczone sukcesem? Do tego redaktor zdecydował się włączyć w zbiór kilka opowiadań starszych, które niekoniecznie pasują do całości.
Otwierający drugi tom „Nowi ludzie” (1909) tajemniczego B. Vallance’a są – jak zresztą słusznie zauważył Mike Ashley – satyrą polityczną. Główny bohater przypadkiem trafia do tajemniczego kraju zamieszkanego przez społeczeństwo we własnym mniemaniu idealne. Choć kilka razy można się uśmiechnąć (zwłaszcza tamtejszy parlament, w którym wszyscy przemawiają jednocześnie, gdyż i tak będą głosować zgodnie z wytycznymi partii, więc szkoda czasu na osobne przemowy i polemiki), całość nie porywa. Po lekturze pozostaje jedynie słuszna zapewne myśl, że gdyby ludzie mogli świadomie kształtować swoją biologię, doprowadziłoby to raczej do wynaturzeń, zamiast do ulepszenia gatunku.
„Stwórca” (1935) Clifforda D. Simaka, opowiadające o dwóch naukowcach konstruujących tajemniczą machinę snów i czasu, pewnie w momencie premiery było ciekawe i świeże, ale teraz trąci myszką. Frazy w rodzaju „wypolerowane boki maszyny połyskiwały złowrogo, a lustra (…) opromieniały całą maszynę nieczystym blaskiem”, mogą części czytelników wydać się zabawne. Po niedawnym zapoznaniu się z innymi redagowanymi przez Ashleya antologiami chwilowo odczuwam przesyt tego rodzaju literaturą.
Upływowi czasu nie oparła się też „Dziewczyna z bebechami z żelaza” (1957, oryginalny tytuł „The girl had guts”, brzmi o wiele lepiej, trudno jednak wymyślić przekład zachowujący dwuznaczność oryginału). Wedle słów redaktora, jest to jedno z bardziej rozpoznawalnych opowiadań Theodore’a Sturgeona. Pomysł na pasożyta był niezły, choć istotnie mało przyjemny. Niestety, czuć, że tekst ma swoje lata – ot choćby, dzielna członkini wyprawy badawczej, która pomimo choroby bohatersko zwleka się z łóżka, by… uzupełniać papier w rejestratorach i atrament w drukarkach na stacji badawczej. W wątku eksploracji planety Sturgeon próbował połączyć wątek tajemniczego zagrożenia z problemami wynikającymi z poplątanych relacji członków załogi, jednak w moich oczach nie wypadło to przekonująco.
Następny w kolejności jest „Świat pomiędzy” (1970). Harlan Ellison to w środowisku SF pisarz-legenda, uznany i kojarzony z awangardowymi rozwiązaniami. Tak jest i tu – mieszaniu miejsc i czasów towarzyszy nietypowy układ tekstu, który bywa rwany, dzielony na fragmenty ustawiane w kolumny, akapity pisane w poprzek, „zwijane w kłębek”, czy nakładające się na siebie, pojawiają się też inne znaki. Zapewne fani Ellisona będą zadowoleni, według mnie jednak opowiadanie sprawiało wrażenie, jakby pewnego dnia autor postanowił wykorzystać rozmaite spisane na świstkach fragmenty, pomysły, szkice, po czym wziął to i sklecił w jedną całość. Miejscami jest to błyskotliwe, ale cały czas zastanawiałam się, czy ta wyszukana forma była konieczna? Zastosowany zabieg jest ciekawy, ale całości brakuje emocjonalnej siły wyrazu. Choć pytanie, na ile to kwestia przekładu (pamiętam niezwykły, hipnotyczny rytm narracji Ellisona z „Kajaj się Arlekinie, powiedział Tik-Tak” w tłumaczeniu Maciejki Mazan z antologii „Arcydzieła”).
Wiele obiecywałam sobie po „Tygodniu Solomona Gursky’ego” (1998) Iana McDonalda. Niestety, lektura okazała się rozczarowaniem. W tym przypadku wystąpiły kłopoty z nadmiarem – na kilkudziesięciu stronach opisano rozwój ludzkości od osiągnięcia przez nią nieśmiertelności, przez kolonizację kosmosu połączoną z adaptacją do dowolnych warunków środowiskowych, aż po radzenie sobie z problemem końca wszechświata. Pomysłów jest tu mnóstwo, niektóre ciekawe, niektóre zaś nieprzemyślane. Nano występuje w charakterze cudownej technologii pozwalającej na wszystko. Pojawiają się jednak pytania – nawet jeśli przyjąć możliwość kopiowania ludzkiego ciała, to jakim cudem w pewnym momencie udało się odtworzyć człowieka wraz z pamięcią i tożsamością jedynie na podstawie częściowo zwęglonych zwłok? Ponadto – z czego składają się ciała replikantów (autor nie używa tego określenia, ale moim zdaniem najlepiej określa ono charakter odmienionych ludzi)? Nawet jeśli nie byłaby to „zwykła” materia organiczna, nowe doskonalsze ciała i tak potrzebowałyby energii, co nakładałoby na nie znacznie większe ograniczenia. Wizji McDonalda brakuje spójności i wewnętrznej dyscypliny „Diaspory” Egana – a porównując z drugim krańcem skali światotwórstwa SF – brakuje też malowniczości i urody hyperiońskiej tetralogii Dana Simmonsa. Przy całej obfitości obiektów, ma się wrażenie sztuczności wykreowanego przez McDonalda uniwersum. W swojej recenzji „Rzeki bogów” Jakub Gałka zwracał uwagę na liczne wątki i odniesienia do seksualności. Akurat mnie nie rzuciło się to wtedy w oczy, natomiast zauważyłam to podczas lektury „Chagi” i „Brasyl”. W „Tygodniu…” ta maniera jest jeszcze bardziej widoczna. W niemal każdym z rozdziałów bohater uprawia seks, nawet jeśli przestał być on postludziom potrzebny do rozmnażania całe tysiąclecia temu. Chwilami uwagi, odniesienia i scenki bywają zbyt nachalne. Czy naprawdę trzeba uczucie towarzyszące odpaleniu pomniejszych statków od jednostki macierzystej nazywać orgazmem?
O „Dywanach Wanga” (1995) Grega Egana pisałam już przy okazji recenzowania „Diaspory” i „Nowych legend”. Tutaj pozwolę sobie porównać przekłady:
Tłumaczenie Piotra W. Cholewy z „Nowych legend”:
Jego środowisko pełne było ptaków, owadów, gryzoni i małych gadów, dekoracyjnych z wyglądu, a także satysfakcjonujących zmysł bardziej abstrakcyjnej estetyki: przełamywały surową środkową symetrię samotnego obserwatora, zakotwiczały symulację przez jej percepcję z licznych punktów widzenia. Ontologiczne liny odciągów.
Tłumaczenie Michała Jakuszewskiego z „Diaspory”:
W środowisku pełno było ptaków i owadów, gryzoni i małych gadów. Nie tylko wyglądały dekoracyjnie, lecz również satysfakcjonowały bardziej abstrakcyjne poczucie estetyki, łamiąc surową radialną symetrię pojedynczego obserwatora i zakotwiczając symulację poprzez postrzeganie jej z wielu różnych punktów widzenia. Ontologiczne liny odciągowe.
Tłumaczenie Marcina Mortki z „Wielkiej księgi…”:
Środowisko obfitowało w ptaki, owady, gryzonie i niewielkie gady, które uzupełniały efekt dekoracyjny, ale zaspokajały o wiele bardziej abstrakcyjną potrzebę estetyczną – z perspektywy pojedynczego obserwatora łagodziły bowiem surową, promienistą symetrię. Dzięki nim symulacja mogła być postrzegana z wielu punktów widzenia, co czyniło ją realniejszą. Oto męski aspekt ontologii.
Niestety, nie trzeba nawet porównywać z oryginałem, by zauważyć że Marcin Mortka nie zrozumiał tekstu. Zdecydowanie polecam czytać Egana w którymś z pozostałych przekładów. Powstaje także pytanie o jakość tłumaczenia „Wielkiej księgi…”. Ile jeszcze było takich przekłamań, tyle że nie aż tak widocznych?
„Misja” (2001) Jamesa Patricka Kelly’ego okazała się sympatycznym tekstem, gdzie zaawansowana technologia i skoki w czasie stanowią tło dla przedstawionego z nutką humoru wątku romansowego. Przyjemne, lecz nie zapadające w pamięć na dłużej.
Na koniec Ashley zostawił sobie „Mechanizm osądu” (1995) Grega Beara. A oto fragment, który pozwala wyrobić sobie opinię na temat stylu i sposobu obrazowania: „Ostateczny byt pokona Przejście, znajdujące się w stanie całkowitej inercji. Minie ów punkt, gdzie czas i miejsce (chyba „przestrzeń” powinna być, przyp. BN) stają się ziarniste i nieliniowe, gdzie dzika energia ekspansji, skupiona na poziomie pianki kwantowej, zaczyna zakłócać system metryczny. Ten stanie się głośny, nieregularny, a wszystkie wymiary wyparują”. Czego tu nie ma – koniec wszechświata, ludzkie jaźnie tworzące wielotysięczne konsorcja, informacja występująca w formie elementów pejzażu, Dowód, czyli teza, że zawsze istnieć będzie współzawodnictwo, zniszczenie i niesprawiedliwość, o którą spierają się ostatni mieszkańcy gasnącego uniwersum. O ile wizje Egana były uporządkowane i klarowne, Bear funduje czytelnikowi eksplozję dziwnych pomysłów. Może niektórych czytelników to zachwyci, mnie znużyło, zniechęciło i nie przekonało. Wplecenie w całość historii nieudanego małżeństwa z przeszłości miało zapewne przydać nieco ludzkiej perspektywy i emocji, niestety losom Wasilija i Elisavety również zabrakło autentyzmu.
„Mechanizm osądu” miał być najbardziej ekstremalnym z opowiadań, podczas gdy ostatni tekst zbioru „Nażarci” (2006) Jerry’ego Oltiona wedle zamysłu redaktora stanowią humorystyczne i lekkie zamknięcie. Humor owszem jest, choć w zakończeniu staje się on wyjątkowo przaśny. Chce się napisać, że to finał nie tyle ekstremalny, co – by użyć tu ulubionego przekleństwa mieszkańców Anarres – ekskrementalny.
Tom drugi stanowi pewnego rodzaju galerię osobliwości, trudno mi ją natomiast polecać szerokiemu gronu czytelników. Na pewno kilka tekstów może zaintrygować, choć niestety w większości pozostawiają one pewien niedosyt.
koniec
10 kwietnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dybuki krążą wokół nas
Sebastian Chosiński

26 VI 2022

Kto wie, być może czytając „Demonomachię” Marka Krajewskiego, jesteśmy świadkami narodzin kolejnego ważnego dla pisarza z Wrocławia bohatera literackiego. Obok Eberharda Mocka i Edwarda Popielskiego może stać się nim Stefan Zborski – niedoszły ksiądz katolicki, który za swoje najważniejsze powołanie uważa walkę z demonami.

więcej »

Syndrom gotującej się żaby
Marcin Knyszyński

25 VI 2022

„Może pora z tym skończyć”, debiutancka powieść kanadyjskiego pisarza Iana Reida, jest thrillerem psychologicznym, książką-zagadką, opowieścią grozy i naprawdę świetnie napisaną, emocjonującą fabułą. Jest jednocześnie powieścią dosłownie budzącą niepokój i uczucie niesamowitości oraz wpędzającą w dość poważny dyskomfort.

więcej »

PRL w kryminale: Trup w TIR-ze
Sebastian Chosiński

24 VI 2022

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielu autorów peerelowskich kryminałów publikowanych przez wydawnictwo Wielki Sen nosi nazwiska, które nic nam dzisiaj nie mówią. Nie zrobili bowiem kariery pisarskiej, niektórzy pewnie nie byli nawet zawodowymi literatami. Jak Jerzy Norman, którego opowiadanie „Jutro jedziemy na południe” zostało przypomniane w ubiegłym roku, po półwieczu od publikacji na łamach regionalnego tygodnika.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Mechaniczne żurawie
— Beatrycze Nowicka

Obce dzieci
— Beatrycze Nowicka

Dwadzieścia lat później
— Beatrycze Nowicka

Zmęczenie materiału
— Beatrycze Nowicka

Pewna ścieżka
— Beatrycze Nowicka

Przechadzka
— Beatrycze Nowicka

Między nadzieją a rozpaczą
— Beatrycze Nowicka

Względność wrażeń
— Beatrycze Nowicka

Rezonanse
— Beatrycze Nowicka

Ciężkie życie seks-zabawek
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Tryby historii
— Beatrycze Nowicka

Imperium zwane pamięcią
— Beatrycze Nowicka

Gorzka czekolada
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Kąpiel w letniej wodzie
— Beatrycze Nowicka

Kosiarz wyłącznie na okładce
— Beatrycze Nowicka

Bitwy nieoczywiste
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa z tego i nie z tego świata
— Beatrycze Nowicka

Z tarczą
— Beatrycze Nowicka

Rodzinna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Wiła wianki i to by było na tyle
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.