Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Cezary Zbierzchowski
‹Holocaust F›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHolocaust F
Data wydania30 sierpnia 2013
Autor
Wydawca Powergraph
SeriaFantastyka
ISBN978-83-61187-19-6
Format304s. 125×195mm; oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Medjugorje
[Cezary Zbierzchowski „Holocaust F”, Cezary Zbierzchowski „Requiem dla lalek” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż Cezary Zbierzchowski wydał raptem dwie książki, ocena jego twórczości nastręcza niemałych trudności. Niekiedy ociera się ona o Dukaja, innym razem – o grafomanię. Czy jest to więc pisarz mierny, na którego parę razy szczęśliwie spłynęła wena? Czy raczej ktoś, kto potrzebuje jeszcze trochę czasu, by szeroko rozłożyć literackie skrzydła? Nie poznamy pewnej odpowiedzi na te pytania, dopóki znowu czegoś nie napisze.

Borys Jagielski

Medjugorje
[Cezary Zbierzchowski „Holocaust F”, Cezary Zbierzchowski „Requiem dla lalek” - recenzja]

Chociaż Cezary Zbierzchowski wydał raptem dwie książki, ocena jego twórczości nastręcza niemałych trudności. Niekiedy ociera się ona o Dukaja, innym razem – o grafomanię. Czy jest to więc pisarz mierny, na którego parę razy szczęśliwie spłynęła wena? Czy raczej ktoś, kto potrzebuje jeszcze trochę czasu, by szeroko rozłożyć literackie skrzydła? Nie poznamy pewnej odpowiedzi na te pytania, dopóki znowu czegoś nie napisze.

Cezary Zbierzchowski
‹Holocaust F›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHolocaust F
Data wydania30 sierpnia 2013
Autor
Wydawca Powergraph
SeriaFantastyka
ISBN978-83-61187-19-6
Format304s. 125×195mm; oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Po raz pierwszy z twórczością Zbierzchowskiego zetknąłem się dziesięć lat temu, w dwuczęściowej antologii fantastycznej Fantasmagoriconu pt. „Bez bohatera”-„Polowanie na lwa”. Opowiadanie „Moneta” było tam jednym z trzech najlepszych. Osadziwszy akcję w niedalekiej przyszłości, autor zdecydował się na frapującą kompozycję: mniej więcej przez pół utworu ukazywał nam rozwój wypadków w kolejności chronologicznej, a potem cofał się z powrotem do początku, tym razem przedstawiając każdą scenę z punktu widzenia jakiegoś bohatera drugoplanowego.
Niestety, zdecydowanie lepsza była ta pierwsza, tradycyjna połowa. W drugiej wylazło szydła z worka. Zbierzchowski nie miał pomysłu ani na przewrotną, zakulisową intrygę, ani na harmonijny finał. Pomysłu – albo ochoty. Ta alternatywa stanowi klucz do rzetelnej oceny twórczości pisarza z Sierpca. Jeszcze do niej wrócimy.
Gwiazda Zbierzchowskiego zapłonęła jaskrawo, choć na krótko, w 2014 r. Otrzymał wówczas Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego, Nagrodę Sfinksa oraz nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za powieść „Holocaust F”. Jeżeli przyjmiemy, że jednym z celów takich wyróżnień jest wychwytywanie obiecujących pisarzy, i jeśli założymy, że jurorzy, którzy na literaturze zjedli zęby, zwracają uwagę przede wszystkim na pióro kandydata, to zwycięstwa Zbierzchowskiego były w stu procentach zasłużone. Przyjrzawszy się jednak bliżej oszałamiającej scenografii zrodzonej w wyobraźni autora „Monety”, nabierzemy podejrzeń, że pod całym rozmachem kryje się gdzieniegdzie styropian.
Blurb w każdym razie nie kłamie: „Holocaust F” to rzeczywiście „mieszanka energii Strossa” (szybkie tempo), „rozmachu wizji Stephensona” (tropy hi-tekowe łączą się z metafizycznymi) i „pesymizmu Wattsa” (trwa bezpardonowa wojna, ludzie przegrywają). Nota na tylnej okładce wspomina jeszcze o „więcej niż szczypcie szaleństwa Dicka”, lecz ja napomknąłbym raczej o „twórczej brawurze Dukaja”, którym Zbierzchowski, jak sądzę, silnie się inspirował – w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
„Holocaust F” wrzuca czytelnika w sam środek świata przedstawionego. Nie opiera się on na pojedynczej, oryginalnej koncepcji, stanowi za to zręczny amalgamat kilku konwencjonalnych (choć nie wyświechtanych!) pomysłów. Właśnie dlatego nie będę go przedstawiać nawet w skrócie. W książkach SF tego typu najwięcej frajdy dostarcza wszak samodzielne, stopniowe odkrywanie fabuły zsynchronizowane z mentalną rekonstrukcją sztafażu. Osobom obeznanym z gatunkiem za zwiastun wystarczyć musi kilka haseł – przenoszenie umysłów między ciałami, Sztuczne Inteligencje (z naciskiem na liczbę mnogą), internet przyszłości, androidy, potężne korporacje, armia wampiropodobnych nieludzi. Natomiast ignoranci lepiej niech nie zaczynają swej przygody z fantastyką naukową od powieści Zbierzchowskiego, ponieważ natłok futurystycznych idei przebiegnie im boleśnie po głowie.
Koncepty obserwujemy zazwyczaj w akcji. Gdy od czasu do czasu autor wyjaśnia nam któryś z nich wprost, zachowuje bezpieczną odległość od infodumpu. Nie boi się na szczęście mocy tkwiącej w wykorzystanych przezeń pomysłach. Wprost przeciwnie, płynie na ich wzburzonej fali, pozwala im sterować treścią narracji, skupiając swoją uwagę przede wszystkim na formie. Styl nie jest przesadnie wymyślny, ale nie jest też przezroczysty. Pisarz włożył w swoje akapity serce, prawie każde zdanie starannie wyszlifował, „męczył się tak długo, żeby czytelnik już nie musiał” (parafrazując Mariana Załuckiego). I opłaciło się: proza „Holocaustu F” nieraz imponuje. Co kilka stron natrafiamy na ustęp, który aż prosi się o wynotowanie. Pod tym względem autorowi naprawdę niedaleko do poziomu Jacka Dukaja:
Sigur nie rozumie ludzi, ich skali wartości i motywów działań, więc pozostaje jej miłość. Nie rozumiała ich w inkubatorze, zadając setki pytań inżynierom medycznym, ani teraz, czując pod stopami ciała nadgryzione przez wampiry. Kocha ludzi na tyle rozpaczliwie, aby pozostać im wierna: za szaleństwo genów, posyłanie w przyszłość kolejnych pokoleń, za wysiłek, który czynią ich ciemne umysły, by zespolić się ze światłem, za niewyczerpaną ambicję i wolę. A najbardziej kocha ludzi za filogenetyczną pamięć przodków i własną tożsamość opartą na sprzecznościach. Ma nadzieję, że kiedy Ziema wypłaszczy się pod dotykiem Boga, na krótką chwilę stanie się człowiekiem.
O ile jednak Dukaj po wirtuozersku połączył fantastykę naukową z religią i metafizyką w zbiorze „W kraju niewiernych”, o tyle Zbierzchowski, spróbowawszy sił na tym samym polu, ponosi cichą klęskę. Jego technologia jest zbyt drapieżna, a metafizyka – zbyt niejasna, wskutek czego obie warstwy rozklejają się powolutku od mniej więcej połowy powieści. Fascynacja, z którą czytelnik odkrywał świat przedstawiony przez kilka pierwszych części książki, przy ostatnim akcie przeradza się w zniecierpliwienie. Na przykład wątek związany z podróżą „Heart of Darkness” wydał mi się niezrozumiały, a na domiar złego jego transcendentalna (?) wymowa nie pasowała do wojenno-przygodowego tonu poprzednich rozdziałów.
W ostatecznym rozrachunku zawodzi jednotorowa fabuła. Jej mizerny szkielet opiera się w zasadzie na trzech kluczowych sekwencjach, z których wszystkie są bitwami albo potyczkami. Inna sprawa, że Zbierzchowski rozpisał je z godną pozazdroszczenia biegłością, krzyżując kinowy wigor z literackim zacięciem. Wielka szkoda, że nie łączy ich w całość lepsza intryga, choć także między nimi czekają nas wspaniale opisane, na długo zapadające w pamięć rodzynki, zarówno scenograficzne (np. efekt działania bomby mrożącej) jak i fabularne (Franciszek w ciele direksa).
Moje uczucia po lekturze „Holocaustu F” były… hybrydowe. Z ciekawości dałem niezwłocznie Zbierzchowskiemu drugą szansę. Niestety, spotkanie z „Requiem dla lalek” solidnie mnie wymroziło.

Cezary Zbierzchowski
‹Requiem dla lalek›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRequiem dla lalek
Data wydania18 lipca 2013
Autor
Wydawca Powergraph
ISBN978-83-61187-91-2
FormatePub, Mobipocket
Cena9,99
Zobacz czytniki w
Skąpiec.pl
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Zbiór krótszych form Zbierzchowskiego ukazał się kilka lat wcześniej. Powergraph wydał je w 2013 r. ponownie, w związku z premierą „Holocaustu F”, dodając dwa nowe („Smutek parseków”, „Płonąc od środka”) i jedno stare („Garcia”) opowiadanie. Poprzednią wersję książki dopiero co recenzowała na łamach „Esensji” Beatrycze Nowicka i nie sposób nie zgodzić się z jej główną tezą. Zbiór rzeczywiście zwraca uwagę interesującym [mętnym, melancholijnym] klimatem i zestawieniem pomysłów”. Niemniej, dostrzeżone przez nią wady oceniam o całe 20% ekstraktu surowiej.
Brutalnie rzecz ujmując: w co drugim z opowiadań Zbierzchowski porusza się po obrzeżach grafomanii. Grafomania, jak wiadomo, różne ma oblicza. Ta w „Requiem dla lalek” nie budzi co prawda zastrzeżeń stylistycznych – widać tu już zapowiedź giętkiego języka „Holocaustu F” – ale zbyt wiele opowiadań dotknęły różnorakie upośledzenia fabularne. W „Miejscu na drodze” niepokojąca zagadka doczekuje się iście sfingowanego rozwiązania. Pisany na konkurs horroru „Bestiariusz” przypomina ćwiczenie z torture porn. „Garcia” jest absolutnie nijaki za sprawą papierowych postaci. Wspomniana „Moneta” nie okazuje się wcale przenikliwym komentarzem do eutanazji, lecz zaledwie eksperymentem z nowatorskim zabiegiem kompozycyjnym. Natomiast przez tytułowe „Requiem dla lalek” oraz „Płonąc od środka” nie przebrnąłem, ponieważ ich pierwsze strony zupełnie mnie nie zaciekawiły, a nauczony wcześniejszymi doświadczeniami obawiałem się, że z czasem będzie coraz mętniej.
Gwoli ścisłości zaznaczam, iż Nowicka uznała „Requiem dla lalek” za najlepszy utwór zbioru. Ja sam twierdzę, że sześć powyższych opowiadań – nawet „Monetę” – autor winien był pozostawić w szufladzie. Owszem, każde z nich jest inne, ale nie znaczy to, że którekolwiek wolno zaliczyć do udanych.
Prawie wszystkie utwory Zbierzchowskiego rozgrywają się w alternatywnej rzeczywistości świata Rammy, tej samej, w której toczy się akcja „Holocaustu F”. Ponieważ „Requiem dla lalek” wydano najpierw, zaczynając lekturę pierwszego opowiadania miałem cichą nadzieję doczekać się wyjaśnienia pewnych elementów powieści, co dałoby asumpt do wywindowania jej oceny. Czekało mnie dwojakie rozczarowanie. Po pierwsze, dwa z trzech opowiadań, które nawiązują bezpośrednio do postaci i wydarzeń z „Holocaustu F” – „Limfy szklanka” oraz „Bezludzie” – są kawałkami jakiejś szerszej wizji autora, z których wciąż nie sposób wywnioskować, o co chodzi. Broni się tylko „Innego nie będzie” rzucając nareszcie trochę światła na metafizyczną stronę uniwersum Zbierzchowskiego.
Jednakże lektura ujawniła zarazem brak konsekwencji w jego kreacji. Autor nie neguje bynajmniej swych późniejszych pomysłów, lecz zbyt swobodnie porusza się po Rammowej osi czasu. Fabuła „Holocaustu F” dzieje się w dość dalekiej przyszłości z całym dobrodziejstwem technicznego inwentarza. Pal licho, że w „Limfy szklance” i „Innego nie będzie” występuje on w wersji uszczuplonej – gorzej, że większość pozostałych opowiadań osadzono w epoce bardzo zbliżonej do naszej teraźniejszości.
Te chronologiczne skoki, w połączeniu z onomastycznymi, popkulturowymi i literackimi nawiązaniami, którymi pisarz ubarwia swoje opowiadania, zaburzają spójność wymyślonego przezeń świata. Co prawda według Nowickiej „autor poradził sobie całkiem dobrze”, a sam Zbierzchowski wyraził nadzieję, że „świat różniący się od naszego, ale przypominający go w wielu miejscach, posklejany dodatkowo z popkulturowych puzzli, symboli i odwołań religijnych, może budzić w czytelniku silne emocje, wywoływać nieoczekiwane skojarzenia i dawać możliwość oglądania codzienności przez fantastyczny filtr”. Cóż, we mnie nie wzbudził, nie wywołał i nic mi nie dał.
A może świat Rammy jest kamieniem u pisarskiej nogi Zbierzchowskiego? Tak się złożyło, że dwa najlepsze opowiadania nie są z nim związane, lecz rozgrywają się na pokładach (krańcowo różnych) statków kosmicznych. „Mr. Fiction” przetwarza ponurą intrygę rodem z „I nie było już nikogo” Agathy Christie. Reżyserując zagadkową psychodramę, Zbierzchowski musiał uwypuklić relacje między postaciami – i wyszły mu one pierwszorzędnie. Na zdecydowany plus zaliczam także dickowskie chwianie rzeczywistością.
Jeszcze ciekawszy okazuje się „Smutek parseków”, dołączony kilka lat temu do antologii „Science fiction”, który w przyszłości powinien również otwierać polską antologię antropologicznej fantastyki naukowej, jeśli taka kiedykolwiek powstanie. Zbierzchowski, z wykształcenia antropolog kultury, dał tam upust zawodowej pasji: odmalował fascynujący obraz statku pokoleniowego, który niesie przez międzygwiezdną pustkę trzy małe, zwaśnione narody. Jest to twarde SF wysokiej próby, którego, o dziwo, nie psuje to, iż przez większą część utworu autor opisuje explicite losy zmyślonego mikroświata.
Jednakże choroba, która trawi prawie każde z opowiadań Zbierzchowskiego, nie oszczędziła nawet „Mra Fiction” i „Smutku parseków”. Lekturę obu utworów najlepiej przerwać pięć stron przed końcem i dopowiedzieć sobie finał samemu. Epilogi serwowane nam przez autora są bowiem niesatysfakcjonujące, rozbuchane, rozmyte. Zachodzę w głowę, dlaczego autor z wyczuciem rytmu i żywą wyobraźnią nie umie tym pierwszym poskromić tej drugiej, nie potrafi dostarczyć wyważonego, klarownego zakończenia.
A może problem leży po mojej stronie? Może Zbierzchowskiego po prostu nie interesuje układanie typowych fabuł z zawiązaniem, rozwinięciem i zwieńczeniem? Może z rozmysłem skupia się na kreowaniu charakterystycznego klimatu, o którym wspominała Beatrycze Nowicka, i na przemycaniu egzystencjalnej refleksji, za którą chwalą go autorzy innych, nierzadko jeszcze bardziej entuzjastycznych recenzji? Jeśli tak, Zbierzchowski byłby w pełni usprawiedliwiony. Pisarz-antropolog, który w kostiumie SF duma nad ludzką kondycją, nie musi montować twistów.
Jednak bardziej przemawia do mnie wyjaśnienie krytyczne: Cezary Zbierzchowski jest pisarzem zdolnym, obiecującym, tylko z nie do końca wyrobionym warsztatem. Miast otulać melancholijną atmosferą wiarygodne rozterki pogłębionych postaci, napina ją na fabularnych strzelbach, których lufy prędzej czy później gwałtownie się kruszą. Natomiast alternatywny świat, służący za pretekst do egzystencjalnej refleksji, ukazuje nam w widmowych, irytujących wyrywkach. Nie, bynajmniej nie wymagam odeń emocjonującej fabuły w beletrystycznym rozumieniu tego słowa, lecz zanim Zbierzchowskiemu będzie wolno z niej zrezygnować, musi zadbać o precyzyjną konfigurację pozostałych elementów i o dodatkowe zagęszczenie stylu.
W wyniku takiego zagęszczenia może zabłysnąć gwiazda neutronowa – ale może też zrodzić się czarna dziura. Wzrostowa tendencja nakazuje, na przekór treści utworów Zbierzchowskiego, optymizm. Wyrażam szczerą nadzieję, że autor „Holocaustu F” w swojej następnej książce wyliczy wszystkie trajektorie bezbłędnie.
koniec
11 kwietnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Ziemia obiecana
— Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Kres górny
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Hollywoodzkie emerytury
— Borys Jagielski

Wrzód na tkance
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.