Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

‹Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013
Data wydania4 grudnia 2013
RedakcjaMirosław Obarski
Wydawca Solaris
CyklKroki w Nieznane
ISBN978-83-7590-160-3
Format550s.
Cena59,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Fantastyczne antologie: Pewna ścieżka
[„Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na etapie dziewiątego tomu „nowych” „Kroków w nieznane”, czyli antologii z 2013 roku, seria wciąż trzyma przyzwoity poziom, choć z drugiej strony nie zaskakuje.

Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie: Pewna ścieżka
[„Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013” - recenzja]

Na etapie dziewiątego tomu „nowych” „Kroków w nieznane”, czyli antologii z 2013 roku, seria wciąż trzyma przyzwoity poziom, choć z drugiej strony nie zaskakuje.

‹Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013
Data wydania4 grudnia 2013
RedakcjaMirosław Obarski
Wydawca Solaris
CyklKroki w Nieznane
ISBN978-83-7590-160-3
Format550s.
Cena59,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Gdybym miała ocenić średni poziom tekstów zaprezentowanych w tym tomie, byłby on najprawdopodobniej nieco niższy niż trzech części poprzednich. Znalazło się tu jednak kilka utworów, które zdecydowanie czynią „Kroki…” z 2013 roku książką wartą poznania. Odwrotnie, niż to miało miejsce w przypadku antologii z roku poprzedniego, tak się złożyło, że znalazłam tu kilka dłuższych opowiadań oraz mikropowieść, których lektura okazała się bardzo satysfakcjonująca.
Pierwszym tekstem zbioru są „Martwi” Michaela Swanwicka. Pomysł z komercyjnym zastosowaniem zombie jest dla mnie mało „SF”, choć rozważania dotyczące konsekwencji ekonomicznych są dość ciekawe. Tyle tylko, że na niemal identycznym koncepcie (martwi wykorzystywani w charakterze siły roboczej oraz obiektów seksualnych) Goeorge R.R. Martin oparł „Trupiarza”, opowiadanie nie tylko wcześniejsze, ale i ostrzejsze. Ponadto Swanwick zastosował to samo rozwiązanie, co w prezentowanych w „Krokach…” z 2007 „Surowych umysłach” – pomysł jest prezentowany poprzez historię pary, gdzie kobieta pragnie przekonać mężczyznę do technologii rozwijanej w firmie, dla której pracuje. Pisząc krótko – może źle nie jest, ale Swanwicka stać na więcej.
Lektura kilku recenzji internetowych pozwoliła stwierdzić, że „Zeznania Oli N.” Kira Bułyczowa często były wskazywane jako najsłabszy tekst antologii. Mnie jednak to opowiadanie poruszyło. Podoba mi się sposób narracji a tytułowa bohaterka jest postacią bardzo wiarygodną. W „Zeznaniach…” nie chodzi o tajemnicze Ogniki i dokonywane przez nie spustoszenie, a o opis ludzkich reakcji wobec dziwacznego kataklizmu. Przyznam, że taki np. (nagrodzony zresztą) „Fermi i mróz” Frederika Pohla, którego większą część zajmował opis nuklearnej zagłady, wzbudził we mnie mniej emocji, niż np. „Ostatni kontakt” Baxtera, czy właśnie opowiadanie Bułyczowa, gdzie czytelnik obserwuje wydarzenia z perspektywy zwykłych ludzi, próbujących jakoś żyć mimo tego, że wszystko wokół pogrąża się w chaosie.
Bardzo przyjemnym zaskoczeniem okazało się nagrodzone World Fantasy Award „Mapy zostawmy innym” K. J. Parkera, o historyku, niezwykłych konsekwencjach jego konfliktu z kolegą naukowcem oraz wyprawie w poszukiwaniu zamorskich bogactw. Opowiadanie jest inteligentne i przewrotne, świetnie skomponowane i wciągające. Zwraca uwagę dobry, intrygujący początek, zgrabnie prowadzona narracja i celne refleksje głównego bohatera. Ot, choćby taka „historia, nauka; sztuka wydobywania prawdy z niewiarygodnych świadków. (…) Innych uczonych (…) przekona najbardziej prawdopodobnie brzmiący argument, najbardziej wiarygodna wersja. Dlatego tworzymy model przeszłości rządzący się zdrowym rozsądkiem, racjonalnym myśleniem, rozważnymi działaniami i uzasadnionymi motywami. A teraz pomyślcie o podejmowanych przez siebie decyzjach i o tym, co robiliście przez lata.”
„Mapy…” były jednym z jaśniejszych punktów antologii, niestety nie można tego powiedzieć o „Lotnym” Marca Laidlawa. Autor przedstawia zaledwie wycinek – epizod poświęcony tajemniczemu chłopcu o nadnaturalnych mocach i lekarzowi – nie wyjaśnia jednak nic na temat świata, nie przedstawia kontekstu, przyczyn i konsekwencji. Jest to opowiadanie obliczone na wywołanie emocji w czytelniku i albo się to uda, albo nie. W moim przypadku się nie udało. Bardzo podobnie było z dwoma innymi utworami – „Gołąbkiem” Julii Zonis i „Pustymi przestrzeniami” Grega Kurzawy. Pomysł Zonis na obóz pracy dla magicznych istot miał potencjał, tyle tylko, że niewiele z niego wynikło. Czytelnik poznaje fragment losów więźniów, lecz brakuje tu rozwinięcia fabuły i satysfakcjonującej kulminacji. Dla odmiany tekst Kurzawy to SF o poszukiwaczach pozostałości technologii obcej rasy. I znów – nie wiadomo dokąd tak naprawdę się oni wyprawiają, brakuje tła, a akcja urywa się bez jakiejś wyrazistej konkluzji.
Na całkiem niezłym pomyśle został oparty „Szczęśliwy Człowiek” Jonathana Lethema. Jest to jedno z tych opowiadań, które każe się czytelnikowi szczerze irytować się ignorancją i brakiem spostrzegawczości postaci. Skupiony na sobie i swoim cierpieniu główny bohater uporczywie odrzuca oczywistą interpretację swojego stanu, za co przyjdzie zapłacić osobie szczególnie mu bliskiej.
W „Krokach w nieznane” z 2006 pojawiły się modyfikowane genetycznie koty bojowe z cyberwszczepami, teraz przyszła kolej na psy. W „Sierżancie Chipie” Bradley Denton czyni takiego ulepszonego psa narratorem całej historii. Ta „psia perspektywa” stanowi główny walor opowiadania.
Bardzo przypadła mi do gustu „Broń promieniowa – love story” Jamesa Alana Gardnera. Bardzo specyficzny styl z początku drażnił, ale potem, gdy już się do niego przyzwyczaiłam, okazał się on głównym wyróżnikiem tekstu. Rzecz jest o dojrzewaniu i relacjach damsko-męskich. Podoba mi się prostota i celność obyczajowych obserwacji. Nieco przywodzi na myśl niektóre opowiadania Terry’ego Bissona.
O nagrodzonej Hugo „Nowej duszy cesarza” Brandona Sandersona nie będę się tutaj rozpisywać, ponieważ zamierzam recenzować samodzielne wydanie tej mikropowieści, które ma ukazać się już niebawem. Pozwolę sobie tylko nadmienić, że jest ona jednym z głównych powodów, dla których warto sięgnąć po ten tom „Kroków w nieznane”.
Przedstawiając Szwedkę Karen Tidbeck redaktor cytuje słowa Ursuli K. Le Guin o „nordyckiej wyobraźni” autorki. Akurat w „Jagannath” tej „nordyckości” nie widzę. Opowiadanie odróżnia się na tle innych zaprezentowanych w „Krokach…”, choć nie jest ono aż tak oryginalne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Na identycznym szkielecie fabularnym Joël Houssin oparł swoją „Śliczną Dziewczynkę”. Z kolei „organiczne” technologie (m.in. żywe pojazdy przypominające dżdżownice), stosowane przez ludzi po upadku cywilizacji, jaką znamy, pojawiły się w „Podróży samotnej małpy” Sylvie Denis (oba wyżej wymienione opowiadania pochodzą z, moim zdaniem niesłusznie niedocenionej, antologii „Kierunek 3001”, przy okazji dodam, że to jeden z nielicznych zbiorów, gdzie można znaleźć utwory piszących fantastykę Francuzów).
Ostatnie dwa utwory nawiązują do klasyków – John Kessel w „Wielkim marzeniu” odwołuje się do życia i twórczości Raymonda Chandlera, zaś „Założyciel” Orsona Scotta Carda został napisany do antologii wydanej z okazji jubileuszu twórczości Isaaca Asimova. Trudno je czytać, jako samodzielne teksty.
Dla kogoś, kto nie będzie czerpał czytelniczej satysfakcji z dokonywania porównań, szukania nawiązań, dostrzegania „smaczków” (tymi mogą być np. wplecione w fabułę fakty z biografii Chandlera), „Wielki sen” będzie po prostu zgrabnie napisaną, acz pozbawioną wyrazistego zakończenia, kolejną historią z motywem „bohater odkrywa, że jest tworem cudzej wyobraźni”.
Jeśli natomiast chodzi o Carda, zgodzę się, że autor „wpisał się w styl Asimova” ale też pozostał wierny sobie. Tyle że ani jedno, ani drugie mnie nie zachwyca. Owszem, cenię sobie „Grę Endera” i „Mówcę Umarłych”, ale większość pozostałych znanych mi utworów Carda okazała się czytelniczym rozczarowaniem. Co do samej „Fundacji” zaś (bo to właśnie losy bohaterów z uniwersum tego cyklu przedstawia „Założyciel”), dla zasady przeczytałam tom pierwszy i wystarczy. Zniechęcił mnie głownie naiwny optymizm, cudowne i genialne prognozy, które pozwalają niezwykle dokładnie przewidywać przyszłość na stulecia w przód, triumf ludzkości, nauki. Card wpisuje się w ten trend, „Założyciel” jest wręcz mdląco słodki i pozytywny – wszyscy razem budujmy lepszą przyszłość i temu podobne (oczywiście zwerbowani dla tego celu, całymi setkami zresztą, ludzie są zdolni, inteligentni, twórczy, dobrze zorganizowani, umiejący pracować w zespole, chętni do budowania życzliwej atmosfery, lojalni i oddani sprawie). Do tego dochodzą relacje damsko-męskie, gdzie pojawiają się pewne perturbacje i nieporozumienia, ale tylko przejściowo. Card opisuje, jak to jego bohaterowie się kochają, i mimo że są już dość wiekowi, wciąż często i chętnie uprawiają satysfakcjonujący seks. Oprócz tego, autor raczy czytelnika „genialnymi” odkryciami i spostrzeżeniami swoich postaci (jak to, że opowieści są ważne dla ludzkości), przedstawianymi jako prawdy objawione. Ponadto, chwilami miałam wrażenie, jakbym czytała „Theresę 2. Po latach”1). „Założyciel” wydał mi się ostatecznie opowieścią o sekcie – ci wszyscy ciepli, akceptujący ludzie, przygarniający nareszcie szczęśliwego i pogodzonego z życiem bohatera do swojego grona, a przy tym manipulujący wydarzeniami tak, by wcielić w życie proroctwa swojego guru… znaczy przewidywania przywódcy (jego prognozy zakładają wystąpienie kryzysu politycznego, więc po co czekać – spowodujmy go sami). Człowiek, który stracił bardzo wiele, a na koniec dowiedział się, że był wykorzystywany i manipulowany także przez najbliższą osobę, zamiast się wściec, jest wniebowzięty, że oto jest częścią Wielkiego Planu. Naprawdę? Na koniec dwa cytaty urokliwe inaczej: „kiedy jego zaangażowanie i lojalność osiągną stabilny poziom, kiedy cele Drugiej Fundacji rozgoszczą się na dobre w jego sercu, kiedy zacznie je wcielać w życie, wtedy będziemy wiedzieli, że jest gotowy”, „pamiętał czasy, kiedy jej piersi były małe i jędrne, posadowione na jej klatce piersiowej jak małe pomniki na cześć jej potencjału.” Lektura „Założyciela” była doświadczeniem raczej przykrym.
Chociaż w antologii znalazło się kilka utworów średnich oraz mocno zniechęcający „Założyciel” (choć fani cyklu Asimova, bądź twórczości Carda mogą mieć inne zdanie na ten temat), można tu natrafić też na rzeczy bardzo dobre i warte poznania. Dlatego dziewiąte z nowych „Kroków…” zasługują na uwagę. Stąd też moja ocena.
koniec
14 maja 2016
1) „Theresa” to opowiadanie o tym, jak spotkali się rodzice Endera

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Gwiazdy i piwo
Marcin Mroziuk

16 X 2021

W „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” Anna Czerwińska-Rydel nie tylko w przystępny sposób przybliża młodym czytelnikom postać gdańskiego uczonego, ale również pozwala im poznać podstawowe informacje z zakresu astronomii. Lekturę dzieciom uprzyjemniają też znakomite ilustracje Asi Gwis.

więcej »

PRL w kryminale: Skradziony samochód z niespodziewanym bagażem
Sebastian Chosiński

15 X 2021

Kradzieże samochodów stały się prawdziwą plagą w Polsce dopiero w latach 90. XX wieku, ale już dekadę wcześniej nie brakowało – zwłaszcza w dużych miastach – zorganizowanych grup, które polowały na wybrane marki. Ten właśnie proceder Danuta Frey(-Majewska) traktuje jako punkt wyjścia fabuły „Fiata z placu Teatralnego” – kolejnej jej mikropowieści wydanej w serii „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

Cudzego nie znacie: Krew ojców
Miłosz Cybowski

14 X 2021

„Ceremony of Ashes” Jaysona Roberta Ducharme’ego to krótka nowela o zemście. Taka, w której brak szczęśliwych zbiegów okoliczności i happy endu.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Mechaniczne żurawie
— Beatrycze Nowicka

Obce dzieci
— Beatrycze Nowicka

Dwadzieścia lat później
— Beatrycze Nowicka

Zmęczenie materiału
— Beatrycze Nowicka

Przechadzka
— Beatrycze Nowicka

Między nadzieją a rozpaczą
— Beatrycze Nowicka

Względność wrażeń
— Beatrycze Nowicka

Rezonanse
— Beatrycze Nowicka

Ciężkie życie seks-zabawek
— Beatrycze Nowicka

Podróże – część druga
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Mała Esensja: Lot dywanem do czasów dzieciństwa
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.