Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Sapkowski
‹Wiedźmin›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWiedźmin
Data wydania2012
Autor
Wydawca Fonopolis, superNOWA
CyklWiedźmin
ISBN978-83-7578-053-6
Format4CD mp3; 25 godz. 20 min.
Cena89,99
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 77,50 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Głos miał nieprzyjemny
[Andrzej Sapkowski „Wiedźmin” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Marzy ci się profesjonalnie zrealizowana, porywająca, wierna ekranizacja opowiadań wiedżmińskich? Mam świetną wiadomość: powstała jakiś czas temu. No, poniekąd.

Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
[Andrzej Sapkowski „Wiedźmin” - recenzja]

Marzy ci się profesjonalnie zrealizowana, porywająca, wierna ekranizacja opowiadań wiedżmińskich? Mam świetną wiadomość: powstała jakiś czas temu. No, poniekąd.

Andrzej Sapkowski
‹Wiedźmin›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWiedźmin
Data wydania2012
Autor
Wydawca Fonopolis, superNOWA
CyklWiedźmin
ISBN978-83-7578-053-6
Format4CD mp3; 25 godz. 20 min.
Cena89,99
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 77,50 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Kwestia ceny
Nie przepadam za audiobookami. Kiedyś, podczas dłuższego spaceru, słuchałem sobie „Krzyżaków”. Gdy do gospody dotarł orszak księżnej Anny Danuty, ja dotarłem z powrotem do domu i potem po empetrójkę więcej nie sięgnąłem. Bardziej mi po drodze z etymologią słowa „literatura” – nad formę mówioną przedkładam formę pisaną. Poza tym, słuchając audiobooka, człowiek już w pierwszym rozdziale uświadamia sobie, jak trudno skupiać uwagę non stop przez dłużej niż kilka minut. Jeśli trzymamy w ręku książkę, nic prostszego niż wrócić wzrokiem do poprzedniego akapitu lub zawiesić na kilka sekund lekturę. Wygrzebywanie empetrójki z kieszeni i przewijanie tekstu kawałek do tyłu nie przychodzi równie łatwo.
Jednakże w przypadku słuchowisk warto o trochę poświęcenia. Za niewiele wyższą cenę dostajemy produkt, który plasuje się w doskonalszej kategorii. Wyćwiczony, melodyjny głos lektora poniesie w pojedynkę nawet przeciętną książkę, lecz dzieła wybitne zasługują wszak na coś więcej: na aktorów ożywiających partie dialogowe, na muzykę akcentującą ważne zdarzenia, na współtworzące atmosferę efekty dźwiękowe. Nie każde słuchowisko będzie automatycznym sukcesem; złożenie poszczególnych elementów w harmonijną całość wymaga jeszcze sprawnej reżyserii. Na wysokości zadania stanęli fachowcy z Fonopolis i Teatru Polskiego Radia, którzy w 2011 r. zgłośnikowali „Ostatnie życzenie” i „Miecz przeznaczenia” Andrzeja Sapkowskiego.
Głos rozsądku
Zbiory opowiadań w wersji słuchowiskowej trwają po około dwanaście godzin. W obu narrację prowadzi Krzysztof Gosztyła, lektor nieledwie kultowy, audiobookowy Tomasz Knapik, który nagrał m.in. „Imię róży”, trylogię „Millennium”, „Diunę” oraz „Inne pieśni”. Gosztyła przekracza granicę możliwości typowego przedstawiciela lektorskiego cechu. Na pierwszy rzut ucha głęboki głos wydaje się zbyt charakterystyczny, a aktorska interpretacja zbyt wyraźna. Wystarczy jednak stron kilka, by słuchacz całkowicie zatopił się w Gosztyłowym basie. Jego czytanie staje się nieoczekiwanie przezroczyste w najlepszym możliwym znaczeniu słowa: maniera lektora rezonuje odtąd na samej krawędzi naszej świadomości.
Spotkanie z Foltestem
W głównych bohaterów opowiadań – Geralta i Jaskra – wcielili się weterani polskiego dubbingu, odpowiednio Krzysztof Banaszyk i Sławomir Pacek. Filuterny, momentami również rozkapryszony głos Packa pasuje do postaci trubadura znakomicie. Natomiast słabym punktem obsady słuchowiska okazuje się, nieoczekiwanie i nie od razu, Banaszyk-wiedźmin. Uspokajam: słabość jest tutaj relatywna, Banaszyk zazwyczaj radzi sobie całkiem nieźle. Patos i groźba, a więc postawy Geraltowi bynajmniej nie obce, wychodzą poznańskiemu aktorowi przekonująco. Bezlitośnie szczera rozmowa skrępowanego Geralta z elfim oprawcą w „Krańcu świata” należy do jednej z mocniejszych scen słuchowisk. Szkopuł w tym, że książkowy Geralt często operuje też przekąsem i ironią, a tym emocjom wyniosły głos Banaszyka nie podołał.
Po okruchu krytycznego lodu niech strzeli raźno wieczny ogień pochwał. Obsadzając role drugoplanowe producenci wykazali się iście piekielną intuicją. W „Wiedźminie” brylują Marian Opania jako grododzierżca Velerad oraz Henryk Talar jako król Foltest; obu przebija Kazimierz Kaczor, wójt w „Mniejszym złu” i starosta w „Okruchu lodu”. W „Mniejszym złu” na szczególną pochwałę zasługuje jednak Joanna Jeżewska, głos seksowny, w którym gdy trzeba pobrzmiewa złowroga nuta. Jeżewska zagrała oczywiście Renfri vel Dzierzbę.
Nie ustępują jej wcale inne aktorki. Fenomenalna jest Anna Dereszowska w roli Yennefer, obdarzona głosem trochę uwodzicielskim, trochę niebezpiecznym. Notabene, Dereszowska, atrakcyjna, szczupła brunetka, pasowałaby też do vengerberskiej czarodziejki z wyglądu1). Julia Kołakowska jako Oczko z „Trochę poświęcenia” wydała mi się wpierw zbyt dzierlatkowata, lecz szybko przypomniałem sobie, że trubadurka była przecież młodszym, żeńskim odpowiednikiem Jaskra. Jako Eithne z „Miecza przeznaczenia” wystąpiła majestatyczna Wiktoria Gorodecka – lepszej pani driad ze świecą szukać.
Trafnie dobrani aktorzy wzmacniają zarazem humorystyczne walory wielu opowiadań, co najdobitniej pokazuje przykład „Krańca świata”. Teresa Lipowska, aktorka związana z kabaretem „Dudek”, kapitalnie wczuła się w mamlającą Babkę przestrzegającą prostaków przed jurnymi wiedźmakami. Jacek Braciak wypadł świetnie jako Diaboł dokonując brawurowej, beczącej, maniakalno-depresyjnej interpretacji silvana. Braciak zagrał też niziołka z „Wiecznego ognia”, chociaż tam konkurencję zrobił mu Marcin Troński w roli krasnoludzkiego bankiera Vimmego Vivaldiego. Nie wiem, czy to reżyser podpowiedział Trońskiemu, by mówić z żydowskim akcentem, czy też laureat nagrody radiowej „Wielki Splendor” sam wpadł na taki fajny pomysł; wiem za to, że nosami będą kręcić puryści, którzy swojego czasu narzekali na rzekomo nie przystające do fantasy wyrazy obce pojawiające się w sadze o wiedźminie.
Do wyliczanki pierwszorzędnych głosów dołączyć można by także Wiktora Zborowskiego jako zimnego Istredda z „Okruchu lodu”, Adama Baumana jako stukniętego Eycka z Denesie z „Granicy możliwości”, Mirosława Wieprzewskiego jako naśladującego odgłosy zwierząt Kudkudaka z „Kwestii ceny” oraz ponownie Trońskiego jako wystraszonego Yurgę z „Czegoś więcej”. Podsumowując: słuchowiska pod względem obsady są rewelacyjne. Wszyscy wymienieni aktorzy nie tylko fantastycznie operują głosem, ale również doskonale do Sapkowskich postaci z głosu pasują.
Sceptyk powie, że drugie wynika z pierwszego. Bynajmniej! Nieliczne wyjątki potwierdzają regułę, niektórych aktorów dobrano w moim odczuciu źle. Dźwięczny, młody głos Doroty Segdy nie pasuje do korpulentnej kapłanki Nenneke. Maria Pakulnis jako królowa Calanthe przesadza z sarkazmem (szkoda, bo to ważna postać). Głos Piotra Bajora, Errdila z „Ostatniego życzenia”, jest nazbyt głupkowaty, a Piotr Zelt wcielający się w krasnoluda Dennisa Cranmera w „Głosie rozsądku” posiada z kolei głos zbyt wysoki. Akurat w przypadku tego ostatniego uległem być może charyzmie Gimliego z ekranizacji „Władcy Pierścieni”. Bądź co bądź nie każdy krasnolud musi z definicji charczeć…
Mniejsze zło
Nie samymi aktorami słuchowisko stoi. Przysłuchajmy się teraz udźwiękowieniu. Na pierwszy ogień niechaj idą sceny walki. O ile ich emfatyczne, żwawe opisy w wykonaniu Gosztyły nie pozostawiają nic do życzenia, o tyle „efekty specjalne” – szczęk żelaza, rozchlastywanie tętnic, wybuchające zaklęcia et consortes – brzmią dość tandetnie, jak gdyby wzięto je z katalogu odgłosów do komputerowych RPG. Odpowiednie wrażenie robią tu tylko krzyki bruksy w „Ziarnie prawdy”. Montaż scen walk stoi więc przez długi czas na niższym poziomie niż reżyseria dialogów. Poprawia się wyraźnie dopiero w „Mieczu przeznaczenia”.
Poza scenami akcji przeszkadzała mi gdzieniegdzie nienaturalna punktowość efektów dźwiękowych. Chodzi o sytuacje, w których narrator najpierw opisuje odgłos tła (np. trzaskanie ognia w „Kwestii ceny”), dźwięk ów następnie pojawia się, lecz znika po zaledwie kilku sekundach. Rozumiem, że nie mógł towarzyszyć danej scenie od samego początku, bo wtedy jego opis byłby zbyteczny2), jednak pojawiwszy się winien pozostać na dłużej. Z drugiej strony wiele efektów zostało odpowiednio rozciągniętych w czasie, między innymi słynny stukot siekier w „Krańcu świata” – przytoczony ongiś przez Agnieszkę Szady jako przykład opisu otoczenia doskonałego w swej zwięzłości – oraz szum deszczu i złowrogie pulsowanie portalu teleportacyjnego w „Ostatnim życzeniu”.
Na upartego można by stwierdzić, że udźwiękowienie poszczególnych opowiadań jest nierówne. Wolałbym, żeby wszystkie trzymały poziom pierwszej sceny „Okruchu lodu”, która w wersji fonicznej wypada zdecydowanie lepiej niż na papierze. Albo, jeszcze lepiej – poziom „Trochę poświęcenia”, któremu należy się Złoty Jaskier za opracowanie dźwiękowe. To opowiadanie raz za razem zachwyca: Sheenaz śpiewa jak przystało na syrenę, Geralt – jak na wiedźmina, podczas rozmowy z Zeltestem czuć tajemnicę i grozę, podczas rozmowy z Oczkiem na molo – leciutkie erotyczne napięcie, walka ze stworami w morzu w trakcie przypływu tętni napięciem, a odgłosy tła przyjęcia zaręczynowego doskonale budują atmosferę. Cymes!
W większości pozostałych opowiadań głównym audialnym grzeszkiem twórców okazują się drobne continuity errors. Niekiedy Gosztyła oznajmia, iż komuś z palców strzeliły iskry, ale my słyszymy elektryczne bzyknięcie („Granica możliwości”). Choć driady poruszają się podług narratora bezszelestnie, słychać wyraźnie ich miękkie kroki na leśnym poszyciu („Miecz przeznaczenia”). Poza tym opisy wypowiedzi wielokrotnie nie pasują do sposobu ich wypowiadania przez aktorów. Jaskier w „Wiecznym ogniu” bynajmniej nie „wrzeszczy”, tylko głośno woła. Renfri nie „szepcze”, rycerzyk z „Głosu rozsądku” nie mówi „falsetem”, Jeż nie wypowiada swej kwestii „spokojnie”. Osoba odpowiedzialna za przerabianie prozy Sapkowskiego na skrypty zapomniała chyba o niezbędnych didaskaliach. Czyżby nie znała porzekadła o dwóch końcach miecza przeznaczenia…?
Reżyser wziął sobie za to zbyt mocno do serca inne powiedzenie. Owszem, radio nie lubi ciszy – ale cisza umiejętnie dawkowana bywa dobitnym środkiem wyrazu. W opowiadaniach Sapkowskiego nierzadko ktoś „milczy” albo „nie odpowiada”. Są to zazwyczaj ważkie momenty, bo pisarz nie każe swym bohaterom milczeć bez powodu. Jakże brakuje wtedy w słuchowiskach krótkich pauz, które ów brak odpowiedzi by podkreśliły3). A przecież cisza wcale nie musiałaby być absolutna.
Muzykę do słuchowisk skomponował Adam Skorupa odpowiedzialny także za muzykę do wiedźmińskich gier komputerowych. Artysta spisał się należycie. Nieśmiały, delikatny motyw przewodni wpada w ucho. Kompozycje w perfekcyjny sposób uzupełniają zakończenia „Wiedźmina” i „Kwestii ceny”, stanowią genialną ilustrację dla spotkania z Żywią w „Krańcu świata” oraz sceny miłosnej w „Ostatnim życzeniu”. Nie zdarza się prawie, by muzyka nie pasowała; tylko przy pierwszym spotkaniu z Diabłem w „Krańcu świata” jest za poważna.4)
Mogłoby jednak jej być więcej. Napiętej muzyki brakuje przede wszystkim przy anagnoryzmach5) w „Ziarnie prawdy” i „Mniejszym złu”. W „Okruchu lodu” przydałoby się z kolei więcej kompozycji smutnych. W „Czymś więcej” zabrakło alarmującego utworu ilustrującego nerwową rozmowę Geralta z Jaskrem w trakcie odwrotu wojsk. W ramach rekompensaty dostaliśmy natomiast porządną muzykę diegetyczną w wykonaniu Adama Bierzniewskiego (lutnia Jaskra) oraz Toma Ujmy (dudy w „Kwestii ceny”).
Ziarno prawdy
Milcząco założyłem, że znacie przygody wiedźmina na wylot i ciekawiście wyłącznie walorów fonicznych. By uniknąć posądzeń o recenzencką anachroniczność, ni słowem nie skomentowałem opowiadań jako takich. Ale wstyd byłoby z tej okazji nie skorzystać, tym bardziej, że lada miesiąc będziemy obchodzić trzydziestą (sic!) rocznicę premiery debiutanckiego utworu o wiedźminie.
Słuchowiska Fonopolis potwierdzają przede wszystkim, że Sapkowski posiada absolutny… słuch, umiejętność wystukiwania tempa zwartymi dialogami oraz potoczystymi opisami. John Steinbeck doradzał początkującym pisarzom, by czytali swoje dialogi na głos i przepisywali je, dopóki nie zabrzmią jak słowo mówione; Elmore Leonard uważał, że dobra proza w ogóle nie powinna przypominać zbyt mocno słowa pisanego, lecz zawierać nieco kolokwialności. Sapkowski, świadomie lub nie, rzetelnie te lekcje odrobił. Jeśli jednak chodzi o szeroko pojętą kompozycję, pióro parę razy mu się ześlizgnęło. I tak jak odpowiednio ustawione światło wydobywa zalety obrazu jednocześnie zwracając naszą uwagę na pewne niedoróbki, tak słuchowiska dokonały małego przewrotu w moim osobistym rankingu wiedźmińskich przygód.
„Ostatnie życzenie” zapamiętałem na przykład jako jedno z najlepszych opowiadań w pierwszym ze zbiorów. Dopiero audiowersja unauszniła mi, że autor nie zdołał utrzymać go w ryzach. Sapkowski w scenie pierwszego spotkania Geralta z Yennefer źle olicował dialogi narracją – bo jak inaczej tłumaczyć, że właśnie tam, nigdzie indziej, głos Gosztyły staje się nagle natrętny? – a w drugiej połowie poszarpał akcję gwałtownymi przeskokami. W „Mniejszym złu” nużą rozwlekła opowieść Stregobora (pomimo aktorskiego głosu Wojciecha Pszoniaka) oraz filozofowanie Renfri o naturze zła. Tym sposobem odkrywamy, że nawet twórcy wiedźmina zdarzało się popełnić infodumpy.
Słuchowiska w pewnej mierze kompromitują pretendenta do miana opus magnum Sapkowskiego, czyli „Granicę możliwości”, prześmiewczo-heroiczne opowiadanie o wyprawie na smoka, zapełnione barwnymi postaciami i spinające ekologiczny retelling z historią burzliwej miłości. Co wyszło na papierze, nie wypaliło za bardzo w empetrójce. „Granica możliwości” jest przydługawa, wątki rozjeżdżają się, a wszyscy bohaterowie, ze złotym smokiem włącznie, chociaż jemu akurat wypada, niemiłosiernie chrypią.
Demaskacja „Granicy możliwości” okazuje się ceną, jaką trzeba zapłacić za ujawnienie autentycznego opus magnum. Zaskakujące, że laur ten przypadnie opowiadaniu niepozornemu, znajdującemu się na samym krańcu świata; jedynemu prawdziwemu wiedźmińskiemu stand-alone, którego poza postacią Geralta nic z resztą sagi nie łączy. Mowa o „Ziarnie prawdy”, które w wersji fonicznej olśniło mnie swą perfekcyjną konstrukcją, błysnęło koniunkcją literackich sfer.
Na poziomie podstawowym mamy oczywiście do czynienia z trawestacją baśni o Pięknej i Bestii okraszoną subtelnymi wzmiankami o ostrym seksie. Ale dopiero teraz dosłyszałem, że za kulisami Sapkowski wymieszał w idealnych proporcjach horror z kryminałem. Geralt prowadzi wszak małe śledztwo w sprawie odnalezionych w lesie trupów i trafiwszy do dziwnego domostwa podejrzewa o zbrodnię Nivellena. Zaskakujące rozwiązanie zagadki pojawia się nagle i prowadzi prosto do iście przeszywającego finału. A słowa o prawdziwej miłości niezmiernie rzadko brzmią równie gorzko jak w ostatnim wersie „Ziarna prawdy”…
Kilka innych opowiadań również nabiera znienacka basu. „Trochę poświęcenia”, pomimo sentymentalizmu i pewnych uproszczeń w psychologicznym portrecie Oczka, jawi się śliczniej niż w oryginale, czemu wydatnie pomaga chwalone wcześniej udźwiękowienie. W „Mieczu przeznaczenia” swą intensywnością zaskakuje niewinna, wydawałoby się, scena, w której Geralt opowiada Ciri na dobranoc „bajkę”. Wybitne są sekwencje składające się na mozaikową konstrukcję „Czegoś więcej”: retrospekcje z Yennefer i Calanthe, ostatnia rozmowa z Visenną, wizja na Wzgórzu Czarodziejów. Słuchacza atakują falami, niczym nilfgaardzka kawaleria, wielkie emocje.6)
W kodeksie recenzenckim jak byk stoi, że gdy recenzja osiągnie długość 20 000 znaków, jej autor będzie miał prawo do dwóch życzeń. Swoje pierwsze skieruję do producentów. W ciągu minionych lat wydaliście słuchowiska na podstawie „Krwi elfów”, „Czasu pogardy” i „Sezonu burz”, obecnie pracujecie nad „Chrztem ognia”. Drodzy Fonopolitanie, gdy za kilka lat skończycie całą sagę, weźcie, proszę, na warsztat „Inne pieśni” Jacka Dukaja. Niech forma głosu pana Berbelka powoli rośnie, niech wyprawa do Afryki będzie udźwiękowiona jeszcze lepiej niż „Trochę poświęcenia”, niech walnym bitwom na ziemi i w kosmosie towarzyszy monumentalna muzyka. Gdzie film nie może, tam radio poślijmy.
Rozmowa z Jaskrem
A ostatnie życzenie kieruję do osób, które przeczytawszy mą recenzję nabrały na wiedźmińskie słuchowiska chętki. Nawet jeżeli zdarza wam się skorzystać z „życzliwości internetu”, proszę, byście w tym konkretnym przypadku powstrzymali się od pójścia na finansowe skróty i nabyli wersje audio drogą oficjalną poprzez witrynę producenta. Są warte swojej ceny, ba, w przeliczeniu na godzinę rozrywki okazują się bardzo tanie. Słuchowiska gruntownie odświeżają niemłode wszak zbiory opowiadań, pozwalają przeżyć przygody Geralta na nowo, posłuchać ich tak, jak kiedyś się je czytało – z wypiekami na twarzy. Sądzę też, że warto tę wyjątkową inicjatywę po prostu wesprzeć portfelem.
Oczywiście, jest i czwarty powód: nie kuśmy losu. Wiedźmin nie miał nigdy na pieńku z piratami ze Skellige. Niech tak lepiej pozostanie.
koniec
9 czerwca 2016
1) Sam Sapkowski, „męczony kiedyś przez fanów”, zasugerował podobieństwo Yennefer do Madeleine Stowe. Zważywszy na fiołkowe oczy czarodziejki, o których pisarz kilka razy napomyka, wybranka Geralta mogła także przypominać długowłosą Elizabeth Taylor.
2) Argument dałoby się, rzecz jasna, postawić na głowie. Skoro narrator czyta opis, to pojawienie się danego odgłosu w tle prowadzić będzie tak czy owak do fonicznego pleonazmu, obojętnie kiedy i na jak długo tenże odgłos się pojawi. Kluczowe dźwięki mogłyby więc w zasadzie ilustrować scenę od samego początku celem konsekwentnego budowania jej atmosfery. W momencie, w których prześlizguje się po nich narracja, realizator po prostu na parę sekund by je podgłaśniał.
3) Brak pauzy daje się również odczuć, gdy Geralt i Jaskier włażą w konopie w „Krańcu świata”.
4) Czy przypis w Esensyjnej recenzji to dobre miejsce na zaproponowanie nowego wariantu parapirackiego mashupu? Wątpliwe. Ujmimy to więc tak: całe szczęście, że jak dotąd żaden złodziej własności intelektualnej nie wpadł na haniebny pomysł, by w fachowy, przemyślany sposób domontować znane utwory z filmowych soundtracków do jakiegoś audiobooka.
5) Kolokwialnie mówiąc: gdy Geralt orientuje się, o co biega.
6) Inna sprawa, że takie nagromadzenie kluczowych scen w jednym opowiadaniu odrobinę przeszkadza. Pisarz powinien raczej, na modłę „Głosu rozsądku” w „Ostatnim życzeniu”, rozrzucić je po całym zbiorze, to znaczy przepleść pozostałe opowiadania sekwencjami z „Czegoś więcej” . Wtedy też finałowe spotkanie Geralta z Ciri przerodziłoby się w zgrabny kontrapunkt dla odejścia wiedźmina w „Mieczu przeznaczenia”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Miasto zawieszone w powietrzu
Beatrycze Nowicka

20 IX 2019

Atutem „Jedynego”, najnowszej powieści Pawła Majki, jest przyjemny koncept wyjściowy, choć przydałoby się, żeby autor włożył więcej wysiłku w przedstawianie czytelnikowi uniwersum i bohaterów.

więcej »

PRL w kryminale: Naziści w dzielnicy czerwonych latarni
Sebastian Chosiński

19 IX 2019

Jeśli ktoś taki, jak Andrzej Kobar, istniał naprawdę – okazał się twórcą tylko jednej mikropowieści. Wielce prawdopodobne więc, że jest to po prostu pseudonim jakiegoś uznanego autora, który postanowił sobie nieco dorobić, pisząc kryminał, a jednocześnie chcąc zachować anonimowość. „Zielony volkswagen” ukazał się pierwotnie w 1963 roku i nawiązywał do peerelowskiej propagandy, która nakazywała w niemal każdym Niemcu zza żelaznej kurtyny widzieć byłego nazistowskiego zbrodniarza.

więcej »

Sumienie
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2019

Bohaterem „Niewidzialnej ręki”, genialnie napisanego reportażu, jest Maciej Zimiński, twórca popularnego programu telewizyjnego sprzed lat o tym tytule. Ale to przede wszystkim książka również o nas, o polskim społeczeństwie.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Sceny z życia wiedźmina
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Ile mistrza w rzemieślniku?
— Jędrzej Burszta

Lux cykl
— Marcin Łuczyński

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
— Tomasz Iwanicki

Szkieletów w szafie brak
— Artur Chruściel

Nobody’s perfect, niestety
— Tomasz Iwanicki

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Ziemia obiecana
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Medjugorje
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Kres górny
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Hollywoodzkie emerytury
— Borys Jagielski

Wrzód na tkance
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.