Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Arena szczurów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArena szczurów
Data wydania14 września 2015
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-3872-5
Format320s. oprawa twarda
Cena42,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 39,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
[Marek Krajewski „Arena szczurów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Marek Krajewski poszedł wreszcie po rozum do głowy. Zrezygnował z tego, co w ostatnich latach w jego pisarstwie było najbardziej irytujące i stworzył powieść, którą wreszcie da się z przyjemnością przeczytać. Nie, nie jest ona jeszcze wprawdzie tak dobra, jak początkowe książki z cyklu o Eberhardzie Mocku, ale w porównaniu z poprzedniczkami znamionuje zdecydowaną zwyżkę formy. Dodatkowo usatysfakcjonowani mogą poczuć się mieszkańcy nadmorskiego Darłowa, gdzie rozgrywa się akcja „Areny szczurów”.

Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
[Marek Krajewski „Arena szczurów” - recenzja]

Marek Krajewski poszedł wreszcie po rozum do głowy. Zrezygnował z tego, co w ostatnich latach w jego pisarstwie było najbardziej irytujące i stworzył powieść, którą wreszcie da się z przyjemnością przeczytać. Nie, nie jest ona jeszcze wprawdzie tak dobra, jak początkowe książki z cyklu o Eberhardzie Mocku, ale w porównaniu z poprzedniczkami znamionuje zdecydowaną zwyżkę formy. Dodatkowo usatysfakcjonowani mogą poczuć się mieszkańcy nadmorskiego Darłowa, gdzie rozgrywa się akcja „Areny szczurów”.

Marek Krajewski
‹Arena szczurów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArena szczurów
Data wydania14 września 2015
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-3872-5
Format320s. oprawa twarda
Cena42,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 39,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Eberhard Mock – pierwszy z bohaterów wykreowanych przez wrocławskiego twórcę powieści kryminalnych Marka Krajewskiego – prawdopodobnie (choć niczego nie można przesądzać w stu procentach) przeszedł już na dobre do historii. Od 2009 roku, czyli od momentu wydania „Głowy Minotaura”, stopniowo jego miejsce zaczął zajmować polski policjant Edward Popielski, a miejscem akcji – zamiast Breslau – stał się należący do II Rzeczypospolitej Lwów. Gdy fabuła kolejnych książek cyklu przeniesiona została w czasy powojenne, Krajewski wrócił do Wrocławia; tam umieścił intrygę – jeszcze tylko częściowo – „Rzek Hadesu” (2012), a następnie – już w całości – „W otchłani mroku” (2013) oraz „Władcy liczb” (2014). Tak się jednak złożyło, że dwie ostatnie na tle wszystkich wcześniejszych książek wrocławianina prezentowały się wyjątkowo słabo. Można było odnieść wrażenie, że autorowi zwyczajnie wyczerpała się formuła. Nieustanne nawiązania do łaciny, coraz bardziej absurdalne spiski, na trop których wpadał Popielski – wszystko to było prostą drogą do katastrofy.
Krajewski coraz bardziej dołował, aż we „Władcy liczb” zaliczył zderzenie z ziemią. Miało to jednak także swój plus. Decydując się na kontynuowanie serii, mógł być pewien, że nic gorszego już nie napisze (chyba że naprawdę bardzo by się postarał). I rzeczywiście! Wydana rok później „Arena szczurów”, chociaż do arcydzieł się nie zalicza, prezentuje się co najmniej o klasę lepiej. Wpłynęło na to kilka elementów, o których będzie jeszcze mowa, ale przede wszystkim – kolejna zmiana dekoracji. Tym razem po Wrocławiu (przed i po wojnie) oraz Lwowie przyszła kolej na, jak można sądzić, jednorazowy skok nad Bałtyk – do Darłowa. Chronologicznie autor cofnął się o osiem lat, akcję swej najnowszej powieści umieścił bowiem w 1948 roku, dwa lata po wydarzeniach opisanych we „W otchłani mroku”. Popielski, który w stolicy Dolnego Śląska naraził się nie tylko czerwonoarmistom, ale również ubekom, zmuszony został do ucieczki. Los rzucił go na Pomorze, w inny region tak zwanych Ziem Odzyskanych, gdzie polska administracja zainstalowana została dopiero przed trzema laty i gdzie praktycznie wszyscy obecni mieszkańcy byli przybyszami z innych regionów kraju, nierzadko zza Buga czy Niemna. W takim miejscu zdecydowanie łatwiej ukryć się przed prześladowcami.
Korzystając z koneksji kościelnych, Popielski pod zmienionym nazwiskiem – jako Antoni Hrebecki – znajduje pracę w miejscowej szkole średniej jako nauczyciel łaciny i matematyki. Czasy są ponure, ale on ma to szczęście, że uczy przedmiotów, które nie są bezpośrednio narażone na interwencje polityczne. Może więc bez większych obaw zajmować się dziedzinami, które pasjonują go od lat. Jedynym utrapieniem są niesforni i nie za bardzo chcący się uczyć uczniowie, choć trafiają się wśród nich także perełki, jak szesnastoletnia Małgosia. Dziewczyna, której los nie oszczędzał, mimo młodego wieku, ma już narzeczonego – traf sprawia, że to były powstaniec warszawski, chorąży Jerzy Kurowski, żołnierz działającego w okolicach Darłowa oddziału „leśnych” (czy raczej: „żołnierzy wyklętych”). A i ona sama angażuje się w działalność antykomunistyczną, co sprawia, że Popielski czuje do niej jeszcze większą sympatię. I oto na samym początku wakacji dane mu jest uratować Małgosię przed zgwałceniem przez trzech wyrostków z sąsiedniego miasteczka. Nie udaje mu się za to ocalić innej dziewczyny.
Kilka dni później po zdarzeniu na wydmach z Martwej Rzeki wyłowione zostaje ciało darłowskiej prostytutki. Badający ciało lekarz Rafał Gordon (Żyd ocalały z Holokaustu) stwierdza, że dwudziestoletnia Irena Wnukiewicz została nie tylko zabita i zgwałcona (prawdopodobnie już po śmierci), lecz na dodatek w wyniku pogryzienia zakażona paciorkowcem wywołującym sepsę. To od razu przywodzi mu na myśl zdarzenie, z jakim miał do czynienia jeszcze przed wojną, gdy praktykował w Wilnie. Kiedy jego podejrzenia potwierdzają się, prosi o rozmowę z Hrebeckim, a w zasadzie z… Popielskim, ponieważ przez przypadek poznaje prawdziwe nazwisko i pierwotny zawód nauczyciela. Ostrzega go przed mogącymi powtórzyć się brutalnymi mordami na młodych kobietach i prosi o interwencję. Zdaniem Gordona, nikt inny nie jest w stanie dopaść zwyrodnialca, który – tego jest już pewien w stu procentach – nosi na sobie mundur żołnierza Armii Radzieckiej. Popielski, choć niechętnie, zgadza się podjąć nieoficjalne (innego przecież nie może) dochodzenie. Musi postępować jednak bardzo ostrożnie, aby nie nadepnąć na piętę ani miejscowemu szefowi Urzędu Bezpieczeństwa, niejakiemu Arturowi Krzyżagórskiemu, ani dowódcy lokalnego oddziału krasnoarmiejców, majorowi Czubarowowi. Co oczywiście, znając szczęście „Łyssego” (tak o nim mówiono przed wojną we Lwowie) się nie udaje.
I chociaż „Arena szczurów” nie jest pozbawiona wszystkich irytujących przypadłości typowych ostatnimi laty dla prozy Krajewskiego, wreszcie mamy w niej do czynienia z klasyczną intrygą kryminalną (przynajmniej do połowy). W największym skrócie: Popielski prowadzi śledztwo, wpada w tarapaty, stara się z nich wykaraskać, ryzykuje życiem, zostaje zdradzony i walą mu się na głowę jeszcze większe kłopoty. Żadnych szeroko zakrojonych spisków, magicznych liczb, palimpsestów (mimo że pod koniec mamy jednak do czynienia z tajemnicą ukrytą w pewnym traktacie łacińskim), zamiast nich – brutalny oprawca, paskudni komuniści (obcy i swoi), zdrajcy i kolaboranci. Jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że Krajewski ogranicza do minimum swe słowne akrobacje, „Arena szczurów” jawi nam się jako niemal klasyczny kryminał z bonusem w postaci wątku patriotyczno-politycznego. Co najwyżej tutaj można się zastanawiać, czy wyobraźnia pisarza nie popłynęła zbyt daleko z obecną falą. Raz, że parokrotnie podkreślona jest w powieści obecność „żołnierzy wyklętych” (choć nazwa ta oczywiście nie pada); dwa, że w plecaku Małgosi, ratując ją przed pohańbieniem, Popielski znajduje ulotki wzywające do zemsty za śmierć Witolda Pileckiego.
W takiej sytuacji rodzi się jednak jak najbardziej uzasadniona wątpliwość: Czy w ostatnich dniach czerwca 1948 roku – niemal dokładnie w miesiąc po wykonaniu wyroku na rotmistrzu – w dalekim od Warszawy Darłowie naprawdę ktoś zdawał sobie z tego sprawę? Wiedziano, kim był Pilecki i jakie miał zasługi dla kraju? Chciano go mścić? Zgrzyta jeszcze jedna scena. Szukając śladów maniakalnego zabójcy, Popielski przepytuje jednego ze swoich uczniów; rozmowa schodzi na sposoby nielegalnego połowu ryb. Chłopak opisując kłusownictwo na tak zwaną „bombę”, używa określenia: „wybuch jak mała bomba atomowa”. Skąd takie porównanie u będącego raczej kiepskim uczniem wyrostka? Do dnia, w którym rozpoczyna się akcja „Areny szczurów”, jedynym krajem, który używał broni jądrowej, były Stany Zjednoczone. Pomijając Hiroszimę i Nagasaki, do próbnych wybuchów doszło w tym czasie sześciokrotnie (na pustyni w Nowym Meksyku oraz w atolach Bikini i Eniwetok). Gazety radzieckie i polskie raczej się o tym nie rozpisywały, a już na pewno nie wchodziły w zawiłości techniczne, pozwalające nastolatkowi określić, jakie skutki niesie ze sobą „mała”, a jakie „duża” bomba atomowa.
Umieszczając akcję swoich powieści we Wrocławiu czy Lwowie, Marek Krajewski zawsze przywiązywał ogromną rolę do jak najdokładniejszego oddania topografii miasta. Nie inaczej rzecz się ma w przypadku Darłowa. Czytelnicy są więc częstowani dokładnymi opisami miejsc, nazw ulic, charakterystyki zabudowań. Tych szczegółów jest zdecydowanie zbyt dużo; nie służą one podniesieniu atrakcyjności fabuły, choć bez dwóch zdań mogą być ogromną frajdą dla mieszkańców tego nadmorskiego kurortu i odwiedzających go nie tylko w okresie letnim turystów. To lekkie skrzywienie, kojarzące się trochę ze Zbigniewem Nienackim i jego cyklem o panu Samochodziku, można zatem wrocławianinowi wybaczyć. I tak przecież zrobił sporo, by odzyskać zaufanie czytelników.
koniec
20 lipca 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Podróż na wschód: Przez bezdroża Tybetu z chińskim malarzem i nudną narracją
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 II 2020

Książka japońskiej pisarki ma tytuł „Tao”, ale obliczony jest on chyba tylko na przyciągnięcie specyficznej grupy czytelników, bo o taoizmie nie ma tam żadnych wzmianek. Aya Goda opisała swoje przeżycia z pobytu w Chinach w burzliwym roku 1989, kiedy to zakochana w młodym, buntowniczym malarzu wędrowała z nim od Szanghaju do Lhasy i z Tybetu na tropikalną wyspę Hajnan.

więcej »

O komiksach z miłością i znawstwem
Marcin Mroziuk

24 II 2020

Nie ulega wątpliwości, że „Moje komiksy. Vol. 1. Od Tajfuna do Supermana” to książka mogąca zainteresować tych fanów historii obrazkowych, którzy chcieliby poczytać nieco poważniejsze rozważania na temat komiksów niż dominujące w internecie krótkie recenzje niedawno wydanych albumów. I czytelnicy nie zawiodą się tą lekturą, gdyż Paweł Ciołkiewicz nie tylko jest wielbicielem tego medium, ale też posiada o nim sporą wiedzę i umie ją przekazać w ciekawy sposób.

więcej »

Nie grać Bustera Keatona
Joanna Kapica-Curzytek

23 II 2020

„Mistrz offu” to zbiór wspomnień Jacka Fedorowicza związanych z jego filmową karierą. Nazwisko autora zapowiada i gwarantuje, że będzie zabawnie i inteligentnie.

więcej »

Polecamy

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!

Na rubieżach rzeczywistości:

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

Mrok to jednak nie Mock
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Pedofil zawsze wraca na miejsce zbrodni
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Sierpień 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.