Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Clive Barker
‹Galilee›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGalilee
Tytuł oryginalnyGalilee
Data wydania22 października 2003
Autor
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-378-X
Format695s. 135×205mm
Cena39,—
Gatunekfantastyka, groza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Barkera opowieść niesamowita
[Clive Barker „Galilee” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Galilee” Clive’a Barkera nie jest horrorem, choć się o horror ociera. Jest romansem, fantasy, sagą rodziną i nade wszystko opowieścią niesamowitą. Bogata, trochę gotycka, trochę współczesna, czasem mądra, czasem obsesyjna – „Galilee” jest Barkera dziełem najdojrzalszym. Tak naprawdę, to historia o historii, nieskończona jak wstęga Möbiusa, gdzie początek jest końcem, a koniec początkiem. Dlatego właśnie opowieść niesamowita…

Qualis

Barkera opowieść niesamowita
[Clive Barker „Galilee” - recenzja]

„Galilee” Clive’a Barkera nie jest horrorem, choć się o horror ociera. Jest romansem, fantasy, sagą rodziną i nade wszystko opowieścią niesamowitą. Bogata, trochę gotycka, trochę współczesna, czasem mądra, czasem obsesyjna – „Galilee” jest Barkera dziełem najdojrzalszym. Tak naprawdę, to historia o historii, nieskończona jak wstęga Möbiusa, gdzie początek jest końcem, a koniec początkiem. Dlatego właśnie opowieść niesamowita…

Clive Barker
‹Galilee›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGalilee
Tytuł oryginalnyGalilee
Data wydania22 października 2003
Autor
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-378-X
Format695s. 135×205mm
Cena39,—
Gatunekfantastyka, groza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Galilee” jest książką z 1998 roku, więc należy jeszcze do umownej kategorii „starego” Barkera. W Polsce wydano ją dopiero w 2003 roku. „Galilee” jest jednym z tych dzieł, dzięki którym autor ugruntował swoją pozycję. Nie jako pisarz horroru, bo książka nie jest stricte horrorem, lecz jako twórca dobrych opowieści po prostu. Recenzent z „Washington Post”, przytoczony na okładce, przywołuje prozę Faulknera, co jest pewną przesadą, mimo że „Galilee” zachwyca powolnym rytmem słów, czaruje opowieścią o sadze rodzinnej pełnej czynów chwalebnych, zdradliwych i nikczemnych. To historia rodziny zamieszanej w krwawą wojnę, namiętności i szaleństwa; historia miłości – zdolnej zabijać lub przywracać życie. I jak najbardziej czuje się w niej powolny, drgający w gorącym powietrzu lata, rytm słów Faulknerowskich…
„Galilee” jest historią o historii. Narrator nie kreśli granicy pomiędzy sobą a swoją opowieścią. Autor sam siebie tworzy i opisuje; równocześnie też powstaje cały literacki świat. Banalne fakty nie istnieją. Rzeczywistość jest opowieścią, a opowieść powstaje z przyszłości tworzonej przez Maddoxa-narratora. Jako jeden z synów Nikodemusa Barbarossy – nieobliczalnej, na poły boskiej (a może całkiem boskiej) istoty – zamieszkującej stary, rodzinny dom – sam posiada niezwykłe moce. Jest długowieczny. Jest na wpół-człowiekiem. Mieszka z piękną macochą Cesarią, dwiema siostrami, szalonym bratem oraz istotami bliżej nieokreślonymi i grupką jeżozwierzy. Jednak osią powieści staje się powoli Galilee – pierworodny syn, na którym ciążą niewybaczalne zbrodnie. Taki jest mniej więcej szkielet, jednak suche przedstawienie kilku faktów nie może oddać uroku książki.
W „Galilee” Barker zaskakuje budową opowieści. Wydarzenia niezwykłe wtopione są w codzienność, po prostu zdarzają się, by po chwili przejść w cień zapomnienia. Rytm słów jest bardzo spokojny, co wspaniale kontrastuje z punktowymi wybuchami nierzeczywistości. Rodzeństwo zamieszkujące dom Barbarossy czuje tuż obok siebie trzy drzemiące potęgi, których natury do końca nie rozumie. Dla nas ich świat jest niezwykły, dla nich niezwykłe jest to, czego nie rozumieją – nieprzeniknieni rodzice oraz tajemniczy, zaginiony brat. W to wszystko Barker wplata prozę zwykłego świata, fragmenty życia bogatej rodziny Gearych. W ten sposób stawia obok siebie prawdziwych bogów – milczących, skupionych lub rozszalałych – i ludzi bogatych, u szczytu władzy, myślących, że są bogami. Tak powstaje kontrast, pomiędzy ludzką fantazją o posiadaniu mocy i niszczycielską siłą prawdziwej mocy, która, jak się okazuje, nie zależy od natury istoty, lecz siły jej woli, miłości, pożądania lub zrozumienia…
„Galilee” nie jest horrorem. Brak tutaj krwi, wnętrzności, stereotypowych elementów splatterowego folku. Barker, podobnie jak King, jest pisarzem, którego stać na wyczarowanie niezwykłości bez konieczności używania ketchupowego stereotypu. Dlatego do „Galilee” właściwie bardziej pasuje staroświeckie nieco określenie – powieść niesamowita. Ludzkie dzieje przeplatają się z historią istot pradawnych. Wprawdzie nawet ludzie nie są tu zwykłymi obywatelami, lecz rodem bogatym i władczym, któremu reszta świata chętnie i pochlebczo przypisuje inne cechy niż zwykłym istotom. Wedle starych opowieści, nikogo dawniej nie dziwił bogacz pojawiający się na mszy w zasikanych kalesonach, zawsze krążyły legendy o degradacji, szaleństwach i mrocznych tajemnicach możnych. Jak to King kiedyś ładnie zauważył, ten kto ma miliardy dolarów, jest innym rodzajem istnienia. W „Galilee” wszakże ród bogaczy jest tworem pośrednim, z jednej strony związany mrocznymi więzami z rodem Barbarossów, z drugiej kruchy i zależny od zmienności Fortuny. Jeżeli ród Gearych zatriumfuje, będzie to tylko zwycięstwo ludzkie nad ludźmi, za cenę zerwania dawnych więzów z Barbarossami. Ogólnie powieść mówi o cenie sukcesu i władzy, sile dawnych przysiąg i nienawiści, nierozerwalnie związanej z miłością. Planem głębszym są losy, myśli, emocje ludzi uczestniczących w zdarzeniach. Tylko ludzi i aż ludzi, ponieważ boskość nie dotyczy życia wewnętrznego czy osobowości. Boskość bohaterów „Galilee” zawiera się pomiędzy długowiecznością, obsesją seksualną a wywoływaniem burzy z piorunami. Tak naprawdę, jest ona tak samo bezbronna jak człowieczeństwo.
Dlatego miłość, która się nagle pojawi, będzie w stanie znieść dawne układy i postawić znak równości pomiędzy bogiem a człowiekiem. W tym miejscu opowieści, ludzie zarysowani są mocnymi, dokładnymi pociągnięciami pióra, zaś bogowie, pół-bogowie szerokimi, jasnymi, prawie ulotnymi pociągnięciami pędzla. To tak jakby to nie bogowie – istoty starsze i potężniejsze – opowiadali o ludziach, lecz ludzie śnili, tworzyli, opowiadali o bogach. Bogowie pełni są niewiary czy może inaczej – pełni ironii wobec własnej rzeczywistości, zaś ludzie powoli przekonują się, że ich najbardziej wydumane, najlepsze lub najgorsze fantazje okazują się bezlitosną rzeczywistością.
„Galilee” przeskakuje często od wątku do wątku. Fabuła urywa się, sięga spraw ludzkich, potem niezwykłych i pradawnych opowieści o bogach, by zaraz znów zawrócić. Tak jak nie ma wyraźnej granicy pomiędzy umownym faktem, a umowną fikcją, tak samo płynna jest granica pomiędzy istotami ludzkimi i nie-ludzkimi. Horror, być może, wymaga wyraźnych granic pomiędzy niewytłumaczalnym a racjonalnym. Powieść niesamowita odwrotnie – zostawia czytelnika na rozdrożu, każąc mu albo totalnie zwątpić, albo wpaść po uszy w wykreowany świat. Dodatkowo charakteryzuje się rozmachem i barokowymi wizjami. Przykładowo, wizja narodzin czy może powstania Cesarii, której doświadcza Maddox. Cesaria jest boginią, a jednocześnie symbolem płodności i seksualności, dopełniając tym samym Nicodemusa – władcę zakochanego w fallusie i seksie. Barker uwielbia łączyć miód i piołun słów, przeplatając delikatnie wizje dosłownością, w czym jest zresztą doskonały. Równocześnie mamy ów powolny, szeroki, spokojny rytm reszty opowieści. Są tu fragmenty z dawnego Dalekiego Wschodu, jest wojna secesyjna, ale też i opisy codziennego życia w małym, ubogim miasteczku. Niezwykłość i Zwykłość. A może niezwykła zwykłość?
Każda postać ludzka jest dojrzała, bogata, rzeczywista, soczysta. Każda ma swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zatopioną w wątpliwościach czy niepewnościach. Obsesje seksualne spotykają się z bólem samotności, dzieciństwo ze starością, młodość ze śmiercią. W „Galilee” Barker tworzy doskonałe portrety psychologiczne. Czasem głębokie, czasem tylko fascynujące, czasem bardzo życiowe, a czasem metaforyczne, ulotne, nierzeczywiste. Taki jest właśnie tytułowy bohater. Poznajemy go w zasadzie przez tych, którzy się z nim zetknęli – choćby tylko przelotnie – lub, na których wywarł jakiś wpływ. Tak naprawdę pełny obraz Galilee może stworzyć sobie dopiero czytelnik: z różnych relacji, wniosków i spostrzeżeń. Dzieje się tak, ponieważ opowieść jest historią w historii, historii – wprawdzie tworzy ją Maddox-narrator, ale zawsze zostawia czytelnikom ostatnie słowo. Kropkę. Lub, jeżeli chcemy, znak zapytania. Albo i wielokropek…
Barker w „Galilee” bawi się z czytelnikiem. Maddox–narrator uwielbia podkreślać fikcję tego, o czym pisze. Raz podsyca naszą niewiarę, a raz traktuje nas zupełnie poważnie. Dosłowność i paradoks. „Galilee” bardzo daleko jest do prostoty „Cabala” czy opowiadań z „Księgi Krwi”. Książka wymaga dystansu – nie tylko od wydarzeń z opowieści – ale, przede wszystkim, od tego, w jaki sposób traktujemy czytany tekst. Czy dajemy się uwodzić? Czy opieramy się kokieteryjnie, próbując racjonalizować? Oba podejścia nie sprawdzają się w przypadku „Galilee”. Zauroczenie bywa złośliwie burzone, a racjonalność zwodniczo usypiana. Ponownie przypomnę dwa słowa – Opowieść Niesamowita…
„Galilee” jest jedną z lepszych książek Clive’a Barkera. Być może nawet najlepszą, w sensie: najdojrzalszą. Posiada aksamitny rytm wielkich, niespiesznych powieści, ironię, dystans, fantazję, bogatą, iskrzącą się treść.
Zaludniona jest prawdziwymi ludźmi z ich obsesjami, pragnieniami, czasem nudą a czasem boskością. Cechuje ją ów barkowy, szokujący czasem smak estetyki charakterystycznej dla Barkera, łączącej poezję nieprawdopodobnego opisu z brutalną dosłownością tak dobrze, że nie sposób tego rozgraniczyć.
„Galilee” jest i romansem, i powieścią drogi, i powieścią wojenną, i fantastyką, i metafizyką, i powieścią religijną, i – najmniej – horrorem. Ale przede wszystkim jest opowieścią niesamowitą. Faulkner… Nawet bez wspominania go na okładce, sam przychodzi na myśl.
„Galilee” została wydana bardzo porządnie. Choć gruba i klejona, nie rozlatuje się po pierwszym czytaniu. Na okładce napisano: „Nowe oblicze grozy”. Nic bardziej mylącego. Książka nie jest horrorem… Wychodzi tu szufladkowanie pisarzy: jak Barker czy King, to horror… A „Galilee” to po prostu: „Nowe oblicze Opowieści Niesamowitej”.
koniec
11 czerwca 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
Sebastian Chosiński

27 I 2022

To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

więcej »

Dwadzieścia jeden ról
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2022

Czy „Rewolucja niebieska. Powieść o Mikołaju Koperniku” jest rzeczywiście powieścią? Ten bez wątpienia pięknie napisany utwór sprawdziłby się o wiele lepiej jako esej biograficzny lub historyczny.

więcej »

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ewangelia według św. Clive’a
— Jacek Jaciubek

Faust w stylu gore
— Jędrzej Burszta

Diabeł tkwi w druku?
— Anna Kańtoch

Fotografie umierającego świata
— Cyryl Twardoch

Zagubiony orgazm
— Qualis

Krótko o książkach: Listopad 2004
— Tomasz Kujawski, Eryk Remiezowicz

Zaczarowany dywan
— Tomasz Kujawski

Bez skrępowanej wyobraźni
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.