Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
‹Miasteczko›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiasteczko
Data wydania15 kwietnia 2015
Autorzy
Wydawca Videograf
ISBN978-83-7835-388-1
Format320s. 135×208mm
Cena34,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 29,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Dusiołki i seksualne fikołki
[Robert Cichowlas, Łukasz Radecki „Miasteczko” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Miasteczko” Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego to coś w rodzaju niewielkiego stawu, który dopiero po zanurzeniu się w nim po pas okazuje się być odstojnikiem pobliskiej oczyszczalni ścieków.

Jarosław Loretz

Dusiołki i seksualne fikołki
[Robert Cichowlas, Łukasz Radecki „Miasteczko” - recenzja]

„Miasteczko” Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego to coś w rodzaju niewielkiego stawu, który dopiero po zanurzeniu się w nim po pas okazuje się być odstojnikiem pobliskiej oczyszczalni ścieków.

Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
‹Miasteczko›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiasteczko
Data wydania15 kwietnia 2015
Autorzy
Wydawca Videograf
ISBN978-83-7835-388-1
Format320s. 135×208mm
Cena34,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 29,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Niektórym pisarzom można tylko pozazdrościć lekkości pióra. Zarówno Robert Cichowlas, jak i Łukasz Radecki – nawet jeśli nie do końca wiadomo, który z nich za co konkretnie w „Miasteczku” odpowiadał – potrafią szybko i gładko pisać, dzięki czemu czytelnik ma szansę zapoznać się z zawartością prawie 400-stronicowej książki w interesująco krótkim czasie. Jednak to, że ma szansę, nie znaczy, że za wszelką cenę powinien z niej korzystać. Bo w książce jest kilka brzydkich pułapek.
Zręby fabuły są zupełnie niewinne. Autor popularnych romansideł, męczący się z twórczą blokadą, wyjeżdża z żoną na wakacje do położonych gdzieś na Mazurach Morwan, malutkiej miejscowości zagubionej wśród gęstych lasów. Na miejscu jest miło i przytulnie, choć i dziwnie, bo wiele wskazuje na to, że wydostanie się stamtąd może być już niemożliwe ze względu na działanie bliżej niesprecyzowanych nadprzyrodzonych sił, reprezentowanych przez trzy szczudłowate dziewoje w białych giezłach. Nim para zacznie dojrzewać do pomysłu ewakuowania się w bardziej cywilizowane rejony, w miasteczku pojawia się także detektyw szukający pewnej zaginionej kobiety. Intryga zostaje zadzierzgnięta, obiecując kryminał mieszany z grozą wyhodowaną na słowiańskich korzeniach, w dodatku – zgodnie z okładką – podsycony erotyką. Nic, tylko wgryzać się w ciacho. No i tu zaczynają się problemy.
Pierwszy gryz smakuje jak wata. Strasznie dużo tu pustych dialogów, rozmemłanych opisów i kompletnie pozbawionych znaczenia zdarzeń, uparcie rozwlekanych na kilka stron. A wszystko trącące odorkiem grafomanii. Bohaterowie jadą sobie samochodem i na przykład… wspominają wakacje w Barcelonie. „Największe wrażenie wywarła na nich La Sagrada Família, najatrakcyjniejszy secesyjny kościół w stolicy Katalonii, uważany za główne osiągnięcie wybitnego projektanta, Antoniego Gaudíego.” Natomiast gdy przejeżdżają przez Szymbark, małżonkowi „przypomniały (…) się ruiny czternastowiecznego zamku, który zwiedzał wiele lat temu. W momencie budowy zamek stanowił własność kapituły pomezańskiej, następnie służył jako rezydencja, a w 1946 roku został spalony przez Armię Czerwoną.” Całe szczęście, że przy wprowadzeniu do fabuły samochodu – bo to nie jakiś tam samochód, czy jakiś tam opel, a opel insignia – nie padł dopisek „samochód osobowy klasy średniej, na płycie podłogowej GM Epsilon II”.
Drugi gryz smakuje piaskiem. Bo w napisanej bardzo grzecznym, stonowanym językiem książce trafiają się wepchnięte zupełnie od czapy wulgaryzmy, drażniące nie tyle swoją obecnością, ile bezsensownym zastosowaniem. Jak na przykład w zdaniu: „Bateria [komórki] była niemal rozładowana, a informujący o tym czerwony prostokącik w górnym lewym rogu ekranu coraz wścieklej migotał, jakby chciał się zesrać.” Za to w sytuacjach stresowych, w panice, furii czy głębokiej rozpaczy – praktycznie nie sposób uświadczyć tradycyjnego polskiego przecinkowca.
Trzeci gryz natomiast… O, ten to smakuje zgniłym, napuchniętym od robali jabłuszkiem. A na imię mu perwersja. Nie byłoby problemu, gdyby to rzeczywiście była erotyka, zapowiadana tak na zajawce na odwrocie książki, jak i atakująca z okładki „Miasteczka”, na której pysznią się dziewoje w prześwitujących zawojach. W końcu każdy (chyba) chętnie by sobie poobcował z literacką golizną, miłosnymi pieszczotami czy mniej lub bardziej łóżkowym seksem, a choćby i zauważalną dawką wyuzdania. Autorzy jednak najwyraźniej uznali, że kobieca pierś czy pośladek to zadowolą chyba tylko napalonych przedszkolaków. Dla dojrzałego czytelnika odpowiednie będzie wyłącznie twarde porno w wersji sado-maso. Tu się powstrzymam od wyjawiania detali orgii… znaczy się fabuły, ale przyznam, że było to doświadczenie zupełnie niepotrzebne w mojej czytelniczej karierze. Zaś tym, którzy sądzą, że dramatyzuję, zaproponuję tylko jeden cytat:
„- Chcesz poczuć ją w dupsku? Chcesz poczuć ją całą? Wypieprzę cię świeczką, zobaczysz, jakie to wspaniałe. Aż ci gówno wszystkimi szparami poleci. Przekonasz się, co to znaczy ruchać się z prawdziwą suką.”
Podczas lektury dopadła mnie w pewnym momencie niepohamowana ciekawość – kto miał być odbiorcą powieści? Jaką grupę docelową mieli na myśli autorzy „Miasteczka”, płodząc ten twór w takim, a nie innym kształcie? Bo z grubsza mamy tu do czynienia z rozlazłą, nieciekawą historią obyczajową, która po mniej więcej 150 zwodniczo niewinnych stronach bezskutecznie próbuje przedzierzgnąć się w opowieść grozy, po czym zsuwa się w perwersyjnego pornosa, i to takiego, który absolutnie nie powinien być sprzedawany niepełnoletnim czytelnikom.
Jak do tego dodać puchlinę słowną, która powoduje, że historia – turlająca się aż do finału między pornosem a słowiańskim dark fantasy – kona przez 360 stron zamiast kończyć żywot na stronie góra dwusetnej, nadmienić nieco bezsensowne uczynienie detektywa telepatą, a także wspomnieć o fascynacji autorów fekaliami, będzie można uznać obraz „Miasteczka” za kompletny. Wbrew pozorom książka nie jest jednak zupełnym knotem. Autorom udało się powołać do życia ładną, zapadającą w pamięć lokację, czyli Morwany – położoną w środku gęstego, tajemniczego lasu miejscowość jakby wyrwaną z innego stulecia, cichą, zapuszczoną i owianą aurą rezygnacji. Trudno też mieć zarzuty do szeregu scen grozy i ogółu intrygi, mieszającej naszą siermiężną rzeczywistość z reliktami słowiańskiej magii. Tyle że to trochę za mało, żeby uznać „Miasteczko” za produkt udany i godny polecenia. Komukolwiek. Kiedykolwiek.
koniec
8 września 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Co się stało z Michelle Spivey
Joanna Kapica-Curzytek

31 III 2020

„Ostatnia wdowa” to całkiem przyzwoity, trzymający w napięciu thriller

więcej »

Przy zaginięciu liczy się każda godzina
Marcin Mroziuk

30 III 2020

David Bell ma sporo ciekawych pomysłów na komplikowanie intrygi kryminalnej, ale niestety dużo gorzej radzi sobie z połączeniem wszystkich rozpoczętych wątków w spójną całość. W efekcie „Czyjaś córka” jest wciągającą lekturą, jednak po jej skończeniu pozostaje uczucie niedosytu.

więcej »

Więcej niż gole
Joanna Kapica-Curzytek

29 III 2020

„Miro” jest biografią niemieckiego piłkarza o polskich korzeniach Miroslava Klose, ale też niebanalnym, wielowymiarowym obrazem tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami świata futbolu.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Niania średnio tania
— Jarosław Loretz

Klasyka gryziona po kostkach
— Jarosław Loretz

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.