Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Stanisław Srokowski
‹Nienawiść›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNienawiść
Data wydania8 września 2015
Autor
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-8069-078-3
Format296s. 140×205mm
Cena33,—
Gatunekhistoryczna, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 29,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

O nienawiści; oraz o tym, szczo treba robyty z Lachamy
[Stanisław Srokowski „Nienawiść” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Nienawiść” to słowo kłopotliwe. Trudno je dziś darzyć odpowiednią atencją, skoro często służy uniknięciu krytyki lub gniewu. Zdaje się narzędziem, które pozwala osiągnąć jakąś nietykalność: wystarczy przeciwnika o nienawiść oskarżyć, by stał się bezbronny. Dlatego lepiej obchodzić się z tym określeniem ostrożnie. Opowiadania-wspomnienia Stanisława Srokowskiego, których ekranizacja, „Wołyń”, pojawia się dziś w kinach, na ten tytuł zasługują — bez ironii ni przesadnego patosu.

Mieszko B. Wandowicz

O nienawiści; oraz o tym, szczo treba robyty z Lachamy
[Stanisław Srokowski „Nienawiść” - recenzja]

„Nienawiść” to słowo kłopotliwe. Trudno je dziś darzyć odpowiednią atencją, skoro często służy uniknięciu krytyki lub gniewu. Zdaje się narzędziem, które pozwala osiągnąć jakąś nietykalność: wystarczy przeciwnika o nienawiść oskarżyć, by stał się bezbronny. Dlatego lepiej obchodzić się z tym określeniem ostrożnie. Opowiadania-wspomnienia Stanisława Srokowskiego, których ekranizacja, „Wołyń”, pojawia się dziś w kinach, na ten tytuł zasługują — bez ironii ni przesadnego patosu.

Stanisław Srokowski
‹Nienawiść›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNienawiść
Data wydania8 września 2015
Autor
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-8069-078-3
Format296s. 140×205mm
Cena33,—
Gatunekhistoryczna, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 29,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmował wrogów swojej Nacji.
Stepan Łenkawski, „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”
Ów wyimek — podobnie jak inne umieszczone w tej notatce — został przywołany przez Srokowskiego we wstępie do jego zbioru opowiadań. Uczy sporo: tyleż o ludziach, ile o utkwionym w książce przesłaniu; pokazuje, że nienawiść bierze się nie tylko z osobistego poczucia krzywdy, ale też — w nie mniejszym stopniu — z polecenia czy sugestii. Człowiek wszak opiera się na naśladownictwie, chociaż nie każdy na takim samym — i jeśli szarpnie się właściwą strunę w sprzyjających temu okolicznościach, może stać się podatny nawet na to, co zdawało się nie do wyobrażenia.
Podczas drugiej wojny światowej — oraz przed i po — nie brakowało na Kresach okoliczności, które sprzyjały mordowaniom. Pośrednich, być może, wolno doszukiwać się w poddającej się naśladowaniu historii: od Bohdana Chmielnickiego po Jakuba Szelę, a pomiędzy nimi rzeź humańską, której swojego rodzaju hołd złożył w „Hajdamakach” ukraiński wieszcz Taras Szewczenko1). Bardziej bezpośrednich — w ubóstwie, w panującym podówczas w Europie napięciu, w wieloletniej zawiści i poczuciu bycia ciemiężonymi, wreszcie, gdy trwała wojna, w przemocy czy to niemieckiej, czy sowieckiej.
W licznych sytuacjach — powracam już do opowiadań Srokowskiego — wypada też wspomnieć o adrenalinie tudzież strachu: tak przed wykluczeniem, jak przed stawaniem się ofiarą; dla przykładu wtedy, gdy w „Nauczycielce i uczniach” przywódca nakazał młodszym kolegom przejść „chrzest bojowy”. Nie ma tu usprawiedliwień, ale są przyczyny; świat, który Srokowski starał się opisać, nie jest czarno-biały, autor podjął raczej próbę przedstawienia rozkładu, jaki zadano cywilizacji — zadano w sposób, który nawet w tamtym czasie był wyjątkowy, lecz mógłby przydarzyć się również gdzie indziej.
Trzeba krwi, dajmy morze krwi, trzeba terroru, uczyńmy go piekielnym (…). Mając na celu wolne państwo ukraińskie, idźmy doń wszystkimi środkami i wszystkimi szlakami. Nie wstydźmy się mordów, grabieży i podpaleń. W walce nie ma etyki.
Mychajło Kołodziński
Proszę mi wybaczyć, że trochę tej krwi tutaj przytoczę. To jednak: nie tylko jej przelewanie, ale też metoda, jaką przemoc przedsiębrano, wydaje się bardzo istotne w „Nienawiści” Srokowskiego. Niełatwo odpowiedzieć — i chyba nie należy próbować — co jest poważniejsze: zdzieranie skóry na żywo? odcinanie kobiecie piersi (i innych części ciała), aby podsunąć je do ssania obserwującej to córce? różne odcienie gwałtów, na dorosłych i na ich potomstwie? zmyślne, długotrwałe spalanie ofiar? A przecież to nie były — ani te, ani im podobne — uczynki jednorazowe. Bodaj najbardziej mnie porusza, również oparty na wydarzeniach rzeczywistych, opis rozcinania brzucha nożem i wyciągania stamtąd dziecka widłami — najczęstszym, obok siekier, narzędziem zbrodni. Wstrząsające, chociaż inaczej, są też towarzyszące Ukraińskiej Powstańczej Armii emocje: śmiech, często w opowiadaniach Srokowskiego podkreślany.
Pisarz przedstawił te historie językiem prostym; zdać się może: nazbyt, a to przynajmniej wtedy, kiedy — na szczęście też z umiarem — powściągliwość ustępowała wyświechtanym porównaniom albo przymiotnikom. Niewykluczone jednak, że takiej opowieści, wspomnieniom z dzieciństwa, przysługiwać powinny słowa, które mogą pojawić się w dziecięcym umyśle, zwłaszcza jeśli jednocześnie dobrze ze sobą stylistycznie współgrają. Ta niewyrafinowana łagodność, banalna, ułożona i pozbawiona metafor, pozwala nie zająć się autorskim kunsztem, ale przyjrzeć się osobistym i ogólnym dziejom; wszak, jak zaznaczył Srokowski, opisując swoją przeszłość, zmienił jedynie nazwy miejsc i ludzi.
Jeśli trzeba będzie zlikwidować nawet połowę Ukraińców, to ta druga połowa będzie czysta jak szklanka źródlanej wody.
Roman Szuchewycz
Wypada tę oczywistość powtarzać: byli Ukraińcy, którzy Polakom, Żydom, Ormianom pomagali; niekiedy oszczędnie, niekiedy z godnym podziwu poświęceniem. W opowiadaniach Srokowskiego są ważni: dwie dziewczyny, krążące między wsiami i ostrzegające je przed napaścią („Amazonki”); ci, co skrywali uciekinierów; mężczyzna z ostatnich stron książki, który zobaczywszy morderstwo na swoim polskim przyjacielu, sam położył głowę na pieńku, chcąc umrzeć w dobrym towarzystwie („Dziadek Ignacy”). Przyjaźń nie jest tu niespotykana, w niektórych sytuacjach się kończąc, ale czasami będąc miłością — jak w polsko-ukraińskich rodzinach, których więzy okazywały się nie do przyjęcia dla pobliskich mieszkańców. Dla obu stron, bo przecież mszcząc się, ileż nie byłoby trafnych uzasadnień, łatwo chybić i zemścić się nie na tych, którzy zawinili; i tak, nie zabrakło odwetów, a w nich okrucieństwa — niechby mniej drapieżnego, lecz wciąż niewybaczalnego.
Polacy, zanim siekiernicy zajęli się nade wszystko nimi, mogli obserwować zalążek: rzezie — „rezanie” — urzeczywistniano najpierw na mniej tam licznych, ale zauważalnych Żydach. Żydzi zresztą to niebłahy naród; i warto niekiedy brać z nich przykład. Wpadłszy w słuszny gniew po tym, co w innych przestrzeniach Europy przydarzyło im się na zgoła większą skalę, potrafili sprawić, żeby unicestwianie ich bliskich nie gubiło się w czeluściach niepamięci: by miłośnicy zapomnienia bądź umniejszania zbrodni skazani byli na zasłużoną porażkę. Najpewniej dlatego Niemcy, skoro uprzejmie pominąć wyjątki, nie czują się dumni ze swojej władzy sprzed trzech ćwierćwieczy. Na Ukrainie nie brak pomników Stepana Bandery ani ulic imienia Romana Szuchewycza, chociaż z grubsza połowa tamtejszych obywateli zdaje się temu przeciwna. To zaś choćby stąd, że — co przywołuje Srokowski we wstępie — OUN i UPA zabiły niewielu mniej Ukraińców niż Polaków; według wyliczeń Wiktora Poliszczuka, ukraińskiego badacza — około osiemdziesięciu tysięcy.
Wydaje się jednak, że coś ruszyło2). I może opowiadania Stanisława Srokowskiego — a przynajmniej to, co ściśle się z nimi wiąże — zajmą niebawem miejsce, z którego na co dzień, tuż obok „Medalionów” czy „Dziennika Anny Frank”, będą mogły powszechnie wprawiać w poruszenie? Tak aby z powodu lęków i przygnębień odwracać od „Nienawiści” wzrok, ale zarazem wciąż widzieć ją kątem oka i brać pod uwagę.
koniec
7 października 2016
1) Na przykład: Jam przysięgał rznąć ich wszystkich, / Biorąc nóż ten w ręce… / Syny moje! syny moje! / Czemu wy maleńcy? / Czemu Lacha wy nie rżniecie?…” / — „Będziemy rznąć, tatku!” / — „Nie będziecie! Nie będziecie! / Przeklęta bądź, matko — / O, przeklęta katoliczko, / Coś ich porodziła! / Lepiej byś przed wschodem słońca / Potopiła była! / Mniej by grzechu: zmarlibyście / Nie katolikami; / A dziś, a dziś… syny moje! / Biadaż mi dziś z wami! / Pocałujcie mnie, dziateczki, / Nie ja was zabiję, / A przysięga”. Machnął nożem / I dziatki nie żyją. Albo: A Jarema ciągle huka: / „Kary Lachom, kary!” / Jak szalony, wiesza, pali, / Sieka trupie ciało: / Dajcie Lacha, dajcie Żyda! / Mało mi ich, mało! / Dajcie Lacha, krwi dawajcie, / Mięsa z krwią i pianą! (Warto jednak zauważyć, że w latach późniejszych Taras Szewczenko pisał już w sposób inny, dążąc raczej do porozumień niż do waśni).
2) „Wołyń” jest w całej Polsce dostępny od dzisiaj. Nie oddaje co prawda „Nienawiści” słowo w słowo — najpewniej nie da się tego zrobić ze zbiorem opowiadań — lecz zdaje się może nie wiernym, ale rzetelnym odbiciem, choćby jego tytuł ograniczał tamto ludobójstwo do ówczesnego województwa wołyńskiego, będącego symbolem rzezi z Kresów. Zresztą Wojciech Smarzowski, pracując nad filmem, zasięgał rad Srokowskiego. Być może, że należy tu ostrzec, iż okrucieństwo ukazywane jest na ekranie wprost, co wymaga sporej odporności — nawet w porównaniu do dotychczasowej twórczości reżysera.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Esej o realizmie
Miłosz Cybowski

10 XII 2019

„Osobiście nie widzę wiele sensu w dyskutowaniu o gdyby” pisze w podsumowaniu swojej książki Ziemkiewicz. I może nie jest „Jakie piękne samobójstwo” pełnym alternatyw dziełem pokroju tworów Zychowicza, ale autor daje się ponieść fantazji i gdybaniu.

więcej »

Stara miłość nie rdzewieje. Ale nienawiść też
Marcin Mroziuk

9 XII 2019

Dziewięć opowiadań zebranych w „Kamiennym posłaniu” różni się pod wieloma względami, ale ich wspólną cechą bez wątpienia jest wysoki poziom literacki. Margaret Atwood potrafi nas tutaj zarówno przerazić, jak i rozbawić, ale przede wszystkim wnikliwie przygląda się ludzkiej naturze.

więcej »

Uszczęśliwić wszystkie dzieci
Joanna Kapica-Curzytek

8 XII 2019

„Życie i przygody świętego Mikołaja” to zbiór pięknych, pełnych magii opowieści wyjaśniających, skąd wziął się Mikołaj i bożonarodzeniowe tradycje.

więcej »

Polecamy

„Bycie” jest kalejdoskopem

Na rubieżach rzeczywistości:

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Poeta umarł, poezja wciąż żyje
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

O tym, czego nie boi się Dukaj
— Mieszko B. Wandowicz

O niedoskonałościach perfekcji
— Mieszko B. Wandowicz

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Dziwne owoce we wrocławskiej synagodze
— Mieszko B. Wandowicz

Mizantropia i makolągwy
— Mieszko B. Wandowicz

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

W Geisterwelcie wilki łypią inaczej
— Mieszko B. Wandowicz

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Ostatnie słowo zimy
— Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.