Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Elisabeth Herrmann
‹Śnieżny wędrowiec›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚnieżny wędrowiec
Tytuł oryginalnyDer Schneegänger
Data wydania6 września 2016
Autor
PrzekładWojciech Łygaś
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklSanela Beara
ISBN978-83-8069-451-4
Format512s. 130×200mm
Cena39,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nieźle wymyślone, niechlujnie napisane
[Elisabeth Herrmann „Śnieżny wędrowiec” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Śnieżny wędrowiec” to druga część cyklu opowiadającego o śledztwach młodej policjantki, Saneli Beary. Pierwsza, „Wioska morderców”, była niezłym kryminałem, aczkolwiek niepozbawionym wad. Druga potwierdza moją teorię, że Elisabeth Herrmann to zdolna autorka, która – niestety – chyba ma pecha do współpracowników.

Anna Kańtoch

Nieźle wymyślone, niechlujnie napisane
[Elisabeth Herrmann „Śnieżny wędrowiec” - recenzja]

„Śnieżny wędrowiec” to druga część cyklu opowiadającego o śledztwach młodej policjantki, Saneli Beary. Pierwsza, „Wioska morderców”, była niezłym kryminałem, aczkolwiek niepozbawionym wad. Druga potwierdza moją teorię, że Elisabeth Herrmann to zdolna autorka, która – niestety – chyba ma pecha do współpracowników.

Elisabeth Herrmann
‹Śnieżny wędrowiec›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚnieżny wędrowiec
Tytuł oryginalnyDer Schneegänger
Data wydania6 września 2016
Autor
PrzekładWojciech Łygaś
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklSanela Beara
ISBN978-83-8069-451-4
Format512s. 130×200mm
Cena39,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jednym z zarzutów, jakie można było mieć do „Wioski morderców”, było przekombinowanie intrygi oraz stężenie makabry tak duże, że fabuła traciła resztki realizmu. Pod tym względem „Śnieżny wędrowiec” jest lepszy albo – w zależności od tego, kto co woli – gorszy. A dla ścisłości, autorka zapowiada tu wielką tajemnicę, która koniec końców okazuje się dość banalna, co z jednej strony ma tę zaletę, że jest życiowo znacznie bardziej prawdopodobne, ale z drugiej, może jednak rozczarować.
Ja do intrygi nie mam większych zastrzeżeń. „Śnieżny wędrowiec” to książka może nie genialna, ale przynajmniej przyzwoita – ot, kryminał na solidną czwórkę. Jest odnaleziony po latach trup małego chłopca z rodziny chorwackich emigrantów, jest zagadka związana z pytaniem, co właściwie wydarzyło się w bogatym domu, w którym chłopiec mieszkał, i jakim cudem matka dziecka po zniknięciu synka awansowała z prostej sprzątaczki na żonę gospodarza. Są bohaterowie, z których każdy zdaje się skrywać jakąś tajemnicę, są zwroty akcji, surowy, ponury klimat śnieżnej zimy i para sympatycznych policjantów. Teoretycznie przynajmniej.
Teoretycznie, bo „Śnieżny wędrowiec” to książka, w której teoria niekoniecznie ma dużo wspólnego z praktyką i nie do końca wiem, kogo za to winić. Gdybym miała zgadywać, zaryzykowałabym stwierdzenie, że Herrmann jest jedną z tych autorek, którym lepiej wychodzi wymyślanie intrygi niż przelewanie swoich myśli na papier, niemiecki redaktor z jakiegoś powodu albo nie potrafił, albo nie chciał jej pomóc, a polski zespół dołożył swoją porcję błędów i przeinaczeń. W rezultacie „Śnieżny wędrowiec” to książka wyjątkowo frustrująca: przez cały czas czuć w niej potencjał i przez cały czas coś zgrzyta, nie pozwalając tego potencjału osiągnąć.
Ot, weźmy na przykład pod uwagę wspomniany już zimowy klimat – jestem w stanie palcem pokazać miejsca, w których ten klimat powinien się pojawić, gdzie autorka wyobrażała sobie bardzo ładną, nastrojową scenę. Tyle że klimatu nie ma, zdania, choć gramatycznie i stylistycznie poprawne, są na tyle niezgrabne, że nie potrafią odpowiedniego nastroju stworzyć. Podobnie z bohaterami – Sanela to w teorii niepokorna policjantka, która z powodu swojego charakteru ma problemy, ale tak naprawdę przez większość czasu musimy wierzyć autorce na słowo, bo dziewczyna niczego jakoś szczególnie niepokornego nie robi. I mój ulubiony chyba fragment: „W pewnej chwili usłyszała, jak matka wstaje z łóżka i idzie do lodówki stojącej w urządzonej w amerykańskim stylu kuchni. Po wiśniach na etykiecie domyśliła się, że to wino. Matka nalała sobie trochę do kieliszka”. Właśnie tak – w tym fragmencie okazuje się, że zwyczajna z pozoru niemiecka dziewczyna ma iście komiksową moc słyszenia wiśni na etykiecie butelki. Albo inna scena, kiedy jeden z bohaterów ma do wyboru: wsiąść do własnego samochodu z szoferem albo do policyjnego wozu – i wsiada do samochodu, tak po prostu, bo nikt się nie pofatygował poinformować czytelnika, które auto mężczyzna wybrał. Jasne, zagadka rozwiązuje się kilka zdań dalej, kiedy bohater rozmawia z policjantem, a nie z szoferem, jednak mamy tu moment konsternacji, którego w książce nie powinno być. I z takich, mniejszych lub większych, zgrzytów składa się cała powieść – co chwila coś tu do czegoś nie pasuje, co chwila czytelnik zastanawia się, czy na pewno czegoś nie przegapił i czy dobrze zrozumiał to, co autorka próbuje mu powiedzieć.
Jak wspominałam, nie wiem, kogo winić za to, że książka wygląda tak, jak wygląda. Może już niemiecki oryginał był słabo napisany, a może zepsuli go dopiero polski tłumacz i redaktor. Możliwe zresztą, że winni są wszyscy po trochu. To nie ma znaczenia – ważne, że „Śnieżny wędrowiec” to książka niechlujna, zupełnie jakby wydawca (jeden, a może obaj?) uznał, że kryminały są modne, więc nie ma właściwie znaczenia, jak to jest napisane, przecież ludzie i tak kupią, zwłaszcza jeśli da się ładną okładkę, intrygujący tytuł i przyciągającego uwagę blurba. Cóż, ja się czuję taką bylejakością urażona, nie wiem, jak inni czytelnicy.
koniec
13 stycznia 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Lęk i odraza w Kalifornii

Na rubieżach rzeczywistości:

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Kwiecień 2016
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.