Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Mock›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMock
Data wydania14 września 2016
Autor
Wydawca Znak
CyklEberhard Mock
ISBN978-83-240-4329-3
Format400s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena44,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Popielski is dead, long live Mock!
[Marek Krajewski „Mock” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Esensyjną recenzję „Areny szczurów” – poprzedniej powieści Marka Krajewskiego – poprzedziło stwierdzenie, że pisarz „poszedł wreszcie po rozum do głowy”. Identycznie należałoby zacząć ocenę najnowszego kryminału wrocławianina. Nie tylko bowiem wrócił on do czasów Breslau, ale na dodatek „reaktywował” najsłynniejszą ze stworzonych przez siebie postaci – Eberharda Mocka.

Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
[Marek Krajewski „Mock” - recenzja]

Esensyjną recenzję „Areny szczurów” – poprzedniej powieści Marka Krajewskiego – poprzedziło stwierdzenie, że pisarz „poszedł wreszcie po rozum do głowy”. Identycznie należałoby zacząć ocenę najnowszego kryminału wrocławianina. Nie tylko bowiem wrócił on do czasów Breslau, ale na dodatek „reaktywował” najsłynniejszą ze stworzonych przez siebie postaci – Eberharda Mocka.

Marek Krajewski
‹Mock›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMock
Data wydania14 września 2016
Autor
Wydawca Znak
CyklEberhard Mock
ISBN978-83-240-4329-3
Format400s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena44,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Od Eberharda Mocka rozpoczęła się kariera pisarska pięćdziesięcioletniego obecnie Marka Krajewskiego. Dzięki oficerowi policji w przedwojennym – a więc jeszcze niemieckim – Wrocławiu zyskał on wielką popularność wśród wielbicieli powieści detektywistycznych. Ba! rozpoczął modę na polski kryminał retro. Po ośmiu latach i kilku świetnych książkach – w tym między innymi „Festung Breslau” (2006) i „Dżuma w Breslau” (2007) – Krajewski poczuł jednak zmęczenie swym bohaterem i postanowił płynnie przejść od jednego do drugiego cyklu, zastępując Mocka polskim policjantem Edwardem Popielskim. W „Głowie Minotaura” (2009) pojawiają się wprawdzie jeszcze obaj, ale w „Eryniach” (2010) mamy już do czynienia tylko z gliniarzem ze Lwowa. I tak było przez kilka kolejnych powieści (z wyjątkiem „Rzek Hadesu”, w których Eberhard zaistniał epizodycznie). Niestety, każda następna prezentowała się coraz słabiej, aż wreszcie we „Władcy liczb” (2014) Krajewski sięgnął dna.
Taka sytuacja ma też jednak swoje dobre strony – upadłszy najniżej, jak się da, można już tylko piąć się w górę. I tak też się stało. W „Arenie szczurów” (2015) pisarz złapał wreszcie wiatr w żagle i stworzył fabułę, której co prawda wciąż jeszcze było daleko do najlepszych powieści o Mocku, ale na tle swoich dwóch poprzedniczek (w tym „W otchłani mroku”) prezentowała się o klasę ciekawiej. A wystarczyło tylko zerwać z siebie wrocławski gorset i przenieść akcję w inny region Polski (w tym konkretnym przypadku do nadmorskiego Darłowa). Pisząc kolejny kryminał, Marek Krajewski zdecydował się na jeszcze jedną zasadniczą woltę, wykonując nie tyle skok naprzód, co ostry skręt wstecz. I to na dwóch płaszczyznach: przywołując ponownie swego najsłynniejszego bohatera i powracając do czasów Breslau. W efekcie powstał „Mock” – ósma w ogóle pozycja, w której pojawia się wrocławski stróż prawa, ale też, biorąc pod uwagę wszystkie prowadzone przez niego śledztwa, chronologicznie pierwsza.
Zasadnicza część akcji „Mocka”, nie licząc prologu i epilogu, rozgrywa się wiosną 1913 roku, na sześć lat przed „Widmami w mieście Breslau” (2005), które do tej pory prezentowały Eberharda na najwcześniejszym etapie kariery. Teraz granica została przesunięta – do momentu, gdy młody Mock jest zaledwie wachmistrzem i służy jeszcze w wydziale obyczajowym, a nie kryminalnym. Dlaczego Krajewski zdecydował się właśnie na ten okres? To proste – postanowił bowiem wpisać intrygę detektywistyczną w niezwykle ważne dla ówczesnych mieszkańców Wrocławia wydarzenie, jakim było uroczyste otwarcie Hali Stulecia. Skąd ta nazwa? Obiekt został wybudowany w ciągu zaledwie dwóch lat i oddany do użytku z okazji setnej rocznicy odezwy króla Fryderyka Wilhelma III, w której władca Prus wzywał obywateli swego państwa do powszechnego oporu przeciwko „diabłu korsykańskiemu”, czyli Napoleonowi Bonaparte. Otwarcie uświetniła tak zwana Wystawa Stulecia, podczas której zaprezentowano historię i dorobek gospodarczy Śląska, podkreślając tym samym ważność tej dzielnicy w strukturach Prus i zjednoczonych od ponad czterech dekad Niemiec.
Punktem wyjścia staje się jednak dla Krajewskiego zupełnie inne ważne wydarzenie, które miało miejsce w Hali Stulecia – wtedy zwanej już Halą Ludową – latem 1948 roku. Chodzi o Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju, którego gościem specjalnym był – między innymi – Pablo Picasso. Licząc na to, że obrady Kongresu zaszczyci swoją obecnością sam generalissimus Józef Stalin, szefostwo CIA snuje plany zamachu na przywódcę Związku Radzieckiego. W tym celu korzysta z pomocy byłego niemieckiego policjanta, teraz natomiast swojego agenta – pułkownika… Eberharda Mocka, który nie tylko Wrocław, ale i monumentalną budowlę zna jak własną kieszeń. A to wszystko dzięki śledztwu, które prowadził ponad trzydzieści lat wcześniej. I tym sposobem – wraz z Krajewskim i Mockiem – przenosimy się do Breslau anno Domini 1913. W mieście gorączkowo trwają ostatnie prace wykończeniowe przed uroczystym otwarciem Hali Stulecia; coraz głośniej mówi się o przyjeździe z tej okazji do Wrocławia samego Wilhelma II Hohenzollerna. Gdyby rzeczywiście cesarz zaszczycił mieszkańców swą obecnością, byłoby to wydarzenie bez precedensu. Ale nie wszystkim zapowiedzi te są w smak. Wrocławscy pangermaniści ze Związku Wszechniemieckiego z dużo większą radością powitaliby następcę tronu, kronprinca Wilhelma, znanego ze swoich sympatii do nacjonalistów.
Trzydziestoletni wachmistrz Eberhard Mock w tym czasie służy w Wydziale III b (obyczajowym) prezydium policji we Wrocławiu, a jego bezpośrednim przełożonym jest mało sympatyczny, niemal wiecznie pijany asesor Paul Vyhladil. Wraz ze swoimi kolegami z wydziału – Wernerem Heussem, Wilhelmem Kleckerem oraz Ludwigiem von Rannemannem – Mock przede wszystkim robi naloty na domy publiczne. Praca to mało odpowiedzialna i jeszcze mniej chwalebna. Na dodatek wszyscy podwładni Vyhladila dają się wciągnąć w aferę obyczajową, której skutkiem jest zawieszenie, a nawet groźba relegowania ze służby. Dla Eberharda byłaby to życiowa katastrofa; musiałby bowiem wrócić do znienawidzonego rodzinnego domu w Wałbrzychu, kojarzącego mu się głównie z nadużywającym alkoholu i przemocy wobec najbliższych ojcem. Kiedy więc dostaje od swego szefa szansę na rehabilitację, chwyta się jej jak tonący brzytwy. Tym bardziej że sprawa, którą ma się zająć, jest znacznie większego kalibru niż to, czym zajmował się do tej pory w „obyczajówce”. Chodzi o poczwórne zabójstwo czterech czternastoletnich gimnazjalistów. Oskarżony o nie jest niezidentyfikowany mężczyzna nazwany przez policję „Ikarem”, który pozbawiwszy życia uczniów miejscowego Gimnazjum Realnego Świętego Ducha, popełnił samobójstwo. Najgorsze, że śmiał to zrobić w szykowanej właśnie do otwarcia w obecności cesarza Hali Stulecia.
Mock – zdolny, inteligentny i spostrzegawczy – szybko dochodzi do wniosku, że przebieg wydarzeń był inny od zakładanego przez policję. Umiejętnie łączy fakty, dzięki czemu wpada na istotny ślad. Dzieje się to jednak zbyt łatwo; elementy układanki za bardzo do siebie pasują. Jakby ktoś je specjalnie w ten sposób przed Eberhardem porozkładał… Krajewski wykorzystuje intrygę kryminalną do sportretowania przedwojennego – tym razem chodzi o czasy przed pierwszą wojną światową – Wrocławia. Nawet jeżeli wiele spraw powstało jedynie w wyobraźni pisarza, nie oznacza to wcale, że nie istniały one w rzeczywistości. Żyła przecież w Breslau liczna i wpływowa mniejszość żydowska. Działali masoni. Nie brakowało również nacjonalistów, którzy chętnie – mając „zielone światło” z góry – rozprawiliby się z jednymi i drugimi. Mock, prowadząc śledztwo w sprawie „Ikara”, wkracza właśnie do świata, w którym stykają się różnorodne, wzajemnie wykluczające się interesy; depcze przy tym po piętach, choć sam niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę, wielu ustosunkowanym osobom. Także w gmachu prezydium policji. W efekcie każdy jego krok przypomina drogę przez pole minowe. A czas nagli!
Zbyt wcześnie jeszcze, aby odtrąbić, że Marek Krajewski wrócił do wielkiej formy, ale na pewno „Mock” jest krokiem w pożądanym przez wielbicieli wrocławskiego pisarza kierunku. Fabuła, choć wciąż wymyślna, wreszcie sprawia wrażenie niewydumanej; intryga kryminalna w końcu przeważa nad przeintelektualizowaniem i wszechobecną w kilku poprzednich powieściach – tych o Edwardzie Popielskim, zwłaszcza we „W otchłani mroku” i „Władcy liczb” – trudną do strawienia erudycją i fantazjami na tematy matematyczno-filozoficzne (z zawodowym skrzywieniem w zakresie językoznawstwa łacińskiego). Tym razem udało się Krajewskiemu powściągnąć wybujałą w ostatnich latach wyobraźnię, na czym prawdopodobnie zyskali wszyscy – i czytelnicy, i wydawnictwo, i sam autor. Teraz trzeba tylko trzymać kciuki, by z obranej ponownie drogi pisarz nie postanowił, jak zdarzyło mu się to przed ośmioma laty podczas pracy nad „Głową Minotaura”, zboczyć. Popielski zdecydowanie zasłużył sobie na emeryturę, Mock niech jeszcze na nią ciężko popracuje!
koniec
3 kwietnia 2017

Komentarze

03 IV 2017   13:28:49

Też się cieszę, że Mock w dobrym stylu wrócił do gry. Popielski mnie jedynie irytuje będąc tylko nieudaną próbą przeszczepienia na rodzimy grunt dobrego pomysłu z nieszablonowym przedwojennym detektywem.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tukej
Joanna Kapica-Curzytek

24 XI 2020

„Kajś” to reportaż połączony z esejem. Zbigniew Rokita opowiada tu historię swoich rodzinnych korzeni oraz opisuje Śląsk jako teren pogranicza – „pomiędzy”, który znajduje się poza centrum polskiej świadomości.

więcej »

Wszystko, a nawet więcej
Wojciech Gołąbowski

23 XI 2020

Drugie, „poprawione i poszerzone” wydanie książki „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań” jest bardzo obszerną biografią tego przedwojennego aktora i celebryty (w pozytywnym słowa tego znaczeniu). Niestety, wydaje się, że droga do kolejnych „poszerzonych” wydań została zamknięta dwa miesiące temu.

więcej »

Gdy odchodzi stary świat
Joanna Kapica-Curzytek

22 XI 2020

„Człowiek, który znał mowę węży” to powieść fantasy współczesnego estońskiego pisarza Andrusa Kivirähka. Autor sięga do początków chrześcijaństwa w Estonii oraz nawiązuje do motywu walki nowego świata ze starym.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

Mrok to jednak nie Mock
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Pedofil zawsze wraca na miejsce zbrodni
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Piękno nie umiera nigdy
— Sebastian Chosiński

Komeda filmowy i symfoniczny
— Sebastian Chosiński

Tęsknota i rozczarowanie
— Sebastian Chosiński

Samotność może pomieszać w głowie
— Sebastian Chosiński

Gdy nie ma komu ufać…
— Sebastian Chosiński

Pierwsze kroki w Malmö
— Sebastian Chosiński

Z dobrego serca, z potrzeby duszy
— Sebastian Chosiński

Jak to jest zjeść dwa razy tę samą papugę…
— Sebastian Chosiński

Myślozbrodnia Winstona Smitha
— Sebastian Chosiński

Ogień wciąż płonie, gniew nie wygasa
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.