Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

George R.R. Martin
‹Rockowy Armageddon›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRockowy Armageddon
Tytuł oryginalnyThe Armageddon Rag
Data wydania7 czerwca 2005
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-767-X
Format484s. 125×183mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sex, drugs, rock’n’roll & nuda
[George R.R. Martin „Rockowy Armageddon” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
George R. R. Martin to pisarz, który już podbił serca fanów fantastyki. Niestety, wydawane w ostatnich miesiącach w Polsce starsze powieści autora „Piaseczników” raczej nie ugruntują jego pozycji w naszym kraju. Co gorsza, mogą stać się znakomitym przyczynkiem do jego demitologizacji. „Rockowy armagedon” to bowiem rozdęta do prawie pięciuset stron piramidalna bzdura z życia rockowych weteranów.

Sebastian Chosiński

Sex, drugs, rock’n’roll & nuda
[George R.R. Martin „Rockowy Armageddon” - recenzja]

George R. R. Martin to pisarz, który już podbił serca fanów fantastyki. Niestety, wydawane w ostatnich miesiącach w Polsce starsze powieści autora „Piaseczników” raczej nie ugruntują jego pozycji w naszym kraju. Co gorsza, mogą stać się znakomitym przyczynkiem do jego demitologizacji. „Rockowy armagedon” to bowiem rozdęta do prawie pięciuset stron piramidalna bzdura z życia rockowych weteranów.

George R.R. Martin
‹Rockowy Armageddon›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRockowy Armageddon
Tytuł oryginalnyThe Armageddon Rag
Data wydania7 czerwca 2005
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-767-X
Format484s. 125×183mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
George R. R. Martin pisać na pewno potrafi. Udowodnił to nie tylko „Piasecznikami” (które doczekały się w miarę udanej adaptacji filmowej), ale również cyklem „Pieśń Ognia i Lodu”. Jak więc widać, radzi sobie całkiem nieźle w różnych gatunkach fantastycznych. Równie chętnie sięga bowiem po klasyczne science fiction, jak i fantasy. A i to jeszcze nie wszystko. Zapewne nieco zazdroszcząc popularności Stephenowi Kingowi i Anne Rice, Martin pisze od czasu do czasu także horrory. O ile jeszcze wydany w Polsce przed trzema laty „Ostatni rejs »Fevre Dream«” uznać można za dzieło w miarę udane, o tyle opublikowany kilka miesięcy temu „Rockowy Armagedon” wyszedł autorowi – świadomie użyję eufemizmu – średnio.
A szkoda. Bo pomysł wyjściowy nie był wcale taki zły. Głównym bohaterem swojej powieści George Martin uczynił cenionego niegdyś dziennikarza Sandy’ego Blaira. Młodość Blaira przypadła na szalone lata 60., kiedy to w każdym amerykańskim miasteczku można było spotkać watahę hipisów przypalających trawkę, unikających służby wojskowej i słuchających wywrotowej muzyki. Blair był jednym z nich – mieszkał w hipisowskiej komunie, krytykował zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w wojnę w Wietnamie i przyglądał się początkom muzycznej kariery kapeli o dźwięcznej, a zaczerpniętej z trylogii mistrza Tolkiena nazwie, The Nazgul. Swoje młodzieńcze ideały przekuł w czyn, kiedy wraz z przyjacielem – hipisem jak i on – założył undergroundowe pismo muzyczne „Hedgehow”. Promowało ono przede wszystkim muzykę psychodeliczną i ostrego rocka, czyli to, co hipisowska młodzież lubiła najbardziej. Następna dekada doprowadziła jednak do naturalnego wymarcia subkultury „dzieci-kwiatów”, które – wkraczając w dorosłość – stopniowo zaczęły stawać się takimi ludźmi, jakich wcześniej nienawidziły. Blair jednak był inny. Wyrzucony z redakcji pisma, które w międzyczasie zmieniło swój profil, postanowił zostać pisarzem. Wydał trzy książki, z których każda następna sprzedawała się gorzej od swej poprzedniczki. Poznajemy go natomiast w momencie, kiedy zaczął pracę nad czwartą powieścią. No właśnie – i tylko zaczął, ponieważ wena opuściła go na dobre.
Gdy eksdziennikarz popadł w depresję, z ratunkiem pojawił się jego dawny kompan z „Hedgehowa”, Jared Patterson. Poinformował go o tragicznej śmierci Jamiego Lyncha – dawnego menadżera The Nazgul – proponując jednocześnie, by Sandy napisał artykuł na jego temat. Blair rzucił się na ten pomysł jak wygłodniały pies na kość i merdając ogonkiem walnął w kąt maszynopis powstającej powieści. Śmierć Lynch miał rzeczywiście paskudną – ktoś wyrwał mu z klatki piersiowej serce, co Blairowi natychmiast skojarzyło się z tekstem jednej ze starych piosenek The Nazgul. Na dodatek morderca umilił sobie jatkę słuchając ich płyty. Tym samym Sandy uznał, że klucz do rozwikłania tajemnicy tej zbrodni kryje się w odległej przeszłości. Chcąc dociec prawdy, pisarz rozpoczął prywatne śledztwo. Oczywiście pierwsze kroki skierował do żyjących jeszcze muzyków The Nazgul. Przemierzając Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz nie zapomniał przy okazji odwiedzić swoich starych kompanów z hipisowskiej komuny. Ot, taka sentymentalna podróż w czasie. Interesująca o tyle, że udało się Martinowi przedstawić kilka ciekawych portretów psychologicznych ludzi, którzy, dorastając, zmuszeni zostali do zaakceptowania systemu, przeciwko któremu kiedyś zaciekle walczyli. Przykre jest jednak, że to jedyne w miarę zajmujące partie liczącej blisko pięćset stron powieści.
Na okładce „Rockowego Armagedonu” umieszczono notę Stephena Kinga, który miał uznać tę powieść za „najlepszy thriller o popkulturze, jaki dotąd napisano?. Jeśli autor „Lśnienia” rzeczywiście coś takiego kiedykolwiek napisał, musiał przeżywać w tym czasie jakiś szczególnie groźny dla jego zdrowia psychicznego atak melancholii. Rockowy światek przedstawiony w powieści Martina niewiele ma bowiem wspólnego z rzeczywistością, o czym można się przekonać sięgając po biografię – koniecznie nieautoryzowaną – którejkolwiek z wielkich kapel przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (osobiście polecam historie Led Zeppelin, The Rolling Stones i Black Sabbath). Porównując je z opisami Martina, przekonamy się jak bardzo amerykański pisarz poszedł na łatwiznę, jak koturnowy i rażący sztucznością stworzył świat. Rekordy infantylizmu pobił jednak opisując występy The Nazgul. Proszę, oto próbki: „Utwór osiągnął wyjące crescendo. Wszystkie instrumenty wydawały z siebie przeraźliwy pisk, który nie przestawał narastać”; „Maggio zagrał długi, chwiejny, szalony riff, który drażnił zakończenia nerwowe”. Przez całą książkę nie sposób pozbyć się irytującego wrażenia, że Martin najzwyczajniej w świecie nie… „poczuł bluesa”. Jakby pisał „Rockowy Armagedon” nie z potrzeby serca, ale na czyjeś konkretne zamówienie.
Książka przywodzi na myśl horrory Stephena Kinga. Podobnie zresztą jak czyni to w większości swoich dzieł autor „Miasteczka Salem”, George Martin postanowił mocno rozwinąć wątek obyczajowy powieści. I to – jak już wspomniałem – wyszło mu najlepiej. Gdyby na tym jedynie poprzestał, książkę dałoby się jeszcze uratować. Owszem, ale wtedy nie byłaby horrorem, a przecież Martin założył sobie, że napisze powieść grozy. Wplótł więc w całkiem sympatyczną historię poszukiwania przez Sandy’ego Blaira swoich młodzieńczych ideałów wyjątkowo głupawy i ciężkostrawny pierwiastek niesamowitości. I trafił kulą w płot. Inna sprawa, że strzelał samymi ślepakami. „Rockowy Armagedon” miał przerażać, tymczasem – zamiast wywoływać gęsią skórkę – w całkowicie niezamierzony sposób śmieszy. Najgorsze czeka nas jednak na końcu (jeśli ktoś w ogóle do końca dobrnie). Rozwiązanie intrygi zakrawa bowiem na parodię. I może nawet należałoby uznać tę książkę za tekst parodystyczny, gdyby nie była napisana tak śmiertelnie poważnym, górnolotnym i napuszonym stylem. W efekcie powstało dziełko, które rozczaruje wszystkich – i wielbicieli horrorów (bo nie przeraża), i fanów rocka (bo traktuje muzykę jedynie pretekstowo), i miłośników literatury sentymentalnej (bo inni zrobili to lepiej i mądrzej, nie odwołując się przy tym do ingerencji zaświatów).
PS. Na koniec jeszcze dwie uwagi, kierowane chyba raczej do tłumacza niż autora. Na stronie 21 spotykamy taki oto ciekawy opis: „Okładka [chodzi o obwolutę jednej z płyt The Nazgul] była mroczna i złowieszcza, utrzymana w ciemnych odcieniach czerni, szarości i fioletu”. Zastanowiły mnie zwłaszcza te „ciemne odcienie czerni”… I rzecz druga: w Polsce wyszło już tyle komiksów ze Spider-Manem (filmów nie licząc), że tłumacz powinien wiedzieć, iż pisownia „Spiderman” jest jeśli nie błędna, to odbiegająca od ogólnie przyjętej w naszym kraju.
koniec
16 sierpnia 2005

Komentarze

22 V 2010   15:57:29

Ha! Jakoś mi ten tekst umknął lata temu. Może GRRM powinien Toma Wolfe poczytać :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Zbrodnia bez trupa
Sebastian Chosiński

3 VII 2022

„Drugie wydanie powieści”, czyli środkowa część kryminalnej trylogii Romana Orwid-Bulicza o sprawach prowadzonych przez komisarza Śliwińskiego, jest lepsza od swojej poprzedniczki, ale słabsza od kończącej cały cykl. I to chyba najlepsze rozwiązanie dla czytelnika, który dotarłszy do finału całej historii, nie będzie czuł rozczarowania.

więcej »

PRL w kryminale: Skazany na śmierć
Sebastian Chosiński

1 VII 2022

Dzisiaj takie zjawisko już nie istnieje. Prasa codzienna nie drukuje powieści w odcinkach. Ale jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku były one czymś najzupełniej naturalnym. Dla wielu gazet stawały się niemalże gwarancją sukcesu. Czasami nawet na łamy regionalnych tytułów trafiały interesujące teksty. Przykładem tego „Nie chcę umierać!” Krzysztofa T. Rosy z 1959 roku.

więcej »

Ziemia obca, lecz swoja
Sebastian Chosiński

30 VI 2022

W momencie kiedy zostały już przetłumaczone na język polski wszystkie wydane w postaci książek teksty beletrystyczne Izraela Joszuy Singera, warto zapoznać się z nimi właśnie zgodnie z chronologią publikacji. A więc po „Perłach” – debiutanckim tomie opowiadań – sięgnąć po pochodzący z 1925 roku zbiór „Na obcej ziemi”. A dopiero potem po jego wyśmienite powieści. W ten sposób łatwiej będzie nam dostrzec i docenić eksplozję talentu żydowskiego pisarza.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Po Westeros i okolicach
— Dawid Kantor

Przed lodem i ogniem
— Dawid Kantor

Na ubitej ziemi
— Kamil Armacki

Pieśń nad pieśniami
— Kamil Armacki

O rycerzu twardogłowym
— Miłosz Cybowski

Na skrzydłach innego wiatru
— Beatrycze Nowicka

Nim zawieją wichry zimy
— Kamil Armacki

Smoki tańczą dość niemrawo
— Miłosz Cybowski

Mniej intryg, więcej nudy
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: W sieci intryg, spisków i nudy
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Ziemia obca, lecz swoja
— Sebastian Chosiński

Z twarzą zwróconą na wschód…
— Sebastian Chosiński

Dybuki krążą wokół nas
— Sebastian Chosiński

Żółw i diabeł
— Sebastian Chosiński

Cyceron kontra piękna Ormianka
— Sebastian Chosiński

Bohater na przekór
— Sebastian Chosiński

Spaghetti-superbohaterstwo
— Sebastian Chosiński

I nie wierz nikomu, bo nie trafisz do domu
— Sebastian Chosiński

Tajniak też człowiek (choć specyficzny)
— Sebastian Chosiński

Wśród kościołów i pałaców
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.