Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Simulakra›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSimulakra
Tytuł oryginalnyThe Simulacra
Data wydania6 maja 2002
Autor
PrzekładJarosław Jóźwiak
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7337-019-6
Format168s. 142×202mm; oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Simulacrum, Simulakra, czyli jedna wielka mistyfikacja
[Philip K. Dick „Simulakra” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Co robi leniwy recenzent, gdy nagle w samym środku wakacji przychodzą do niego maile, by zabrał się do pracy i machnął ze dwie strony o książce, którą: a) przeczytał już dawno temu; b) niewiele z niej zapamiętał (…fajna była, krótka i jakaś taka o polityce…); c) nie ma najmniejszej ochoty czytać jej ponownie?

Marcin Wróbel

Simulacrum, Simulakra, czyli jedna wielka mistyfikacja
[Philip K. Dick „Simulakra” - recenzja]

Co robi leniwy recenzent, gdy nagle w samym środku wakacji przychodzą do niego maile, by zabrał się do pracy i machnął ze dwie strony o książce, którą: a) przeczytał już dawno temu; b) niewiele z niej zapamiętał (…fajna była, krótka i jakaś taka o polityce…); c) nie ma najmniejszej ochoty czytać jej ponownie?

Philip K. Dick
‹Simulakra›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSimulakra
Tytuł oryginalnyThe Simulacra
Data wydania6 maja 2002
Autor
PrzekładJarosław Jóźwiak
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7337-019-6
Format168s. 142×202mm; oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Metody są różne: ignorujemy ponaglającą pocztę (nie zaglądając do skrzynki, co najmniej przez dwa tygodnie), udajemy, że wyjechaliśmy na wakacje, nie odbieramy telefonów lub podajemy nieistniejące numery. Niestety, gdy nagabujący bywa uparty - a innych, cholera, nie ma - to w końcu wydobędzie od nas zobowiązanie: czy to mamiąc niewinnego recenzenta darmowym egzemplarzem dzieła czy też otwierając przed nim świat elity (…no, wiesz taki renomowany magazyn, wszyscy nas czytają, wpiszesz se do CV, że współpracowałeś, sława, kariera, piniondze…)
Nadchodzi wtedy czas na etap drugi: przeciąganie. Jeśli dano ci nieprzekraczalny termin, powiedzmy dwa tygodnie, przez pierwsze trzynaście dni, starannie przygotowujesz się do napisania dech zapierającej recenzji, grając np. w GTA3. Kradniesz autka, wykonujesz misje i rozmyślasz o tym, jak to wszyscy szeroko komentować będą twoją wnikliwą analizę i się zachwycać, a kto wie może i na konwent cię zaproszą i będą wielbić.
Wreszcie nadchodzi dzień czternasty, kiedy to ze zdumieniem stwierdzasz, że ta *&@#$ (a szczególnie $) recenzja jeszcze się nie napisała a ty jesteś w przysłowiowej… (i tu dobierz sobie przysłowie, drogi czytelniku, gdyż wrodzony takt nie pozwala mi uczynić tego za ciebie). Następuje pełna mobilizacja: wyrzucasz ukochaną z domu, dając jej 5 PLN i każąc iść się zabawić, zabierasz paczkę fajek, potrzebne książki i rozmaite używki, w zależności od własnego uznania i pełen weny zasiadasz przed ekranem. Jeszcze tylko Sonic Youth na maxa (najlepiej „Godbye XX Century”) i już można zacząć pracować. Po czym przez najbliższe trzy godziny rozkładasz pasjansa…
Dobrze jest, gdy książka, którą masz recenzować jest krótka i łatwa w czytaniu: odradzam zabieranie się w ten sposób do „Ulissesa” tudzież dzieł zebranych E. Orzeszkowej. Z większością dzieł, jeśliś oczytany i masz pod ręką zasobną biblioteczkę, da się załatwić w dwie, trzy godziny. Poniżej postaram się podać przepis na typową gazetową recenzję, która nie wymaga zbytniego wysiłku od piszącego (bo od czytających to już nikt się go nie domaga…)
Po pierwsze musisz wymyślić jakiś zgrabny początek. Nieocenioną pomocą bywają cytaty, które pozwolą ci na umieszczenie danego dzieła w szerszym kontekście literackim a także, zupełnie przypadkiem, pochwalić się erudycją (UWAGA: Do cytowania wybieramy dzieła raczej znane, by nie zostać podejrzanym o silenie się na wydumaną inteligencję) I tak oto powstaje Pierwszy akapit:
Dawno, dawno temu Najstarszy Starowinek polskiej fantastyki (i zarazem największa maruda na tym obszarze) Stanisław Lem pisał:
„… utwory jego można uznać za zobiektywizowane projekcje wewnętrznych rozdarć, a dowód na to w fakcie, iż pośród postaci (…) są narkomani, histerycy, manekiny powodowane zdalnie ludzkim umysłem, fanatycy, lecz nie ma wśród nich ani jednego szaleńca. To zrozumiałe, ponieważ on bazę gry odwrócił; jego ludzie pozostają normalni wewnętrznie wbrew światu, co ich osacza, ponieważ ten świat jest rażony obłędem; rozpada się, rozszczepia na kawały niespójne, niczym mózg schizofrenika, lecz oni, jego mieszkańcy, lecąc w otchłań na ostatnim szczątku zachowują przytomność.” („Fantastyka i futurologia”, wyd. II s. 175-176)
Wstęp masz już za sobą, gdy nagle orientujesz się, że jeszcze nie napisałeś jakiej książki dotyczyć będzie twoja recenzja. Próbujesz więc ugłaskać czytelników, apelując do ich wyższej inteligencji:
Co lotniejsi z Was, Szanowni Czytelnicy, zapewne zorientowali się, iż powyższy fragment dotyczy twórczości P.K. Dicka, artysty (i tu znowu czas na wykazanie się oczytaniem) zwanego „Dostojewskim science fiction” (jeśli jesteś uczciwy, to możesz wspomnieć, że wyczytałeś to u Jęczmyka, ale w końcu… no, przyznaj, jakbyś się uparł, to sam byś to wymyślił. UWAGA 2: Zwracaj uwagę na to, gdzie piszesz - jeśli będzie to pismo typu „Bravo”, wskazane jest wyjaśnienie, kto zacz Dostojewski, a także przetłumaczenie terminu SF)
Jako, że tak naprawdę w głębi duszy czujesz, że nie masz za dużo do powiedzenia o samym Dick’u, musisz czymś wypełnić następny akapit. Bardzo przydaje się w takich chwilach jakieś krótkie opracowanie biograficzne - vide Sutinowe „Boże inwazje”. W oparciu o takie kalendarium formułujesz kolejny akapit:
Ten wielki twórca, wręcz wizjoner, pozostawił po sobie kilkadziesiąt powieści i ponad setkę opowiadań. Mimo olbrzymiego talentu przez lata pozostawał zapoznany i nie był w stanie dotrzeć do szerszego grona czytelników. Jego mainstreamowe (patrz UWAGA 2) dzieła były po kolei odrzucane przez wszystkich wydawców a twórczość SF cięta i przerabiana przez redaktorów by dopasować ją do profilu danego czasopisma. Mimo to, po latach, Dick okazał się być jednym z filarów nowoczesnej fantastyki.
Wtręt biograficzny masz już za sobą i niech cię nie martwi fakt, że powyższy bełkot mogłeś po prostu przepisać z którejkolwiek bądź okładki Dickowej. Nie musisz się obawiać wnikliwości czytelnika - czytelnik wszystko łyka. Natykając się na taką recenzję w kolorowym piśmie, czytelnik, bydle równie naiwne i niekompetentne co i ty, zaczyna podejrzewać cię o tajne układy …patrz ten to ma plecy, wydrukowali mu, pewnie im zapłacił, a zresztą… to i tak nie (i tu pada nazwa pisma, której nie wymienię, gdyż naprawdę, chciałbym tam coś opublikować, naprawdę… nawet zapłacę). Ratunkiem dla nas jest to, że prawie każdy czytelnik SF jest niespełnionym pisarzem (jak ja) i tkwi w silnym przekonaniu, że to co opublikowane jest dobre, mądre i rzeczowe. Koniec dygresji, wracamy do przepisu na recenzję. Następuje teraz czas najwyższy, by w końcu powiedzieć o jakiej książce piszemy. I tu zaczynają się pierwsze trudności. Potrzebna będzie przynajmniej szczątkowa orientacja w jej zawartości. (UWAGA 3: która właściwie powinna być pierwszą - nigdy nie ufaj wydawcy. Wydawca zalicza się do kategorii bydląt stojących wyżej w hierarchii niż ty i czytelnik, więc jest praktycznie wszechmocny. Na tylnej okładce książki może wydrukować, co tylko chce i dlatego NIGDY przy pisaniu recenzji tam nie zaglądaj, gdyż może to doprowadzić do posądzenia cię o brak znajomości treści opisywanej książki.) Metody zdobywania wiedzy o książce są różne, w zależności od renomy autora. Jeśli twórca jest uznany a ty jesteś krezuskiem, to możesz pobiec do najbliższej księgarni i wydać trzydzieści parę PLN na ambitne opracowanie jego dzieł (w omawianym przypadku wskazane jest korzystanie z Sutina) i przepisywać z niej, co trafniejsze cytaty, oczywiście nie przyznając się do tego. W tym wypadku wskazane jest przestawienie szyku zdań, bo w końcu nie tylko ty w tym kraju masz trzydzieści parę PLN. Muszę jednak przyznać, że ta metoda dość często zawodzi i nie można na niej całkowicie polegać, gdyż dość deprymujące bywają wtedy spotkania z ludźmi, którzy dane opracowanie czytali i w dodatku są na tyle bezczelni i namolni by ci owe plagiatorstwo publicznie wytykać, ale znajdzie się na was bicz, chamy… (W końcu zawsze możesz powiedzieć, iż czytałeś daną rzecz w oryginale a pomawianie cię o plagiat dowodzi nieznajomości reguł sztuki translatorskiej.)
Inną metodą jest szukanie w sieci, ale tu obowiązuje ta sama reguła, co w UWADZE 3. Nie możesz mieć zaufania do nikogo, nawet jeśli jest to strona administrowana przez Muldera i Scully. Poza tym twórcy stron mogą być nieco bardziej uciążliwi niż normalni czytelnicy - ci pierwsi nie blokują ci na przykład poczty i nie zasypują obscenicznymi opiniami o twoim braku kompetencji.
Metoda ostatnia, najbardziej czasochłonna i trywialna polega na przeczytaniu recenzowanej książki. Nie jest to przyjemne, szczególnie, że czytać powinieneś ze skupieniem i zrozumieniem, by móc potem dzielić się wiedzą zdobytą w tak nienowoczesny sposób. Niezależnie od obranej metody musisz zrozumieć jedno: bez streszczenia żadna szanująca się recenzja nie doczeka się poklasku. Uwarunkowane jest to tym, iż czytelnik, tak samo jak ty jest wyznawcą tezy zawartej w UWADZE 3 i to właśnie ty najczęściej jesteś dla niego ostateczną instancją, do której będzie odwoływał się zawsze, rozmawiając o danej książce. A jak tu rozmawiać skoro w recenzji nie było streszczenia. Czytelnik, bydle może i ograniczone, przecież jednak nie krańcowo głupie, recenzji bez streszczenia nie tknie nawet kijem, gdyż i jego dotyczy zasada niekompetencji. No, bo i popatrz: chce się, biedaczek, popisać przed ukochaną, znajomością rozległych rejonów literatury a ty, wstrętny hochsztapler, zasypujesz go jakimś bełkotem o strukturach narracyjnych, czasie awanturniczym lub o dominacji zasady projekcji nad zasadą identyfikacji i jak na złość, nie wspominasz ani słowem o treści. Przecie nie po to załączał ten komputr i wyłożył się na interneta, coby jakichś uczonych rozpraw szukać. To, co dobre w "Literaturze na Świecie” nie sprawdza się w większości pism SF.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Poszukiwacze przygód łatwo nie rezygnują
Marcin Mroziuk

30 XI 2020

W „Sekretach starej szkoły” przekonamy się, że bohaterowie cyklu Anieli Cholewińskiej-Szkolik mimo dotychczasowych niepowodzeń wciąż pragną odnaleźć cenny naszyjnik, który należał niegdyś do rodu von Borgów. Dowiadujemy się też, że niezwykle interesujący trop w tej sprawie uczniowie mieli cały czas tuż pod nosem!

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Chcąc nie chcąc
Wojciech Gołąbowski

29 XI 2020

Drugi tytuł cyklu o krzyżowcach, „Król trędowaty”, nie jest bezpośrednią kontynuacją czterotomowej historii zdobycia Ziemi Świętej i utworzenia Królestwa Jerozolimskiego. Od tamtych wydarzeń minęło niecałe sto lat…

więcej »

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Polecamy

Dick jak Dickens

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Nierzeczywista strona rzeczywistości
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Przypomnę to panu hurtowo
— Marcin Wróbel

Dziwne stany Ameryki
— Marcin Wróbel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.