Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lipca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Siedlar
‹Czekając w ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzekając w ciemności
Data wydania30 września 2002
Autor
Wydawca Fabryka Słów
ISBN83-89011-10-7
Format282s. 125×195mm
Cena25,—
Gatunekfantastyka, groza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Słowo dla narodu

Esensja.pl
Esensja.pl
Czas stutysięcznych nakładów zachodniej pulpy dawno już minął, nadal jednak ukazuje się ona w wielkiej obfitości, książki marne i marnie przekładane, w sporej części takoż marnie się sprzedające, dziesiątki, setki tytułów. Nierzadko trzeba tu wyłożyć agentowi z góry wysokie sumy w twardej walucie, trzeba zapłacić translatorowi, a jednak, gdy pytani, zaprzysięgali się zgodnie nasi wydawcy, że i tak bardziej im się to opłaca od publikowania Polaków. Być może stanowiło to formę tłumaczenia się z zaniechań (jak słusznie pisał Zajdel, wydawca zarabia na niewydawaniu książek). Niemniej sytuacja taka trwała latami.

Jacek Dukaj

Słowo dla narodu

Czas stutysięcznych nakładów zachodniej pulpy dawno już minął, nadal jednak ukazuje się ona w wielkiej obfitości, książki marne i marnie przekładane, w sporej części takoż marnie się sprzedające, dziesiątki, setki tytułów. Nierzadko trzeba tu wyłożyć agentowi z góry wysokie sumy w twardej walucie, trzeba zapłacić translatorowi, a jednak, gdy pytani, zaprzysięgali się zgodnie nasi wydawcy, że i tak bardziej im się to opłaca od publikowania Polaków. Być może stanowiło to formę tłumaczenia się z zaniechań (jak słusznie pisał Zajdel, wydawca zarabia na niewydawaniu książek). Niemniej sytuacja taka trwała latami.

Paweł Siedlar
‹Czekając w ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzekając w ciemności
Data wydania30 września 2002
Autor
Wydawca Fabryka Słów
ISBN83-89011-10-7
Format282s. 125×195mm
Cena25,—
Gatunekfantastyka, groza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jedną z większych zagadek ostatnich lat (nad którą ja i mądrzejsi ode mnie bezskutecznie łamali sobie głowy) stanowi rzekoma nieopłacalność wydawania książek polskich autorów – książek należących do tzw. literatury popularnej, w tym fantastyki – w odróżnieniu od przekładów z angielskiego. Na początku lat 90-tych znajdowało to jeszcze jakieś wytłumaczenie w powszechnym fetyszu kultury Zachodu, gdy istotnie sam fakt, że autor jest Amerykaninem, posiadał pozytywny wpływ na sprzedaż – stąd te anegdotyczne (a, niestety, prawdziwe) historie o znanych polskich pisarzach publikujących pod anglosaskimi pseudonimami.
Czas stutysięcznych nakładów zachodniej pulpy dawno już minął, nadal jednak ukazuje się ona w wielkiej obfitości, książki marne i marnie przekładane, w sporej części takoż marnie się sprzedające, dziesiątki, setki tytułów. Nierzadko trzeba tu wyłożyć agentowi z góry wysokie sumy w twardej walucie, trzeba zapłacić translatorowi, a jednak, gdy pytani, zaprzysięgali się zgodnie nasi wydawcy, że i tak bardziej im się to opłaca od publikowania Polaków. Być może stanowiło to formę tłumaczenia się z zaniechań (jak słusznie pisał Zajdel, wydawca zarabia na niewydawaniu książek). Niemniej sytuacja taka trwała latami.
Jako wyjątek przytaczano starania SuperNowej, która odważyła się postawić na polską fantastykę; zawsze jednak było to zaledwie kilka tytułów rocznie (ostatnio, gdy nie liczyć Sapkowskiego, bodaj jeden tytuł na rok). Jestem daleki od twierdzeń o jakichś nieprawdopodobnych arcydziełach polskiej literatury gnijących w szufladach debiutantów. Rzecz w tym, iż polityka wydawania całego zachodniego przeciętniactwa jak leci, a w przypadku rodaków – selekcjonowania jeno do prozy najwyższej jakości, otóż polityka jaka, jakkolwiek dająca poczucie elitarności i wyższości, jest zabójcza dla polskiej literatury jako takiej. Nie istnieją łańcuchy pokarmowe złożone wyłącznie z drapieżców; i nie mamy prawa spodziewać się niczego wielkiego po kadrze narodowej, gdy sama liga rachityczna; a populacje rozkładające się wbrew krzywej dzwonowej, pozbawione szerokiego zaplecza „średniaków” – to chore populacje.
Ta obrona przeciętności w sztuce jest raczej konstatacją socjologiczną, ekonomiczną, aniżeli deklaracją estetyczną. Złą książkę nazywać trzeba złą, niezależnie od tego, czy napisał ją Polak, rzetelna krytyka stanowi przecież konieczny element zdrowego systemu – ale właśnie dlatego, by dobrych polskich książek ukazywało się więcej, należy również umożliwić pokazanie się literaturze niedoskonałej lub też aspirującej do doskonałości łatwiejszej; nie wybitnej, ale i nie grafomańskiej, próbującej, szukającej swego kształtu i czytelnika. Mowa o szansie; nie wolno mylić jej z prawem do bycia wydawanym – takiego prawa nie posiada nikt.

Jacek Komuda
‹Wilcze gniazdo›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWilcze gniazdo
Data wydaniasierpień 2002
Autor
Wydawca Fabryka Słów
ISBN83-89011-11-5
Format306s. 125x195mm
Cena26,99
Gatunekfantastyka, historyczna
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Otóż w ciągu ostatniego roku-dwóch sytuacja zmieniła się na lepsze. Pojawił się miesięcznik „Science Fiction”, przepustowością tekstów przewyższający wszystkich swych poprzedników i konkurentów. Rozpiętość jakościowa owych tekstów jest olbrzymia, wielu z nich sam bym do druku nie puścił; czytelnicy jednak zdają się doceniać samo bogactwo wyboru. Pojawiły się również dwa nowe wydawnictwa nastawione wyłącznie na polską fantastykę: Fabryka Słów i RUNA. To pierwsze zdążyło w krótkim czasie wydać sporą ilość tytułów – wyraźnie nie zamierza kopiować strategii SuperNowej, Sapkowski zdarza się raz na pokolenie. MAG nadal wytrwale promuje Kresa, Prószyński chciałby i boi się; próbuje swoich sił Solaris.
Być może jest to ożywienie krótkotrwałe, a moje nadzieje równie przedwczesne, jak po debiucie SuperNowej przed dekadą. Niemniej samo przyznanie, iż Polaków wydawać się opłaca – na zasadzie reguły, a nie pojedynczych nazwisk – stanowi wielki krok naprzód.
Spójrzmy na kilka z tych tytułów: „Rewolucję z dostawą na miejsce” Marka Oramusa, „Wilcze gniazdo” Jacka Komudy, „Wrzesień” Tomasza Pacyńskiego, „Czekając w ciemności” Pawła Siedlara. Są to książki różniące się prawie wszystkim (powieści i zbiór opowiadań, SF, fantasy i horror, rozgrywające się współcześnie, w przeszłości i w przyszłości, wesołe, cyniczne i melancholijne), wydają się jednak nieść pewną wspólną wartość – przez sam fakt, iż zostały napisane przez Polaków i dla Polaków.
Wyjątek: „Czekając w ciemności” Siedlara. Horror historyczny, całkowicie wyprany z lokalnych odwołań kulturowych – równie dobrze mógłby go napisać Amerykanin, Włoch, Rosjanin. Nie jest to jednak wadą, taka literatura popularna również ma swoje miejsce. Książkę tę dyskwalifikuje w moich oczach w gruncie rzeczy niechlujstwo edytorskie. Począwszy od rzeczy drobnych, acz podstawowych: sztuki poprawnego łamania tekstu, korekty językowej; przez redakcję stylistyczną (dwie trzecie powieści to pamiętnik XVII-wiecznego szlachcica – można go używać wręcz jako przykład stylizacji karykaturalnej); do zdolności podejmowania decyzji wydawniczych: ktoś powinien rzec autorowi i redaktorowi (skoro sami nie widzieli), co kompromituje utwór i w jakiej formie będzie się on dopiero nadawał do druku. Każdy bowiem, kto pozwala sobie na tak pretensjonalne przypisy, zachwyty nad własnym tekstem i autoanalizy tudzież ostentacyjne symulowanie erudycji – prosi się o miano grafomana.
Bo sama historia – w zamierzeniu nastrojowa powieść grozy w postrenesansowych realiach, na daenikenowskim fundamencie fabularnym – mogłaby stanowić materiał na przyzwoite czytadło. Lecz zupełnie kładzie ją wykonanie.

Tomasz Pacyński
‹Wrzesień›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWrzesień
Data wydanialistopad 2002
Autor
Wydawca RUNA
ISBN83-917904-2-8
Format291s. 125x185mm
Cena23,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 14,10 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Druga książka Fabryki Słów, „Wilcze gniazdo” Komudy, rozgrywa się w podobnej epoce, fantastyka w niej również sprowadza się do elementrów grozy, i ten tekst też mógłby skorzystać na solidniejszej redakcji – co jednak wynosi „Gniazdo” na zupełnie inny poziom niż powieść Siedlara, to głębokie osadzenie w polskiej kulturze, rzekłbym: w mitologii sarmatyzmu. Jest to mianowicie próba przedstawienia w formie lekkiej, przygodowej opowieści – życia archetypicznego szlachcica kresowego. Mamy tu do czynienia raczej właśnie z mitologią niż prawdą historyczną, i z prezentacją stronniczą, przez człowieka ewidentnie zakochanego w tamtej kulturze, który stara się „zarazić” czytelnika swoją fascynacją. I cel ten w dużej mierze osiąga. „Wilcze gniazdo” nie posiada wielkich pretensji literackich, nie wychodzi poza schemat fabularny ciągu przygód przedstawiających „typowe” sceny z życia Sarmaty: pojedynku, zajazdu, porwania narzeczonej itp. (omal miniscenariusze do „Dzikich Pól”, których Komuda jest współautorem). Jednak przez odwołanie się do tej baśniowej rzeczywistości Sienkiewicza, zagrawszy na narodowych stereotypach i kompleksach – wciąga nas bez reszty w fikcyjny świat. Przynajmniej mnie „Gniazdo” wciągnęło.
Wrażenie zostaje poniekąd zburzone przez zakończenie, utrzymane w ponurej, moralizatorsko-rozliczeniowej manierze, jakby Komuda chciał się zabezpieczyć przed interpretacjami oskarżającymi go o „gloryfikację warcholstwa” itp.
Innego rodzaju kontrowersja rodzi się w przypadku „Września” Tomasza Pacyńskiego. Ta powieść odwołuje się nie do narodowych sentymentów, mitów przeszłości – lecz do bieżących sporów politycznych; angażuje czytelnika poprzez ustawienie go po którejś ze stron politycznej barykady – będzie się z autorem szczerze zgadzał lub równie szczerze go klął. Tak czy owak, nie pozostanie obojętnym.
Pacyński najwyraźniej posiada wizję świata, w której co drugi Polak to krwawy antysemita i wszystkie nieszczęścia Polski są winą szalejącego tu katolicyzmu; zgniły Zachód – a zwłaszcza źródło wszelkiego zła: USA, zarazem ogłupiające swych obywateli dobrobytem i przegrywające gospodarczo z Rosją – choć chyli się ku upadkowi, to sięga jeszcze po polskie ziemie; podczas gdy ta Rosja jest przynajmniej znana, swojska i „sprawiedliwie rozkłada biedę” – Rosja i Białoruś (wypędzani z Polski Żydzi znajdą azyl w obozach u Łukaszenki).
Różne fikcje można w SF budować, a im bardziej karkołomne, tym większą frajdę ma czytelnik, gdy widzi, jak autorowi udało się je uprawdopodobnić. Kłopot jednak w tym, że Pacyński daje założenia jawnie pretekstowe – wybór papieża-Murzyna oraz ocieplenie klimatu powodujące epokę lodowcową – albowiem szczerze wierzy, że w takiej Polsce żyjemy już teraz. Przesunięcie akcji w przyszłość jest czysto umowne – góra dwadzieścia lat. „Wrzesień” wydaje się tu wpisywać w nurt „fantastyki ideologicznej”, à la „Krfotok” czy „Metanoia”: tylko dla współwyznawców.
A może zaślepia mnie mój własny światopogląd? Tego nie da się wykluczyć.
Jako powieść – jako opowieść – „Wrzesień” bynajmniej nie porywa, przede wszystkim z uwagi na dalece niedorozwiniętą fabułę: to właściwie ciąg ekspozycji, retrospekcji, smętnych dialogów.

Marek Oramus
‹Rewolucja z dostawą na miejsce›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRewolucja z dostawą na miejsce
Data wydaniaczerwiec 2002
Autor
Wydawca Solaris
ISBN83-88431-36-6
Format298s. 120x195mm
Cena29,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Posiada jednak także niezaprzeczalne zalety. Pełno tu rozmaitych gadżetów wojskowych, opisów broni istniejących, projektowanych i możliwych, co ucieszy wszystkich lubujących się w fikcji militarnej Clancy’ego et consortes. Pojawia się także (i, doprawdy, szkoda, że jedynie jako tło) motyw fantastyki i RPG jako ostatnich przechowalni idei romantycznych, patriotycznych – w ogóle ostatnich idei w bezideowym świecie. Że to oni, dzieci wychowane na Sapkowskim i Tolkienie, nastolatki odgrywające scenariusze heroizmu i poświęcenia, przeżywające w wyobraźni przygody, w których punkty otrzymuje się za odwagę, bezkompromisowość i rycerstwo, oni tylko ujdą do lasu z karabinem i elfim mieczem na plecach, gdy nadejdzie czas. Świetny pomysł – tak właśnie fantastyka potrafi nas zaskakiwać prawdą o współczesności.
Osadzenie w polskich realiach pozostaje więc zarazem siłą, jak i słabością tej książki; ostatecznie jednak dzięki temu warta w ogóle zainteresowania – bo gdyby ta historia działa się nie w Polsce… cóż by pozostało? Bohaterowie z recyclingu i kilka cynicznych banałów.
Podobne fobie antyzachodnie (choć bez antyklerykalnego i prowschodniego kontekstu) rozgrywa w swych opowiadaniach ze zbioru „Rewolucja z dostawą na miejsce” Marek Oramus. Opowiadania są ułożone chronologiczne, od najstarszego „Króla antylop” z 1989 roku począwszy, i ten tekst wydaje mi się najlepszy, „najmocniejszy”, najwięcej autorskiej pasji w nim czuję – choć jest to zarazem fikcja rozwinięta klasyczną metodą SF: ekstrapolacji aktualnie przyśpieszających trendów (w tym wypadku: rozwoju medycyny sportu). Każde kolejne opowiadanie pisane jest wszakże z większym dystansem, w większy cudzysłów się ujmuje i wyraźniej prosi czytelnika, by nie brał go serio – aż do „Zimy w Trójkącie Bermudzkim” czy tytułowej „Rewolucji”, które w większej mierze są żartami środowiskowymi niż samodzielnymi utworami. Niesamodzielne są również „Ukryty w gwiazdach” i „Miejsce na ziemi”, wzniesione na fundamentach cudzej wyobraźni. A im teksty świeższe, tym bardziej doraźne: wykupywanie Polski przez Zachód, wojska Unii Europejskiej (he, he) inwadujące Polskę, teorie korporacjonizmu spiskowego… Wszakże ów dystans i autorska ironia, choć bronią nam zaangażować się w pełni w lekturę, ratują zarazem przed alergicznym odruchem odrzucenia propagandy, na który narażony jest sieriozny „Wrzesień” Pacyńskiego. Zapewne również to z ironii poczęły się różne gorzkie obserwacje, które przydają opowieściom niejakiej prawdy psychologicznej (samozwańczy partyzanci na pierwszą wzmiankę o pieniądzach bez mrugnięcia okiem sprzedają się unijnemu okupantowi).
Spośród tych czterech książek, to właśnie opowiadania z „Rewolucji…” są napisane najlżejszym, najswobodniejszym językiem; szkoda, że zabrakło godnej substancji dla zaprezentowania dojrzałej formy.
Żaden więc z tych czterech nowych tytułów polskich autorów nie jest dziełem wybitnym, lokują się raczej w stanach średnich, z Siedlarem schodzącym najniżej – ale o nim zapomnijmy.
Książki średnie – lecz zarazem takie, jakich żaden import zachodnich bestsellerów nam nie zagwarantuje; średnie – takie, jakich w każdej normalnej literaturze jest najwięcej.
Tekst powstał pod koniec 2002 roku.
koniec
10 lutego 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Luna: Nów
Miłosz Cybowski

21 VII 2018

Krótka recenzja pierwszego tomu cyklu „Luna” Iana McDonalda

więcej »

Japoński kot-filozof
Joanna Kapica-Curzytek

20 VII 2018

Gdy narratorem książki jest kot, możemy się spodziewać rzeczy niezwykłych. „Kroniki kota podróżnika” wzruszają, śmieszą i pomagają oswoić się z tym, co w życiu nieuniknione.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
Wojciech Gołąbowski

19 VII 2018

Sylwetkę Dymitra Bilenkina przedstawił Paweł Laudański w sposób zupełnie wystarczający w swoim artykule z cyklu „Wiatr ze Wschodu”, a zbiór jego opowiadań „Marsjański przybój” został niedawno wydany przez Solaris. Cóż zatem ów autor miał do zaoferowania w latach 1984-85, na parę lat przed swą śmiercią?

więcej »

Polecamy

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11

Przeczytaj to jeszcze raz:

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Jaja jak atomowe berety
— Wojciech Gołąbowski

Furia ze Złotego Wieku SF
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Składając (książki) w ciemności
— Wojciech Gołąbowski

Si vi pacem, para bellum
— Janusz A. Urbanowicz

Jeśli Sienkiewicz
— Wojciech Gołąbowski

Krótko o książkach: Październik 2002
— Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Spotkanie w kosmosie
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Czerwiec 2014
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Niech was kule biją, sarmaci!
— Jakub Gałka

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Na pohybel Śledziom!
— Radosław Scheller

Czasozabijacz
— Jakub Gałka

Wehikuł czasu
— Marcin Zwierzchowski

Horrory klasy B
— Radosław Scheller

Bohun – rewizja nadzwyczajna
— Sebastian Chosiński

Dziadek zawodowiec
— Artur Chruściel

Tegoż autora

Kosmos obiecany
— Jacek Dukaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.