Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Joseph Conrad
‹Jądro ciemności›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJądro ciemności
Tytuł oryginalnyHeart of Darkness
Data wydaniaI kwartał 2018
Autor
PrzekładPatrycja Jabłońska
Wydawca GREG
ISBN978-83-7517-119-8
Format96s. 150×210mm; oprawa twarda
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 13,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Człowiek, który widzi
[Joseph Conrad „Jądro ciemności” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy głośno jest o kontrowersyjnie uwspółcześnionym spolszczeniu „Jądra ciemności” Conrada według Dukaja, warto też sięgnąć po jedno z tłumaczeń poprzednich: na przykład Patrycji Jabłońskiej. Może być i tak, że milenials czy korposzczur z generacji X odnajdzie się dużo łatwiej w spokojnym toku dziewiętnastowiecznej narracji.

Anna Nieznaj

Przeczytaj to jeszcze raz: Człowiek, który widzi
[Joseph Conrad „Jądro ciemności” - recenzja]

Kiedy głośno jest o kontrowersyjnie uwspółcześnionym spolszczeniu „Jądra ciemności” Conrada według Dukaja, warto też sięgnąć po jedno z tłumaczeń poprzednich: na przykład Patrycji Jabłońskiej. Może być i tak, że milenials czy korposzczur z generacji X odnajdzie się dużo łatwiej w spokojnym toku dziewiętnastowiecznej narracji.

Joseph Conrad
‹Jądro ciemności›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJądro ciemności
Tytuł oryginalnyHeart of Darkness
Data wydaniaI kwartał 2018
Autor
PrzekładPatrycja Jabłońska
Wydawca GREG
ISBN978-83-7517-119-8
Format96s. 150×210mm; oprawa twarda
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 13,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Co uderza najmocniej, to przenikliwość spojrzenia. Narrator, mimo swojej niesłychanej przecież życiowej aktywności widzi świat z pozycji obserwatora – kogoś z zewnątrz. To nie tylko jego rola podróżnika: czy w nienazwanej po imieniu Brukseli, gdzie zostaje zatrudniony w swojej spółce handlowej, czy też w samym Kongu. Również na Londyn patrzy, jak na miejsce zupełnie obce, malując nieoczywistą wizję, rozpoczynającą się od słów: „I to również było jedno z mrocznych miejsc na ziemi” i rozwijającą się w dygresję o wyimaginowanym rzymskim dowódcy, którego los przywiódł nad dziką rzekę, w niesprzyjający klimat i upodlający brak cywilizacji. „Bezsilne obrzydzenie” w konfrontacji z dziczą.
Taki właśnie narrator, zdolny do widzenia nieoczywistości, relacjonuje absurd zachowań europejskich pracowników spółki, którzy pełni wielkich ambicji i intryganckiego zapału nie są w stanie załatwić prostej dostawy nitów do naprawy statku. Opowiada o dyrektorze zagubionej w dżungli stacji i że wobec faktu, iż „nie miał talentu organizacyjnego, inicjatywy, nawet zamiłowania do porządku” jego główną predyspozycją do pełnionego stanowiska jest zdrowie. Sam fakt fizycznego przetrwania wielu lat w skrajnie niesprzyjającym klimacie.
Marlowe mówi o afrykańskich robotnikach przymusowych: ich chorobach i śmierci, bezsensownej, możliwej do przewidzenia w takich warunkach. Tak jak z zaciętą ironią opowiada o groteskowej akcji gaszenia podpalonej chaty, tak też wyjaśnia, że w czasie długiej podróży w górę rzeki dawano lokalnym pomocnikom kawałki miedzianego drutu jako zapłatę. Mieli za to kupować prowiant, tyle że albo wiosek po drodze nie było, albo były wrogo nastawione, albo też po prostu nie zarządzano postojów – ponieważ Europejczycy mieli co jeść.
Nieśpieszna opowieść punktuje kolejne obserwacje, nie musząc w zasadzie dopowiadać do nich wniosków, gdyż samo postawienie problemów narzuca interpretacje. Marlowe przy tym jako wynajęty fachowiec – robi swoje. Organizuje pieszą przeprawę całej karawany do stacji, naprawia statek, prowadzi go w trudnym rejsie w górę rzeki, uczestniczy w potyczce i mimo szoku w momencie śmierci sternika, zachowuje przytomność umysłu. Nawet wtedy, gdy ma już „poczucie snu”, co wynika po prostu z narastającej choroby, opisanej też z tą nieco upiorną, sarkastyczną trzeźwością: „Być może miałem też trochę gorączki. Nie można żyć ciągle z ręką na pulsie. Często miałem »trochę gorączki« albo trochę czegoś innego – figlarne uderzenie łap dziczy, wstępne igraszki przed poważniejszym atakiem”.
Wszyscy oczywiście wiemy z niezliczonym odwołań, co będzie dalej, u kresu podroży: „pan Kurtz”, „wybitny człowiek”, który tak wspaniale prowadzi swoją stację, gromadzi transporty kości słoniowej, sobie tylko znanymi metodami. Jak okazuje się później, oczekując poddańczych ceremonii i wbijając na pale głowy buntowników, a jednocześnie pracując nad światłym raportem dla Towarzystwa na rzecz Zniesienia Dzikich Obyczajów – pełnym altruistycznych wielkich słów z zapomnianym później ręcznym postscriptum „Wybić całe to bydło!”.
Tyle znana interpretacja: Kurtz pozbawiony hamulców narzuconych przez własną cywilizację, postawiony – dzięki posiadaniu broni palnej – w roli jedynego w okolicy półboga stracił całą pozłotkę moralności, którą zdawał się prezentować, gdy działał w poprzednim, właściwym sobie świecie.
Jednak współczesny czytelnik prawdziwą grozę i „ohydę” czuje chyba na ostatnich stronach, gdy brukselscy znajomi wspominają z żalem zmarłego. „Mimochodem dał mi do zrozumienia, że Kurtz zasadniczo był wielkim muzykiem”. „Brałem go za malarza, który pisał do gazet albo za dziennikarza, który umiał malować”. „Był uniwersalnym geniuszem”. „Poinformował mnie, że właściwą sferą Kurtza powinna być polityka »od popularnej strony«”. „Jakże on umiał mówić! Elektryzował wielkie zgromadzenia. (…) Mógłby być wspaniałym przywódcą ekstremistycznej partii”.
Nie potrzeba cytować dalej. Gdy czyta się to obecnie, zbędna staje się fraza „pozbawiony hamulców narzuconych przez własną cywilizację” z najpopularniejszej interpretacji opowiadania – wszak te same mechanizmy tak niedługo później bez przeszkód działały na naszym kontynencie. Pozostajemy w myślach z uznaną kiedyś za oczywistość tezą „Niemcy to taki kulturalny naród”, która w jakiś sposób domyka się klamrą z początkowymi rozważaniami nad losem zagubionego w zimnej dziczy rzymskiego przywódcy. Przy czym znamienny jest opis pochodzenia oszalałego narcystycznego tyrana znad rzeki Kongo: „Jego matka była w połowie Angielką, ojciec w połowie Francuzem. Cała Europa miała wkład w stworzenie Kurtza”. Mam wrażenie, że nie zdziwiłaby ta przerażająca historyczna analogia Conradowskiego narratora, który nawet w gorączce zachowywał klinicznie precyzyjne spojrzenie świadka.
koniec
10 czerwca 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Życie seksualne profesorów
Agnieszka Hałas

17 VII 2019

„O zmierzchu” opisuje uczuciowe perypetie, z których nie umie się wywikłać szwedzka historyczka sztuki. „Piękna młoda żona” – trudności w niedobranym wiekowo małżeństwie holenderskiego profesora wirusologii. Karolinę Andersson i Edwarda Landauera oprócz pozycji w światku akademickim łączy jedna cecha – egoizm, niezdolność do wyjścia poza własne „ja chcę” i „bo mi się należy”.

więcej »

Brudne szpony bioenergoterapeutów
Jarosław Loretz

16 VII 2019

Chłystowie, radienija, Rasputin – to całkiem ciekawy zestaw, na którym można zbudować fascynującą powieść grozy. Niestety, jak uczy przykład „Ciemnych sił” Jacka Piekiełki, sam pomysł to za mało. Przydałoby się jeszcze jako takie opanowanie warsztatu pisarskiego.

więcej »

Lepiej byłoby już pozostać w Paryżu!
Sebastian Chosiński

15 VII 2019

Kiedy na zasłużony urlop wybiera się szary obywatel, można przypuszczać, że będzie mu dane uczciwie odpocząć – poopalać się na plaży, popływać w morzu bądź oceanie. Ale co dzieje się, kiedy tym obywatelem jest funkcjonariusz policji, na dodatek tak znany i popularny, jak komisarz Maigret? Wówczas na sto procent zostanie popełniona w okolicy zbrodnia. I tak właśnie dzieje się w „Maigrecie na wakacjach”.

więcej »

Polecamy

„Normalni” szaleńcy

Na rubieżach rzeczywistości:

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Przeczytajmy to jeszcze raz, ale na nowo
— Joanna Kapica-Curzytek

Z tego cyklu

Panienka Hale i strajki robotnicze
— Anna Nieznaj

Detektywi wiecznie żywi
— Wojciech Gołąbowski

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Przeczytajmy to jeszcze raz, ale na nowo
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.