Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2018
w Esensji w Esensjopedii

Istvan Vizvary
‹Vivo›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVivo
Data wydania30 listopada 2017
Autor
Wydawca Genius Creations
ISBN978-83-7995-122-2
Format346s. 125×195mm
Cena39,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Kup wMadBooks.pl: 0,00 zł
Kup wSelkar.pl: 32,97 zł
Kup wTaniaKsiążka.pl: 12,50 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Smok w szkatułce

Esensja.pl
Esensja.pl
Debiutancka powieść Istvana Vizvary łączy stylistyki znane już czytelnikom z jego opowiadań: dość oniryczne wątki obyczajowe w realiach science fiction oraz surrealistyczną groteskę z domieszką prowokacji.

Anna Nieznaj

Smok w szkatułce

Debiutancka powieść Istvana Vizvary łączy stylistyki znane już czytelnikom z jego opowiadań: dość oniryczne wątki obyczajowe w realiach science fiction oraz surrealistyczną groteskę z domieszką prowokacji.

Istvan Vizvary
‹Vivo›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVivo
Data wydania30 listopada 2017
Autor
Wydawca Genius Creations
ISBN978-83-7995-122-2
Format346s. 125×195mm
Cena39,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Kup wMadBooks.pl: 0,00 zł
Kup wSelkar.pl: 32,97 zł
Kup wTaniaKsiążka.pl: 12,50 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na wstępie poczynię istotne zastrzeżenie: w prozie zawsze będę szukać raczej spójnych światów niż błyskotliwych konceptów. Mam wrażenie, że jest to kluczowa różnica w odbiorze literatury, która na przykład sprawia, że czytelnik podobny do mnie będzie bardzo ostrożnie podchodził do groteski i zamiast cieszyć się czerpaną z niej intelektualną rozrywką bądź refleksją, poskarży się żałośnie: „Ale to nie było naprawdę!”.
Otóż „Vivo” to taka historia, w której odbiorca nastawiony na nieustanne skanowanie w tle w poszukiwaniu owego „naprawdę” nie będzie miał łatwo. Jednak wydaje mi się, że Vizvary zachował delikatną równowagę pozwalającą uczynić atrakcję z tego niedookreślenia, niedosytu poczucia, że oto uchwyciliśmy wreszcie, jakiego rodzaju jest to książka. Jakiego rodzaju konwencja.
Z jednej strony mamy wielość światów. Jak w kryminale, kiedy należy porządkować sobie w głowie wskazówki „kto zabił”, tak tutaj przez sporą część lektury będziemy przypominać sobie, na którym poziomie zagnieżdżonych szkatułkowo światów rozgrywają się kolejne wątki. Zasadniczo chodzi o tytułowe „vivo” – formę wirtualnej rzeczywistości służącej rozrywce bądź stanowiącej substytut nieśmiertelności po zeskanowaniu umysłu klienta do domu spokojnej starości o wdzięcznej nazwie „Forever”. Jednak im dalej w las, tym bardziej cała ta zabawa zaczyna zahaczać o problem światów równoległych. O ile oczywiście w ogóle oczekujemy, że którykolwiek z nich jest „nasz”.
To jest więc pierwszy poziom, gdy potrzeba zahaczenia umysłu o jakieś przewidywalne pewniki okazuje się kiepskim kluczem do powieści. Drugim jest stylistyka: część wątków jest bardzo serio, z żartami, ale nie łamiącymi narracji obyczajowej – o dziwo nawet tam, gdzie obyczajowość polega na wędrowaniu pod smoczą jamę w poszukiwaniu zielska do magicznych rytuałów. Jest vivo rozrywkowe w klimatach klasycznego RPG, ktoś się w nie wciela, czytelnik stoi mocno na swoim konwencjonalnym gruncie także, gdy bohater akurat leci na wyjątkowo wygadanej karamodliszce. Która jest równocześnie znajomym z… jego wersji „reala”.
Jednak w innych wątkach naszym narratorem (wrogo?) zawładnął duch Istvana Vizvary z jego drapieżnych groteskowych miniatur. Śmieszno jest i straszno, z akcentem na straszno. Nawet styl się zmienia. Diaboliczny, opętany (poniekąd dosłownie) psychiatra z mózgiem uszkodzonym w procesie skanu do vivo wyczynia najgorsze brewerie, w ramach perwersyjnych subświatów lub co gorsza dopuszczając się gwałtu w swojej własnej rzeczywistości. No właśnie. Dlaczego „co gorsza”? Vivo to nie jest gra. Świetna scena, w której pewna krawcowa ogląda opuszczony pokój swojego ojca w domu „Forever”, pokazuje, że „ludzie z vivo” nie są „postaciami”. Ojciec krawcowej żyje swoje życie, a nie tylko pojawia się z niebytu w chwilach spotkań z nią. A zatem czyny psychiatry-psychola należy oceniać nie kategoriach, w którym ze światów zostały popełnione, a także niekoniecznie – jak bardzo były perwersyjne – lecz chyba jedynie według oczywistej zasady naszej moralności: zgody i krzywdy (lub ich braku).
Nie jest to więc książka, która pozwoli wygodnie zanurzyć się w świat i udawać, że jest niezmienny, a powieść to zwierciadło obnoszone po tamtym – choćby nie wiadomo jak dziwacznym, lecz jednak przewidywalnym – gościńcu. Między czytelnikiem, a bohaterami, nie mówiąc już o fabule, jest cały czas bariera umysłowej łamigłówki. Czyli nie jest to dokładnie taki typ fantastyki, jaką lubię najbardziej. Mogę przeczytać, docenić i błyskawicznie zapomnieć, o czym to właściwie było – ponieważ nie zwiążę się z książką w żaden sposób emocjonalnie.
Tutaj jednak owszem, nie pamiętam każdego zakrętu intrygi (która jest w stosunku do całości może nie pretekstowa, ale raczej służebna), lecz zostały mi w oczach postaci i obrazy. Kluczowe dla „Vivo” są fragmentaryczność, mozaikowość i zmienność (w obrębie tekstu: stylu, konwencji, bohatera), spięte rozgrywającym się na wszystkich poziomach zagnieżdżenia, no dobrze, użyję tego słowa: questem. Zadaniem, które używa mechanizmów świata „science fiction w Londynie”, żeby rozwiązać problem rodem z „rubasznego RPG o smokach”.
Co jednak wydaje mi się w „Vivo” „naprawdę”, to elementy tej mozaiki, kiedy narracyjna kamera robi na nie zbliżenie. Krawcowa retro w świecie drukowanych w 3D strojów, potraw i przedmiotów codziennego użytku (Lecz uważaj, co drukujesz! Wielki Brat pilnuje, czy zamówienie nie dowodzi, że popełniasz właśnie przestępstwo). Pani już niemłoda, wykonująca zawód równocześnie absurdalny i bardziej „normalny” niż wszystko, co poza tym zdarza się w jej życiu. Samotność, zbliżająca się starość, ojciec w „Forever”, wyobcowanie, zdolność do refleksji. Opis cielesności pozostający w granicach szacunku do postaci – dopóki nie wkroczy rozbuchany do obłędu wątek psychiatry z jego pojazdem ZłaDziewczynaZLiberii, niosąc ze sobą całą kompletnie odmienną stylistykę.
Kolejnym przebłyskiem pozostającym w pamięci jest Diana. Łatwo byłoby napisać taką postać prześmiewczo, zwłaszcza w powieści, która balansuje pomiędzy wątkami serio a pełną groteską. Diana tak bardzo uwielbia swojego idola, że aż za ciężkie pieniądze kazała umieścić w vivo postać (hmm, no właśnie – czy to jest „postać”?) będącą jego wersją. Gdyby nie zginął. Tak – psychodeliczne okularki z okładki powieści słusznie podpowiadają, że chodzi o Lennona. Czy autor zrobił z Diany żałosną fangirl w średnim wieku? Nie. Napisał ją jako osobę z pewnego rodzaju klasą i zaskakującą siłą ducha. Jej miłość jest „naprawdę”.
No i Lennon. Lennon kradnie powieść. Teoretycznie trudno wskazać głównego bohatera „Vivo”, a z oplecionych wokół smoczej intrygi postaci kilka przedstawionych jest co najmniej równie szczegółowo jak John. Jednak zapewne nie bez powodu na okładkę trafiły okularki, a nie chociażby smok – to jest wątek, który będzie się pamiętać. „»Vivo«? A, to ta książka o starym Lennonie, co się zgubił w Londynie w przyszłości, i tam jeszcze były jakieś różne dziwne rzeczy poza tym?”. John czasem wymyśli piosenkę (zwłaszcza jeżeli Diana wykupi taki węzeł przyczynowo-skutkowy na vivo, wtedy Lennon choćby nie chciał – i tak wymyśli). Uczestniczy w przedsięwzięciach i dramach towarzyszy. Jest uroczy. I kompletnie, ale to kompletnie nie z tej ziemi. Kwestie dialogowe Johna to mały majstersztyk.
Miałam napisać: „I za nie czytelnik wybaczy autorowi wybryki psychiatry z dziurawym mózgiem”. Ale czy jest co wybaczać? To taka powieść, w której nie czuję się kompetentna wydziwiać i wskazywać palcem – to dobre, to do wycięcia, tu polakierować. Podobne odczucia miałam przy „Fobii” Kaina czy „Sennych pałacach” Uznańskiego. Nie wybieram tego typu książek celowo, bo zazwyczaj wolę się „wczuwać” niż „układać układankę i doceniać oryginalność odjazdowej groteski”. Jestem w stanie zaakceptować taką powieść w całości lub w całości odrzucić jako kompletnie ze mną niekompatybilną.
„Vivo” kupuję – emocjonalnie. Bez pasji, ale z sentymentem: dla niektórych odłamków mozaiki. Z kolei od strony zupełnie technicznej jest to bardzo dobrze napisana i zdecydowanie niebanalna powieść fantastyczna z pogranicza konwencji. Nie została nominowana do tegorocznej edycji Nagrody im. Zajdla, ale nie zdziwiła mnie propozycja nominacji w artykule na portalu Lewa Ręka Fantastyki, bo to ta liga.
Nie wiem, czy Istvan Vizvary częściej będzie pisał teksty, które potraktuję jako dziejące się „naprawdę”. Być może pozostanie mi wyłuskiwać z całościowej umownej konwencji „prawdziwość” na poziomie emocji, postaci czy opisów takich jak ten otwierający „Vivo”, gdy nie miałam ani momentu wahania, że tak właśnie się stało: na ulicy Londynu rodem z science fiction umarł smok. Ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu.
koniec
12 czerwca 2018

Kup książkę w MadBooks.pl:

‹Vivo› Istvan Vizvary - cena 0,00 zł

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Opcja polska
Miłosz Cybowski

17 X 2018

Wydawca na okładce „Morfiny” próbuje nas przekonać, że główny bohater, Konstanty Willeman, jest postacią, której nie sposób nie lubić. Głównym problemem książki jest jednak właśnie to, że Szczepan Twardoch celowo stworzył rodzaj polskiego antybohatera – który sympatii jednak wcale nie wzbudza.

więcej »

Ośmiornicą być
Joanna Kapica-Curzytek

16 X 2018

Co się zdarzy, gdy nurkujący filozof spotka się z oko w oko z ośmiornicą? Ta popularnonaukowa książka „Inne umysły. Ośmiornice i prapoczątki świadomości” próbuje wniknąć w stan umysłu głowonogów.

więcej »

Krótko o książkach: Rzeki Londynu
Beatrycze Nowicka

15 X 2018

Napisano już sporo urban fantasy, których akcja toczyła się w stolicy Wielkiej Brytanii. Na ich tle „Rzeki Londynu” Bena Aaronovitcha nie prezentują się szczególnie efektownie.

więcej »

Polecamy

W odmętach miasta bez dna

Przeczytaj to jeszcze raz:

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.