Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

‹Inne Światy›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInne Światy
Data wydania23 maja 2018
Wydawca Sine Qua Non
SeriaSQN Imaginatio
ISBN978-83-65836-19-9
Format608s. 155×230mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Musi być jakaś alternatywa: Niełatwo być inspirowanym
[„Inne Światy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziesięciu autorów i dziesięć różnych interpretacji malarstwa Jakuba Różalskiego – tak w skrócie należałoby określić antologię „Inne światy”. I, podobnie tak same obrazy, książka wywołuje dość mieszane uczucia.

Miłosz Cybowski

Musi być jakaś alternatywa: Niełatwo być inspirowanym
[„Inne Światy” - recenzja]

Dziesięciu autorów i dziesięć różnych interpretacji malarstwa Jakuba Różalskiego – tak w skrócie należałoby określić antologię „Inne światy”. I, podobnie tak same obrazy, książka wywołuje dość mieszane uczucia.

‹Inne Światy›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInne Światy
Data wydania23 maja 2018
Wydawca Sine Qua Non
SeriaSQN Imaginatio
ISBN978-83-65836-19-9
Format608s. 155×230mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Patrząc na nazwiska autorów, który zdecydowali się napisać opowiadania opublikowane w tej antologii, czytelnik całkiem słusznie może oczekiwać solidnego zbioru nietypowych historii. Tymczasem albo obrazy Różalskiego inspirują o wiele mniej, niż się wydaje, albo twórcom zabrakło sił lub chęci, by wykrzesać z siebie coś więcej.
Jak podkreśla we wstępie Michał Cetnarowski, w twórczości Różalskiego mamy do czynienia z czterema różnymi cyklami prac (a przynajmniej do tych czterech nawiązują zebrane tutaj opowiadania). Najpopularniejsza bez wątpienia jest seria „1920+”, na podstawie której powstała gra planszowa „Scythe” (wraz z trzema dodatkami) oraz będąca w fazie produkcji gra komputerowa. Nie dziwi zresztą, że właśnie wizje sielskich krajobrazów z wielkimi mechami w tle najbardziej działają na wyobraźnię. Trzy pozostałe cykle to „Wolfpack”, gdzie główną rolę odgrywają wilkołaki; „Stories From Other Worlds”, odwołujący się do mitów i legend; oraz „Apocalypse Day”, sięgający do motywów II wojny światowej.
Aż pięć przedstawionych w zbiorze opowiadań eksploruje wątki związane z obrazami z serii „1920+”. Dwa kolejne (autorstwa Zielińskiej i Jadowskiej) balansują gdzieś na granicy, brak im bowiem wyraźnie zdefiniowanego świata przedstawionego. Historie Orbitowskiego i Żulczyka w dość jasny sposób nawiązują do pozostałych cykli.
Jedynym opowiadaniem nie pasującym do reszty jest dość swobodny i surrealistyczny „Zapalny stan udręki” Sylwii Chutnik. Brak tu jakiejś konkretnej fabuły, a autorka bierze na warsztat kilka obrazów Różalskiego i stara się złożyć je w jedną całość połączoną opowieścią głównej bohaterki. Jest to całość chaotyczna, której nawet nie ratuje wybrana przez Chutnik konwencja.
Niewiele lepiej prezentuje się „Tyle lat trudu” Jakuba Żulczyka. Wszystko tu wskazuje na to, że pomysł na historię był, ale zabrakło porządnego rozwinięcia i zakończenia. Autor jako jedyny wziął się za losy krasnoludów w miejskiej dżungli i problemy, z jakimi muszą się zmierzyć, by przetrwać. Wszystko urywa się jednak w połowie i kończy wyjątkowo rozczarowującym finałem.
Źródło: ArtStation
Źródło: ArtStation
Do jednego z najlepszych tekstów w całym zbiorze należy zaliczyć „Sforę” Łukasza Orbitowskiego. Podobnie jak Chutnik, sięga on do „wilczych” wątków w malarstwie Różalskiego, przekształcając je w wielopokoleniową opowieść rozgrywającą się na przestrzeni trzech wieków – poczynając od powstania styczniowego, aż po dzień dzisiejszy. Czytając to opowiadanie, nie mogłem opędzić się od skojarzeń z „Czerwonym śniegiem” MacLeoda, tyle tylko, że Orbitowski za motyw przewodni wybrał specyficznie pojmowaną klątwę wilkołactwa. Możemy obserwować, jak kolejne pokolenia radziły sobie z życiem w przedwojennej, międzywojennej i powojennej Polsce i jak posiadanie dającego im nadludzką siłę i pewność siebie artefaktu wpływało na ich losy. Całość wieńczy ładne i symboliczne zakończenie.
Nie jestem do końca pewien, jak umiejscowić opowiadania Aleksandry Zielińskiej i Anety Jadowskiej. Obie autorki nawiązują do obrazów, ale przy tym skąpią jakichkolwiek informacji o świecie przedstawionym. „Nazwałem go Erzet” Zielińskiej bardzo blisko do historii postapokaliptycznej, ale równie dobrze może to być kolejna wariacja na temat świata „1920+”. To luźna wariacja na klasyczny temat wybrańca, opisująca jego wyprawę w nieznane, ale fabule brakuje czegoś odrobinę mniej sztampowego. Brak detali związanych z przeszłością górniczego miasteczka i samego bohatera sprawia, że ciężko się nimi przejąć. Aneta Jadowska w „Bożym dłużniku” (będącym pierwszą częścią tryptyku tatarskiego) nawiązuje właśnie do tatarskich obrazów Różalskiego, ale elementy świata przedstawionego są tu zdecydowanie zbyt słabo zarysowane, by móc jednoznacznie określić, czy mamy do czynienia z nawiązaniem do świata „1920+”, czy też nie. Fabularnie natomiast mamy do czynienia bardziej z przydługim wstępem do historii i wyprawy w nieznane, niż niezależną historią. Tatarski koloryt i obyczaje nie są w stanie ukryć braków opowiadania.
• • •
Źródło: ArtStation
Źródło: ArtStation
Jak się rzekło, pięć pozostałych opowiadań w bezpośredni sposób nawiązuje do świata „1920+”. Różalski nigdy nie stworzył jednolitej historii swojego alternatywnego uniwersum, co dało wszystkim twórcom wykorzystującym motywy jego obrazów ogromne pole do popisu. Wielkie mechy, nawiązania do obrazów dziewiętnastowiecznych klasyków, niezdefiniowana wojna tocząca się na obszarze Europy Środkowej… Wszystko to aż prosi się o opowiedzenie wciągających i napisanych z rozmachem historii prezentujących unikatowe wersje alternatywnych światów. To właśnie tego najbardziej oczekiwałem po „Innych światach”. I, niestety, przyszło mi obejść się ze smakiem.
Czołowym przykładem opowiadania, któremu brak jakiejś solidniejszej podstawy związanej ze światem przedstawionym jest otwierające książkę „Idzie niebo” Jakuba Małeckiego. Ta krótka wariacja na temat, z wielkim sowieckim mechem w tle, nie broni się nawet pod względem fabularnym.
Nieco lepiej poradził sobie Robert J. Szmidt, przedstawiając wizję Europy podbitej przez Japończyków dzięki wykorzystaniu mocy ujarzmionych tybetańskich smoków. W tym świecie Polska jest tylko jedną z wielu prowincji rozrastającego się na większość Azji i sporą część Europy japońskiego imperium. Koncept sam w sobie nie jest najgorszy, jednak wykonanie i główny wątek fabularny, wraz z zupełnie nierealistycznymi bohaterami, czynią z tego opowiadania ciężką lekturę. Nie brak tu ciekawych elementów, które, niestety, zupełnie nie zostały wykorzystane, jak gdyby Szmidt bał się stworzenia opowieści na większą skalę niż lokalne spotkanie między dwoma przyjaciółmi w Ojcowie. Można oczywiście argumentować, że to opowiadanie z kluczem, ale cała ta krytyka idei powstań przedstawiona w alternatywnej rzeczywistości trąci myszką.
Źródło: ArtStation
Źródło: ArtStation
Z prozą Remigiusza Mroza nie miałem do tej pory do czynienia, ale jego „Korytarz pełnomorski” z pewnością nie zachęca, nawet jeśli brać poprawkę na to, że fantastyka nie jest uprawianym przez niego na co dzień gatunkiem. Akcja jest tu wyjątkowo szczątkowa, a fabuła sprowadza się do dialogu dwójki bohaterów: wiejskiego chłopaczka oraz przybyłego z przyszłości pilota wielkiego skandynawskiego mecha. Oczywiście gdzieś tam jest alternatywny świat, w którym Polska jest potęgą, ale niewiele z tego tak na dobrą sprawę wynika. Autor wziął się za motyw podróży w czasie i zupełnie mu nie podołał, popadając w paradoks, którego nie ma zupełnie czym uratować.
„Człowiek, który kochał” Anny Kańtoch to kolejny przypadek, kiedy świat przedstawiony przewija się gdzieś w tle. W latach 40. XX wieku Polska jest europejską potęgą rządzoną przez dynastię Sobieskich, ale umierający władca zdaje sobie sprawę z tego, że dekady pokoju osłabiły kraj bardziej niż wojny. By temu zaradzić powołany został sztab naukowców pracujących w pilnie strzeżonym ośrodku w warszawskim Parku Botanicznym. W przeciwieństwie do powyższych autorów, Kańtoch w pełni świadomie pozostawia wątki alternatywne na boku, by skupić się na historii bohaterów. Fabularnie i pisarsko solidny tekst pozostawia jednak pewien niedosyt; można odnieść wrażenie, że jest to opowiadanie, które z niewielkimi modyfikacjami można by podpiąć pod każdy inny rodzaj świata czy konwencji.
Źródło: ArtStation
Źródło: ArtStation
Na koniec pozostaje nam Dukaj i jego „Imperium chmur”, opowiadanie najdłuższe, złożone pod względem fabularnym, a do tego prezentujące najciekawszy i najbardziej dopracowany alternatywny świat ze wszystkich tekstów w tym zbiorze. Podobnie jak Szmidt, idzie Dukaj w stronę światowej dominacji Japonii, tyle tylko, że w tym przypadku nie ma to związku ze smoczą magią, ale lżejszym od powietrza pierwiastkiem. Autor sięga do „Lalki”, badań doktora Geista i prezentuje kontynuację tego wątku powieści Prusa, w odpowiednio steampunkowym i orientalnym wydaniu. Nie dostajemy opowieści o polskiej walce o wolność u boku Japonii – to właśnie Japonia jest tutaj bowiem głównym graczem, Polacy zaś – Wokulski, Julian Ochocki i jego synowie – przewijają się na marginesie głównej historii. Jak na Dukaja przystało jest to powieść złożona, wątki raz się łączą, raz rozdzielają i trudno niekiedy uchwycić, o czym to historia. Główną rolę odgrywa Kiyoko, dziewczyna przyuczona do stenogramowania w systemie sokki i towarzysząca niemal nieustannie Ochockiemu, zapisując każde jego słowo. Kłopot z oceną tego tekstu polega chyba na tym, że w porównaniu do reszty tekstów zamieszczonych w zbiorze wypada on jako jeden z lepszych, ale już w porównaniu z innymi dziełami samego Dukaja „Imperium chmur” prezentuje się średnio. Nieoczywistość zakończenia zaskakuje, ale całość nie zapada na dłużej w pamięć.
Truizmem byłoby powiedzieć, że „Inne światy” to antologia pełna nierównych tekstów. Problemem nie jest ich jakość literacka (choć decyzji o publikacji niektórych nie potrafię zrozumieć), co raczej dziwna skromność prezentowanych pomysłów. Wszyscy autorzy, może z wyjątkiem Orbitowskiego, podchodzą do światów wykreowanych przez Różalskiego wyjątkowo ostrożnie i bez polotu. Co odbija się znacząco na jakości całego zbioru.
koniec
15 listopada 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Kolejna hagiografia
Miłosz Cybowski

26 X 2021

Abraham Lincoln jest jedną z tych postaci historycznych, o których pisze się na dwa sposoby: albo w sposób bardzo krytyczny, albo przesadnie pozytywny. „Lincoln”, powieść Emila Ludwiga, zalicza się do tej drugiej kategorii.

więcej »

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Fantastyczne antologie: Mechaniczne żurawie
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Krótko o książkach: Kolejna hagiografia
— Miłosz Cybowski

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
— Miłosz Cybowski

Cudzego nie znacie: Krew ojców
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Kto wygra?
— Miłosz Cybowski

Polowanie na czarownice
— Miłosz Cybowski

Do księgarni marsz: Październik 2021
— Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

10 naj… : Zwierzęta
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj...: Żółty, jesienny liść
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o książkach: Koty, słowa, literatura
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.