Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Szczepan Twardoch
‹Królestwo›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólestwo
Data wydania31 października 2018
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklKról
ISBN978-83-08-06800-7
Format352s. 145×207mm
Cena44,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 38,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Jądro szarości
[Szczepan Twardoch „Królestwo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dla jednych powieści Twardocha to objaw niezdrowej fascynacji okrucieństwem i przemocą, dla innych – hiobowy lament nad światem opuszczonym przez Boga, gdzie metafizykę zastąpiła biologia. „Królestwo” nie jest tu wyjątkiem.

Sławomir Grabowski

Jądro szarości
[Szczepan Twardoch „Królestwo” - recenzja]

Dla jednych powieści Twardocha to objaw niezdrowej fascynacji okrucieństwem i przemocą, dla innych – hiobowy lament nad światem opuszczonym przez Boga, gdzie metafizykę zastąpiła biologia. „Królestwo” nie jest tu wyjątkiem.

Szczepan Twardoch
‹Królestwo›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólestwo
Data wydania31 października 2018
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklKról
ISBN978-83-08-06800-7
Format352s. 145×207mm
Cena44,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 38,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jest jesień, więc czas na Twardocha – jego kolejne książki od kilku lat regularnie ukazują się pod koniec roku, a listopadowy czas wydaje im się nieźle pasować. „Królestwo”, kontynuacja „Króla”, to pierwszy sequel w jego dorobku. Nie ma to zresztą większego znaczenia, bo Twardoch należy do autorów, którzy i tak, przynajmniej od czasów „Morfiny”, piszą wciąż tę samą książkę, obsesyjnie powtarzając pewne tematy – w jego przypadku jest to tożsamość, wola życia, polskość i „czerń”, czyli metafizyczna pustka.
„Królestwo” to opowieść o przetrwaniu w rzeczywistości skrajnie opresyjnej, w okupowanej Warszawie, w której przeżyć mogą najsprytniejsi albo najbardziej bezwzględni. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia drugoplanowych postaci znanych z „Króla” – Ryfki i Dawida, czyli odpowiednio kochanki i syna znanego z poprzedniej powieści Jakuba Szapiro, żydowskiego boksera i przywódcy przestępczego półświatka. Udało się Twardochowi wiarygodnie pokazać lata okupacji z perspektywy warszawskich Żydów; niemal czujemy ich zwierzęcy strach tak przed okrucieństwem Niemców, jak i podłością Polaków. Nie jest to obraz przyjemny, i do tego, jak to zwykle u Twardocha bywa, mocno przejaskrawiony – do czego zresztą pisarz ma pełne prawo. Polacy są tutaj wyjęci jak z książek Jana Tomasza Grossa, ich negatywny obraz przewyższa nawet ten znany z „Mausa” Arta Spiegelmana, gotowi są każdego napotkanego Żyda zabić, okraść albo wydać Niemcom. Czasem tylko „wśród starych pepeesiaków” można spotkać przyzwoitych Polaków. Niemniej liczenie na pomoc z ich strony jest jak rosyjska ruletka, i to taka, w której tylko jedna komora magazynka jest pusta. Taka optyka może być słusznie uznana za krzywdzącą, być może też taka jest autorska strategia – wywołać reakcję u tych odbiorców, którzy takie podejście określają mianem pedagogiki wstydu. Natomiast inni tylko jej – i autorowi – przyklasną.
Polakom obrywa się nie tylko za antysemityzm, także za „kraj z papieru”, którego władze przekonywały o mocarstwowości, a którego rząd w pierwszych dniach września zwiał z Warszawy. Dla równowagi, w powieści padają dość nieprzychylne słowa wobec Ślązaków (co może być zaskoczeniem, znając autorskie sympatie), jako „bardziej gorliwych od Niemców” podczas wojny. Kpi się też z Żydów, którzy popadają w przesadę w pragnieniu asymilacji i stania się Polakami – generalnie przybieranie obcej tożsamości jest wartościowane negatywnie.
„Królestwo” jest dobrze napisaną powieścią – znajdziemy w niej skomplikowane postacie o złożonych motywacjach, niebanalną (i niechronologiczną) fabułę, wreszcie niepodrabialny język – Twardoch znalazł własny, oryginalny styl, świadczący o dużej świadomości literackiej i coraz lepszym warsztacie, ale zarazem mocno osobisty, będący echem wewnętrznych bojów. Niektóre sceny, niesamowicie „filmowe” czy obdarzone olbrzymim ładunkiem emocjonalnym, zostaną w czytelniku na długo – zwłaszcza, niestety, te wystawiające bardzo niechlubne świadectwo naszemu człowieczeństwu.
Poza dobrze oddanymi realiami Warszawy okupacyjnej (a zwłaszcza jej podziemnego królestwa piwnic i bunkrów), znajdziemy w powieści też wątek śląski (wątek Jorga Konopki) i ukraiński (wątek Mirona Maslanczuka). I Ślązak, i Ukrainiec mają wojenne grzechy na sumieniu, z uczestnictwem w pogromach włącznie, ale po zapoznaniu się z całością ich historii nie ośmielamy się rzucić kamieniem. Zło u Twardocha to w równym stopniu wynik autonomicznej decyzji, co efekt zewnętrznych uwarunkowań, w tym narzuconej przez wychowanie narodowej tożsamości. A „Polacy i Żydzi istnieją nie bardziej niż Czerwony Kapturek albo Bóg, którego oczywiście wcale nie ma. Tylko ja jestem i istnieję, w szarości” – pełno w książce takich konfesyjnych wyznań, świadczących o żarliwej „antywierze”, głoszonych z perspektywy narratora, czy raczej narratorki – kolejnej u Twardocha personifikacji nicości czy metafizycznej pustki. Ciekawym zabiegiem jest użycie słowa „wteraz”, określającego czas czy perspektywę narracji i uzasadniającego narratorską wszechwiedzę – podobne triki literackie pamiętają czytelnicy „Morfiny” i „Dracha”.
Odrobinę nadziei dają okruchy elementarnego człowieczeństwa, miłości polegającej na trosce i opiece, mającej większą wartość od miłości erotycznej – ta ostatnia to zazwyczaj wyłącznie towar. W wątku kilkunastoletnich szmuglerów (Heli, Lejba i Dawida) brzmią echa utopijnych marzeń z lat raczej sześćdziesiątych niż czterdziestych – dzieciaki „antysystemowo” zarabiają na przemycie żywności do getta, zyskiem dzielą się charytatywnie z najbiedniejszymi, a własną zażyłość łączą z miłością fizyczną – nie wiem, czy autor nie posuwa się za daleko, opisując miłosny trójkąt czternastolatków.
Prawdopodobnie „szarość” narratora/narratorki ma symbolizować brak prostego podziału na dobro i zło, a także „ujednolicenie” sensu (czy raczej jego braku) każdej ludzkiej biografii – każdy, dobry czy zły, kończy tak samo. Niemniej, chciałbym wierzyć, że stanowi jakiś „kolorystyczny postęp” w porównaniu do „czarnych bogów” z Morfiny czy podziemnego Dracha ze śląskich kopalni… Biorąc pod uwagę, że z powieści na powieść brutalność jest coraz bardziej podkręcana, trudno o taką nadzieję. Nie wiem, na ile taki obraz świata i Polaków wynika z autentycznych przekonań autora, na ile jest strategią pisarską, a na ile rozpaczliwym pytaniem o jakikolwiek, wykraczający ponad biologię i przetrwanie, sens.
koniec
9 grudnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W gąszczu tajemnic
Marcin Mroziuk

20 VIII 2019

W rozgrywających się w powojennym Londynie „Światłach wojny” możemy śledzić perypetie pewnej tylko na pozór zwykłej rodziny. Przy czym w powieści Michaela Ondaatje pełno jest nie tylko rozmaitych sekretów, ale również zapadających w pamięć postaci.

więcej »

Krótko o książkach: Nie jedzcie bajkowych kucyków
Wojciech Gołąbowski

19 VIII 2019

Czy można napisać cokolwiek odkrywczego o dziewiątym już tomie opowiadań o przygodach Jakuba Wędrowycza?

więcej »

Klepsydra nad morzem
Joanna Kapica-Curzytek

18 VIII 2019

Klimat wakacji, burze dorastania i pięknie opisane ludzkie emocje. „Moje lato w Tenby”, choć schematyczne, mocno broni się rozmachem i niepowtarzalną atmosferą wielowątkowej opowieści.

więcej »

Polecamy

Prawdziwe kłamstwa

Na rubieżach rzeczywistości:

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Opcja polska
— Miłosz Cybowski

Książka o ziemi i krwi
— Katarzyna Kantner

Powieść nie o Śląsku i bez mostu
— Joanna Kapica-Curzytek

Nie oddzielam
— Miłosz Cybowski

Próba sił
— Joanna Kapica-Curzytek

Tożsamość wielokrotna Konstantego Willemanna
— Paweł Micnas

Grunwaldy każdego z nas
— Mieszko B. Wandowicz

Monolog wiecznotrwałego mizantropa
— Mieszko B. Wandowicz

Mała zimna wojna
— Jakub Gałka

Rozgrywki wywiadów za kołem podbiegunowym
— Jakub Owczarek

Tegoż autora

Jaka piękna prowizorka
— Sławomir Grabowski

Tęskniąc do białych plam
— Sławomir Grabowski

Changes are coming!
— Sławomir Grabowski

Lepiej być nie mogło
— Sławomir Grabowski

Doktor Frankenstein bez kompleksów
— Sławomir Grabowski

Google, Facebook i inni bogowie
— Sławomir Grabowski

Superman za 130 dolarów
— Sławomir Grabowski

Warto rozmawiać
— Sławomir Grabowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.