Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Szczepan Twardoch
‹Królestwo›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólestwo
Data wydania31 października 2018
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklKról
ISBN978-83-08-06800-7
Format352s. 145×207mm
Cena44,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 26,94 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Jądro szarości

Esensja.pl
Esensja.pl
Dla jednych powieści Twardocha to objaw niezdrowej fascynacji okrucieństwem i przemocą, dla innych – hiobowy lament nad światem opuszczonym przez Boga, gdzie metafizykę zastąpiła biologia. „Królestwo” nie jest tu wyjątkiem.

Sławomir Grabowski

Jądro szarości

Dla jednych powieści Twardocha to objaw niezdrowej fascynacji okrucieństwem i przemocą, dla innych – hiobowy lament nad światem opuszczonym przez Boga, gdzie metafizykę zastąpiła biologia. „Królestwo” nie jest tu wyjątkiem.

Szczepan Twardoch
‹Królestwo›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólestwo
Data wydania31 października 2018
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklKról
ISBN978-83-08-06800-7
Format352s. 145×207mm
Cena44,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 26,94 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jest jesień, więc czas na Twardocha – jego kolejne książki od kilku lat regularnie ukazują się pod koniec roku, a listopadowy czas wydaje im się nieźle pasować. „Królestwo”, kontynuacja „Króla”, to pierwszy sequel w jego dorobku. Nie ma to zresztą większego znaczenia, bo Twardoch należy do autorów, którzy i tak, przynajmniej od czasów „Morfiny”, piszą wciąż tę samą książkę, obsesyjnie powtarzając pewne tematy – w jego przypadku jest to tożsamość, wola życia, polskość i „czerń”, czyli metafizyczna pustka.
„Królestwo” to opowieść o przetrwaniu w rzeczywistości skrajnie opresyjnej, w okupowanej Warszawie, w której przeżyć mogą najsprytniejsi albo najbardziej bezwzględni. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia drugoplanowych postaci znanych z „Króla” – Ryfki i Dawida, czyli odpowiednio kochanki i syna znanego z poprzedniej powieści Jakuba Szapiro, żydowskiego boksera i przywódcy przestępczego półświatka. Udało się Twardochowi wiarygodnie pokazać lata okupacji z perspektywy warszawskich Żydów; niemal czujemy ich zwierzęcy strach tak przed okrucieństwem Niemców, jak i podłością Polaków. Nie jest to obraz przyjemny, i do tego, jak to zwykle u Twardocha bywa, mocno przejaskrawiony – do czego zresztą pisarz ma pełne prawo. Polacy są tutaj wyjęci jak z książek Jana Tomasza Grossa, ich negatywny obraz przewyższa nawet ten znany z „Mausa” Arta Spiegelmana, gotowi są każdego napotkanego Żyda zabić, okraść albo wydać Niemcom. Czasem tylko „wśród starych pepeesiaków” można spotkać przyzwoitych Polaków. Niemniej liczenie na pomoc z ich strony jest jak rosyjska ruletka, i to taka, w której tylko jedna komora magazynka jest pusta. Taka optyka może być słusznie uznana za krzywdzącą, być może też taka jest autorska strategia – wywołać reakcję u tych odbiorców, którzy takie podejście określają mianem pedagogiki wstydu. Natomiast inni tylko jej – i autorowi – przyklasną.
Polakom obrywa się nie tylko za antysemityzm, także za „kraj z papieru”, którego władze przekonywały o mocarstwowości, a którego rząd w pierwszych dniach września zwiał z Warszawy. Dla równowagi, w powieści padają dość nieprzychylne słowa wobec Ślązaków (co może być zaskoczeniem, znając autorskie sympatie), jako „bardziej gorliwych od Niemców” podczas wojny. Kpi się też z Żydów, którzy popadają w przesadę w pragnieniu asymilacji i stania się Polakami – generalnie przybieranie obcej tożsamości jest wartościowane negatywnie.
„Królestwo” jest dobrze napisaną powieścią – znajdziemy w niej skomplikowane postacie o złożonych motywacjach, niebanalną (i niechronologiczną) fabułę, wreszcie niepodrabialny język – Twardoch znalazł własny, oryginalny styl, świadczący o dużej świadomości literackiej i coraz lepszym warsztacie, ale zarazem mocno osobisty, będący echem wewnętrznych bojów. Niektóre sceny, niesamowicie „filmowe” czy obdarzone olbrzymim ładunkiem emocjonalnym, zostaną w czytelniku na długo – zwłaszcza, niestety, te wystawiające bardzo niechlubne świadectwo naszemu człowieczeństwu.
Poza dobrze oddanymi realiami Warszawy okupacyjnej (a zwłaszcza jej podziemnego królestwa piwnic i bunkrów), znajdziemy w powieści też wątek śląski (wątek Jorga Konopki) i ukraiński (wątek Mirona Maslanczuka). I Ślązak, i Ukrainiec mają wojenne grzechy na sumieniu, z uczestnictwem w pogromach włącznie, ale po zapoznaniu się z całością ich historii nie ośmielamy się rzucić kamieniem. Zło u Twardocha to w równym stopniu wynik autonomicznej decyzji, co efekt zewnętrznych uwarunkowań, w tym narzuconej przez wychowanie narodowej tożsamości. A „Polacy i Żydzi istnieją nie bardziej niż Czerwony Kapturek albo Bóg, którego oczywiście wcale nie ma. Tylko ja jestem i istnieję, w szarości” – pełno w książce takich konfesyjnych wyznań, świadczących o żarliwej „antywierze”, głoszonych z perspektywy narratora, czy raczej narratorki – kolejnej u Twardocha personifikacji nicości czy metafizycznej pustki. Ciekawym zabiegiem jest użycie słowa „wteraz”, określającego czas czy perspektywę narracji i uzasadniającego narratorską wszechwiedzę – podobne triki literackie pamiętają czytelnicy „Morfiny” i „Dracha”.
Odrobinę nadziei dają okruchy elementarnego człowieczeństwa, miłości polegającej na trosce i opiece, mającej większą wartość od miłości erotycznej – ta ostatnia to zazwyczaj wyłącznie towar. W wątku kilkunastoletnich szmuglerów (Heli, Lejba i Dawida) brzmią echa utopijnych marzeń z lat raczej sześćdziesiątych niż czterdziestych – dzieciaki „antysystemowo” zarabiają na przemycie żywności do getta, zyskiem dzielą się charytatywnie z najbiedniejszymi, a własną zażyłość łączą z miłością fizyczną – nie wiem, czy autor nie posuwa się za daleko, opisując miłosny trójkąt czternastolatków.
Prawdopodobnie „szarość” narratora/narratorki ma symbolizować brak prostego podziału na dobro i zło, a także „ujednolicenie” sensu (czy raczej jego braku) każdej ludzkiej biografii – każdy, dobry czy zły, kończy tak samo. Niemniej, chciałbym wierzyć, że stanowi jakiś „kolorystyczny postęp” w porównaniu do „czarnych bogów” z Morfiny czy podziemnego Dracha ze śląskich kopalni… Biorąc pod uwagę, że z powieści na powieść brutalność jest coraz bardziej podkręcana, trudno o taką nadzieję. Nie wiem, na ile taki obraz świata i Polaków wynika z autentycznych przekonań autora, na ile jest strategią pisarską, a na ile rozpaczliwym pytaniem o jakikolwiek, wykraczający ponad biologię i przetrwanie, sens.
koniec
9 grudnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Rozum jak różowe okulary
Joanna Kapica-Curzytek

20 II 2019

Amerykański kognitywista i ceniony popularyzator nauki proponuje w „Nowym Oświeceniu” spojrzenie na otaczający nas świat przez różowe okulary – czyli racjonalnie, przez pryzmat faktów naukowych. Lektura w wielu miejscach nas zaskoczy.

więcej »

Czy w Rosji można być stoikiem?
Miłosz Cybowski

19 II 2019

„Pawilon szósty”, zbiór czterech historii autorstwa Antona Czechowa, dowodzi bardzo wyraźnie, że rosyjski autor jest mistrzem krótkich form literackich. Teksty dłuższe, choć utrzymane w tym samym klimacie i niepozbawione celnych obserwacji, pozostawiają jednak trochę do życzenia.

więcej »

Mała Esensja: Tajemnice i tarapaty
Marcin Mroziuk

18 II 2019

Druga część przygód Marianny i Miłosza w niesamowitej krainie wynalazców i konstruktorów będzie bez wątpienia fascynującą lekturą dla młodych czytelników. „Imaginarium. Ogród Leonarda” przynosi bowiem wyjaśnienie wielu zagadek, które pojawiły się w „Gildii Wynalazców”, a Agnieszka Stelmaszyk potrafi zaskoczyć nas tutaj jeszcze większą liczbą nagłych zwrotów akcji niż w pierwszym tomie serii .

więcej »

Polecamy

Zapchajdziura

Na rubieżach rzeczywistości:

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Opcja polska
— Miłosz Cybowski

Książka o ziemi i krwi
— Katarzyna Kantner

Powieść nie o Śląsku i bez mostu
— Joanna Kapica-Curzytek

Nie oddzielam
— Miłosz Cybowski

Próba sił
— Joanna Kapica-Curzytek

Tożsamość wielokrotna Konstantego Willemanna
— Paweł Micnas

Grunwaldy każdego z nas
— Mieszko B. Wandowicz

Monolog wiecznotrwałego mizantropa
— Mieszko B. Wandowicz

Mała zimna wojna
— Jakub Gałka

Rozgrywki wywiadów za kołem podbiegunowym
— Jakub Owczarek

Tegoż autora

Jaka piękna prowizorka
— Sławomir Grabowski

Tęskniąc do białych plam
— Sławomir Grabowski

Changes are coming!
— Sławomir Grabowski

Lepiej być nie mogło
— Sławomir Grabowski

Doktor Frankenstein bez kompleksów
— Sławomir Grabowski

Google, Facebook i inni bogowie
— Sławomir Grabowski

Superman za 130 dolarów
— Sławomir Grabowski

Warto rozmawiać
— Sławomir Grabowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.