Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Mirosław P. Jabłoński
‹Schron›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSchron
Data wydaniamaj 2018
Autor
Wydawca Solaris
SeriaArchiwum polskiej fantastyki
ISBN978-83-7590-321-8
Format250s.
Cena29,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Szczurza dieta
[Mirosław P. Jabłoński „Schron” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Schron” Mirosława Jabłońskiego powstał o przynajmniej dwie dekady za późno, a wznawianie go nie było chyba najlepszym pomysłem…

Jarosław Loretz

Szczurza dieta
[Mirosław P. Jabłoński „Schron” - recenzja]

„Schron” Mirosława Jabłońskiego powstał o przynajmniej dwie dekady za późno, a wznawianie go nie było chyba najlepszym pomysłem…

Mirosław P. Jabłoński
‹Schron›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSchron
Data wydaniamaj 2018
Autor
Wydawca Solaris
SeriaArchiwum polskiej fantastyki
ISBN978-83-7590-321-8
Format250s.
Cena29,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Schron” to jedna z kilku wznowionych w serii Archiwum Polskiej Fantastyki powieści Mirosława Jabłońskiego. Niestety, proponowanie obecnym czytelnikom tak „Kryptonimu Psima”, jak choćby i „Schronu”, zamiast przynieść renesans zainteresowania twórczością autora spowoduje raczej skutek odwrotny – przekonanie się, że jak na obecne standardy jest to już literatura przestarzała, mimo gładkości stylu napisana nieporadnie, i niekoniecznie warta lektury.
Powieść rozpoczyna się ciekawie i w miarę oryginalnie – przynajmniej jeśli chodzi o rodzime poletko literackie, bo na Zachodzie walec fali strachu przed wojną atomową i związaną z tym zagładą cywilizacji przetoczył się po SF na przełomie lat 60. i 70., dając całkiem sporą liczbę opowiadań i powieści znacznie rozsądniej skonstruowanych i wywierających o wiele większe wrażenie niż dzieło Jabłońskiego. Bohaterem „Schronu” jest Waelke, żyjący na wyniszczonej, pozbawionej roślin i widoku słońca Ziemi członek plemienia popromiennych mutantów, żywiących się zmutowanymi, ogromnymi szczurami. Ponieważ odstaje od ogółu wyglądem, przypominającym dawnych zdrowych, pięknych ludzi, wszyscy nazywają go potworem i nieustannie go gnębią – aczkolwiek tylko psychicznie, bo fizycznie krzepki jest i mógłby się odwinąć i obić lico, a może i utrącić makówkę. Gdy więc umiera jego matka, Waelke bierze skromny dobytek i rusza do ruin miasta, rzucić okiem na siedzibę zabitego kilka dni wcześniej przez nieznane istoty nietoperza-giganta, terroryzującego wioskę od niepamiętnych czasów. Dochodzi do miasta, odkrywa kilka rzeczy, i gdy nadciąga mniej więcej setna strona… kończy występ. Bo razem z zejściem bohatera pod ziemię akcja przeskakuje do tytułowego schronu, tam zaś beznadziejnie więźnie w topornych intrygach, przepychankach koterii i ciosanej krzemienną siekierką psychologii postaci.
„Schron”, wydany oryginalnie w 1987 roku w szczecińskim wydawnictwie „Glob”, robi na tle zagranicznych braci – nawet tych wschodnich, jak choćby „Miasto na górze” Bułyczowa – wrażenie mocno spóźnionego, biedniejszego kuzyna, który bardzo się stara, ale w połowie dystansu dostaje zadyszki i do końca rywalizacji porusza się już na czterech kończynach. Nie ma tu nowych koncepcji, nie ma wyszukanej techniki, nie ma też głębszego spojrzenia na psychologię czy socjologię ludzi przyszłości. Jest ramowa fabuła i ramowe realia, stanowiące podstawę dla niezbyt ambitnej przygodówki.
Kreację świata „Schron” też ma ubożuchną. Wiadomo, że kilkaset lat temu wybuchła wojna atomowa. Od tego czasu, przez te kilkaset lat – bardziej osiemset-dziewięćset niż dwieście-trzysta – na niebie utrzymuje się pył odcinający Ziemię od słonecznego światła. Czy jest ciemno? Z grubsza, bo dzień ma jasność naszego zimowego, dżdżystego popołudnia. Wręcz wczesnego wieczoru. Czy jest zimno? Nie. Rzeka jest wolna od lodu, a tubylcy biegają w luźno narzuconych szczurzych futrach. W końcu ciepło w atmosferze bierze się nie z promieni słonecznych, a z… no, z szybkiego ruchu zwierząt i godności osobistej mutantów. Utrzymują oni zresztą dziarską krzepę, bo na okrętkę żrą mięcho wielkich szczurów. Suszone, gotowane bądź pieczone. Mięcho w końcu zdrowe. Przy czym mięcha nigdy nie zabraknie, bo szczurów jest jak mrówków. Co więc żrą szczury, że tak się spasły i rozmnożyły? No cóż, jakieś inne zwierzęta (króliki loodo), które żrą inne zwierzęta (węże ororo), które żrą inne zwierzęta (żaby wolo), które żrą inne zwierzęta (robaki goala), które żrą… ziemię. Ot, i cały łańcuch pokarmowy, na szczycie którego do niedawna był ów nieszczęsny nietoperz. Sztuk jeden. Roślin w menu nie ma, bo rośliny zupełnie wyginęły. A skoro wyginęły, to i tlenu mało się zrobiło – ledwie 10%. Nieważne, że jak dotychczas wahnięcie stężenia tlenu w atmosferze o 1% zajmowało setki tysięcy lat, i to nawet podczas różnych katastrof klimatycznych…
Gdyby ktoś myślał, że po zejściu Waelkego pod ziemię zrobi się mądrzej, spieszę donieść, że nie, nic takiego nie ma miejsca. Nie dość, że nasz bohater z pierwszoplanowego staje się czwartoplanowym i nie ma co liczyć na poznawanie wnętrza schronu z jego perspektywy, to jeszcze autor uznał, że wygląd schronu, jego wyposażenie i sposób funkcjonowania bardzo licznego społeczeństwa wcale nie powinny czytelnika interesować. Bo – przynajmniej dla autora – najważniejsze jest, kto utrzyma tam władzę. W tej sytuacji wyłącznie mimochodem dowiadujemy się, że schron ma ponad… STO poziomów, przy czym na tych najgłębszych jest tylko „trochę” duszno.
Nie będę się bardziej pastwił nad regułami rządzącymi przedstawionym światem, bo w końcu mogę popsuć komuś lekturę wyjawiając istotne dla przebiegu intrygi detale. Lojalnie jednak informuję, że biorąc książkę do ręki z jednej strony trzeba być przygotowanym na puszczanie mimo oka różnych bzdur, z drugiej zaś należy pamiętać o tym, że do wspomnianej setnej strony mamy powieść przygodową, a później – mniej więcej obyczajową SF, i to mierną. Na początku czyta się to więc szybko, a później głównie z uporem, licząc na to, że finał wynagrodzi trud brnięcia po kostki w słabych dialogach i pretensjonalnych zachowaniach.
koniec
15 grudnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W gąszczu tajemnic
Marcin Mroziuk

20 VIII 2019

W rozgrywających się w powojennym Londynie „Światłach wojny” możemy śledzić perypetie pewnej tylko na pozór zwykłej rodziny. Przy czym w powieści Michaela Ondaatje pełno jest nie tylko rozmaitych sekretów, ale również zapadających w pamięć postaci.

więcej »

Krótko o książkach: Nie jedzcie bajkowych kucyków
Wojciech Gołąbowski

19 VIII 2019

Czy można napisać cokolwiek odkrywczego o dziewiątym już tomie opowiadań o przygodach Jakuba Wędrowycza?

więcej »

Klepsydra nad morzem
Joanna Kapica-Curzytek

18 VIII 2019

Klimat wakacji, burze dorastania i pięknie opisane ludzkie emocje. „Moje lato w Tenby”, choć schematyczne, mocno broni się rozmachem i niepowtarzalną atmosferą wielowątkowej opowieści.

więcej »

Polecamy

Prawdziwe kłamstwa

Na rubieżach rzeczywistości:

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jechać aż do końca
— Jarosław Loretz

Esensja czyta: Czerwiec 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Agnieszka Szady

Tegoż autora

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Kwestia zaufonia
— Jarosław Loretz

Obraz niezdecydowania
— Jarosław Loretz

Wędrować też trzeba umieć
— Jarosław Loretz

Bracula
— Jarosław Loretz

Polska atomem liźnięta
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.