Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Emilia Smechowski
‹My, superimigranci›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMy, superimigranci
Tytuł oryginalnyWir Strebermigranten
Data wydania18 października 2018
Autor
PrzekładBartosz Nowacki
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-8123-369-9
Format232s. 130×200mm
Cena36,—
Gatunekbiograficzna / wywiad / wspomnienia, non-fiction
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Polaków głos własny

Esensja.pl
Esensja.pl
„My, superimigranci” to ważna i udana próba opisu doświadczeń pokolenia polskich imigrantów w Niemczech. Całościowe ujęcie w kontekście społeczno-historyczym łączy się tutaj z indywidualnymi przeżyciami autorki.

Joanna Kapica-Curzytek

Polaków głos własny

„My, superimigranci” to ważna i udana próba opisu doświadczeń pokolenia polskich imigrantów w Niemczech. Całościowe ujęcie w kontekście społeczno-historyczym łączy się tutaj z indywidualnymi przeżyciami autorki.

Emilia Smechowski
‹My, superimigranci›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMy, superimigranci
Tytuł oryginalnyWir Strebermigranten
Data wydania18 października 2018
Autor
PrzekładBartosz Nowacki
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-8123-369-9
Format232s. 130×200mm
Cena36,—
Gatunekbiograficzna / wywiad / wspomnienia, non-fiction
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Polacy w Niemczech są – po mieszkańcach narodowości tureckiej – drugą co do wielkości mniejszością. Pojawiali się u naszych zachodnich sąsiadów już od XIX wieku, przeważnie jako uchodźcy polityczni i emigranci ekonomiczni (podróżujący „za chlebem”). Ocenia się, że w ciągu dwustu lat do Niemiec przemieściło się z terytoriów Polski ponad 8 mln osób. Trzon polskiej grupy imigrantów w Niemczech tworzy pokolenie tzw. emigracji solidarnościowej z lat 80. XX wieku. Wtedy jeszcze większość uchodźców z Polski nazywano „przesiedleńcami” (jeśli urodzili się na przykład na terenach dawniej należących do Niemiec).
To z tej generacji wywodzą się rodzice autorki, którzy wyjechali z Wejherowa do Berlina Zachodniego w 1988 roku. Emilia Smechowski miała wtedy pięć lat. „Polski rozdział” w jej życiu był bardzo krótki, a wyjazd od razu przyniósł jej doświadczenie utraty: kochających dziadków oraz sympatycznego towarzysza zabaw Tomka. Z nim nie zdążyła się nawet pożegnać; dorośli wtedy nie przywiązywali zbyt wielkiej wagi do emocji dzieci.
Po przyjeździe na nowe miejsce euforii nie było. Był za to strach. Co będzie, kiedy w Polsce wszyscy się już dowiedzą, że rodzina wyjechała nie na wakacyjną wycieczkę, ale na stałe do Niemiec. „Tak zaczęło się nasze nowe życie. W strachu. Być może właśnie ten strach wyjaśnia, dlaczego w przyszłości mieliśmy się kryć. Stawaliśmy się niewidzialni. Szeptaliśmy na ulicy. I chcieliśmy jak najszybciej zapomnieć, skąd przyjechaliśmy”, wspomina autorka.
Ten strach może tłumaczyć, dlaczego właściwie do dziś polska mniejszość narodowa jest mało widoczna i nie akcentuje swojej odrębności. Autorka próbuje wyjaśnić, co składa się na ten specyficzny polski kompleks, na to, że wiele osób przyznawanie się do polskości postrzegało (i postrzega) jako stygmat? Bo Polacy w Niemczech są mistrzami integracji. Studiują częściej. Integrują się lepiej na rynku pracy. Ale jako mniejszość narodowa są niewidzialni. „Gdyby w tamtym czasie było coś takiego, jak mistrzostwa w integracji, co roku zdobywalibyśmy złoto (…) staliśmy się niemal bardziej niemieccy od Niemców”, zauważa autorka. I stawia w książce pytania: co uchodzi za niemieckie? I co właściwie jest wyznacznikiem udanej integracji i asymilacji? Czy równoznaczny z nią jest wywalczony społeczny status?
Emilia Smechowski opisuje trudne dla jej rodziny pierwsze lata. Zmiana nazwiska (w Polsce nosili nazwisko Śmiechowski). Piętrzące się formalności, intensywna nauka języka, zakończona certyfikatem. Rodzice – lekarze nie od razu mogli podjąć pracę w swoim zawodzie. Stopniowo jednak pięli się w górę drabiny społecznego statusu. „Niemcy uznali nas za Niemców. Bez egzaminu, bez testu. Tak po prostu”, podsumowuje autorka, ale nie ukrywa, że wszyscy w rodzinie zapłacili za to wysoką cenę. Zastosowanie się do zasady, że „w Niemczech mówimy tylko po niemiecku” skutkowało tym, że Emilia przez długi czas nie mówiła wcale: wstydem było mówienie i po polsku, ale też i po niemiecku – z obawy o popełnianie błędów. Gdy poszła do szkoły, oczekiwaniem jej rodziców był „perfekcyjny niemiecki i ukryty polski”. Tak było nie tylko w jej rodzinie. W rzeczywistości wiele osób polskiego pochodzenia w Niemczech po polsku nie mówi do dzisiaj.
Później, gdy Emilia stała się nastolatką, przyszedł bunt. Wobec stylu życia rodziców i ich wyborów. Oni chcieli być częścią niemieckiej klasy średniej, mieć materialne poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Autorka marzyła o karierze śpiewaczki operowej. I w imię wierności samej sobie, w wieku kilkunastu lat wyprowadziła się z domu, zrywając na długi czas kontakt z rodzicami i rodzeństwem (młodszą siostrą i bratem). Ta autobiograficzna książka jest również formą rozliczenia się z przeszłością, próbą znalezienia odpowiedzi, dlaczego rodzice odmówili jej wtedy swobody wyboru, nie dali wsparcia, którego od nich oczekiwała. Swojego własnego głosu odtąd poszukiwała samodzielnie, w oderwaniu od rodziny. „Muzyka, teraz to wiem, była moją strategią wyjścia. Z surowego domu rodzinnego, z chłodu, z wiecznego >wyżej, szybciej, dalej<”, wyznaje Emilia Smechowski. Wiele lat potrwa, zanim autorka na nowo będzie kontaktować się z rodzicami. Oni sami – rozwiedli się, co być może też jest ceną, jaką zapłacili za marzenia o nowym, lepszym życiu.
Autorka nie boi się pokazać także wiele mówiących realiów funkcjonowania na pograniczu dwóch, nazwijmy to, ojczyzn. Jako gość odwiedza Polskę i dziadków (po 1989 roku można było swobodnie podróżować). To jedyne chwile, gdy jej zapomniany język polski odżywa. Wiele przykładów pokazuje nam także, że nie w pełni identyfikuje się z kulturą niemiecką. Smechowski potrafi pisać o tym, pokazując szerokie konteksty tego zjawiska, przygląda się samej sobie oraz swojej rodzinie z dystansu. Przez wiele lat funkcjonuje jak gdyby „między dwoma krzesłami”, nie siadając na żadnym. I przyznaje: „nie byłam ani >nową Niemką<, ani >dawną Polką<”.
Ale z czasem zaczyna dostrzegać wokół siebie ludzi podobnych do niej samej. „Ukrytych” Polaków i Polki. Asię, Kasię, Anię, Alicję i innych. Ich biografie były „przerażająco podobne” do jej przeżyć, jak ujmuje to Smechowski. W tym czasie reprezentacji Niemiec w piłce nożnej furorę robią Miroslav Klose i Lukas Podolski. Tak jak autorka tej książki, urodzeni w Polsce, w wieku kilku lat wyjechali z rodzicami na stałe do Niemiec. Klose, kiedy trafił do drużyny narodowej, „śpiewał niemiecki hymn szczególnie głośno”, czytamy. Żeby pokazać, że losy ich wszystkich to nie są to wyjątki od reguły, posłużę się jeszcze przykładem, którego nie ma w książce: sekretarzem generalnym CDU został niedawno 33-letni Paul Ziemiak. Identycznie jak Emilia Smechowski, wyjechał z Polski do Niemiec z rodzicami-lekarzami w 1988 roku. Ale o swoich korzeniach mówi inaczej niż ona wcześniej – otwarcie.
Upływający czas sprawił jednak, że życie Emilii Smechowski po wypróbowaniu przez nią wielu „strategii wyjścia”, zatoczyło koło. Została dziennikarką w „Die Tageszeitung” (muzyka i rytm języka, jak zauważa, mają ze sobą wiele wspólnego). I ze zdziwieniem stwierdza, że imigranci niedawno przybyli z Polski do Niemiec nie mają zahamowań, jeśli chodzi o posługiwanie się językiem polskim w przestrzeni publicznej. To dla nich wręcz coś oczywistego. Jednak u tych, którzy przybyli do Niemiec wcześniej – nadal rodzi obawy o wykluczenie.
Jesteśmy świadkami szczególnego rodzaju powrotu Emilii Smechowski do kręgu kultury i języka polskiego: „powoli odnajduję mój język”, jak pięknie to ujmuje. W książce przeczytamy, co ją do tego skłoniło – choć raczej bardziej zasadnym pytaniem byłoby tutaj także: kto. I ten powrót był inspiracją do napisania reportażu „My, superimigranci”, w którym znalazły się jej własne doświadczenia, przekładające się na losy całego pokolenia Polaków osiedlających się na stałe w Niemczech.
Brakuje mi w książce zestawienia bibliograficznego źródeł, którymi posługiwała się autorka podczas pisania. W tekście są wzmianki o badaniach (i przytaczane z nich dane), również cytaty czy odniesienia do konkretnych utworów, warto byłoby zestawić ich spis. Nie tylko jeszcze mocniej osadziłoby to ten reportaż w literaturze faktu, ale także pozwoliłoby do tych źródeł sięgnąć zainteresowanym czytelnikom. Co nie zmienia mojej opinii, że jest to niezwykle ciekawe i wieloaspektowe socjologiczne i antropologiczne studium pokolenia polskiej emigracji, którego dotąd nie było chyba w piśmiennictwie polskim, jak i niemieckim. „Polskie spojrzenie” z wewnątrz tej społeczności pozwala nam zauważyć wiele rzeczy, o których sami wyjeżdżający na ogół nie mówili, z różnych względów. „My, superimigranci” być może będzie swoistym przełomem prowadzących do tego, że osoby o polskich korzeniach w Niemczech – tak jak autorka – porzucą strach, wyjdą z ukrycia i wreszcie nie będą się bali mówić własnym głosem.
koniec
23 grudnia 2018

Komentarze

23 XII 2018   20:31:41

"...dorośli wtedy nie przywiązywali zbyt wielkiej wagi do emocji dzieci."

Co to za absurd? To zdanie chyba nie zostało napisane na trzeźwo.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
Joanna Kapica-Curzytek

20 I 2019

„Diabeł i arcydzieło” to obszerny zbiór „tekstów rozproszonych” Lema, ale wybranych starannie, by były najbardziej reprezentatywne dla poglądów pisarza.

więcej »

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
Sebastian Chosiński

19 I 2019

Po zdjęciu wydawniczego „aresztu” z Eberharda Mocka Marek Krajewski z prawdziwą przyjemnością powrócił do swego sztandarowego bohatera i w ciągu trzech lat wydał trzy kolejne powieści, w których gra on pierwszoplanową (i jednocześnie pierwszorzędną) rolę. „Mock. Pojedynek” zamyka trylogię poświęconą losom młodego Eberharda, przedstawiając go w czasach, kiedy jeszcze nie był policjantem, ale dopiero studentem uniwersytetu w Breslau.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Szaleństwo Envera Hoxhy
Sebastian Chosiński

18 I 2019

Kraj z dostępem do Adriatyku, który na kilkadziesiąt lat skazał się na przebywanie na peryferiach Europy. Kraj, którego przywódca nawet przez inne głowy państw obozu wschodniego postrzegany był jako groźny paranoik. Kraj, który do dzisiaj leczy blizny. To oczywiście Albania – zbiorowy bohater reportażowej książki „Błoto słodsze niż miód”, za którą jej autorka, Małgorzata Rejmer, otrzymała właśnie Paszport Polityki.

więcej »

Polecamy

Zapchajdziura

Na rubieżach rzeczywistości:

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
— Joanna Kapica-Curzytek

„Małe kobietki” i ich autorka
— Joanna Kapica-Curzytek

Życiopisanie
— Joanna Kapica-Curzytek

Broadway, West End i potrójne zagrożenie
— Joanna Kapica-Curzytek

Uczynki miłosierdzia
— Joanna Kapica-Curzytek

Bez słabych punktów
— Joanna Kapica-Curzytek

Czerwona nitka
— Joanna Kapica-Curzytek

Święta w Krakowie
— Joanna Kapica-Curzytek

Świąteczny powrót do Malowniczego
— Joanna Kapica-Curzytek

Świąteczne dekoracje
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.