Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Michał Zygmunt
‹Nienawiść›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNienawiść
Data wydania26 września 2014
Autor
Wydawca Wydawnictwo Krytyki Politycznej
ISBN978-83-64682-18-6
Format200s. 125×195mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka, kryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Warszawski spleen
[Michał Zygmunt „Nienawiść” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Giętkie pióro to za mało, żeby uznać książkę za udane dzieło. Owszem, to jeden z niezbędnych elementów, ale przydałoby się do tego jeszcze dorzucić dobry pomysł, pełnokrwistych bohaterów i intrygę, z obowiązkowym zadzierzgnięciem jej nici, komplikacją i finalnym rozwiązaniem. Co się dzieje bez tychże dodatków, można sprawdzić na przykładzie "Nienawiści" Michała Zygmunta.

Jarosław Loretz

Warszawski spleen
[Michał Zygmunt „Nienawiść” - recenzja]

Giętkie pióro to za mało, żeby uznać książkę za udane dzieło. Owszem, to jeden z niezbędnych elementów, ale przydałoby się do tego jeszcze dorzucić dobry pomysł, pełnokrwistych bohaterów i intrygę, z obowiązkowym zadzierzgnięciem jej nici, komplikacją i finalnym rozwiązaniem. Co się dzieje bez tychże dodatków, można sprawdzić na przykładzie "Nienawiści" Michała Zygmunta.

Michał Zygmunt
‹Nienawiść›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNienawiść
Data wydania26 września 2014
Autor
Wydawca Wydawnictwo Krytyki Politycznej
ISBN978-83-64682-18-6
Format200s. 125×195mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka, kryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Nienawiść” to trzecia powieść w dorobku Michała Zygmunta. Poprzednie dwie – „New Romantic” i „Lata walk ulicznych” – zyskały swego czasu spory rozgłos i ogólną przychylność mediów (czytelników już nie za bardzo), widziano w nich bowiem odważny rzut oka na polskie poletko polityczne i różne narodowe bolączki. „Nienawiść”, okrzyknięta tu i ówdzie najlepszą książką Zygmunta, też podąża tym tropem, zahaczając już jednak jawnie o SF. Niestety, peany wydawcy o trzymającym w napięciu antykryminale SF i zarazem dystopii, „w której autor przekonująco kreśli wizję kształtu świata będącego efektem dzisiejszej erupcji agresji w sferze polityki i debaty publicznej”, trzeba wziąć w solidny nawias. Bo są to czyste mrzonki.
Jednego jednak odmówić nie można – Michał Zygmunt posługuje się zgrabną, zadowalająco bogatą polszczyzną, nawet jeśli trochę zbyt mocno pstrzoną wulgaryzmami. Serwuje przy tym czytelnikowi trafne na ogół spostrzeżenia, zręczne metafory, a także sprytnie chlusta z nocnika wypełnionego politycznymi przekonaniami, kryjąc się za parawanem pamiętnika znalezionego przez jednego z bohaterów. I tu generalnie plusy się kończą.
Przede wszystkim "Nienawiść" trudno wziąć za pełnoprawną kreację SF, mimo że na okładce widnieje jak byk notka o Warszawie roku 2084. Początek usypia naszą czujność. Na pierwszych kilkunastu stronach rzeczywiście dostajemy wizję miasta przyszłości, gdzie jest zatrzęsienie bezrobotnych, mrowie klepiących biedę emigrantów z byłych naftowych emiratów (teraz samochody są na piasek, więc bogacą się inne kraje), oraz nieprzebrane ilości wyrzuconych na margines społeczny tzw. starików, czyli po prostu emerytów. Gdy jeden ze starików zostaje brutalnie zamordowany, na miejsce zostaje wezwany policyjny "telepata", który z pomocą niesprecyzowanych środków chemicznych odczytuje aurę emocjonalną… mieszkania. Trup aury nie ma – bo w końcu jest trupem, mieszkanie natomiast wypełnia cała gama kolorów, z których można wyczytać np. skłonności denata do masturbacji czy do czytania książek.
Rozważania na temat możliwości posiadania przez mieszkanie trwałej aury emocjonalnej zostawmy na boku. Po co plątać sobie po próżnicy zwoje. Wygodniej spojrzeć na postać "telepaty". Jego konstrukcja nieodparcie nasuwa myśl, iż autor absolutnie nie czuje fantastyki i traktuje ją wyłącznie w kategorii słowa wytrychu. Bo nie dość, że stosuje niewłaściwą terminologię (w grę wchodzi tak naprawdę empata, a nie telepata), to jeszcze żongluje specyfikiem o iście magicznych mocach – potrafącym nie tylko zmienić pierwszego lepszego człowieka w "telepatę", ale i pozwolić mu na wykrywanie towarzyszących występkowi wykwitów emocjonalnych z odległości - bagatela! - kilometra. W ludnym mieście. Przy czym przez występek autor ma na myśli na przykład zapalenie przez nastolatka białoruskiego papierosa, za co grozi… 5 do 15 lat więzienia.
Scena jest dość kuriozalna z kilku powodów. Po pierwsze – bo sugeruje, że policja z całą bezwzględnością puszkuje licealistów z papierosami. Choć jednocześnie toleruje grupy wyrostków – na ogół imigranckich – całymi hordami dewastujących bloki mieszkalne. Po drugie – bo jest dalece nieprawdopodobne, żeby w gęsto zaludnionym mieście, pełnym zbuntowanej młodzieży i zdesperowanej biedoty, w promieniu kilometra była tylko jedna osoba z wyraźnym skokiem emocjonalnym. Po trzecie wreszcie – bo na rynku są ogólnie dostępne tzw. trankwilizery, wyciszające uczucia i uniemożliwiające odczyt delikwenta przez "telepatę". Łapanie groźniejszych przestępców metodą "na telepatę" musi być więc praktycznie niemożliwe, no chyba że geniusze zbrodni mają IQ pelargonii.
No i wisienka na torcie – kobiety, traktowane chyba jako narodowe dobro, są przydzielane kawalerom chętnym do ożenku urzędowo, oczywiście po kilkuletnim okresie oczekiwania. Zaś ich podstawowym zadaniem jest obsługa domu i rodzenie dzieci. W związku z tym warszawiaków przyszłości grozą napawa tragiczna sytuacja, w jakiej żył mężczyzna początku drugiej dekady XXI wieku:
"Toczył nieustanną walkę o byt i potwierdzenie własnej wartości. Przecież żona zarabiała tyle samo co on, wyobrażasz sobie? Bombardował go niepokój, musiał żyć wbrew genom."
I tutaj dochodzimy do sedna problemu. I nie, nie chodzi o poglądy polityczne autora, choć tu i ówdzie przebijają one aż nadto wyraźnie. Chodzi o to, że owa Warszawa 2084 roku, z policyjnym śledztwem i mrowiem śniadych emigrantów, zajmuje… 36 stron. Z łącznych 194. Reszta to przytoczony w całości pamiętnik, znaleziony w mieszkaniu denata. Cała ta futurystyczna wizja jest jedynie byle jak maźniętym listkiem figowym, w który został owinięty sążnisty ochłap całkiem świeżego mięsa, czyli trójtorowo podane wspominki z lat 2012-2013: tłustego nauczyciela, nie przebierającego w słowach i wypominającego wszystkim wszystko, jego wyjątkowo bezpłciowej żony (chyba miała być kochająca, ale średnio to wyszło), oraz funkcjonariusza białoruskiej bezpieki, zarabiającego na chleb strzelaniem w potylicę wrogom reżimu. Biegnące trzema ścieżkami wspominki, zbudowane z męcząco długich, niekiedy kilkustronicowych akapitów, są rozczarowująco przyziemne, na dłuższą metę jałowe, a do tego denerwują segmentem białoruskim, który ewidentnie odstaje od reszty tak zawartością merytoryczną, jak i stylem narracji (jest pisany w trzeciej osobie i posiada dialogi), "wiążąc się" z pozostałymi segmentami dopiero w samym finale, i to w sposób wyjątkowo abstrakcyjny.
„Nienawiść” czyta się więc początkowo nawet z zainteresowaniem, ale z każdą przewracaną kartką narasta przeświadczenie, że żadnej namacalnej zawartości w środku nie ma. Że o nic konkretnego w tym wszystkim nie chodzi. Natomiast w połowie książki posiada się już niezachwianą pewność, że fabuła… no cóż, zgubiła się gdzieś po drodze, ukręcając przy okazji łeb wyjątkowo rachitycznej intrydze. A wtedy nadchodzi finał. Straszny finał. Jak cios w twarz brudną skarpetą. Finał, który nic nie wyjaśnia, i nic nie zamyka. Który jest rzucony na odwal się, bo autor za szeroko rozbuchał się w kreacji (te 36 stron to nie w kij dmuchał!) i już nie był w stanie ogarnąć wątków. Więc machnął na wszystko ręką. W końcu kto by się przejmował – to tylko SF…
koniec
23 lutego 2019

Komentarze

26 II 2019   11:22:52

"mrowie klepiących biedę emigrantów z byłych naftowych emiratów (teraz samochody są na piasek, więc bogacą się inne kraje)"?? To ja przepraszam, ale miałem dziwną wizję, że większość emiratów jest pokryta tymże piaskiem.
Ale co taki biedny żuczek może wiedzieć o geografii krajów arabskich ;-)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Smoki wiecznie żywe
Beatrycze Nowicka

25 V 2019

Coś dla czytelników, którym smoków nigdy dość, czyli „Dragoneza” - tematyczna antologia poświęcona tym mitologicznym istotom. Można zajrzeć, bo przynajmniej kilka ciekawych tekstów znalazło się w zaprezentowanej dwudziestce.

więcej »

Sernik bez rodzynek
Beatrycze Nowicka

24 V 2019

Drugi tom „Fantazmatów” zawiera kolejne dwadzieścia opowiadań rozmaitych autorów. Zabrakło w nim jednak utworów, które szczególnie zapadłyby mi w pamięć.

więcej »

Zbrodnia i baskijskie pinxtos
Joanna Kapica-Curzytek

23 V 2019

„Cisza białego miasta” to bardzo „skandynawski” w typie kryminał, którego akcja toczy się w Hiszpanii. Książka spełnia pokładane w niej oczekiwania, ale też nie wyróżnia się niczym ponadprzeciętnym.

więcej »

Polecamy

Kto tu jest chory?

Na rubieżach rzeczywistości:

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Bracula
— Jarosław Loretz

Polska atomem liźnięta
— Jarosław Loretz

Nocne podsysanie
— Jarosław Loretz

A mówili zakochaj się…
— Jarosław Loretz

Na kole podbiegunowym pasożyty znów żrą ludzi
— Jarosław Loretz

Archeologiczne wykopki
— Jarosław Loretz

Z kufy do Offa
— Jarosław Loretz

Galaktyczni seniorzy – postrach gwiazd
— Jarosław Loretz

Szczurza dieta
— Jarosław Loretz

Jechać aż do końca
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.