Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 kwietnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Robert J. Szmidt
‹Apokalipsa według Pana Jana›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułApokalipsa według Pana Jana
Data wydania12 kwietnia 2016
Autor
Wydawca Rebis
SeriaHoryzonty zdarzeń
ISBN978-83-7818-864-3
Format332s. 132×202mm
Cena32,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Polska atomem liźnięta

Esensja.pl
Esensja.pl
„Apokalipsa według Pana Jana” Roberta J. Szmidta dochrapała się już czwartego wydania, co znaczy, że wciąż cieszy się popularnością. Niestety, wyczuwalnie trąci już myszką i wypadałoby to i owo w niej zmienić, skoro z wydania na wydanie autor i tak wprowadza jakieś poprawki.

Jarosław Loretz

Polska atomem liźnięta

„Apokalipsa według Pana Jana” Roberta J. Szmidta dochrapała się już czwartego wydania, co znaczy, że wciąż cieszy się popularnością. Niestety, wyczuwalnie trąci już myszką i wypadałoby to i owo w niej zmienić, skoro z wydania na wydanie autor i tak wprowadza jakieś poprawki.

Robert J. Szmidt
‹Apokalipsa według Pana Jana›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułApokalipsa według Pana Jana
Data wydania12 kwietnia 2016
Autor
Wydawca Rebis
SeriaHoryzonty zdarzeń
ISBN978-83-7818-864-3
Format332s. 132×202mm
Cena32,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Apokalipsa według Pana Jana”, książkowy debiut Roberta J. Szmidta, wyszła po raz pierwszy w 2003 roku nakładem własnego wydawnictwa autora, inaugurując krótko żyjącą tzw. Żółtą Serię. Ponieważ ze względu tak na tematykę (postapokaliptyczna fantastyka bliskiego zasięgu), jak i umiejscowienie akcji (Polska, Wrocław), zyskała sympatię czytelników i momentalnie zniknęła z rynku, pięć lat później wróciła dzięki Fabryce Słów, a następnie – w latach 2013 i 2016 – dzięki Rebisowi. Przy czym z wydania na wydanie autor wprowadzał w jej treści jakieś zmiany.
Podstawowa konstrukcja pozostała przez te lata niezmienna – historię tworzą cztery rozdziały, z których pierwszy, traktowany jako prolog, stanowił swego czasu samodzielne opowiadanie („Ognie w ruinach”). Co, niestety, najwyraźniej zdeterminowało sposób, w jaki została napisana reszta, bowiem pozostałe rozdziały też – zamiast tworzenia ciągłej, spójnej historii – oferują raczej coś w rodzaju większych bądź mniejszych migawek, których stopień dopracowania spada wraz z upływem stron, w finale osiągając wręcz poziom telegraficznego skrótu.
Sama fabuła jest na szczęście na tyle zajmująca, a akcja żywa, że całe to skakanie z kamienia na kamień niespecjalnie przeszkadza. Polska sięga po ukraińskie tereny, co kończy się globalną wymianą zawartości atomowych głowic. Gdy po dwóch latach od wojny wrota umieszczonego w masywie Ślęży Bastionu opuszczają pierwsze pojazdy zwiadu, w kraju nadgryzionym przez Morze Bałtyckie rządzą bandy przestępców, grupy oparte o dawne jednostki wojskowe oraz rzutki, bezwzględny Burmistrz, organizujący zalążek nowego państwa w zrujnowanym Wrocławiu. W interesie tak Burmistrza, jak i żołnierzy Bastionu, będzie jakoś się dogadać i zapanować nad chaosem, jaki rozlał się w międzyczasie po kraju.
Tu jednak dochodzimy do mankamentów konstrukcji nowelowej. Przede wszystkim kilkakrotnie musimy pożegnać się z osobami ciągnącymi akcję, dopiero w okolicach strony setnej zyskując w miarę stałe zaczepienie. Aczkolwiek o tym, że jest stałe, przekonujemy się po kolejnych stu stronach, gdy nasz gieroj ciągle bryluje na z grubsza pierwszym planie. Do tego nie zawsze zaznaczony jest przeskok akcji. Owszem, bloki tekstu są przedzielane pustą linią, ale wystarczy, że linia wypadnie akurat na dole lub na górze strony, umykając naszej uwadze, i zaraz rytm lektury jest niepotrzebnie rozbity.
Inne problemy, wynikające już z maniery przyjętej przez autora, to popadające od czasu do czasu w infantylizm dialogi, krojone pod młodego czytelnika o niewyrobionym guście i raczej prostym poczuciu humoru, naiwność niektórych rozwiązań fabularnych, a także zaskakująco szybkie starzenie się tekstu. Te wszystkie stary i jelcze, te odnośniki i dowcipasy dotyczące zjawisk z przełomu lat 1990. i 2000., te dawno już przebrzmiałe hasełka i cytaty… Ten miszmasz powoduje, że książkę czyta się obecnie niezbyt dobrze.
Podobnie odstręcza naiwna psychologia postaci, sypiąca się fatalnie z biegiem stron. Prolog oferuje jeszcze pełnokrwistych bohaterów, ale później autorowi najwyraźniej brakło cierpliwości do szlifowania dzieła i dramatis personae są coraz prostsze, bardziej schematyczne i w końcu zlewają się w jedną masę, z której wystaje wyłącznie Pan Jan, zbawca narodu i geniusz militarny, zostawiający w polu najtęższe umysły zawodowych sztabowców. Wszyscy jego doradcy – może poza Zawadą i jego kumplem – zsuwają się stopniowo z pozycji inteligentnych strategów do stadka płochliwych na ciele i umyśle prostaczków, którzy nie mają ani wyobraźni, ani jaj, ani nawet krzty honoru. Bo wszystkie te przymioty ma Pan Jan. I tylko on. Co jest niezbyt rozsądne, zważywszy na jego pochodzenie i rolę odegraną w wybuchu globalnego konfliktu.
Im więc dalej w opowieść, tym robi się przaśniej. Finał zaś dopada nas kurcgalopkiem, zasypując fotosami rozmaitych scen i pospieszną fastrygą fabularnego płótna. Szkoda, że przynajmniej części z tych mankamentów nie udało się autorowi wyeliminować mimo czwartego już wydania powieści.
PS. Miłośnicy postapokaliptycznej SF mogą do ekstraktu swobodnie dorzucić 10%.
koniec
4 kwietnia 2019

Komentarze

04 IV 2019   19:55:16

50%? Jale, nie boisz się, że zostaniesz przez autora pozwany? :D

05 IV 2019   03:45:04

Mówisz - przyjdzie cierpieć za przekonania...?

Tak notabene - tę dekadę temu książka mogłaby nawet bez bonusu za postapo dostać te 60%, ale dzisiaj...

05 IV 2019   09:58:23

Tak mi się tylko przypomniało jak to parę(naście) lat temu Szmidt groził sądem za niezbyt entuzjastyczne recenzje jego twórczości. Nie pomne jednak czy o "Apokalipsę" chodziło czy jakiś inny tytuł.

07 IV 2019   10:33:49

Chodziło właśnie o Apokalipsę, chociaż same groźby były pokłosiem upadku Science Fiction.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Kiedy dom staje się pułapką
[Awaria - recenzja]

Marcin Mroziuk

26 IV 2019

W „Awarii” Joanna Wachowiak z jednej strony zwraca uwagę na uzależnienie młodego pokolenia od wszelakich urządzeń elektronicznych, z drugiej uświadamia dzieciom, jak ważna jest możliwość polegania na najbliższych i zgodna współpraca w obliczu zagrożenia. Najważniejsze jest jednak to, że ta rozgrywająca się w niedalekiej przyszłości historia potrafi wciągnąć czytelników bez reszty.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Najprzystojniejszy seryjny morderca
[„Kryptonim «Frankenstein»” - recenzja]

Sebastian Chosiński

24 IV 2019

Atakować kobiety zaczął dwa miesiące po tym, jak na ławie oskarżonych zasiadł Zdzisław Marchwicki, rzekomy „wampir z Zagłębia”. Był nawet w Katowicach na jednej z jego rozpraw. Poczuł się rozczarowany tym, że mężczyzna oskarżony o kilkanaście morderstw wygląda jak człowiek, „który muchy nie skrzywdzi”. Postanowił być od niego „lepszy”. O kogo chodzi? O Joachima Knychałę, o którego historii Przemysław Semczuk opowiedział w książce „Kryptonim «Frankenstein»”.

więcej »

Magia i ekologia [„Zula i rozgniewany las” - recenzja]
Marcin Mroziuk

23 IV 2019

Wielbiciele cyklu Nataszy Sochy zdążyli się już przyzwyczaić, że w Poziomkowie zawsze dzieje się coś niezwykłego. Również w „Zuli i rozgniewanym lesie” nie zabraknie zapierających dech przygód z udziałem czarownic (wśród nich tytułowej bohaterki), chochlików i innych fantastycznych stworów, ale tym razem w fabule pojawi się też zupełnie nowa nuta.

więcej »

Polecamy

Kto tu jest chory?

Na rubieżach rzeczywistości:

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

W okowach frazesu
— Paweł Sasko

Tegoż autora

Nocne podsysanie
— Jarosław Loretz

A mówili zakochaj się…
— Jarosław Loretz

Na kole podbiegunowym pasożyty znów żrą ludzi
— Jarosław Loretz

Warszawski spleen
— Jarosław Loretz

Archeologiczne wykopki
— Jarosław Loretz

Z kufy do Offa
— Jarosław Loretz

Galaktyczni seniorzy – postrach gwiazd
— Jarosław Loretz

Szczurza dieta
— Jarosław Loretz

Jechać aż do końca
— Jarosław Loretz

Josef Fritzl z wizytą w Ameryce
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.