Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Dziewczyna o czterech palcach›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziewczyna o czterech palcach
Data wydania15 maja 2019
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-5816-7
Format416s. 144×205mm; oprawa twarda
Cena49,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Szpiegowska afera w wielkim stylu
[Marek Krajewski „Dziewczyna o czterech palcach” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nareszcie! Marek Krajewski wydał nową powieść i jest to pierwsza od ponad dekady książka, którą czyta się z zapartym tchem. Na dodatek nie skorzystał w niej z usług Eberharda Mocka, lecz… Edwarda Popielskiego, którego – nie ukrywam – jako bohatera literackiego spisałem już na straty. „Dziewczyna o czterech palcach” nie jest jednak, jak można by sądzić, klasycznym kryminałem, więcej w niej literatury szpiegowskiej rodem z pulpowych opowieści z międzywojnia.

Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
[Marek Krajewski „Dziewczyna o czterech palcach” - recenzja]

Nareszcie! Marek Krajewski wydał nową powieść i jest to pierwsza od ponad dekady książka, którą czyta się z zapartym tchem. Na dodatek nie skorzystał w niej z usług Eberharda Mocka, lecz… Edwarda Popielskiego, którego – nie ukrywam – jako bohatera literackiego spisałem już na straty. „Dziewczyna o czterech palcach” nie jest jednak, jak można by sądzić, klasycznym kryminałem, więcej w niej literatury szpiegowskiej rodem z pulpowych opowieści z międzywojnia.

Marek Krajewski
‹Dziewczyna o czterech palcach›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziewczyna o czterech palcach
Data wydania15 maja 2019
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-5816-7
Format416s. 144×205mm; oprawa twarda
Cena49,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Najpierw (od 1999 roku) był Eberhard Mock; po dziesięciu latach dołączył do niego Edward Popielski, który następnie na długi czas wysadził z siodła komisarza z Breslau i zajął jego zaszczytne miejsce. Aż wreszcie po kolejnej dekadzie Eberhard powrócił, aby stać się bohaterem opowiadającej o prapoczątkach jego policyjnej kariery trylogii, w skład której weszły następujące powieści: „Mock” (2016), „Ludzkie zoo” (2017) oraz „Pojedynek” (2018). I kiedy wydawało się już, że wrocławski policjant zagości w literackiej wyobraźni Marka Krajewskiego na dłużej – pisarz wykonał kolejną zaskakującą woltę. W wydanej w maju tego roku „Dziewczynie o czterech palcach” znów na postać pierwszoplanową wyrasta bowiem… podkomisarz Popielski. I niech Was nie zdziwi niski stopień głównego bohatera, akcja najnowszej książki wznowionego cyklu rozgrywa się bowiem w 1922 roku, jest zatem – jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie śledztwa prowadzone przez lwowskiego gliniarza – chronologicznie pierwszą.
Że mamy do czynienia z nową jakością – świadczy również okładka, stylizowana na popularne (pulpowe) powieści sensacyjne i kryminalne z okresu międzywojnia (ostatnimi laty licznie wznawiane i chętnie czytane). Widzimy na niej Edwarda Popielskiego, który, jak można się domyślać, ma twarz samego autora. Elementem wspólnym obu postaci – tej fikcyjnej i tej rzeczywistej – jest chociażby brak włosów na głowie, co charakteryzuje lwowianina do tego stopnia, że w światku przestępczym swojego miasta nosi ksywkę „Łyssy” (sic!). Poprzednie książki Krajewskiego – zarówno te z Mockiem, jak i z Popielskim – były mniej lub bardziej klasycznymi kryminałami; w „Dziewczynie…” po raz pierwszy mamy do czynienia z lekką zmianą preferencji. Owszem, intryga kryminalna wciąż odgrywa bardzo istotną rolę, ale na plan pierwszy wybija się wątek szpiegowski. Dość powiedzieć, że od pewnego momentu Popielski staje się pracownikiem tak zwanej Defensywy Politycznej, czyli Wydziału IV-D, autonomicznej jednostki Policji Państwowej, odpowiedzialnej za zwalczanie działalności antypaństwowej i wywiadowczej obcych krajów. Kierował nią wówczas pułkownik Marian Swolkień, który odgrywa w powieści Krajewskiego bardzo ważną rolę.
Pojawiających się w niej postaci historycznych jest zresztą znacznie więcej, bo na kartach „Dziewczyny…” przewija się i marszałek Józef Piłsudski, i prezydent Gabriel Narutowicz, a nawet jego zabójca Eligiusz Niewiadomski. Dramat, jaki rozegrał się 16 grudnia 1922 roku w warszawskiej „Zachęcie”, został nawet przez Krajewskiego umiejętnie wpleciony w fabułę powieści. Ale zanim do niego dochodzi – dzieje się mnóstwo innych intrygujących rzeczy. Zaczyna się wszystko od wysłania Popielskiego na Wołyń, gdzie w okolicach Równego ma wspomóc miejscową policję polityczną w walce z sowieckimi dywersantami, a nade wszystko z budzącym postrach wśród miejscowej ludności watażką Marcinem Zaranem-Zaranowskim, skomunizowanym Polakiem i protegowanym samego Feliksa Dzierżyńskiego, szefa CzeKi. Misja kończy się porażką, w efekcie czego lwowianin ląduje – za karę! – jako szef posterunku w Jabłonicy, wsi na pograniczu polsko-rumuńskim. Tam odnajduje go Tadeusz Chłapowski (kolejna postać historyczna), nie bez powodu sam siebie nazywający „królem nafty”, który – za zgodą szefa Defy (to jest Defensywy Politycznej) – zleca mu zadanie specjalne.
Chcąc je wypełnić, musi wrócić do Równego, stamtąd natomiast los wiedzie go do Warszawy, a nawet do Wolnego Miasta Gdańska. Wszystko po to, by wytropić sowieckich szpiegów w Polsce i zapobiec zamachowi, który mógłby skończyć się dla dopiero co odrodzonej ojczyzny katastrofą. W przypadku powieści o Popielskim zawsze służył im fakt opuszczenia przez głównego bohatera lwowskich bądź wrocławskich opłotków (vide rozgrywająca się w nadmorskim Darłowie „Arena szczurów”) i nie inaczej jest tym razem. Krajewski wprawdzie wciąż pozostaje pedantem w opisie realiów historycznych i miejsc, w jakich rozgrywa się akcja (ulice, restauracje, podejrzane knajpy, cmentarze czy parki), ale przynajmniej tym razem są to zupełnie nowe miejsca, w których dotąd nie bywał ani z Eberhardem Mockiem, ani z Edwardem Popielskim. Mniejszą wagę przykłada też autor do tego, co było wyznacznikiem poprzednich części obu serii, czyli nawiązań do teorii matematycznych i języków starożytnych. Skutkuje to tym, że „Dziewczyna o czterech palcach” jest znacznie mniej hermetyczna niż wcześniejsze książki. Rozważania filozoficzne i filologiczne nie spychają na drugi plan wątku sensacyjnego, który tym jest ciekawszy, że wpisany w rzeczywiste wydarzenia, jakie rozgrywały się w Polsce późną jesienią 1922 roku.
W najnowszym dziele Marka Krajewskiego jest też znacznie więcej oddechu i rozmachu. Można odnieść wrażenie, że autor zrzucił wreszcie ograniczający go od dłuższego czasu gorset i pozwolił swojej wyobraźni „popłynąć” (w jak najlepszym znaczeniu tego słowa), nie zamykając jej we wcześniej naznaczonych sztywnych ramach. Wprawdzie rozważania szachowe mogą być trudne do przebrnięcia dla czytelników niekoniecznie gustujących w tej grze, ale na szczęście i tak są one jedynie bladym odbiciem tego, co pisarz wyprawiał chociażby w zdecydowanie najsłabszym w całym swoim dorobku beletrystycznym „Władcy liczb” (2014). Najważniejsze, że w „Dziewczynie…” Popielski jest pełnym energii trzydziestosześciolatkiem, który czasami postępuje emocjonalnie i intuicyjnie i nie rozkłada każdego problemu na czynniki pierwsze. Pozwala akcji pędzić na złamanie karku. Raz bywa Jamesem Bondem, to znów granym przez Clinta Eastwooda Frankiem Horriganem z sensacyjnego thrillera „Na linii ognia” (1993). Ryzykuje własnym życiem i chroni życie innych. A przy tym stara się wyrównać rachunki z wyjątkowo podłym komunistą. Cóż, nie będę ukrywał, że to pierwsza od dwunastu lat, czyli od „Dżumy w Breslau”, powieść Krajewskiego, która przyprawiła mnie o ciarki. Przerywając czytanie, czułem złość i odliczałem godziny do momentu, w którym będę mógł sięgnąć po nią ponownie.
Nareszcie! Mistrz powrócił.
koniec
30 maja 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Krótko o książkach: Dzieciom należą się piękne książki
Joanna Kapica-Curzytek

27 XI 2020

Książka Barbary Gawryluk przybliża nam i ocala od zapomnienia fenomen polskiej szkoły ilustracji książkowej dla dzieci sprzed kilkudziesięciu lat. „Ilustratorki i ilustratorzy” będzie dla niejednego czytelnika sentymentalnym powrotem do książek z okresu dzieciństwa.

więcej »

PRL w kryminale: Do sześciu razy sztuka
Sebastian Chosiński

26 XI 2020

Połowa lat 70. XX wieku nie była najlepszym okresem dla Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jego powieści stawały się coraz bardziej schematyczne, a fabuła łatwa do przewidzenia. Od czasu do czasu trafiała się jednak perełka. Jak chociażby „Inspektor ze Scotland Yardu”, którego można zaliczyć do ścisłego grona najlepszych „powieści milicyjnych” warszawskiego prozaika.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

Mrok to jednak nie Mock
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Pedofil zawsze wraca na miejsce zbrodni
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Hołd
— Sebastian Chosiński

Piękno nie umiera nigdy
— Sebastian Chosiński

Komeda filmowy i symfoniczny
— Sebastian Chosiński

Tęsknota i rozczarowanie
— Sebastian Chosiński

Samotność może pomieszać w głowie
— Sebastian Chosiński

Gdy nie ma komu ufać…
— Sebastian Chosiński

Pierwsze kroki w Malmö
— Sebastian Chosiński

Z dobrego serca, z potrzeby duszy
— Sebastian Chosiński

Jak to jest zjeść dwa razy tę samą papugę…
— Sebastian Chosiński

Myślozbrodnia Winstona Smitha
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.