Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Arturo Pérez-Reverte
‹Ostatnia bitwa templariusza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatnia bitwa templariusza
Tytuł oryginalnyLa Piel del Tambor
Data wydaniawrzesień 2001
Autor
PrzekładJoanna Karasek
Wydawca Muza
ISBN83-7319-054-6
Format568s.
Cena28,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller, mainstream
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Świetna akcja w brzydkim Kościele
[Arturo Pérez-Reverte „Ostatnia bitwa templariusza” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Niedobrze się stało, że Perez-Reverte zajął się bardzo poważnymi kwestiami. To, w jaki sposób do nich podszedł, świadczy o tym, że albo się na nich nie zna, albo zna się doskonale i świadomie, choć prymitywnie, je fałszuje, być może oślepiony nieco własnymi poglądami na kwestie kościelne. Obydwa potknięcia, poza samoistnie powodowanym przez nie niesmakiem, zaszkodziły tej książce. Na szczęście nie na tyle, abym nie mógł jej z przyjemnością polecić. Jedząc jabłko wyrzucamy ogryzek.

Witold Werner

Świetna akcja w brzydkim Kościele
[Arturo Pérez-Reverte „Ostatnia bitwa templariusza” - recenzja]

Niedobrze się stało, że Perez-Reverte zajął się bardzo poważnymi kwestiami. To, w jaki sposób do nich podszedł, świadczy o tym, że albo się na nich nie zna, albo zna się doskonale i świadomie, choć prymitywnie, je fałszuje, być może oślepiony nieco własnymi poglądami na kwestie kościelne. Obydwa potknięcia, poza samoistnie powodowanym przez nie niesmakiem, zaszkodziły tej książce. Na szczęście nie na tyle, abym nie mógł jej z przyjemnością polecić. Jedząc jabłko wyrzucamy ogryzek.

Arturo Pérez-Reverte
‹Ostatnia bitwa templariusza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatnia bitwa templariusza
Tytuł oryginalnyLa Piel del Tambor
Data wydaniawrzesień 2001
Autor
PrzekładJoanna Karasek
Wydawca Muza
ISBN83-7319-054-6
Format568s.
Cena28,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller, mainstream
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Muszę przyznać, że do lektury "Ostatniej bitwy Templariusza" przystępowałem w poczuciu bycia dopieszczonym poprzednią powieścią Artura Pereza-Reverte - "Klubu Dumas". Pozwolę sobie zacząć od kilku słów na temat książki wcześniejszej.
"Klub Dumas" to powieść o nielicznej (iluż ich może być na świecie - kilkunastu? kilkudziesięciu?) grupie ludzi owładniętych rzadką manią powiększania własnego zbioru starodruków. Celowo nie nazywam ich po prostu kolekcjonerami, gdyż ich miłość do książki - niezwykłego, ale jednak po prostu przedmiotu - ma wszelkie znamiona obłędu. W celu zdobycia kolejnego białego kruka są w stanie zrobić wszystko i jednocześnie wyrzec się wszystkiego innego.
Na ich słabości żeruje Corso - łowca, detektyw, poszukiwacz i cyniczny profesjonalista, który, za odpowiednią kwotę zdobywa i dostarcza starodruki swoim ekscentrycznym klientom. "Klub Dumas" to właśnie historia realizacji kolejnego zlecenia, podczas której Corso zostaje wciągnięty w przewrotną grę. Grę, która dla jej inicjatorów jest rozrywką, choć giną w niej ludzie. W prowadzonym przez niego śledztwie od pewnego momentu towarzyszy mu - to element, który powtórzy się także w "Ostatniej bitwie Templariusza" - piękna i inteligentna kobieta.
Czytając "Klub Dumas" byłem urzeczony precyzją i fantazją autora, mnogością odniesień kulturowych, ostrością wizerunku głównych postaci. Ta powieść to naprawdę koronkowa robota. I choć jest to literatura ewidentnie rozrywkowa (nie pada tam ani jedno poważne pytanie), to jest to rozrywka wysokiej próby.
Z dużą zatem nadzieją zasiadłem do czytania "Ostatniej bitwy Templariusza". I - generalnie - nie zawiodłem się. Ale tym razem rozrywka została nieco zakłócona.
Książka opowiada historię tajemniczych wydarzeń, jakie mają miejsce w Sewilli. W miejscowym kościele, prowadzonym przez niezłomnego proboszcza, w tajemniczych okolicznościach giną dwie osoby. Wydarzenia te nie są zawieszone w próżni. Kościół grozi zawaleniem się, a kuria nie ma funduszy (woli też jakby nie staje) na prace remontowe, które pozwoliłyby uniknąć katastrofy. Żeby było ciekawiej, na cenny grunt kościelny dybie miejscowy rekin biznesu (pragnący zlokalizować na nim kolejną inwestycję), zaś obie ofiary miały swój udział w zakusach na parafię.
Metafizyczna interpretacja narzuca się sama - oto Bóg ukarał tych, którzy poważyli się na zamach na Jego Świątynię. Komuś interpretacja wydaje się na tyle sugestywna, że postanawia poinformować o sytuacji Watykan. Jednak o czym właściwie - że zagrożona jest parafia, czy o tym, że Kościół zdaje się sam bronić przed unicestwieniem? Treść informacji dotyczy obydwu spraw. Ponieważ zaś sewilski biskup nie wydaje się być zainteresowany tajemniczymi wydarzeniami, a także wykazuje dwuznaczną postawę w sprawie ratowania kościoła, alarmujący komunikat musi trafić bezpośrednio na najwyższy szczebel kościelnej hierarchii.
Tak się też dzieje. Choć może to brzmieć nieco absurdalnie, ktoś włamuje się do komputerowej sieci Watykanu i przekazuje list wprost do osobistego komputera papieża. Fakt, że w przekazanie wiadomości został włożony tak znaczny wysiłek, nie pozostaje bez odpowiedzi. Do Sewilli zostaje wysłany ksiądz Lorenzo Quart, zaufany specjalista w przeprowadzaniu wewnątrzkościelnych śledztw.
Pod względem prowadzenia akcji tej powieści nie da się nic zarzucić. Wprost przeciwnie, kolejny raz można podziwiać talent autora w rozwijaniu intrygi, mnożeniu znaków zapytania, angażowaniu w wydarzenia kolejnych osób. Sieć powiązań międzyludzkich, konfliktów i wspólnoty interesów utkana została bardzo misternie. Niebagatelną rolę odgrywa też opis miejsca akcji. Atmosfera Sewilli jest oddana szalenie sugestywnie, najważniejsze miejsca są opisane drobiazgowo i plastycznie. Również zakończenie, choć nie aż tak spektakularne, jak w "Klubie Dumas" zadowala swoim udokumentowaniem, choć nie można powiedzieć, że było nieprzewidywalne.
Na czym więc się Perez-Reverte pośliznął?
Otóż rozszerzył swoją powieść o elementy istotne, mające w zamierzeniu podnieść rangę utworu, ale zarazem wymagające czegoś więcej niż lekkie pióro i erudycja. W przypadku portretu psychologicznego księdza Quarta niezbędna w takiej sytuacji dogłębna znajomość psychiki ludzkiej została zastąpiona płytkością, natomiast w przypadku wewnętrznej sytuacji Kościoła Katolickiego autor w sposób niewybaczalny popuścił wodzy fantazji lub, nazywając rzeczy wprost, w niewiadomym celu przeinaczył fakty.
Zacznijmy od księdza Quarta. Pisarz najwyraźniej dążył do tego, aby była to postać całkowicie dostosowana do sensacyjnego charakteru akcji. Dynamiczny i napięty bieg wydarzeń potrzebuje swojego herosa. Ksiądz Quart jest zatem dość młodym, bardzo przystojnym i wysportowanym mężczyzną. Cechy te są aż do przesady eksponowane. To rodzi nieuniknioną reakcję kobiet, które się z księdzem spotykają. Te niemal mdleją z zachwytu nad jego męskością, a w myślach rozbierają go i zniewalają. Śmieszne? Przede wszystkim prostackie i żenujące. O ileż bardziej finezyjnym zabiegiem literackim byłoby postawienie w roli śledczego dobrotliwego, starszego i niepozornego księżulka! Ale prawdą jest także to, że wtedy trzeba by bardziej popracować nad uwiarygodnieniem jego skuteczności. Nie szukając daleko porównań - czyż sukcesy detektywistyczne poczciwego Columbo nie są bardziej efektowne od poczynań supermana Nasha Bridgesa? Ksiądz Quart podwyższa swoją skuteczność jeszcze bardziej przyziemnymi metodami niż zniewalający uśmiech i celność strzelecka Dona Johnsona - nosi się bardzo elegancko, na nadgarstku błyszczy mu dyskretnie doskonały zegarek, a dokumenty podpisuje Mont Blankiem. Wszystko oczywiście po to, aby nie narazić się na lekceważenie ze strony możnych tego świata, od których może zależeć powodzenie jego misji. To, że nieprzystojący księdzu przepych robi jak najgorsze wrażenie na proboszczu zagrożonego kościoła, jest marginalizowane.
Wracając do pięknych pań, jawnie księdza prowokujących, to naturalnym (i niemal dosłownie postawionym w książce) w tym momencie pytaniem jest: czy ksiądz miewa erekcję i jak sobie radzi z popędem płciowym? Ciekawym zalecam wnikliwe przeczytanie stosownych fragmentów powieści, a następnie odpowiedzenie sobie na pytanie: czy to jest naprawdę takie ważne. Na czytelnikach o subtelniejszym podejściu do problemu na pewno świetne wrażenie zrobi natomiast pomysłowość i finezja symbolicznego skrótu myślowego, jakim Perez-Reverte zobrazował dylemat księdza Quarta. Przed kolacją, na którą zaprosiła go piękna Macarena (pomagająca mu w śledztwie), długo zastanawia się, co założyć do garnituru: koloratkę czy krawat.
Mam wielką pretensję do Pereza-Reverte nie tyle o podjęcie tematu, ile o potraktowanie go tak płasko - w stylu wojujących antyklerykałów, maniakalnych tropicieli seksualnych przewin księży i tępych wielbicieli metody wnioskowania przez uogólnienie. Tymczasem temat - zasygnalizowany nieco delikatniej, niż w "Ostatniej bitwie Templariusza" - mógłby być zaledwie punktem wyjścia do dyskusji na temat celibatu.
Drugi błąd, jaki popełnił pisarz, to amatorska i rażąca swoją nieścisłością, a czasem wręcz kłamliwością, projekcja wewnętrznej sytuacji Kościoła.
Zaczynając od samej góry, nie zostawia Perez-Reverte suchej nitki na papieżu. Wymieniony z imienia i nazwiska Karol Wojtyła jest w książce przedstawiony jako skrajny konserwatysta, wręcz reakcjonista. Jest to skrajna nieuczciwość i stronniczość dla każdego, kto odrobinę uwagi poświęcił trwającemu pontyfikatowi. Oczywiście wiadome jest, że na straży pewnych wartości i wynikających z nich zasad polski papież stoi w sposób niewzruszony. Budzi to opór u wielu ludzi. Jednak sztandarowe hasła tego pontyfikatu - ekumenizm, dialog, "podróżniczy" sposób pełnienia misji, mnogość encyklik - pokazują, jak wiele zmian dokonało się właśnie dzięki Janowi Pawłowi II. Nikt poważny nie kwestionuje jego osiągnięć.
Z nieznanych mi powodów i w nieznanym mi celu Perez-Reverte utożsamił papieża ze skrajnym arcybiskupem Lefebvrem. A może z ojcem Rydzykiem?
Schodzimy poziom niżej i natykamy się w książce na zwalistą postać o gburowatych manierach. To kardynał Jerzy Iwaszkiewicz, prefekt Kongregacji ds. Nauki i Wiary, zwanej niegdyś - o czym autor skwapliwie przypomina, sugerując ciągłość działań - Inkwizycją. Iwaszkiewicz rzeczywiście wypowiada się tak, jakby miał ochotę przypiekać żelazem i łamać kołem, więc nie wolno zapomnieć: to postać zmyślona. Ale i tu dokonana została manipulacja. Iwaszkiewicz "zastąpił" prawdziwego prefekta Kongregacji, kardynała Josepha Ratzingera. Człowiek ten, poza byciem wybitnym teologiem, znany jest z otwarcia na poglądy innych ludzi, miłego obejścia i wielkiej życzliwości. Faktycznie, nie ma mentalności rewolucjonisty (która być może zapewniłaby mu sympatię Pereza-Reverte), ale od takiej postawy jest jeszcze bardzo daleko do reakcjonizmu. Także w tym przypadku nie rozumiem, jaki cel przyświecał autorowi w umieszczeniu rzeczywiście odrażającej postaci Iwaszkiewicza w powieści.
Dodajmy do tego wszystkiego ogólny obraz Kościoła jako instytucji zajmującej się wyłącznie sprawowaniem i umacnianiem władzy (co zdaje się być jedynym obiektem fascynacji księdza Quarta, choć - bądźmy sprawiedliwi - dokona się w nim na koniec przemiana religijna), a także ewidentny brak wiary i cynizm wielu przedstawicieli Kościoła i uzyskamy wizerunek, w który wierzą chyba wyłącznie ci, którzy swoje poglądy lokują "na lewo od zdrowego rozsądku".
Niedobrze się stało, że Perez-Reverte zajął się bardzo poważnymi kwestiami. To, w jaki sposób do nich podszedł, świadczy o tym, że albo się na nich nie zna, albo zna się doskonale i świadomie, choć prymitywnie, je fałszuje, być może oślepiony nieco własnymi poglądami na kwestie kościelne. Obydwa potknięcia, poza samoistnie powodowanym przez nie niesmakiem, zaszkodziły tej książce. Na szczęście nie na tyle, abym nie mógł jej z przyjemnością polecić. Jedząc jabłko wyrzucamy ogryzek. To samo - w przenośni - zróbmy z eklezjologiczno-psychologicznymi wywodami Pereza-Reverte, rozkoszując się w zamian innymi walorami "Ostatniej bitwy Templariusza".
koniec
1 listopada 2000

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: I kto to mówi
Marcin Mroziuk

8 III 2021

Nie da się ukryć, że „Ogłoszenia dzieci, niedzieci, stworzeń i rzeczy” są oparte na dość prostym pomyśle, ale nie ma to najmniejszego znaczenia dla młodych czytelników, którzy mogą się świetnie bawić przy lekturze książki Doroty Kassjanowicz.

więcej »

Zwycięzca bierze wszystko
Joanna Kapica-Curzytek

7 III 2021

Czechosłowacja lat 70. XX wieku, pokazana w „Legendzie o języku”, wcale nie wydaje się takim złym miejscem do życia. Można zrobić karierę, można studiować… Można w zasadzie wszystko, jeśli tylko nie wychodzi się poza reguły gry z wszechobecnym reżimem.

więcej »

Klasyka fantastyki outsiderskiej
Sławomir Grabowski

6 III 2021

Proza R. A. Lafferty’ego, choć czasem nie najłatwiejsza w odbiorze, jest zdecydowanie warta przypomnienia. „Najlepsze opowiadania” ukazują też oczywistą prawdę, że science fiction to raczej literatura krótkich form niż powieści, a także niesamowitych pomysłów, ukazujących świat z innej perspektywy, kwestionującej antropocentryzm.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.