Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Olga Haber
‹Oni›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOni
Data wydania22 października 2014
Autor
Wydawca Videograf
ISBN978-83-7835-341-6
Format200s.
Cena26,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 23,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kwestia zaufonia
[Olga Haber „Oni” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Oni” Olgi Haber to jedna z bardziej nietrafionych gatunkowo powieści grozy na naszym rynku. I nic nie pomaga to, że jest napisana nawet zgrabną polszczyzną.

Jarosław Loretz

Kwestia zaufonia
[Olga Haber „Oni” - recenzja]

„Oni” Olgi Haber to jedna z bardziej nietrafionych gatunkowo powieści grozy na naszym rynku. I nic nie pomaga to, że jest napisana nawet zgrabną polszczyzną.

Olga Haber
‹Oni›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOni
Data wydania22 października 2014
Autor
Wydawca Videograf
ISBN978-83-7835-341-6
Format200s.
Cena26,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 23,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na ogół przyjmuje się, że powieść grozy powinna dysponować albo odpowiednio mrocznym, budzącym dreszcze klimatem, albo akcją, która obejmuje działania sił nadprzyrodzonych (duchy, demony) bądź zwyczajowych dla horroru morderczych stworów (wampiry, wilkołaki, zombie), albo wreszcie dziesiątkami trupów, zmasakrowanych z odpowiednim polotem. A później trafiają się tacy „Oni” Olgi Haber (w istocie Katarzyny Misiołek). I ręce opadają. Bo klimatu tu za grosz, morderczych sił też brak, a i trupy – z jeden czy dwa, wspomniane niemalże mimochodem – są takie… zwyczajne. Wręcz przypadkowe. Kto zakwalifikował ten tytuł w poczet horroru? Autorka? Czy też może raczej wydawca, któremu wygodnie było podpiąć książkę do serii? W sumie bez różnicy. Bo przynależność gatunkowa to tylko jeden z problemów.
Innym, poważniejszym mankamentem „Onych”, jest niemożność ustalenia, po co w ogóle ta książka powstała. Bo – nie ukrywajmy – jej lektura jest jałowa jak piaski Sahary. Główną bohaterką jest była dziennikarka, Natalia. Siedzi sobie w domku letniskowym gdzieś na dalszych obrzeżach Bielska-Białej, praktycznie w lesie, i… no, siedzi sobie. Patrzy w las, pije kawę, kocha się z Łukaszem, wspomina związek z Emilem (domek jest Emila, meble zamawiał Emil, kubek podarował Emil – w którymś momencie ta wyliczanka przechodzi wręcz w mantrę), patrzy w las, próbuje pisać jakieś felietony, dłubie coś przy kryminale, kocha się z Łukaszem, rozpamiętuje związek z Emilem, jeździ do wioski drażnić się z rodziną Łukasza, odpisuje na maile Emila, kocha się z Łukaszem, patrzy w las, i dalej w ten deseń. Mija sto stron (z 214) i nadal nie wiadomo, gdzie szukać intrygi. Ba! Nie widać też grozy. Poza tą wynikającą z obawy o to, że do samiuteńkiego końca Natalia będzie naprzemiennie kochać się z Łukaszem i wspominać Emila.
I wtedy przychodzi olśnienie. Otóż tym, co ma robić za horror, są króciutkie akapity z zielonymi błyskawicami w lesie, ogólne przeświadczenie, że wieczorami nie należy chodzić do lasu, a także sporadyczne przypadki agresji słownej w miasteczku. Są to elementy wrzucone od niechcenia, chaotycznie i w tak malutkich, mocno rozsianych dawkach, że przez dłuższy czas nie sposób brać ich na serio i łączyć w jakąkolwiek rozumną całość. Gdy zaś już się je jako tako połączy, to faktycznie włos na głowie staje, bo wychodzi na to, że za wszystkimi opisanymi „anomaliami” stoją… ufoki. Takie klasyczne, szare, z dużymi głowami i wyłupiastymi oczami. Nie pojawiają się jednak bezpośrednio, niejako w świetle fabuły, tylko mgliście krążą gdzieś tam na obrzeżu – albo w majakach, albo po prostu jako enigmatyczne zagrożenie, z którego istnienia w pełni zdaje sobie sprawę tylko jeden z okolicznych mieszkańców, oczywiście lekko świrnięty. A gdy zdaje się, że gorzej już być nie może – bo przecież zamiast horroru dostaliśmy wyssaną z palca bajeczkę ufologiczną – zjawia się… gadający telepatycznie kot, który przedstawia się słowami: „Jestem czymś pomiędzy bytem duchowym a nieznaną wam, Ziemianom, formą życia.” I zaczyna droczyć się z bohaterką.
Że zdradzam fabułę? Bez przesady – dla tych, którzy mimo wszystko zechcą sięgnąć po książkę, zostawiłem kilka cymesów. Wśród nich na przykład absurdalny powód, dla którego ufoki upatrzyły sobie akurat tę okolicę na swoje brewerie. A także irytujący osobliwymi zwodami finał.
Przyznam, że obyczajowa powieść na krawędzi romansu, z wplecionym wątkiem ufologicznym i dorzuconym gadającym kotem, w dodatku ometkowana jako „powieść grozy”, to zjawisko, z którym dotąd się jeszcze nie zetknąłem. I – szczerze powiedziawszy – lżej by mi się żyło bez świadomości jego istnienia. Bo trudno nazwać taki melanż wartościowym wkładem w literaturę polską. Owszem, może nie byłoby takiego problemu, gdybyśmy mieli do czynienia z groteską. Ale „Oni” zostali napisani śmiertelnie serio. Co w połączeniu z jałową, nudnawą fabułą i cienką psychologią postaci (bohaterka miewa dziwne skoki emocjonalne, kończące się niezbyt zrozumiałymi awanturami z kochankiem) stanowi mieszankę iście zabójczą.
I teraz wisienka na torcie. Opinie – przemilczę, czyje – z czwartej strony okładki. Pierwsza, prowokująca do odsyłania jej autorowi książek przez tych, którzy się nacięli na „Onych”: „Olga Haber raczy czytelnika historią pełną emocji, plastycznych opisów i w większości żywych (przynajmniej do czasu) bohaterów. Tę powieść warto sprezentować zarówno komuś bliskiemu, jak i samemu sobie… Gwarantuję, że nie będziecie zawiedzeni.” I druga, także sprawiająca wrażenie, że czytaliśmy zupełnie inne książki: „Zaskakująca, świeża, przewrotna – czegoś takiego jeszcze w naszym horrorze nie było. Atmosfera gęstniejąca z rozdziału na rozdział, tajemnica i poczucie osaczenia. Będziecie śnili po tej książce koszmary…” I tak sobie myślę, że jedyny koszmar, jaki można sobie po lekturze „Onych” wyśnić, to taki, w którym idziemy do księgarni i znów topimy pieniądze w słabej książce…
koniec
22 czerwca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Most donikąd
Joanna Kapica-Curzytek

21 IX 2019

Trzynaście lat wyczekiwaliśmy na nową powieść Markusa Zusaka. „Gliniany most” mocno jednak rozczarowuje.

więcej »

Miasto zawieszone w powietrzu
Beatrycze Nowicka

20 IX 2019

Atutem „Jedynego”, najnowszej powieści Pawła Majki, jest przyjemny koncept wyjściowy, choć przydałoby się, żeby autor włożył więcej wysiłku w przedstawianie czytelnikowi uniwersum i bohaterów.

więcej »

PRL w kryminale: Naziści w dzielnicy czerwonych latarni
Sebastian Chosiński

19 IX 2019

Jeśli ktoś taki, jak Andrzej Kobar, istniał naprawdę – okazał się twórcą tylko jednej mikropowieści. Wielce prawdopodobne więc, że jest to po prostu pseudonim jakiegoś uznanego autora, który postanowił sobie nieco dorobić, pisząc kryminał, a jednocześnie chcąc zachować anonimowość. „Zielony volkswagen” ukazał się pierwotnie w 1963 roku i nawiązywał do peerelowskiej propagandy, która nakazywała w niemal każdym Niemcu zza żelaznej kurtyny widzieć byłego nazistowskiego zbrodniarza.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Klasyka gryziona po kostkach
— Jarosław Loretz

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Obraz niezdecydowania
— Jarosław Loretz

Wędrować też trzeba umieć
— Jarosław Loretz

Bracula
— Jarosław Loretz

Polska atomem liźnięta
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.