Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Wit Szostak
‹Sto dni bez słońca›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSto dni bez słońca
Data wydania1 kwietnia 2014
Autor
Wydawca Powergraph
SeriaKontrapunkty
ISBN978-83-64384-11-0
Format464s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 36,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

O sześćdziesiąt dni za długo
[Wit Szostak „Sto dni bez słońca” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że „Sto dni bez słońca” Wita Szostaka zyskałoby, gdyby tę powieść skrócić. Pozwoliłoby to historii Lesława Srebronia nabrać wyrazistości a autorowi uniknąć powtarzania się.

Beatrycze Nowicka

O sześćdziesiąt dni za długo
[Wit Szostak „Sto dni bez słońca” - recenzja]

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że „Sto dni bez słońca” Wita Szostaka zyskałoby, gdyby tę powieść skrócić. Pozwoliłoby to historii Lesława Srebronia nabrać wyrazistości a autorowi uniknąć powtarzania się.

Wit Szostak
‹Sto dni bez słońca›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSto dni bez słońca
Data wydania1 kwietnia 2014
Autor
Wydawca Powergraph
SeriaKontrapunkty
ISBN978-83-64384-11-0
Format464s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 36,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Zagramy w liczby! – powiedziała Lota. – Proszę uważać! Będę obchodzić wszystkich od prawej strony ku lewej, a państwo musicie wymieniać tę liczbę, która na każdego przypadnie. (…) Kto się zawaha, albo zmyli, dostanie po buzi. (…) Szła prędko z wyciągniętą ręką. – Raz – zaczął pierwszy – dwa – podjął drugi – trzy – krzyknął trzeci i poczęły się sypać liczby coraz to prędzej. Nagle ktoś się pomylił… pac… dostał w twarz, zaczęto się śmiać i zaraz drugi otrzymał policzek. Liczby sypały się teraz z zawrotną chyżością, ja sam dostałem dwa policzki i zdawało mi się, ku wielkiemu memu zadowoleniu, że były o wiele silniejsze, niż te, którymi obdzielała innych.
Powyższy cytat nie pochodzi z książki Wita Szostaka, a z „Cierpień młodego Wertera”. Utwór Goethego nieodmiennie omawia się w szkołach w kontekście motywów nieszczęśliwej miłości i samobójstwa. Dla mnie, odkąd przeczytałam go w smakowitym, stylizowanym tłumaczeniu Leopolda Staffa, była to przede wszystkim opowieść o pułapce samooszukiwania się. Werter żył w świecie własnych wyobrażeń, a autorowi udało się pokazać jego zniekształconą percepcję mimo przyjęcia pierwszoosobowej narracji. Uważna lektura pozwoli wyłuskać sceny, takie jak ta, gdzie bohater odwiedza starego i chorego człowieka, po czym pełen przekonania o własnej wrażliwości wygłasza monolog, w którym odmalowuje cierpienia kogoś zmuszonego bezsilnie patrzeć na umieranie bliskiej osoby, nie zauważając, że doprowadza tym gospodynię do płaczu.
Wit Szostak powtarza metodę Goethego, każąc czytelnikowi spoglądać na świat oczami Lesława Srebronia, a jednocześnie widzieć, jak bardzo protagonista rozmija się z rzeczywistością. Literaturoznawca ze „Stu dni bez słońca” ma sporo cech wspólnych z Werterem, jak choćby skłonność do egzaltacji, egocentryzm i brak empatii. Obaj bohaterowie w towarzystwie, w jakim się obracają, nieświadomie pełnią funkcję nieszkodliwych błaznów.
Znając kilka internetowych recenzji, wiedziałam, że Srebroń jest postacią, której raczej nie można lubić, jednak autor uczynił go chodzącą karykaturą. Lesław jest bowiem megalomanem, erotomanem, mitomanem i alkoholikiem. Choć dwa z tych określeń są może nie do końca uprawnione – jak bowiem nazwać kogoś, kto zauważa erotyczne aluzje tam gdzie ich nie ma, a nie zauważa, gdy takowe się pojawiają? Podobnie przekonaniu Srebronia o własnej wspaniałości towarzyszy brak umiejętności rozpoznania sytuacji, kiedy z niego kpią i go poniżają, podczas gdy typowi ludzie z przerostem ego zazwyczaj są bardzo wyczuleni na wszelkie insynuacje i przytyki.
Po „Sto dni…” sięgnęłam skuszona stylem i głębią „Zagrody zębów”, jednak historia literaturoznawcy przypomniała mi jedynie, dlaczego nie czytuję powieści głównego nurtu. Oto bowiem opowieść o bohaterze ogromnie żałosnym, którego życie jest tak bardzo nic nie warte, że może lepiej dla niego, iż on sam tego nie zauważa, bo inaczej zostałaby mu już jedynie droga Wertera. Czytanie wynurzeń Srebronia czasem rozśmieszy, ale częściej drażni.
Przyznam, że po umieszczeniu akcji w środowisku akademickim spodziewałam się więcej satyry na nie. Tymczasem obraz nakreślony przez Szostaka jest niepełny i wykoślawiony. Częściowo wynika to z miejsca akcji – fikcyjnych wysp gdzieś w pobliżu Irlandii, a nie na przykład któregoś z polskich uniwersytetów. Srebroń i jego koledzy po fachu podzielają część wad spotykanych wśród wykładowców akademickich, jednak autor skupił się na ledwie kilku z dostępnego wachlarza i przejaskrawił je dość mocno.
Nie byłoby to złe, gdyby tekst był długością bliższy dziełu Goethego. Koncepcja wyjściowa jest dobra, ale moim zdaniem, zamknięta w formie mikropowieści wybrzmiałaby lepiej. A tak, „Sto dni…” jest jak rozwleczony dowcip, gdzie puenta rozmywa się w nadmiarze słów. Szostak powtarza scenki oparte na tym samym pomyśle, przez co tracą one na wyrazistości. Pewnie miało to pokazać nudną egzystencję bohatera, ale zwyczajnie nuży czytelnika.
W „Stu dniach…” dzieje się niewiele – Lesław ośmiesza się przed kolegami po fachu, snuje swoje natchnione i niewiele wnoszące rozważania, wędruje po wysepce, pije i zanudza towarzystwo. Kupuje kolejne przedmioty, w jego mniemaniu mające sprawić, że zacznie przynależeć do nowego otoczenia i przeżywa kilka zrywów zapału zawodowego, które zawsze okazują się zapałem słomianym. A tak, jeszcze jeden dzień w tygodniu „pracuje”, tradycyjną angielszczyzną polskiego wykładowcy wygłaszając zupełnie niepotrzebny studentom kurs (jak sam w którymś momencie stwierdza, nawet do tego nie przykłada się tak, jak powinien). Jeżeli życiorys Srebronia ma stanowić komentarz autora do stanu współczesnej humanistyki, to musi być ona w kondycji nader mizernej.
Dość dziwacznym akcentem są w powieści wątki erotyczne, upchnięte tam chyba po to, żeby jakoś podtrzymać zainteresowanie czytelnika. Aż się człowiek może na chwilę zadumać – czyżby humaniści byli tak niewyżyci seksualnie? Może to z nudów?
Nie wiem, czy przerysowanie bohatera do tego stopnia było optymalnym rozwiązaniem. Choć bezmiar głupoty ludzkiej to jedyna rzecz na tym świecie, w jaką wierzę bez zastrzeżeń, reakcje Srebronia są mocno niewiarygodne. Literaturoznawca jest tak groteskowy, że przestaje być ludzki. A to nie jest dobrze, bo jeśli jego postawa miałaby skłonić czytelnika do refleksji nad samym sobą, to powinien on móc „przejrzeć się” w bohaterze, współczuć z nim. Ale jak tu współczuć człowiekowi, który molestuje seksualnie osiemdziesięcioletnią staruszkę (to chyba miało być śmieszne, ale mnie mocno zniesmaczyło)? Albo potrafi przeczytać studentom opinię na ich temat, w której to ze szczegółami opisane zostało, jak to zdaniem Srebronia są brzydcy i przygłupi? Swoją drogą, można się zastanowić, jak bardzo szpetny musi być sam narrator, skoro z takim zaangażowaniem wymienia niedostatki urody wszystkich dookoła1). Nawet jeśli raz na kilkadziesiąt stron pożałuje się Lesława, to za chwilę autor przedstawia scenkę, w której polonista jawi się jako osoba tak odrażająca, że natychmiast powraca dystans i życzenia, by los wreszcie go pokarał.
Żałuję, że w „Stu dniach…” zabrakło rozstrzygnięcia. W „Cierpieniach…” Goethe najpierw przedstawił życie Wertera w iluzji, potem mu tę iluzję rozbił, a na koniec ukazał, jak bohaterowi nie udało się jej odbudować, co doprowadziło go do samobójstwa. Srebroń trzyma się jednak swoich miraży o wiele mocniej i wydarzenia, w których uczestniczy, go nie zmieniają. Być może (Szostak zostawia taki trop), w odróżnieniu od słynnego literackiego samobójcy, Lesław swoją iluzję odtworzył i umościł się w niej na dobre.
Szostak każe się swojemu bohaterowi zastanawiać nad kondycją europejskiej kultury i cywilizacji. Otwiera to pewne pole do interpretacji. Czy tzw. kultura wysoka upada, bo jej heroldami są ludzie tacy jak Srebroń? Czy Europa zjada własny ogon? Czy tkwi w samozadowoleniu, oderwana od rzeczywistości? Albo odwrotnie – może ów kulturalny kryzys jest wymysłem ludzi pokroju Lesława? Może chodzi tu przede wszystkim o to, by wyszydzić krytyków literackich?
Ciekawym motywem są wplecione w narrację opisy książek wymyślonego pisarza, Filipa Włócznika, których analizą i interpretacją zajmuje się protagonista „Stu dni…”. Nierzadko można znaleźć powiązania pomiędzy nimi a życiem literaturoznawcy. Podczas lektury zastanawiałam się, czy przypadkiem Włócznik nie jest alter ego bohatera, czy doktor Srebroń nie ma swojego pana Włócznika, usiłującego przekłuć bańkę iluzji, w której tkwi zaślepiony analizator. Cóż z tego, skoro Lesław analogii nie dostrzega… Czwartego rozdziału brak. A skoro już mowa o analizach, chyba nie zaszkodziłoby podlać nieco powieść sosem terminologii dla dodania wiarygodności, bo Srebroń wypowiada się o pisarzu tak, jak zwyczajny czytelnik, a nie fachowiec kształcony w tej dziedzinie.
Jak widać, „Sto dni…” to książka, która skłania do przemyśleń. Jednak, by być w zgodzie ze sobą, wystawiałam taką, a nie inną ocenę. Bo trudno mi tę powieść polecać, mnie bardziej znudziła i zirytowała, niż sprawiła czytelniczą satysfakcję. Nie znaczy to, że to powieść całkiem nieudana – po prostu raczej dla wąskiego grona odbiorców. Ja w każdym razie wracam do czytania o wielkich facetach z toporami i urodziwych czarodziejkach, pozostawiając Srebroniów samym sobie.
koniec
26 lipca 2019
1) Oczywiście Srebroń uważa się za niezwykle przystojnego mężczyznę, ale trudno uwierzyć w jego zapewnienia, gdy pozna się stopień zakłamania, w jakim ten bohater żyje.

Komentarze

27 VII 2019   10:30:43

Ja też uważam się za niesłychanie przystojnego mężczyznę, ale w lustro spoglądam najrzadziej jak się da ;-P
1 primo- humanistyka współczesna nie ma się aż tak źle, jak autor przedstawia, aczkolkwiek z punktu widzenia umysłu ścisłego wyróżniają się głównie utwory o których ciężko powiedzieć coś dobrego, porównując je do klasycznej powieści
2 secundo (albo drugie primo)- autor praktycznie od samego początku twórczości aspirował do współczesnego „głównego nurtu”, co z całym szacunkiem dla jego twórczości, chyba za dobrze mu nie służy.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Cudzego nie znacie: Raz lepiej, raz gorzej
Miłosz Cybowski

17 I 2020

Pomiędzy „Drahenfelsem” a „Silver Nails” Jack Yeovil stworzył dwie inne książki osadzone w świecie Warhammera. Pierwsza z nich to powieść kryminalna „Beasts in Velvet” (przetłumaczona dość niefortunnie na „Bestię w aksamicie”), druga – zbiór trzech nowel „Genevieve Undead” (wydaną u nas pod bardziej wiernym tytułem „Wieczna Genevieve”).

więcej »

PRL w kryminale: Esesman w Litzmannstadt Ghetto
Sebastian Chosiński

16 I 2020

Kojarzony jest głównie z beletrystyką przeznaczoną dla młodzieży i dzieci. W końcu to legendarny cykl powieści o Panu Samochodziku przyniósł mu sławę i uznanie. Do tego stopnia, że dzisiaj często zapominamy, iż Zbigniew Nienacki pisał również książki dla dorosłych. W tym dwie takie, które możemy zaklasyfikować jako kryminały. Obie powstały w pierwszej połowie lat 60. XX wieku. Pierwsza z nich to – chronologicznie – „Laseczka i tajemnica”.

więcej »

Krótko o książkach: Cena mądrości
Miłosz Cybowski

15 I 2020

Czy lepiej być mniej inteligentnym, ale mieć przyjaciół, czy raczej cieszyć się inteligencją i mądrością za cenę odrzucenia? To tylko jedno z wielu pytań, jakie stawia Daniel Keyes w najnowszym polskim wydaniu „Kwiatów dla Algernona”.

więcej »

Polecamy

Droga bez powrotu

Na rubieżach rzeczywistości:

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wracać wciąż do domu
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Grudzień 2015
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Tomasz Kujawski, Konrad Wągrowski

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Luty 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Wszystkie opowieści życia ostatniego króla Polski
— Paweł Micnas

Esensja czyta: Grudzień 2011
— Artur Chruściel, Joanna Kapica-Curzytek, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zelig z Krakowa
— Michał Kubalski

Nastroje Chocholego Domu
— Teresa Reśniewska

Miasto osobiste
— Michał Kubalski

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż autora

Stale płynne
— Beatrycze Nowicka

Wiedźmin – podróż sentymentalna
— Beatrycze Nowicka

Fabuła poszła wychędożyć się sama
— Beatrycze Nowicka

Prawda to nie towar w sklepie
— Beatrycze Nowicka

Środkowy rozdział
— Beatrycze Nowicka

Przesilenia
— Beatrycze Nowicka

Jak dziewczyna o nieskończonych rzęsach ratowała magię
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa, magia i afery szpiegowskie
— Beatrycze Nowicka

Wszystko za Nangę
— Beatrycze Nowicka

Miasto zawieszone w powietrzu
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.