Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Nicholas Eames
‹Królowie Wyldu›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólowie Wyldu
Tytuł oryginalnyKings of the Wyld
Data wydania30 października 2018
Autor
PrzekładRobert J. Szmidt
Wydawca Rebis
CyklSaga
ISBN978-83-8062-309-5
Format528s. 132×202mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sowoniedźwiedź na stercie martwych bardów
[Nicholas Eames „Królowie Wyldu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak to bywa z każdą fantasy pomyślaną jako powieść humorystyczna, ocena „Królów Wyldu” Nicholasa Eamesa w dużej mierze zależy od tego, jak bardzo zabawna wyda się ta książka czytelnikowi.

Beatrycze Nowicka

Sowoniedźwiedź na stercie martwych bardów
[Nicholas Eames „Królowie Wyldu” - recenzja]

Jak to bywa z każdą fantasy pomyślaną jako powieść humorystyczna, ocena „Królów Wyldu” Nicholasa Eamesa w dużej mierze zależy od tego, jak bardzo zabawna wyda się ta książka czytelnikowi.

Nicholas Eames
‹Królowie Wyldu›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólowie Wyldu
Tytuł oryginalnyKings of the Wyld
Data wydania30 października 2018
Autor
PrzekładRobert J. Szmidt
Wydawca Rebis
CyklSaga
ISBN978-83-8062-309-5
Format528s. 132×202mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Za pierwszy tom cyklu „Saga” Kanadyjczyk Nicholas Eames zgarnął kilka nagród dla debiutantów oraz wyróżnienie na blogu „Fantasy Faction”. Przyznam, że jeśli „Królowie Wyldu” mieliby istotnie być najlepszą powieścią fantasy opublikowaną w 2017 roku na rynku anglosaskim, oznaczałoby to, że reszta tytułów prezentowała poziom raczej marny.
Zapewne o pozytywnej recepcji zadecydowała czytelnicza nostalgia. Eames odwołuje się do klasycznej fantasy heroicznej i RPGów spod znaku D&D, a wszystko to okrasza humorem. Jeżeli więc ktoś z łezką w oku wspomina stare sesje Didów, a humor zaprezentowany w „Królach Wyldu” mu odpowiada, może dobrze bawić się podczas lektury.
Fabuła jest tutaj celowo schematyczna – oto bohaterowie-weterani raz jeszcze zbierają drużynę, by wyruszyć na wyprawę celem uratowania córki jednego z nich przed hordą potworów dowodzoną przez mrocznego lorda pochodzącego ze starożytnej a nieśmiertelnej rasy, której cechą charakterystyczną są… królicze uszy. Trzeba autorowi oddać, że akcja biegnie dość wartko, a sposób, w jaki bohaterowie radzą sobie z postawionym przed nimi zdaniem, okazuje się całkiem zgrabny.
Tyle że nie jest łatwo łączyć heroizm z humorem tak, by jedno nie „osłabiało” drugiego, a tutaj niestety tak to wygląda. Obrana konwencja oznacza, że świat przedstawiony jest dość umowny – oto gromadki najemników mają swoich agentów (nazywanych „promotorami”), wymyślają sobie fikuśne nazwy (często nawiązujące do zespołów muzycznych) i spotykają się na Targach Wojennych. Podobnie bohaterowie przywodzą na myśl postaci graczy, a nie ludzi z krwi i kości. Autor przedstawia nieco faktów z ich przeszłości, które powinny sprawić, że nabiorą nieco wyrazistości, jednak jeśli chodzi o mnie, nie udało mi się przestać postrzegać ich jedynie jako konstrukty. Konsekwencją stylistyki, przywodzącej na myśl fabularyzowany zapis kampanii dla wysokopoziomowych postaci, jest całkowity brak poczucia, że głównym bohaterom grozi poważne niebezpieczeństwo, mogliby ponieść porażkę w swej (wedle nich samych beznadziejnej) misji, czy choćby odnieść poważniejszy uszczerbek na zdrowiu. Wszystko to sprawia, że lektura nie angażuje emocjonalnie.
Najbardziej irytowało mnie to, że Eames zdaje się traktować swojego czytelnika jak idiotę, któremu wszystko trzeba wielokrotnie wyjaśniać albo powtarzać. Ot taki przykład – jeden z bohaterów posiadał potężny artefaktyczny miecz, ale go sprzedał (czego okoliczności przedstawione zostały niedaleko początku książki). Kiedy więc kolejne osoby pytają go o legendarną broń, jest mu głupio się do tego przyznać. Autor najwidoczniej jednak uznał, że mimo powtarzalności sytuacji odbiorca mógłby o tym zapomnieć, bo nie omieszkał dodać do jednego z dialogów: „skłamał oczywiście, lecz gdyby wyznał druinowi, że sprzedał najlepszy miecz archonta oprychowi, który był kiedyś ich promotorem, by spłacić długi i zadowolić uzależnioną od narkotyków, a do tego pacyfistycznie nastawioną żonę, nie zyskałby wiele, a może nawet stracił.” W ten sam sposób Eames podsumowuje dla czytelnika wnioski z rozmów, które bohaterowie właśnie przeprowadzili, a co najgorsze – zdarza mu się tłumaczyć własne żarty. Nieustannie powracającym motywem jest kpienie z wysokiej umieralności bardów (wygląda na to, że autor oglądał „Gamersów”1)), drużyna cieszy się więc, gdy dołącza do niej bard-ożywieniec. Na wypadek, gdyby tak ucieszny pomysł miał przejść niezauważony, narrator stwierdza „Clay uśmiechnął się, wyczuwając ironię w fakcie, że po tylu latach Saga doczeka się barda, który nie zginie od razu, ponieważ już nie żyje”.
Owszem, niektóre dowcipy są zabawne, ale czasem wygląda to tak:
„- Na co się, k… , gapisz – burknął do Coopera.
– A na co ty się, k…, gapisz? – odparł hardo Clay.
Zdążył się oddalić, zanim młodzieniec odzyskał język w gębie.”
Panie i Panowie, poznajcie Claya Coopera, najznamienitszego ucznia Wujka Staszka, Mistrza Ciętej Riposty.
„Królowie Wyldu” to ten rodzaj książki, którą czyta się gładko, ale gdy tylko ją odkładałam, nie odczuwałam specjalnej chęci do kontynuowania lektury. Swój egzemplarz kupiłam niedługo po premierze, przeczytałam kilka rozdziałów, po czym odłożyłam na wiele miesięcy, aż nie zostało mi nic innego (a i wtedy czytałam z przerwami). Trudno mi ją polecać, choć zapewne znajdą się czytelnicy, których powieść Eamesa rozśmieszy i dostarczy im rozrywki.
koniec
1 sierpnia 2019
1) Nie pamiętam już, w której to części było (chyba drugiej) – cudna była scenka z graczem, który wiedząc, że bardowie mają mało HPków i padają jak muchy, przygotował sobie stosik już wypełnionych kart postaci tej profesji i tylko brał z niego kolejne, w miarę tego, jak trubadurzy mu padali – w świecie wewnątrz gry zostało to przedstawione jako rosnący stos martwych bardów.

Komentarze

01 VIII 2019   09:02:53

O matko, zacytowana rozmowa przypomniała mi przedszkolne "Głupi jesteś!" "Sam jesteś głupi!", tylko z przekleństwami. Wyrośnięte, nieogolone przedszkolaki z mieczami... :-)
Tekst o stosie bardów jest cudny.

01 VIII 2019   11:59:34

Aczkolwiek tak źle nie jest przez całą książkę. Mój facet czytał i nawet mu się podobało na zasadzie lekkiej rozrywki na upalne popołudnie, choć stwierdził, że pewnie za chwilę nic nie będzie pamiętać i że autor trochę za często się powtarza.
A, i zauważył, że głównym źródłem problemów bohaterów są kobiety ;P

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Urok małych książek: Sęp też człowiek
Wojciech Gołąbowski

27 XI 2021

Badacze uważają, że butlonosy nadają sobie imiona – określone dźwięki – i pamiętają o nich nawet po 20 latach rozłąki. Słonie urządzają pogrzeby zmarłym członkom stada, mają także swoje cmentarzyska, na które się udają, czując zbliżający się koniec. Czy tylko ludzie są obdarzeni inteligencją?

więcej »

Krótko o książkach: Obyś cudze dzieci uczył….
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

…to starożytna klątwa, której ofiarą padła autorka książki „Pani Kebab”. Możemy poznać zapiski pracującej w Leeds asystentki nauczyciela, czyli osoby pomagającej uczniom nieznającym języka angielskiego lub po prostu obarczonym różnymi deficytami.

więcej »

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
Miłosz Cybowski

24 XI 2021

Trzy historie i trzech bohaterów… wróć! Trzy historie i trójka postaci (bo „bohaterami” nie można ich nazwać) zaprezentowane w tomie pierwszym „Opowieści o Bauchelainie i Korbalu Broachu” to zebrane w jedną całość opowiadania, przed laty wydane w osobnych tomach. Dobrze się stało, że Wydawnictwo Mag zdecydowało się na ich wznowienie, choć książka pozostaje dziełem, które trafi wyłącznie do fanów prozy Stevena Eriksona.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.