Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Piwowarczyk
‹Stary Zegar›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStary Zegar
Data wydania25 listopada 2016
Autor
Wydawca CM
SeriaNajlepsze kryminały PRL – Lata 50.
ISBN978-83-65499-36-3
Format66s. 126×195mm
Cena19,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 17,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Rzeźnik wyklęty i zdradziecki inteligent
[Andrzej Piwowarczyk „Stary Zegar” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W latach 50. ubiegłego wieku Andrzej Piwowarczyk był jednym z najpopularniejszych autorów kryminałów w Polsce Ludowej. Stworzona przez niego postać kapitana Gleba, chociaż krótko, to jednak dorównywała popularnością późniejszemu komiksowemu kapitanowi Żbikowi czy filmowemu porucznikowi Borewiczowi. Ba! trafiła nawet na karty opowieści rysunkowej. A po raz pierwszy pojawiła się w opowiadaniu (czy też mikropowieści) „Stary zegar”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Rzeźnik wyklęty i zdradziecki inteligent
[Andrzej Piwowarczyk „Stary Zegar” - recenzja]

W latach 50. ubiegłego wieku Andrzej Piwowarczyk był jednym z najpopularniejszych autorów kryminałów w Polsce Ludowej. Stworzona przez niego postać kapitana Gleba, chociaż krótko, to jednak dorównywała popularnością późniejszemu komiksowemu kapitanowi Żbikowi czy filmowemu porucznikowi Borewiczowi. Ba! trafiła nawet na karty opowieści rysunkowej. A po raz pierwszy pojawiła się w opowiadaniu (czy też mikropowieści) „Stary zegar”.

Andrzej Piwowarczyk
‹Stary Zegar›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStary Zegar
Data wydania25 listopada 2016
Autor
Wydawca CM
SeriaNajlepsze kryminały PRL – Lata 50.
ISBN978-83-65499-36-3
Format66s. 126×195mm
Cena19,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 17,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Kto dzisiaj pamięta Andrzeja Piwowarczyka? Chyba tylko najbardziej zagorzali wielbiciele „powieści milicyjnej”. Swoje cztery krótkie dzieła, których głównym bohaterem uczynił on kapitana Gleba (nie wiadomo nawet, czy to imię, czy też nazwisko) – funkcjonariusza Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej w Warszawie – opublikował bowiem dawno temu, w latach 1956-1961. A były to kolejno: „Stary zegar” (1956), „Królewna?!” (1956), „Maszkary” (1957) oraz „Otwarte okno” (1961). Później do tematyki tej już nie wracał, skupiając się głównie na pracy dziennikarskiej oraz zainteresowaniach filatelistyką i numizmatyką. Urodził się w październiku 1919 roku w Dąbrowie Górniczej w rodzinie robotniczej. Z teczki personalnej sporządzonej przez Służbę Bezpieczeństwa, do której dotarła pracowniczka Instytutu Pamięci Narodowej Dorota Skotarczak, autorka opracowania „Otwierać, milicja! O powieści kryminalnej w PRL” (2019), wynika, że miał pochodzenie żydowskie. Kiedy skończył sześć lat, rodzina przeniosła się do Radomia, gdzie Piwowarczyk uczęszczał do Gimnazjum imienia Jana Kochanowskiego.
W szkole zaczął „komunizować”, nawiązał też kontakt z Emilem Zegadłowiczem, którego skandalizująca powieść „Zmory” (1935) zrobiła na nim wielkie wrażenie. Matury nie zdał – z powodu swego zaangażowania politycznego zmuszono go do przerwania nauki. Przeniósł się wtedy do Poznania i został zecerem w miejscowej Drukarni Rolniczej. Zażyłość z Zegadłowiczem sprawiła, że stał się gościem w domu pisarza w Gorzeniu Górnym pod Wadowicami, gdzie dane mu było poznać wielu wybitnych polskich artystów. Z jego inspiracji napisał też swoje pierwsze dzieło literackie – poemat „Nad Wisłą grają motory” (1938), które zresztą skonfiskowała sanacyjna cenzura. Okupację Piwowarczyk spędził w Skarżysku-Kamiennej i w jednej z podczęstochowskich wsi; współpracował z podziemiem – najpierw Związkiem Walki Zbrojnej, później Gwardią Ludową. W 1945 roku zamieszkał w Lublinie, został członkiem Polskiej Partii Robotniczej i dziennikarzem „Głosu Ludu”. Lata 1947-1951 spędził jako korespondent w czeskiej Pradze. Po powrocie do kraju wstąpił do Związku Literatów Polskich, przyjęto go też do polskiego oddziału PEN Clubu.
Bardzo dużo pisał, zwłaszcza do prasy; jego artykuły drukowały między innymi „Kierunki”, „Nowa Kultura”, „Życie Literackie”, „Twórczość”, „Polityka”, „Odrodzenie” i „Nowe Książki”. Znał kilka języków obcych, więc dorabiał sobie także tłumaczeniami. Z uwagi na jego kontakty zagraniczne zainteresowała się nim Służba Bezpieczeństwa; nasiliło się to od 1960 roku, gdy dziennikarz starał się o zgodę na wyjazd do Izraela na proces hitlerowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna. Ostatecznie do tego nie doszło, ale kontakty z ambasadą izraelską w Warszawie, a później również ze znanym „łowcą nazistów” Simonem Wiesenthalem utrzymywał jeszcze przez kilka lat. Zmarł w grudniu 1975 roku w Myślenicach. Dane biograficzne zaczerpnąłem z wydanej cztery lata temu w Tarnobrzegu książki „Pisz i maluj… Korespondencja Andrzeja Piwowarczyka z Marianem Ruzamskim (1936-1943)”. Należy dodać jeszcze, że Ruzamski był cenionym przed wojną malarzem i grafikiem, w 1943 roku trafił do obozu Auschwitz, a zginął dwa lata później z powodu skrajnego wycieńczenia w Bergen Belsen.
Jak widać, Piwowarczyk miał dużo więcej szczęścia, dzięki czemu jego właściwa działalność literacka przypadła na okres Polski Ludowej. Akcja „Starego zegara” – pierwszego opowiadania z późniejszego cyklu „Kapitan Gleb opowiada” – rozgrywa się w kilku płaszczyznach czasowych, a całą intrygę kryminalną poznajemy w ramach retrospekcji. Jest 1954 rok; nieznany z imienia narrator, który jest dziennikarzem stołecznej prasy – możemy chyba uznać go za alter ego autora – przychodzi na ulicę Karowa, gdzie mieściła się wówczas siedziba Komendy Głównej MO, by poprosić dobrze mu znanego komisarza o podrzucenie kolejnego ciekawego tematu do sensacyjnego reportażu. Pora jest już późna, budynek niemal pusty – słowem: idealne warunki, aby snuć opowieść o minionych wydarzeniach. Gleb początkowo zastanawia się, co tym razem mógłby „sprzedać” reporterowi, a z pomocą w podjęciu decyzji przychodzi mu… bicie zabytkowego zegara, który – jak się okazuje – był bardzo ważnym dowodem w niezwykle skomplikowanej sprawie.
Aby o niej opowiedzieć, kapitan musi cofnąć się aż do 1947 roku. Do epoki pionierskiej, gdy dopiero budowano zręby nowego ustroju, a po lasach wciąż jeszcze kryły się antykomunistyczne bandy, które coraz trudniej było odróżnić od typowych rzezimieszków, wykorzystujących do wzbogacenia się powojenny chaos. Nocny pociąg z Warszawy do Białegostoku zostaje nagle zatrzymany w okolicach Szepietowa. Dlaczego? Doszło w nim bowiem do zbrodni. Pod osłoną nocy ktoś zastrzelił jadącego w przedziale starszego mężczyznę, po czym wyskoczył z pociągu, jeszcze zanim któryś z pasażerów chwycił za hamulec bezpieczeństwa. Ofiarą okazał się zatrudniony w Ministerstwie Skarbu na bardzo odpowiedzialnym stanowisku ceniony złotnik – człowiek, przez ręce którego każdego dnia przechodziły precjoza o ogromnej wartości. Milicja od samego początku podejrzewa, że to właśnie miejsce pracy ma związek ze śmiercią złotnika, ale nie potrafi znaleźć na to żadnych dowodów. Głównymi podejrzanymi stają się więc członkowie grasującej w okolicy bandy Filipa.
Dopiero dwa lata później okazuje się, że to nie mający powiązania z Polskim Stronnictwem Ludowym Stanisława Mikołajczyka „żołnierz wyklęty” Filip (ani też nikt na jego rozkaz) zabił starca. Gleb musi więc zacząć dochodzenie od nowa. Trochę zaskakuje fakt, że Andrzej Piwowarczyk, wcześniej unikający raczej podobnej tematyki, z takim znawstwem opisuje śledcze procedury. Tym bardziej że – przynajmniej do pewnego momentu – robi wszystko, aby utrudnić, a nie ułatwić dzielnemu milicjantowi śledztwo, czym zresztą skutecznie podnosi poziom napięcia i wzmaga zainteresowanie postępowaniem. Dopiero gdy kapitan, wraz z kibicującymi mu czytelnikami, traci już wszelką nadzieję na rozwiązanie sprawy – pojawia się „znak”, który nakierowuje Gleba na właściwy tor. Niestety, fabularnie jest to najsłabszy moment książki – wyjątkowo naiwnie umotywowany, chociaż mieszczący się w granicach prawdopodobieństwa. Można jednak uznać, że komplikując intrygę, autor sam siebie zapędził w kozi róg i na koniec nie widział innej możliwości przecięcia tego „węzła gordyjskiego”, jak poprzez zastosowanie zasady „deus ex machina”.
Mimo kilku mielizn i słabości, „Stary zegar” potrafi zainteresować i zaintrygować. Głównie dlatego, że z jednej strony barwnie oddaje rzeczywistość lat 40. i 50. ubiegłego wieku, a z drugiej – daje wgląd w metody śledcze ówczesnej milicji. W czasach gdy nikt jeszcze nie marzył nawet o badaniach DNA czy wykorzystywaniu do łapania przestępców komputerów. Książka jest oczywiście skrzywiona ideologicznie: Filip – przywódca bandy – ma „nalaną, rzeźnicką twarz”, a jeden z podejrzanych okazuje się inteligentem i na dodatek informatorem, a potem pracownikiem przedwojennej policji. A tacy to, wiadomo, element niepewny, zdradziecki – wśród nich przede wszystkim trzeba szukać sprawców… Choć kapitan Gleb i odwiedzający go dziennikarz rozmawiają ze sobą przez kilka godzin, o nich samych dowiadujemy się niewiele; pozostają na uboczu wydarzeń, jakby ich biografiami Piwowarczyk nie chciał odciągać czytelnika od zasadniczego toru śledztwa. A może wolał nie ryzykować starcia z cenzurą, gdyby okazało się, że wyposażył ich w przeszłość aktualnie znajdującą się w niezgodzie z partyjną wykładnią.
„Stary zegar”, zanim trafił do księgarń, emitowany był w 1955 roku jako słuchowisko radiowe. Jego popularność sprawiła, że Piwowarczyk postanowił przelać perypetie kapitana Gleba na papier. Książka ukazała się kilkanaście miesięcy później (w Wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej), a w następnym 1957 roku pojawił się – i to dopiero mogło zaskakiwać! – oparty na niej komiks, który narysował Szymon Kobyliński. Opublikowało go Biuro Wydawniczo-Propagandowe RSW Prasa – Książka – Ruch. Miał on dwadzieścia dwie strony, trzydziestotysięczny nakład i format zeszytowy. Był czarno-biały, choć trafiały się w nim także kadry w odcieniach szarości bądź czerwieni. Zgodnie z ówczesną polską tradycją, pozbawiony był „dymków” – tekst znajdował się obok lub pod rysunkami. Na ostatniej stronie pojawiła się też zapowiedź kontynuacji w postaci „Królewny”. Niestety, z jakiegoś powodu ta nigdy się nie ukazała. Prawdopodobnie było jeszcze za wcześnie na zaadaptowanie na polski rynek formy artystycznej kojarzącej się jednoznacznie ze „zgniłym Zachodem”. Przyjmie się dopiero – jedenaście lat później – w mocno już zmienionej sytuacji politycznej „Kapitan Żbik”.
koniec
22 sierpnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka gryziona po kostkach
Jarosław Loretz

15 IX 2019

„Miła dziewczyna”, gromadząca kilkanaście opowiadań Fritza Leibera, miała być ucztą dla czytelnika spragnionego starszej, amerykańskiej science fiction. Niestety, zaproponowane dania są trudne do przełknięcia i grozi po nich solidna niestrawność.

więcej »

Kanibal z Niebuszewa
Sebastian Chosiński

14 IX 2019

Max Czornyj – adwokat i pisarz – pozazdrościł chyba Remigiuszowi Mrozowi i postanowił pościgać się z nim w liczbie wydawanych książek. Opublikowany w sierpniu „Rzeźnik”, w którym opisał losy i zbrodnie Józefa Cyppka, być może najokrutniejszego seryjnego mordercy w dziejach Polski Ludowej, jest jego czwartą powieścią w tym roku. I chociaż czyta się ją ekspresowo i z zainteresowaniem, prawdopodobnie zapomni się o niej tak samo szybko…

więcej »

Krok we właściwą stronę
Joanna Kapica-Curzytek

13 IX 2019

W książce „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” najważniejszy jest podtytuł: to molestowane ofiary własnym głosem mówią o tym, co je spotkało ze strony duchownych. Często jest to przerwanie milczenia po latach. Przełamywanie własnego wstydu i niezrozumienia ze strony tych, którzy słuchają. Pokonywanie strachu przed stygmatyzowaniem.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.